Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

@Marek.zak1 Pułapka cywilizacji :-)

 

Otaczamy się "protezami i wkrótce, bez nich będziemy bezradni fizycznie, społecznie i psychicznie... jeśli nie będziemy mądrzy dla siebie i innych. Serdecznie pozdrawiam :-)

 

Opublikowano

takie nogi to  na scenę

temperament mogą przenieść

tylko trzeba dużo chodzić

aby sprawne były nogi

pozostawić te gadżety

chyba że się komuś spieszy

wtedy użyć raz od święta

i na co dzień nie pamiętać

dbać o nogi całe życie 

pielęgnować należycie

by działały do starości

trzeba wciąż trenować kości

trzeba laski niech nebeska

tylko taka jest najlepsza
:))))

Opublikowano

@Marek.zak1 czy hednak nie postęp, bo człowiek robi się słabszy od tych udogodnień. Wiersz napisany w żartobliwy sposób, ale morał to taki pstryczek w nos i przebudzenie:) Naprawdę fajnie się czytało. Pozdrawiam serdecznie!

Opublikowano

@Waldemar_Talar_Talar Tak, organy mało używane zanikają. Pozdrawiam

@Alicja_Wysocka Ja kiedyś miałem samochód na pedały, ale teraz już takich nie widzę. Są baterie, światełka i same jadą. Pozdrowionka. 

@JWF Dzięki, samo życie. Pozdrawiam. 

@LessLove Wygoda i niechęć do wysiłku, no i  efekt jest. Pozdrawiam

@Jacek_Suchowicz Wynalazki ułatwiają życie, ale warto znać umiar. Pozdrawiam i dzięki za wpis.  

@Mitylene Dzięki za miłe słowa, lepszy pstryczek od trucia, jak sądzę. :Pozdrowionka

@violetta Dokładnie. Pozdrawiam wieczornie.

@Charismafilos Tak, postęp potrafi być podstępny, a ułatwienia mocno zdradliwe. Pozdrawiam.

@Berenika97 Tak, w tych kciukach jesteśmy mocni. Co do rodziców, to wiesz, najlepiej przekonuje własny przykład:). Kolorowych snów. M

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...