Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

„Dedykuję wszystkim lotnikom nocnych myśliwców RAF (Royal Air Force), którzy w ciszy nocy bronili nieba nad Europą w czasie zawieruchy II wojny światowej.”

Jan Jarosław Zieleziński


 

-------///---\\\-------

 

Cisi, nocni zwiadowcy
 

Lećmy na akcję znów
my dzielne nocne ptaki*
Księżyca ciemny nów
oślepi wrogie szpaki*

 

Niewdzięczna praca to,
każdy to wie, wytyka
Arabskiej nocy zło*
i ta matematyka*

 

Gdy inni idą spać
wtedy my nocni łowcy
Puchaczów lwowskich brać,
cisi, dzielni zwiadowcy

Uhu, uhu, uhu... na żer wyruszyć pora
Uhu, uhu, uhu... złapać podłego zmora
Uhu, uhu, uhu... zestrzelić psa szkopskiego
Uhu, uhu, uhu... z browninga kochanego

 

Operatora fach —
zadanie przechlapane.
Innych rozkosz jest w snach,
a ty przeliczasz dane*

 

Wraz z przyjacielem swym
na dużej wysokości
Magnetron* bije rytm
a moskit* rusza w pościg

 

Likwidujemy cel
niewidoczni dla wroga
Wrony* ostatni trel
dotyka śmierci trwoga


Uhu, uhu, uhu... na żer wyruszyć pora
Uhu, uhu, uhu... złapać podłego zmora
Uhu, uhu, uhu... zestrzelić psa szkopskiego
Uhu, uhu, uhu... z browninga kochanego

 

Czasem bywa i tak,
że mimo szczerych starań
umknie niemiecki ptak.
Sen błogi przerwie mara*.

 

Czy kiedyś skończy się
ten wstrętny koszmar wojny?
Słoneczko zbudzi nas
Ze snów tak złych i podłych.

 

Nastanie piękny dzień
nasze wyczekiwanie
A po nas niczym cień
jeno ten hymn zostanie


Uhu, uhu, uhu... na żer wyruszyć pora
Uhu, uhu, uhu... złapać podłego zmora
Uhu, uhu, uhu... zestrzelić psa szkopskiego
Uhu, uhu, uhu... z browninga kochanego



-------///---\\\-------

 

------------------------------------

Wyjaśnienia do tekstu:
 

nocne ptaki* / nocni łowcy = mowa o 307 Dywizjonie Myśliwskim Nocnym RAF noszącym pseudonim: „Lwowskie Puchacze”. Był to unikatowy dywizjon RAF wyposażony w specjalistyczny sprzęt do wykrywania zagrożenia ze strony niemieckiej Luftwaffe używany w nocnych rajdach i akcjach lotniczych. Więcej na:

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


 

szpaki* / wrony = określenie zagrożenia ze strony nazistowskich Niemiec nadciągającego z powietrza podczas działań Drugiej Wojny Światowej.
 

Arabskiej nocy zło* = w tym określeniu zawarte są dwa synonimy, które biorą się ze specyfiki nocnych akcji RAF przeciw niemieckiej Luftwaffe kiedy to noc nad kanałem La Manche (i w innych miejscach operacji Dywizjonu 307) potrafiła być ciemna niczym osławione legendami tzw."arabskie ciemności". Zaś "zło" odnosi się do wszelkiego zagrożenia ze strony nazistowskich Niemiec, z którym miał do czynienia nocny Dywizjon 307 RAF.
 

i ta matematyka* / przeliczasz dane* / Magnetron* / moskit* = specyfika nocnych działań RAF'u niejednokrotnie była wspomagana najnowszą (na tamte czasy) techniką radarową, m.in. radarem mikrofalowym, którego głównym elementem konstrukcji był tzw. magnetron zdolny do pracy na tzw. falach centymetrowych. Radar ten miał fenomenalne (jak na tamte czasy) możliwości, bo pomimo że pilot RAF miał ograniczone możliwości wizualnej identyfikacji (i namierzenia) wrogiego celu to tenże radar umożliwiał mu to z wręcz zabójczą precyzją (pilot mógł skutecznie zestrzelić cel, który był ledwo widoczny, lub kompletnie niewidoczny). Radar był obsługiwany przez drugiego członka zespołu bojowego, którym był operator radaru. Operator musiał na bieżąco dokonywać często dość skomplikowanych obliczeń matematycznych (przeliczeń danych z radaru/oscyloskopu), żeby później przekazać je do pilota, który pilotował i zazwyczaj obsługiwał broń pokładową (np. wymienione w piosence karabiny 4x Browning kaliber .303 (7,7 mm) lub 4x działka Hispano kaliber 20 mm ). Najczęstszymi (choć nie jedynymi) samolotami Dywizjonu 307 były doskonałe w pilotarzu samoloty de Havilland Mosquito (moskity), które były niesamowicie lekkie (bo były drewniane) oraz posiadające bardzo dynamiczne silniki Rolls-Royce Merlin co nadawało im niesamowite osiągi bojowe (np. pomimo uszkodzenia jednego z silników Mosquito był w stanie bez większych problemów wykonać manewr zwany "beczką" w celu uniknięcia ataku).
 

Sen błogi przerwie mara* = czasami naprawdę nie wszystkie wrogie ataki udawało się przewidzieć, w porę wykryć, lub też w porę zniwelować, skutkiem czego -literalnie rzecz ujmując- błogi sen londyńczyków przerywany był przez nocne bombardowania np. przez latające, niemieckie rakiety V1 lub niemieckie bomby.



Inspiracja:



Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Na zdjęciu powyżej:
Lotnicy 307 dywizjonu 1943. Trzeci od prawej nawigator L. Michalski- zdjęcie z 307 SQUADRON PROJECT



Na zdjęciu powyżej:
Zbiorowe zdjęcie Lwowskich Puchaczy (baza Exeter, grudzień 1941 r.).


Film poniżej opowiada o samolocie de Havilland Mosquito używanym w 307 Dywizjonie Myśliwskim Nocnym RAF (proszę się nie sugerować zdjęciem poglądowym na "okładce" do filmu, ponieważ tam autor filmu umieścił samolot Supermarine Spitfire należący z kolei do Dywizjonu 303 "Kościuszkowskiego", którego pilotuje pilot tegoż Dywizjonu 303 - Jan Zumbach):



 

Edytowane przez jjzielezinski (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Świetny hołd dla nocnych myśliwców z poetyckim polotem. To nie tylko utwór o walce, ale też o ludziach, którzy po cichu wykonywali niezwykle trudną służbę. Pozdrawiam serdecznie*)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       

      Maniuś

       

      Urodziłem się tuż po pierwszej wojnie światowej w Poniatach – rodzinnym gnieździe Poniatowskich herbu Ciołek. Dzisiaj, kiedy nie ma mnie już na tym świecie od niemal czterdziestu lat, moja wnuczka może łatwo sprawdzić w internecie i przeczytać mądrości, że to wcale „nie z tych” Poniatowskich. Ale jak to nie z tych? Skoro z Poniatowskich herbu Ciołek, to przecież, że z tych! Ziemia Zakroczymska była w czasach szlacheckich ważnym ośrodkiem, miejscem kontaktów z władzami królewskimi. Było tam wielu królewskich urzędników.

       

      Jako malec zupełnie się nad tym nie zastanawiałem. A gdy podrosłem, „zostałem” mieszczaninem i robotnikiem. Czasy powojenne były łaskawsze dla chłopów i ludzi pracy. Wtedy niechętnie mówiło się głośno o tym, że przodkowie mieli jakiś herb albo walczyli w narodowych powstaniach. Takie tajemnice lepiej było trzymać w domu.

       

      Gdy byłem jeszcze chłopcem, przenieśliśmy się ze wsi do miasta. Położone było nad piękną, szeroką rzeką, która swoje źródło miała daleko na Kresach. Zamieszkaliśmy na terenach podmiejskich. Ich urok polegał na tym, że na niewielkim kawałku ziemi można było prowadzić własne, tycie gospodarstwo.

       

      Mieliśmy tam wszystko: trochę pola, konie, krowy, owce, kury, indyki i kaczki. Mama i tata nie opływali w luksusy, ale byliśmy samowystarczalni. Żyliśmy z płodów ziemi i z tego, co sami wyhodowaliśmy. Tatuś dodatkowo zarabiał na handlu końmi, a mamusia wkładała całe serce i czas w hodowlę drobiu. To był nasz bezpieczny świat.

       

      Do szkoły nawet lubiłem chodzić. Najbardziej ciekawiła mnie historia oraz polska literatura. Często jednak wygrywało we mnie zwykłe, chłopięce lenistwo. Zdarzało mi się rzucić tornister za przydrożny płot i uciec z kolegami z klasy na wagary. Mówiło się wtedy, że bumelujemy. Całe dnie spędzaliśmy na kąpielach w rzece i zabawie w gęstym lesie.

       

      Mimo tych ucieczek, sporo ze szkoły zapamiętałem na całe życie. Miałem dobrą pamięć do wierszy i piosenek. Uwielbiałem recytować „Powrót taty” Mickiewicza albo bajkę „O Janku, co psom szył buty”. W dorosłym życiu chętnie śpiewałem stare melodie: „Jarzębinę czerwoną”, „W pielgrzymiej szacie”, „Malowany wózek” czy "Czarną morową".

       

      W głębi duszy byłem jednak samotnikiem. Największą radość sprawiało mi... siedzenie na dachu przydomowej szopy. Mogłem tam spędzać godziny, wpatrując się w niebo i obserwując krążące nad domem gołębie.

      Wszystko zmieniło się, kiedy poznałem Klarę. Bardzo zbliżyliśmy się do siebie i od tamtej pory staliśmy się już na zawsze niemal nierozłączni.

       

      Edytowane przez Poet Ka
      wstawienie ilustracji (wyświetl historię edycji)
  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...