Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Idę przed siebie. Idę na wprost. W światło. W to jaskrawe jarzenie. W puls. Idę i nasłuchuję. Nic.

Słucham wciąż… W nikłych oddechach pustki. W tym chłodzie. W toni olśnionej miliardem

gwiazd. Idę. I słyszę jak mówią. I słyszę, że ono mówi. Że wszystko mówi… Że TO mówi...

 

Wszystko mi się kotłuje . W zamęcie. W rozgorączkowanej głowie.

W snach wariackich pełnych splątanych ze sobą zjaw

o nieustalonych rysach twarzy. O nieznanej proweniencji.

 

Przeciskają się przez ciasne korytarze, przedpokoje,

długie podziemne tunele w półmroku katakumb.

W rozwichrzonych płomieniach świec, łuczyw, lampionów.

 

I oto drzwi do pokoju.

I kolejnego pokoju,

w którym obskurne światło wiszącego żyrandola

rozsyła wokół mdławą poświatę żółtawego blasku.

 

Idą. Idą. Obijają sobą ściany stłoczeni ciasno, trącają gliniane figurki,

które spadają, rozbijając się z trzaskiem, z chrzęstem szklanych,

porcelanowych skowytów.

Obijają się o kanty przedmiotów ustawionych w nieładzie.

O krzesła, pufy, taborety i inne czworonożne stwory przebierające w miejscu wygiętymi w łuk

wątłymi, kościstymi odnóżami w takt pajęczych zalotów.

Nerwowo stukają, pukają, łomoczą... (skąd ich tu się tyle wzięło?)

 

I wszystko milczy, i szepcze zarazem.

 

I znowu chrzęst. I pierzchanie kroków wśród szurań i pokasływań, i chrząknięć.

W nagłym ataku delirycznej ekstazy. W obfitości piany. Wymiocin i ślinotoku…

 

Pełznę… Taplam się w wątrobowej żółci. Dużo tu tego. I będzie jeszcze więcej. Mnóstwo.

 

Lecz znowu pusto…

O, Boże! Jak pusto…

 

Gdzie ty jesteś?

Spójrz! Wokół mnie trwa deliryczna ekstaza zwidów. Królujących wokół fantomów. Tańczą.

Kołyszą się. Stąpają po moich śladach te widma...

 

Przechodzę. Przenikam. Przepływam z pokoju do pokoju.

Przez niezliczone komnaty z drewna i muru.

Z cegieł i kamieni. Wśród rur żeliwnych. Splątanych.

Skorodowanych.

Spleśniałych płócien czarnych, naddartych tapet,

które liżą mnie z przymilnym łkaniem po twarzy, po włosach. Po skroni...

 

Przede mną jeszcze tak wiele.

Jakieś załomy. Mansardy…

A więc płynę, czołgam się. Wspinam (Ja? Czy oni, one… ?)

 

I szepcze wiatr w liściach zawieszonych wysoko.

W gałęziach, łodygach. Na strychu, w deskach.

W połaci dachu.

 

W dębach, kasztanach.

W klombach.

W topolach trzeszczących.

W przechyłach konarów. W tę i we w tę.

 

W noc prawie pustą. W noc pustą, lecz drżącą od nadmiaru powietrza.

Pełną słów czyichś i szeptów ugrzęzłych w nieruchomych, kamiennych, martwych ustach.

 

A więc idę tam, tam, gdzie TO zabiło nas.

W promieniowanie. W światło nocy.

W ten puls. W to drżenie. W ten blask niebieskawy…

 

(Włodzimierz Zastawniak, 2026-05-10)

 

 

 

 

Edytowane przez Arsis (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

w kontekście dwoistości dobra i zła, musi być też takim światło, niebeskie zabija też bakterie w sterylizacji i przyciąga komary... białe ożywia. a może to fioletowe?? fala elektromagnetyczna, chyba polscy naukowcy odkryli materiał na niebieski laser? ciekawe czy to podświadomość bo miałem napisać o rozbrajaniu bomby nuklearnej i jonizacji...

wiersz lepki jak zawsze...

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Ludzie i budynki, konstrukcje techniczne; Leśnej dziczy zapędy; odruchy mechaniczne     płacze i krzyki;     nawyki behawioralne  Wojny, tchórze, złoczyńcy - Chemiczne leki oralne.   Głazy i oazy, pośrodku pustyni Zdobione witraże; halucynogenne fazy. Fachowcy, stolarze, wybryki     młodzieńcze; beztroskie zabawy   Dźwięki muzyki; Odgłosy sławy. Bomby, napady, wroga zawiści     pokoje kontrakty, rozmowy   Czyny chwalebne i akty nienawiści.   Obce kultury, lokalne stroje Podróże i wyloty; pieniężne machloje Puste ulice, przedmieścia warszawskie   Wiersze i Poezje; dzieła wybitne     trwałość, chaos, niepokój – Pochwały zaszczytne   Śmierci, zabójstwa, szpitalne zgony Szydercy, biurokraci i —     kościelne dzwony.   Wszystko było mi obce – bo Nic nie znaczyło. Wnoszę więc swe zapytanie,     Boś ile warci są „My”?         W oparciu o wiersz Rafała Wojaczka „W śmiertelnej potrzebie" Wraz z pokorną dedykacją do autora.
    • śliskie zmurszałe skały, w srebrnej trwając skali, powinnością zmęczone, brudne tkwią w oddali   woda między nimi śliska, zimna, nie mokra, płynie chytrze, wciąż wspomina każda przebyta,   te stopnie nierówno choć chwalą carpe diem ostatni po ostatnim, brzmi nullus dies est
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Bardzo dobrze to ujęłaś... bardzo

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Również dziękuję ;)   I pozdrawiam       Można tak powiedzieć :) Dzięki za wizytę.   Pozdrawiam :)       Też się nad tym zastanawiałem, ale miał wnieść dodatkową wartość. I teraz nie wiem czy działa... ale na razie go zostawiam :) Dzięki za uwagę.  Pozdrawiam :)
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      @Poet Ka świat do góry biegunami...;)
    • Czekałam na pociąg, który odjechał minutę przed tym, jak przyszłam na dworzec.    Usiadłam na ławce, z której miłość mojego życia mogła wstać 10 minut wcześniej.    Znalazłam słowa, które zgubiły się 3 lata temu.   Puściłam rękę, która nawet nie chciała trzymać mojej.   Pożegnałam ludzi, którzy nigdy nie powiedzieli dzień dobry.    Wczoraj znowu topiłam się w przeszłości.   Cierpliwość ma mnie dosyć,  ściany mojego pokoju najchętniej by z niego wyszły.    Chcę wydusić z siebie wiersz, którym jeszcze się nie zakrztusiłam. 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...