Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

@Migrena

...

obecność 

bliskość 

spojrzenie 

dotyk 

to codzienność 

 

przejście 

do podświadomości 

istnienienia

materializuje sny

tam dziś i jutro 

jedno ma imię 

 

spotkanie siebie 

to nie wybuch wulkanu 

to wynurzający się 

z ziemi kwiat

...

Pozdrawiam serdecznie

Miłego wieczoru 

Opublikowano

@Migrena

 

Zachwyca mnie to, jak ludzkie emocje przełożyłeś na język fizyki, kosmologii i geologii.

To sprawia, że bliskość drugiej osoby wydaje się czymś nieuniknionym, wręcz kosmiczną koniecznością.

 

Tekst jest gęsty od wspaniałych metafor.

"...świat na chwilę nie trafia w siebie" - niesamowity początek.

Piękny jest motyw, że prawdziwe spotkanie dzieje się poza słowami ("wszystko, co ważne, dzieje się wcześniej niż język"). To stan, którego nie da się jeszcze nazwać, bo każde słowo byłoby spłyceniem tego napięcia.

A obraz rzeczy, które „zaczynają spóźniać się do własnych kształtów” to idealny opis tego, jak obecność kogoś bliskiego burzy dotychczasowy porządek świata.

"...czy dwa ciała mogą pamiętać jedno światło" - piękna, niemal mistyczna puenta o wspólnym pochodzeniu dusz (lub materii).

Miłość pojawia się tu jako błąd w matriksie, wyrwa w czasoprzestrzeni, jest to potężna siła, która dosłownie rozrywa i na nowo składa rzeczywistość. Fantastyczny tekst!


 

Skończyło się banalne „motyle w brzuchu mam”,

Gdy czytam ten poetycki, grawitacyjny kram.

Tu miłość nie ma serca, tu rządzi fizyka,

Rzeczywistość pęka, a rozsądek znika!

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

... zgadza się, początek świetny.

"drżenie"... wręcz drgania.. to dzieje się między dwoma ciałami... jakimikolwiek w przestrzeni kosmicznej, czy na ziemi, ale też... dwa ciała ludzkie dobierają się z jakiegoś powodu, jeśli gorący, znaczący... pomiędzy także może być/ zadziać się 'kosmos'...
Bardzo dobre porównania, łączysz to w całość dając na koniec dobrą puentę.
oddech (...) należy do tego co między nami.... :) Treść wciąga.

Spokojnego snu, bez drgań.

 

Edytowane przez Nata_Kruk (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Poet Ka

 

och Poe:)

 

czysty spirytus?:)

 

dziękuję Ci serdecznie:)

 

masz oczywiście rację:)

 

 

 

 

@Nata_Kruk

 

Nata:)

 

te drgania ustąpiły:)

 

jestem zdrowy:)

 

o matko, ja chodzę......

 

 

dziękuję Nata:)

 

 

 

 

@Berenika97

 

 

Nika.

 

jak tak napisałaś to ja poszedłem jeszcze dalej.

 

 

 

 

 

po drżeniu 

 

po tym nie ma powrotu do "przed"
bo "przed"  okazuje się
błędem pamięci

chodzimy po świecie, który nie składa się już z rzeczy
tylko z ich możliwych wersji

krawędzie przedmiotów zaczynają się wahać
jakby nie wiedziały, czy chcą być ostre
czy zrezygnować z formy

twoje imię

nie trzyma się jednego brzmienia
zmienia się w zależności od tego,
jak blisko stoję

a moje ciało
zaczyna reagować na ciebie
z wyprzedzeniem
jakby znało już każdy ruch
zanim zostanie wykonany

ludzie mówią, że to tylko zmęczenie
że świat jest stabilny
że nic się nie dzieje

ale my wiemy
że stabilność to tylko najwolniejsza forma pęknięcia

bo drżenie rozlało się dalej

teraz dotyczy już nie nas
ale zasad

przestrzeń między rzeczami
przestaje być pusta
zaczyna pamiętać
i w tej pamięci
wszystko, co oddzielone
szuka sposobu, żeby znowu się dotknąć
bez dotyku

 

 

 

to Ty Nika napisałaś to mną .

 

czy jakoś tak:)

 

 

dziękuję Ci bardzo:)

 

 


Opublikowano

@Migrena

 

Skoro stabilność to najwolniejsza forma pęknięcia, nie pozostaje nic innego, jak polubić szczeliny.

To przez nie widać te „możliwe wersje” świata. Skoro przestrzeń między rzeczami zaczyna pamiętać, to znaczy, że nie jesteśmy już tylko obserwatorami - staliśmy się tym, co zapamiętane. Dotyk bez dotyku to najtrwalszy ślad. Dziękuję za tę odpowiedź. :)

  • 2 tygodnie później...
Opublikowano

@Migrena

 

To niezwykły wiersz, który opisuje bliskość nie przez czułość, ale przez destabilizację. Jakbyś pisał nie o miłości, tylko o tym, co miłość robi z rzeczywistością. A to coś innego. Świetny tekst! :) Pozdrawiam.

Opublikowano

@Migrena

 

 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

tym razem nie! dziękuję! Jesteś moim Apostołem! Posłańcem ! I nie wiem kim jeszcze jesteś! ( wiem jak to brzmi ale mam poważny powód by tak sądzić)  pozdrawiam! 
 

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...