Ja pośród wszystkich, ja całkiem sama
puste butelki, potłuczone serca
w bezkresnym łóżku noce nieprzespane
Płynne trucizny w trzęsącej się ręce
Spójrz na mnie proszę, dostrzeż mnie, pokochaj
będę kim kurwa tylko zechcesz, powiedz
Możemy gnić razem w alchemicznych prochach
albo spijać wino z niedomkniętych powiek
Wylejmy na rany resztki tej trucizny
Niech pali do kości, niech zatrze wspomnienia
Na szkle i na ciele pozostają blizny
I chociaż to boli jest warte cierpienia
W magicznych oparach duśmy swoje myśli
Zatrzymam sekundy by czas nam nie minął
Mogę być fantazją która Ci się przyśni
Tylko Ty nie odejdź gdy skończy się wino
Toksynami pachną ponure poranki
Slonce parzy mocno moje nagie ciało
Swoją ręka sięgam do wczorajszej szklanki
Ciebie przy mnie nie ma, dla Ciebie to mało