Uchylę wszystkie gwiazdy,
by u rąk twych
mogły zamigotać.
Twe oczy jak kryształ
od cienia śmiertelnego —
pobladły.
Niech już zastygną
na zawsze w podzięce,
że zechciałaś je podarować
raz jeden, jedyny
świętej Panience.
A mnie — raz jeden, jedyny — ucałować.
I podarowałem ci na zawsze
chore od miłości,
bez obaw żadnych,
szczere do bólu serce.
Ty odebrałaś od ust moich słowo,
które boli jak od kuli zabłąkanej rana,
i sprawiłaś, że nic nie zdoła nas otulić —
tylko ziemia w polskich barwach.
I zrobiło nam się słodko
od sierpniowych migdałów,
którymi zechciałaś mi pobrudzić
usta jagodową, czarną nocą.
I zrobiło nam się słono
od łez spływających
wprost z ziemi zapłakanej ku naszym oczom,
by wraz ze świtem
odejść — niepokonanym.