Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

@Nata_Kruk

...

można tak

z lekkością duszy

 

Międzyzdroje

 

morze pachnie

miłą poetką

słońce nie dokucza

lekka bryza

przynosi wieści

z daleka

pewnie tam

przygoda czeka 

...

Pozdrawiam serdecznie

Miłego dnia 

Opublikowano

@Nata_Kruk

 

Niezwykle poruszający wiersz.

Bardzo trafia do mnie motyw odnajdywania własnych przeżyć w cudzych wersach. Ostatnia zwrotka daje nadzieję - te "tęcz kokardy" przypinane chmurom to piękny i budujący obraz!

Jakże wrażliwe jest Twoje spojrzenie na poezję i naszą codzienność. Piękny! 

Opublikowano

@Nata_Kruk

 

proponuję się zatrzymać i wyciszyć

uspokoić namiętności oraz zmysły

i posłuchać o czym cisza dzisiaj milczy

aby z wiersza móc wyciągnąć myśli wszyskie

 

które autor w dziełku swoim poukrywał

zastanowić i dorzucić przemyślenia

niech się autor dowie o czym wiersz napisał

następnego wiersza przyszedł już mi temat

:)))

Opublikowano (edytowane)

@andrew... z lekkością duszy, można wiele próbować.. :) uda się.

Dziękuję za wierszowany komentarz.

 

@Berenika97... jestem pewna, że wielu z nas, odnajduje jakieś cząstki z własnego życia,

w czyimś pisaniu. Jam m.in. chyba też po to piszę. Fajnie, że spodobał Ci się.. :)

Dziękuję za komentarz.

 

@Migrena... nitka nadziei w kolorze tęczy, to dobry argument, aby ten porąbany świat łatać jakoś. Próbujmy... :) ... ładnie się odniosłeś, dziękuję.

 

@Waldemar_Talar_Talar... cieszę się, że tak jest. Dziękuję za 'słowo'.

 

Raz jeszcze dygam w podziękowaniu za zostawione słowa... :)

 

Gościom, którzy przystanęli przy treści i zostawili punkcik aprobaty.. bardzo, BADZRO dziękuję.

Pozdrawiam wszystkich.

 

 

Edytowane przez Nata_Kruk (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...