Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

 

Moja przyjaciółka,
Perimenopauza,
Codziennie przynosi nowe dary:
siwy włos na skroni,
wzburzone hormony,
nagłe poty, chłody, mary, ciary…

 

Moja powierniczka
słyszy moje głosy,
ale w gruncie rzeczy mnie nie słucha.
Moim ciałem rządzi,
głową moją błądzi.
Mówię: „Dość!”, a ona jakby głucha!

 

Moja terapeutka
daje mi sygnały,
by czule utulić samą siebie:
zaznaczyć granice,
poszerzyć źrenice,
dostrzec, kiedy ciało jest w

potrzebie…

 

Moja instruktorka
i motywatorka
zołzą jest, choć dobre ma intencje!
Drażni mnie i męczy,
strofuje i dręczy!
Robi testy na inteligencję.

 

Moja przyjaciółko,
Perimenopauzo!
Podaj dłoń, a ja przestanę szlochać!
Z głową uniesioną,
z duszą uleczoną
zmieniam się i uczę siebie kochać.

 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Opublikowano

@Werka1987

...

ONA jest taka 

lubi być na pierwszym planie 

ale cóż się stanie 

jak ją na chwilę zostawisz 

i się trochę zabawisz 

 

już widzę 

jak makijaż robisz 

i na spacer wychodzisz  

dawno na sobie 

sukienki nie miałaś 

dlatego dziś 

sama sobie się dziwisz 

jednak jesteś wspaniała 

...

Pozdrawiam serdecznie 

Miłego spaceru 

Opublikowano

Dobry wiersz na smutny temat, ważny właściwie dla wszystkich. Życie. Kiedyś była sztuka teatralna "Menopauza i już" w formie komedii muzycznej. Nie widziałem, ale podobno świetna.  Pozdrawiam z życzeniem uśmiechu

Opublikowano

Bardzo sympatyczny wiersz, aczkolwiek, a co jeżeli to jeszcze nie ten czas?

Media ostatnio kreują ten temat jako modny dla młodych jeszcze kobiet, ot, jakieś problemy, to na pewno to.. Że pzdr

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...