Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

@Alicja_Wysocka

 

Nawet jeśli poezja chwilowo zachorowała, Twój wiersz udowadnia, że wciąż ma się dobrze. Smutny Twój nokturn, ale piękny z niego wiersz. 


Nie rzucaj się w żadną przepaść,

poezja tylko przysnęła,

daj jej dziś czułość swych dłoni,

by wkrótce znów cię objęła.

Opublikowano (edytowane)

@Berenika97

 

mój wiersz wstał dziś lewą nogą

zaspał i trochę marudzi

ale spojrzał jest Bereni

więc uśmiechnął się obudził 

 

                   *

czasem po "pańsku' chorują

wtedy udają migrenę

bo chcą zawołać uwagę

więc nabierają na ściemę

 

Pozdrawiam Bereniko, nie trzeba wierzyć wierszom :)

 

Edytowane przez Alicja_Wysocka (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Berenika97

a to nadal jakieś takie

chorowite bardzo blade

czasem połknie źle pogryzie

poetyckim struje jadem

 

leży w betach słabowite

gorączkuje nawet kaszle

nie wiem co chce na co liczy

sprecyzować ma najaśniej

 

obrażony nadąsny

ledwie wylazł jak przebiśnieg

chyba wezmę skierowanie

i na zabieg szybko wyślę

Opublikowano

@Alicja_Wysocka   świetne rozliczenie  związku z poezją.  "Pobrzydła i zwyrodniała" boli, bo to prawda o wypaleniu. A jednak "rzucę się w przepaść dla ciebie" - kocha się do końca, nawet gdy kochanek umiera.

Twoje pióro zawsze zachwyca !

Pozdrawiam.

 

Opublikowano

@wiedźma Wiedźminko Kochana, coś mi się spaliło, jeszcze nie wiem.

Ja wiem co zrobię. Napiszę wiersz o tym, że latam na miotle  na Łysą Górę na sabat czarownic :))

Mówię Ci o tym, bo mam miotłę dwuosobową, Wiedźminka też się zmieści.

Słonka dla Ciebie, a raczej gwiazdki, bo to chyba noc. Cmok :)*

Opublikowano

@Christine Wiesz, wszystko się zmienia, to, co kiedyś było sztuką, dzisiaj już nie jest, może jest ale chwilową - coś jak moda. Widzę to tak: Słowo cudowne zamieniono na cudaczne niby podobne, a jednak bardzo różne w znaczeniu.

Dziękuję że wiąż do mnie zaglądasz, pozdrawiam :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...