Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

dlaczego powinni się przekrzykiwać? dlaczego powinni wycofać? i dlaczego do cholery jasnej wekslujesz temat na kwestie obecności w Iraku? mówimy o terroryzmie! ja się nie zgadzam na terroryzm jako sposób wyrażania ruchów wolnościowych!
to jest odwracanie kota ogonem, mówienie, że odpowiedzialny jest ten, co się nie sprzeciwił, a dlaczego ja mam się sprzeciwiać? co mnie do tego zobowiązuje? czy ja mam jakiś moralny obowiązek wobec ludzi, którzy (przynajmniej tak mówią) walczą o zakończenie okupacji Iraku? a może oni walczą o to, aby mieć bezpieczny teren dla szkolenia zastępów następnych fanatycznych zabójców? są tacy święci i biedni? nie wierzę w to.
powiem szczerze, że jeśli mam się koniecznie opowiedzieć po którejś ze stron, to wolę stronę koalicji antyterrorystycznej. Było wiele zamachów przed 11 września. Ale ten spowodował, że miarka się przebrała i Amerykanie się wkurzyli. Polskie władze zdecydowały się pomóc. Nie pytały o zdanie obywateli. Jako obywatel masz prawo zebrać 100 tysięcy podpisów i wtedy władze muszą rozpisać referendum w konkretnej sprawie. Zrób to, skoro jesteś przekonany, że polscy żołnierze powinni wyjść i Iraku. Ale to nie jest ten temat. Mówienie, że ofiary zamachów są winne, bo nie zaprotestowały przeciwko wojnie w Iraku jest osobliwym wyrazem debilizmu. Swoją drogą skąd wiesz, że ci, którzy zginęli nie protestowali? A może zginął jakiś aktywista ruchu pacyfistycznego? Nie wiesz tego. Terroryści też mają to gdzieś. Oni mają jednego wroga, którym jest Ameryka (wg słów Bin Ladena) — jej sojusznicy też są ich wrogami.
Dyskusję o terroryzmie obracasz na temat Iraku. Nie wiem na jakiej podstawie. Terroryzm był o wiele wcześniej. Ja myślę, że taki stosunek do sprawy to kwestia antyamerykańskości. Myślenie na zasadzie — jestem przeciwko Ameryce. Cały czas odnosisz się do USA. Musieli ci napsuć krwi porządnie. Ja się wiem, czy decyzję polityczne na taką skalę mogą być rozpatrywane moralnie. Wojna to wojna. Jeden kraj wypowiada wojnę drugiemu. Terroryści są w stanie wojny, ale w ten sposób, że nie znasz ani dnia, ani godziny. Ludzie w USA (zwykli obywatele) przestali się czuć bezpiecznie. Co miały zrobić władze amerykańskie po 11 września? przeprosić i rozwązać Stany Zjednoczone Ameryki? I co miała zrobić Polska? Olać sojusznika? Tak jak olała nas Francja w 1939 i Anglicy, którzy nie chcieli umierać za Gdańsk? Ja ci to wyłumaczę na zasadzie prostej analogii — jeśli mojemu przyjacielowi stanie się krzywda i zwróci się do mnie o pomoc, to nie odmówię.
I ja jestem zdania, że należy usunąć wszystkie reżimy jakie funkcjonują na świecie. I jeśli ktoś się zwróci do Polski o pomoc w tej kwestii, uważam, że Polska powinna pomóc. Efekt jest taki, że w Iraku były wolne wybory. W Afganistanie też. Systemy demokratyczne mają to do siebie, że liczą się z opinią międzynarodową i nie stosują agresji jako sposobu rozwiązania konfliktów. Przypominam, że Amerykanie wystosowali ultimatum do Saddama. Gdyby tak mu zależało na rodakach, to sam by się poddał, zamiast kazać im umierać. Musiał wiedzieć, że nie ma szans.
Kolejny plus: Kadafi się przestraszył i teraz jest kolegą Busha. A niegdyś był najbardziej aktywny we wspieraniu ataków terrorystycznych. A za to wszystko odpowiada Europa, nie Ameryka, bo to są problemy z byłymi terenami kolonialnymi, które potęgi europejskie zostawiły, tak jak były po okresie eksploatacji i utrzymywania ich cywilizacyjnego zacofania. Amerykanie zdecydowali się po nich sprzątać i przyjęli na siebie odium, mimo że państwo żydowskie było realizowane pod auspicjami ONZ i rękami francusko-brytyjskimi. Amerykanie byli be, bo Arabowie bardziej lubili Sowietów, którzy dawali im kałachy, a wiadomo, że Arab lubi broń.

  • Odpowiedzi 100
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


czyli sugerujesz, że to jakaś odrębna rasa ci "terroryści" i kiedyś sobie po prostu wymyslili że będą atakować niewinnych... cale szczęscie że mamy izrael który już wkrótce rozwiąze "kwestie palestyńską" i USA które z altruistycznej potrzeby szerzenia demokracji wytępi terroystów w reszcie świata (oraz w celach prewencyjnych ich matki i dzieci)

nie ja sugeruję tylko, że gdyby nie było interwencji w iraku to zamachy byłyby nadal. no i zagazowywanie dziesiątek tysięcy ludzi przez chemicznego aliego. zamachy to nie żadna zemsta za irak czy afganistan - terroryści po prostu nienawidzą naszego stylu życia (który kłóci się z ich mentalnością, religią i kulturą). zresztą jacy tam z nich sprawiedliwi wojownicy? - ludzie, którzy wykonują czarną robotę przechodzą pranie mózgu - są doskonale wyszkolonymi, maszynami do zabijania. ci którzy im to wszystko wmawiają robią na tym niezłe pieniądze.

ps. nie twierdzę, że usa i cała koalicja nie dopuszcza się tam zbrodni - jednak nie na taką skalę.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


no i znowu ten symbolizm... kim są ci "terroryści" co to "nienawidzą naszego stylu życia" (ja teżnienawidzę pewnych stylów a jednak nie chce mi się nikogo morodować - więc dlaczego im na tym zależy - proszę o odpowiedź) i w jaki sposób zarabiają na tym pieniądze (bo o ile teoria o dostarczaniu broni jest sensowna o tyle w jaki sposób sami terroryści zarabiają na zamachach to już nie mogę wymyślić)
i najważniejsze pytanie - czy naprawdę uważasz, że to terroryści zaatakowali pierwsi (już nawet nie ważne kiedy to było)?? tak po porstu z nienawiści do "zachodu" ??
przecież to by było chyba nawet nielogiczne (to tak jakby mówić, ze niemcy zaatakowali polskę z powodu antyniemieckich nastrojów...)
Opublikowano

1.tak jak wspomniałem, Ci ludzie (?) przechodzą nieustanne pranie mózgu. kuszeni obietnicą raju gotowi sa poświęcić własne życie. skoro nie zabijają z tego powodu tylko z zemsty jak twierdzisz to dlaczego Ty nie zemścisz się na niemcach czy rosjanach?
2. na samej górze tej układanki stoją najwyżsi duchowni, a wiadomo, że religia to niezły biznes
3. możliwe, że nie zaatakowali pierwsi. a nawet jeśli tak jest to co? nas zaatakowali niemcy a nie pojedziesz tam ich zabijać. zresztą o czym Ty mówisz... jak można popierać zabijanie NIEWINNYCH ludzi ( Twój przykład z odpowiedzialnością za własny rząd jest conajmniej śmieszny)

i tym postem zakończę swój udział w tej jałowej dyskusji bo wiem, że nie nabierzesz ani grama obiektywizmu. pewnie również przechodziłeś pranie mózgu podczas seansu farrenheit 9/11 (większej bzdury nie widziałem). ja mam w dupie brednie tego debila moora czy jak mu tam.

pozdrawiam i dobrejnocy

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


ty to na serio? to po cholere ja się tu od kilku godzin produkuję? - jestes obywatelem kraju okupującego inny kraj... to już cie czyni Oficjalnie odpowiedzialnym, w dodatku próbowalem wyjaśnić dlaczego jesteś też odpwoiedzialny moralnie...
ciekawe że nie uważasz że masz czystko moralny obowizaek sprzeciwić się morderstwu dokonywanemu w twoim imieniu przez przez ciebie wybrany rzad, a zaraz potem mówisz, że popierasz akcje wyzwoleńcze mocarstw w innyc krajach - bardzo wygodna ta twoja moralność - nie trzeba nic robić, a jeszcze się jest "dobrym człowiekiem"...

tak, i znowu pojęcie o muzułmanach wyrobione przez media... "zastępy fanatycznych zabójców" ?? jakbym "fakt" czytał, a co ty o nich wiesz? poza tym, że w iraku aż roi się od obozów szkoleniowych, fanatyków z wypranymi mózgami którzy całymi dniami marzą o zniszczeniu chrześcijan i całego świata, i broni masowego rażenia, przewożonej na ruchomych samochodo-wyrzutniach... tyle tylko że broni nie znaleziono, ale to oczywiście drobny szczegół, który nie ma zadnego znaczenia...

i właśnie dlatego, przeciwnicy tej koalicji mają prawo cię zabić - takie są reguły wojny, do której przystąpił twój kraj, a ty nie odczuwasz potrzeby żeby się sprzeciwić, co więcej wyrażasz poparcie...

problem w tym ze polacy mają to w dupie, a jak wreszcie sie i tutaj jakiś terrorysta przybłąka to dalej będą uważać że byli niewinni i tylko poprą tę wojnę...ot taka mentalność tłumu


w takim razie mam pytanie sherlocku - dlaczego po II wojnie nie osądzono za zbrodnie wojenne ludzi odopowiedzialnych za zbombardowanie berlina i paru innych niemieckich miast? (nie wspominając o hiroshimie) przecież tam ginęli cywile, których jedyną winą, było że poparli hitlera (a przecież nie wszyscy poparli)... przecież oni byli równie niewinni co te dzisiejsze ofiary... więc skończ może z tymi kretyńskimi wywodami i jak nie masz jużnic mądrego do powiedzenia to nie śmieć...

mogli zwiększyć nakłady na bezpiezeństwo i wywrzeć na włąsnym rządzie wycofanie się ze spraw islamskich... wybrali jednak wojnę i mordowanie, tym samym nie wydaje mi się żeby mieli moralne prawo oczekiwać współczucia czy tym bardziej pomocy, skoro sami wybrali drogę militarną... "kto mieczem wojuje..."
(i proszę cię chociaż ty nie mów mi że to terroryści zaczeli pierwsi a ametykanie czy "zachód" sie tylko bronią...)

ja nie mam przyjaciół skurwysynów złodziei i morderców więc analogii nie rozumiem...

to teraz pobiłeś wszelkie rekordy (już chyba nie naiwności a głupoty)... wolne wybory w iraku ?!?!?! (i ty naprawdę będizesz się uperał, że afganistan i irak to było w altruistycznym zamiarze usunięcia złych ludzi i przyniesienia wolności uciśnionym obywatelom??? )
ale już Systemy demokratyczne mają to do siebie, że liczą się z opinią międzynarodową i nie stosują agresji jako sposobu to już jakaś paranoja - już właściwie nie mamy o czym rozmawiać bo udowodniłeś że nie wiesz co mówisz... ( przypominam, że agresja na irak, była niezaaprobowana przez ONZ (a więc nie do końca się z nią liczy)... no ale przecież to nie była agresja (tylko cholera jasna, jeśli nie agresja to co?? zabawa??)

i kolejny cios - a nie pamiętasz że kazali mu się też rozbroić?? a jak się później okazało, nie za bardzo miał z czego... (no ale oczywiście nie pamiętasz też ze husajn wpuścił inspektorów i robił wszystko czego USA sobie życzyło - i właśnie dlatego agresja na irak nie dostała aprobaty Opinii Miedzynarodowej)

tak, to oczywiście dużo bardzej prawdopodobny powód, niż to ze amyrykanie wspierali i wspierają izrael w eksterminacji palestyńczyków (o dziwo muzułmanów)
Opublikowano

Sprawa sie troszeczke wymknela spod kontroli. Mamy tu roznych domoroslych teoretykow, co poogladali Moora albo poczytali Dzihad kontra Mac Shit. Za chwileczke bedziemy dochodzic kwestii Czeczenii, Palestyny (oczywiscie slusznych), ale odchodzimy od meritum, czyli zwyklego ludzkiego strachu o wlasne zycie i zycie swoich bliskich. Ja zwyklem myslec o Polakach, jako ofiarach geopolitycznego piekla, ale nawet w domu mam fanatyka, co uwaza, ze bylismy napastliwi wobec sasiadow i to wszystko nasza wina, i szkoda, ze Stalin zdechl. Dzis w sklepie spojrzalem w oczy pewnemu chlopakowi i on je spuscil. Wstydzi sie za swoich. Tak samo traktujemy swoich, kiedy robia zle, niezgodnie z ogolnie przyjetymi zasadami i nikt nas o to nie oskarza. Jakkolwiek by na to nie patrzec, zabijanie niewinnych ludzi jest zlem i zadna ideologia tego nie zmieni. Amen.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


bo w przeciwieństwie do nich, ja mam dom którego nie rozwalił czołg i jakieś (chociaż mierne to jednak) perspektywy - jakbyś nie wiedział pranie mózgu to procedura polegająca na zabraniu człowiekowi wszystkiego co ma (od tego się zaczyna) a więc w tym przedsięwzięciu istotną rolę odegrali amerykania niszcząc irak (palestyne, afganistan itd...)

dobrze kombinujesz - ale jeden błąd popełniłeś - religia to niezły biznes, bo opiera się na datkach wyznawców - jeżeli wyznawcami są terroryści, którzy nie dość że są werbowani spośród biedoty, żyją krótko(jak na kamikaze przystało) to w dodatu ich wyszkolenie i wyposazenie jest kosztowne - więc gdzie tu zyski???

a gdzie ja popieram zabijanie?? nie popieram tylko zabijania jednych niewinnych, a oburzania się za śmierć innych... poza tym jeżeli wreszcie przyznałeś, że być może nie zaatakowali pierwsi to znaczy że być może jest to wojna obronna - a więc w iraku giną bardziej niewinni ludzie niż londynie...

a przykład z odpowiedzialnością juztłumaczyłem - jezeli w przyszlych wyborach nie wygra partia wycofujaca natychmiast wojsko z iraku - to placy będą mięli krew na rękach (bo możliwość protestu zostanie sprowadzona do postawienia krzyżyka, jeśli nawet to będize za trudne - to tak, nie będize mi żal tych ludzi)

F 9/11 oglądnąłem dopiero niedawno i też uwazam że to propagandowe gówno... ale kilka faktów tam było ważnych i niezaprzeczalnych i z tym chyba nawet ty się zgodzisz...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


więc dlaczego potępiasz arabów mordujących anglików, a nie potępiasz polaków mordujących arabów (czy muzułmanów)??
chyba że też uważasz ze w iraku żyją sami źli ludzie albo że to już nie ludzie (w końcu to brudasy co przyjeżdażądo europy i się panoszą? czyż nie)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


odeszliśmy już dawno, a raczej rozszerzyliśmy... ja tez się boję i też uważam że to pojebana sprawa, mordować niewinnych w imię nawet nie pieniędzy a władzy... problem w tym ze wychodzenie z załozenia "terroryści -be, my - niewinni i prześladowani" jest cholernie szkodliwe, bo upraszacza i kompletnie przekłamuje problem - bo wychodzi na to, że naszym wrogiem są jacyś mityczni "terroryści" którzy chcą opanować świat dla samej potrzeby siania Zła (to brzmi kretyńsko - a takie są jednoznaczne wnioski jeśli posłuchać wypwoiedzi w tv czy poczytać fora)... a problem jest gdize indziej i jest dużo powazniejszy
Opublikowano

jest, ale my nikogo nie chodzimy zabijac w imie jakichkolwiek racji. nie znaczy swieci. po prostu zwyczajni. kultury sa jakie sa. ja sie Arabow ostatnio boje i nic na to nie poradze.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


dobrze to teraz sobie wyobraź, że jednak usa tam przegra, w tym wypadku i bush i kwaśniewski zostanauznani przez zwycięzców za zbtodnarzy a wg. polityki którą popieracie, kraj rządzony przez zbrodniarza należy zaatakować a obywateli wymordować (tak jak to się dizeje w kraju rządzonym przez husjana)... co wtedy? (sytuacja mam nadizję hipotetyczna, ale widzę że inaczej trudno mi będize wytłumaczyć) czy wtedy tez będziesz uważał ze nie masz prawa się bronić?? czy jeżeli jedyną nadizeją na wolność czy w ogóle jedynym co będizesz mógł zrobić, będize wysadzenie się w muzułmańskim metrze, po to żeby powiedzieć im " popatrzcie w polsce giną niewinni ludzie, tylko dlatego że mięli zły rząd (albo złoża ropy) " jeżeli to jest jedyny sposób żeby zwrócić uwagę tych ludzi to ja ich nie potępie
Opublikowano

nikt nie podważa, że jest to okrutne i nawet jeśliby Polacy tam...... się zaplątali, to i tak napływ Polaków, by nie słabł. wiem co mówię, bo mam tam znajomych, a niektórzy tam pojadą ..np. w przyszłym tygodniu na wycieczkę ...ja im raczej odradzam, ale nie można się też bać ciągle, że coś się stanie. Natomiast terroryści założyli sobie ataki na wszystkie znaczące państwa,które biorą udział w wojnie,że "depczą ich świętą ziemię" ponoć..A to czy zaatakują Polskę zależy od tego, jak wielka jest aktywność polityczna naszego kraju.....mam nadzieję, że niewielka..

Opublikowano

klaudiusz — jak cytujesz jakiś fragment z mojej wypowiedzi i dopisujesz coś pod tym, to postaraj się, żeby one się do siebie odnosiły, a nie wybierasz coś i dopisujesz z dupy kompletnie, bo tak się nie da rozmawiać
zmieniasz temat non-stop i odwracasz kota ogonem
a sprawa jest prosta:
1) nie jestem w żaden sposób odpowiedzialny za „morderstwa” o których piszesz — nie kazałem nikomu mordować, ani nie zrobiłem, ani nie robię tego osobiście — takie jest kryterium odpowiedzialności, czy ew winy
2) wyjeżdżasz mi z moim „pojęciem o muzułmanach” na podstawie cytatu, w którym chyba zapomniałeś przeczytać słowa „może”, poza tym w ogóle się to kupy nie trzyma i nie wiadomo właściwie z czym ty polemizujesz — publicysty to z ciebie nie będzie, ale może to i dobrze
3) reguły wojny są dość klarowne — żołnierz idzie na front i zabija, albo zostaje zabity; człowiek np w Londynie nikogo nie zabija, nie jest na żadnym froncie, a ginie, pomijam fakt, że reguły wojenne wykluczają zabijanie cywilów i jeńców
4) Brytyjczycy chyba też nadal uważają, że są niewinni, bo jakoś nie widać, żeby się specjalnie przestraszyli, poza szokiem, który naturalnie w takich sytuacjach występuje. Mówisz, że Polacy mają w dupie. A nie przyszło ci do głowy, że skoro ogólne spojrzenie na tą sprawę jest takie, a nie inne, to może jednak nie do końca musisz mieć rację? Czy to absolutnie nie wchodzi w grę?
5) Zadawanie pytań o sądzenie decydentów w sprawie II wojny światowej jest już kompletnie z dupy, szczególnie ciekawy jest dobór cytatu, do którego się to pytanie odnosi. To już jest kompletna porażka.
6) Gdyby np mój sąsiad notorycznie właził mi do domu i dokonywał jakichś szkód, to nie myślałbym nad zabezpieczeniami mieszkania, ale poszedłbym do niego i dał mu w ryj. Oczywiście nie od razu. Najpierw bym poprosił, aby tego nie robił. Po 11 września Amerykanie powiedzieli dość, a tych ataków trochę wcześniej przeżyli.
7) Z twojego stylu wypowiedzi wnosząc, mam poważne wątpliwości, czy ty w ogóle posiadasz przyjaciół. Lubisz chamskie odzywki. Symptomatyczne.
8) Co mnie to obchodzi, jakie Bush miał intencje. Ty chyba tego nie rozumiesz. Życia by mi nie starczyło na rozstrząsanie takich kwestii, bo musiałbym dogłębnie sprawę badać, aby przypadkiem gościa nie skrzywdzić. Dla mnie liczy się efekt. Nie ma Talibów. Nie ma Saddama. Świat bez nich z pewnością jest lepszy. Koniec.
Sprawa Iraku obnażyła słabość ONZ. Nie wiem, czy wiesz, że Rada Bezpieczeństwa nie wyraziła zgody, na skutek prawa weta dla stałych jej członków. Niezwykle prawe rządy Francji, Rosji i Chin nie zgodziły się na atak. Ja tego nie będę komentował, bo nie chcę nawoływać do waśni międzynarodowych.
Doktryna czegoś takiego jak „atak prewencyjny” dopiero się utworzyła. Ja popierałem usunięcie Saddama, żadnej wojny nie popierałem nigdy. Nie muszę rozstrzygać takich konfliktów moralnych. Od tego są politycy, nie obywatele.
9) Saddam nie zrobił najważniejszej rzeczy — nie ustąpił. Czy Łukaszenko ma broń masowego rażenia? Raczej nie. Czy jestem przeciw jego reżimowi? Tak. I każde działanie przeciwko niemu popieram równie silnie, co działanie przeciwko Saddamowi. Uważam, że systemy totalitarne i autorytarne są groźne dla świata — historia pokazała prawdziwość tej tezy. Historia też pokazała, że stanie z boku nie opłaca się, wręcz odbija się czkawką. W tej sytuacji nie można być „za a nawet przeciw”. Albo się USA popiera w wojnie z terroryzmem, albo nie. Nasi politycy zdecydowali, że popierają. Państwo musi się z obietnic wywiązać, bo tego wymaga jego wiarygodność. Jeśli Polska ma budować swoją pozycję na arenie międzynarodowej, to musi być krajem stabilnym i przewidywalnym. Nie tak jak Hiszpania, gdzie jak tylko zmienił się rząd, wszystkie ustalenia poprzednie poszły w niepamięć. Tak się nie robi.
10) ja zauważyłem pewną tendencyjność w twoich wypowiedziach — jeśli robisz z Amerykanów, Brytyjczyków i Polaków źródło wszelkiego zła na świecie, to znaczy że np Rosja, Francja, Niemcy, Chiny opowiadały się przeciwko inwazji ze względu na troskę o ew ofiary wśród Irakijczyków? czy naprawdę są tacy pokojowo nastawieni? szczególnie Rosja i Chiny? żeś sobie wybrał...

Opublikowano

nie no vacker to nie ma sensu, albo ci za to płacą, albo jesteś dowodem na to, ze nie tylko arabskim zamachowcą robią pranie mózgu...
najperw wyskakujesz z twiedzeniem ze systemy domokratyczne nie stosują ageresji, ale widzę że nie spuszczasz z tonu:
[quote]
"3) reguły wojny są dość klarowne — żołnierz idzie na front i zabija, albo zostaje zabity; człowiek np w Londynie nikogo nie zabija, nie jest na żadnym froncie, a ginie, pomijam fakt, że reguły wojenne wykluczają zabijanie cywilów i jeńców"


- to musisz chyba wysłać priorytetem do obu stron, bo zdaje się że ktos im tę kartkę z "regulaminu wojny" wytargał...
ty w ogóle wiesz o co chodzi w tej całej wojnie?? czy cały czas myślisz ze to walka pomiędzy Dobrem a Złem i nie możesz się doczekać aż przyleci czarodziejka z księżyca i wszystkich złych arabów wytłucze?? no sorry ale z tych twoich wypowiedzi zionie taka naiwnością, że aż się smutno robi (czyli ty naprawdę uważasz, ze wojna w iraku była po to zeby odsunąć od wałdzy husajna) a co więcej husajn mógł temu zapobiec podając siedo dymisji (czyli właśnie odkryłeś że za I wojnę swiatową odpowiedizalny jest tamten zamachowiec i serbia odrzucająca ultimatum - podziwiam łatwość kojarzenia faktów i zauwazania niezauważalnego - podobnie jak niesamowicie błyskotliwy wniosek, że skoro krytykuję stany tzn. ze popieram chiny... po prostu śmiech)
a już słowa
[quote]
"Jeśli Polska ma budować swoją pozycję na arenie międzynarodowej, to musi być krajem stabilnym i przewidywalnym. Nie tak jak Hiszpania, gdzie jak tylko zmienił się rząd, wszystkie ustalenia poprzednie poszły w niepamięć. Tak się nie robi."
chyba naprawdę przepisałeś z ulotki wyborczej... tym samym ta dyskusja od poczatku nie ma sensu, bo tobie by najpierw trzeba było wytłumaczyć, ze politycy nie zawsze mówią prawdę... a już to widzę cię przerasta :/

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Wędrował sobie pewnego razu po świecie pewien człowiek. Kim był? Nie wiadomo. Sam o sobie mówił, że jest po prostu włóczęgą, poszukującym nieodkrytej jeszcze przez nikogo ziemi. Ludzie, gdy to słyszeli, patrzyli na niego z politowaniem i pukali się palcami w głowę, no bo jakże to? Przecież każdy skrawek naszego globu został już dawno zbadany, opisany i umieszczony na tysiącu map oraz atlasów. Skąd więc pomysł, aby odnaleźć jakąś ziemię, nieznaną i niczyją? Ten człowiek był również poetą. Pisał wiersze i twierdził, że to właśnie za ich pomocą on tę ziemię w końcu odszuka, zobaczy i przemierzy. Któregoś dnia wędrowiec, zmęczony długą marszrutą, zatrzymał się w niewielkim miasteczku, na rynku. Rozmawiał tam z jego mieszkańcami o poezji, czytał im swoje wiersze i opowiadał, że gdzieś daleko, za ogromnym górskim masywem, za niezgłębionym oceanem, za tysiącem burz i za tysiącem wschodów słońca, istnieje ziemia, której piękno nie może się z niczym równać, ale nikt nie wie dokładnie, jak do niej trafić. Ludzie z miasteczka, jak zwykle, nie chcieli mu wierzyć. Nawet go nie słuchali, zajęci swoją codzienną krzątaniną. Przekupki zachwalały dorodne owoce i warzywa, kuglarze dawali pokazy żonglowania pochodniami, dzieci tłoczyły się wokół stoisk z cukrową watą i balonikami. Tylko jeden mały chłopiec podszedł do poety i zaczepił go: - Proszę pana... Proszę pana, czy może mi pan opowiedzieć coś o tej ziemi, której pan szuka? Jak tam jest? - Tam jest jak w raju - odparł człowiek, a w jego oczach rozbłysł skrywany głęboko zachwyt. - Drzewa nigdy nie są nagie. Ptaki wiecznie śpiewają o wiośnie i lecie. Wszędzie kwitną kwiaty w rozlicznych barwach, roztaczając zapachy, których nawet sobie nie potrafimy wyobrazić. Na niebie pojawiają się codziennie zorze i tęcze, a przez doliny, rozgrzane łagodnością słonecznego blasku, płyną niebieskie roziskrzone rzeki niby jedwabne wstążki. Zwierzęta nie polują na siebie, tylko pod koniec dnia spotykają się u wodopojów i rozmawiają ze sobą pogodnie w nieznanych, tajemnych językach. Żyją tam jedynie sami szczęśliwi ludzie, którzy się gorąco kochają... - Eeee... - stwierdził chłopiec, marszcząc czoło. - Nie ma takiego miejsca. Kłamiesz albo zmyślasz! - dorzucił i pobiegł ku zakurzonym miejskim uliczkom, pogrążonym w popołudniowej sjeście. Włóczęga postanowił również odpocząć przy niewielkim klombie, na gorącym od słońca skwerze. Żar lał się z nieba, mącił myśli, zasnuwał źrenice ciężką, kleistą powłoką. Człowiek pogrążył się w końcu w mętnym półśnie i nagle poczuł, że coś delikatnie trąciło jego dłoń. Uniósł powieki i zobaczył, jak na jego ręce usadowił się mały ptaszek. Był to rudzik, szary z pomarańczowym brzuszkiem, który przechylał łebek raz w lewą, raz w prawą stronę, i obserwował człowieka bystrymi, ciekawskimi koralikami oczu, Raz po raz podfruwał do góry, a potem znowu przysiadał na jego dłoni. - Co ty mi chcesz powiedzieć, ptaszku? - zagadał wędrowiec. Ostrożnym ruchem sięgnął do kieszeni, gdzie znalazł trochę okruchów bułki. Wysypał je na dłoń i poczekał, aż rudzik odważy się skorzystać z tego skromnego poczęstunku. Ptak skubnął kilka okruszków, a następnie znów zaczął na przemian wzbijać się w powietrze i powracać ku rękom człowieka, cały czas słodko poćwierkując. - Mam za tobą iść? - spytał wędrowny poeta. Rudzik oddalił się nieco, lecz przysiadł na gałęzi pobliskiego drzewka, jakby czekał na zaskoczonego tym zdarzeniem włóczęgę. Ów wreszcie wstał i ruszył za ptaszkiem. Opuścił senne miasteczko, po czym skręcił w polną drogę, która prowadziła na zachód. Minął parę opuszczonych domostw oraz wielką łąkę, hojnie usianą miriadami polnych kwiatów - rumianków w białych spódniczkach, wrotyczy jak błędne ogniki, dzikich ślazów zalotnie uśmiechniętych do przysiadających na ich płatkach modraszków. Wtem ptaszek zatrzymał się przy jednej z rozsypujących się ruder. Człowiek minął, zaciekawiony, drewnianą szopę, stare, skrzypiące pomieszczenia gospodarcze, aż dotarł do drewnianego płotu, pokrytego ciemnym, zielonym nalotem. W płocie znajdowała się furtka, zamknięta na haczyk. Rudzik usiadł nieopodal i radośnie zaświergotał. Wędrowiec otworzył furtkę i znalazł się, ku swemu zaskoczeniu, w starym ogrodzie. Był to bardzo dziwny ogród. Mogło się wydawać, że ktoś go opuścił w pośpiechu, nagle i bez jednego słowa pożegnania. Kiedyś ogrodowe alejki, kwietniki i krzewy musiały być pielęgnowane z zapałem i wielkim wyczuciem smaku. Gdzieniegdzie stały stylowe, ozdobne ławki, które czas obdarł nie wiadomo kiedy z eleganckiej bieli. Na środku ogrodu wznosiła się nieczynna fontanna, która zapewne niegdyś cieszyła oczy widokiem srebrzystych strug wody tańczących nad marmurowym basenikiem. Niedaleko fontanny znajdowała się huśtawka, przygnieciona i złamana przez gruby konar drzewa, na którym została zawieszona. W ogrodzie pełno było różanych krzewów. Poeta nigdy nie widział takiej obfitości i tylu odmian róż. Pnące, dzikie, miniaturki - wszystkie zdawały się pamiętać czas, gdy jakaś troskliwa ręka opiekowała się nimi dbając, aby rozwijały się, rozrastały i kwitły. Teraz jednak krzewy zdziczały, zmarniały, jakby zmęczone samotnością i ciszą. To właśnie ta cisza uderzyła najbardziej człowieka; w ogrodzie nie śpiewał ani jeden ptak, ani jeden liść nie szumiał pod muśnięciami wiatru. Obecna tu przyroda sprawiała wrażenie zastygłej w niewyobrażalnie bolesnym milczeniu. Nawet rudzik, który przycupnął lękliwie na chudziutkim, różanym pędzie, przestał ćwierkać, tylko wpatrywał się w człowieka uważnie i pytająco. - Co to za ogród...? I co ja mam z tym wspólnego? - pokiwał głową wędrowny poeta. - Tu nikogo nie było od lat, najwyżej duchy jakichś wspomnień zlatują się nocą do tej fontanny i do porozbijanych latarni, jak stare nietoperze. Te ścieżki dawniej żyły, z pewnością... Odpowiadały zapachem kwiatów niebu na jego zaczepki, tętniły beztroską młodością, a teraz...? Może kiedyś w owym miejscu ktoś kogoś kochał, ktoś się śmiał, ktoś tańczył wśród milionów róż, podczas gdy dziś jest tu tak cicho, że moje własne myśli lękają się głośniej odetchnąć... Zachodzące słońce zostawiało na zastygłych bez ani jednego drgnienia liściach czerwonawą poświatę. Znużony człowiek usiadł na jednej z niszczejących ławek i westchnął. - Żeby to wszystko przywrócić znów do życia, potrzeba wiele wysiłku. Ale może warto? Co, ptaszku? Czy o to ci właśnie chodziło?- zapytał, szukając wzrokiem swojego skrzydlatego towarzysza. Rudzik podfrunął do niego i poeta przysiągłby, że ptak skinął twierdząco swoją szarą główką.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następne dni i tygodnie upłynęły poecie na ciężkiej pracy. Od brzasku do późnej nocy sprzątał alejki, wyrywał chwasty, kosił trawniki, naprawiał połamane ławki, reperował latarnie. W starej szopie, która stała przy ogrodzie i w której teraz zamieszkał, znalazł wszystkie potrzebne narzędzia, zupełnie jakby ktoś je zostawił specjalnie dla niego. Ponieważ dotychczas tylko pisał wiersze, zupełnie nie znał się na ogrodnictwie, ale czuł, że intuicja podpowiada mu, co należy robić. Po prostu, gdy czegoś nie wiedział, siadał sobie przy fontannie, pogrążony w zadumie, aż wcześniej czy później znajdował odpowiedź na swoje pytanie. A może ktoś mu coś szeptał do ucha? Ogród z wolna otrząsał się z przygnębiającego nastroju i prezentował się całkiem przyjemnie. Zaczęły do niego przylatywać ptaki, z początku nieśmiało, lecz później zadomowiły się na dobre. Nocami słowiki uwijały się wśród gęstych krzewów róż, a z rana nowy dzień witały zięby swoimi przeciągłymi, melodyjnymi trelami. Latarnie oświetlały zadbane trawniki i oplatały ławki miękkimi cieniami. Zieleń rozrosła się bujna, soczysta, już nie dzika i trwożliwa. Człowiek cieszył się, widząc, jak jego starania przynosiły owoce, lecz martwiło go, że choć zdecydowanie ogród powracał do życia, nie zrodził się w nim dotychczas ani jeden kwiat. - No przecież po to jest ogród,żeby w nim coś kwitło! - martwił się wędrowiec. Podlewał troskliwie różane krzaczki, przycinał martwe pędy, raniąc sobie palce cierniami, pojechał też do miasteczka po specjalny nawóz - i nic! Ani jeden pąk nie chciał pojawić się wśród błyszczących liści. - A jednak te róże kogoś cieszyły kolorami i słodyczą - westchnął poeta. - Co ja mam teraz zrobić? Nic z tego nie rozumiem. Przecież już za parę dni zaczyna się lato... - Co ja mogę uczynić dla tego ogrodu, co więcej? Starał się jeszcze bardziej. Wstawał przed słońcem i pracował niemal do samej północy. Znał już w tym miejscu każdy zakątek i tak bardzo wyczekiwał chwili, w której choć jedna róża zaczerwieni się się w kolczastym gąszczu. Któregoś upalnego popołudnia, smutny i zmęczony, usiadł na jednej z ławeczek, wbiwszy zniechęcony wzrok w martwą fontannę. Chciało mu się płakać. Tyle wysiłku na nic! Bezradnie wyciągnął z jednej ze swoich kieszeni ołówek i nieduży, pognieciony zeszyt, w którym kiedyś zapisywał swoje wiersze. Od dawna niczego nie stworzy, zajęty nawożeniem, okopywaniem, pieleniem, koszeniem i podlewaniem. Teraz jednak poczuł, że musi ułożyć wiersz. Wiersz o tym, jak bardzo zależy mu na tym ogrodzie. Jak bardzo się spracował bez żadnego efektu. Jak bardzo boli go, że nie potrafi wypełnić tych ścieżek radością, którą ktoś musiał zabrać ze sobą na zawsze, bezlitośnie odchodząc. Pisał, że mimo wszystko przeszłość nie musi przecież ciążyć nad tym, co przecież żyje i pragnie życia. Że chociaż ktoś porzucił przed laty ten świat i zabrał ze sobą nadzieję oraz wolę kwitnienia - teraz przecież jest on, poeta, który uczy się dbać o dotkliwie niegdyś zranione rosarium. Dotkliwie - lecz przecież nie śmiertelnie. Na końcu chciał jeszcze napisać jeszcze jedno słowo, ale jego pióro zatrzymało się, jakby jeszcze nie ufało własnej śmiałości. A potem człowiek przeczytał swój wiersz na głos. Przeczytał go dla tego dziwnego ogrodu. I wtedy pierwszy raz poczuł, jak wszystkie gałązki różanych krzewów gną się od ciepłego podmuchu wiatru, który łagodnie nadszedł nie wiadomo skąd. Poeta wstał i postanowił przejść się po alejkach. Nie uszedł nawet kilkunastu kroków, gdy nieoczekiwanie u swoich stóp dostrzegł kilkanaście drobniutkich roślinek, wychylających się niepewnie z ziemi Nigdy wcześniej nie widział tutaj podobnego gatunku. Ukląkł przy nich i poczuł, jak fala wrzących łez zalewa mu policzki. Maleńkie wschodzące krzewinki pokryte były pąkami kwiatów. Tak, niewątpliwie za kilka dni te pąki rozwiną się, a delikatne łodyżki będą dźwigać najpiękniejszy ciężar na świecie - ciężar życia. Człowiek pragnął całować i pieścić skromne listki młodziutkich siewek, ale nie chciał ich uszkodzić przedwczesną radością i swoim niezręcznym dotykiem. Od tego momentu, przed udaniem się na spoczynek, gdy już uporał się ze swoimi zwykłymi obowiązkami, siadał przy malutkich, rodzących się kwiatkach i czytał im swoje kolejne wiersze, pisane z czułością i pokorą. Pewnego wieczoru poeta dostrzegł, że od północy nadciągają nad ogród ciemne, burzowe chmury. "No tak, przecież to już lato...", westchnął. To miała być pierwsza burza w tym roku. "Trzeba koniecznie zadbać o moje kwiatki, ochronić je, przecież jeszcze nie zdążyły się rozwinąć, i teraz miałaby je zniszczyć ulewa albo wichura? Będę czuwał, nie pozwolę na to!" Nocą przez ogród przetoczyła się istotnie wściekła nawałnica. Strugi ulewnego deszczu gięły do ziemi gałęzie różanych krzaków, a wichura chłostała alejki, trawniki, ławki i latarnie niewidzialnymi kańczugami. Człowiek pozostał w bezruchu przy swojej gromadce kwiatków, którą osłaniał własnym ciałem, mówiąc do nich niemal jak do dzieci: - To tylko burza. Ja też się boję, ale przecież jesteśmy razem. Obolały i przemoknięty pilnował, aby huragan nie uszkodził żadnego listka ani żadnej łodyżki. Nad ranem burzowe chmury ustąpiły na niebie miejsca drżącym promieniom świtu. I w tym złoto-różowym świetle, na jednej z pokrytych jeszcze kroplami wody kępek, pojawił się pierwszy kwiatek. Była to niezapominajka. Poeta oszalał wprost ze szczęścia, Zaczął biegać radośnie po ścieżkach w ogrodzie, tańczyć, śpiewać, krzyczeć, na zmianę płakać i śmiać się. Potem wrócił znów do swoich niezapominajek i z radosnym zdumieniem zobaczył kolejne błękitne kwiatki, pozdrawiające go zalotnymi mrugnięciami z objęć jasnej czystej zieleni. - Kocham was - napisał tego dnia poeta w swoim najnowszym wierszu, który przeczytał im na dobranoc. W myślach tulił je i pieścił. Kwiaty zdawały się wszystko rozumieć i jakby zalśniły w ciemności ukrytym, gorącym światłem.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następnego dnia człowiek stwierdził, że musi pójść do miasteczka, kupić nowy szpadel, bo stary już do niczego się nie nadawał. Ponieważ burza wyrządziła w ogrodzie wiele szkód, potrzebował również jeszcze paru innych rzeczy, aby wszystko ponaprawiać. Pogładził lekko dłonią krzewinki niezapominajek. - Niedługo wrócę - obiecał. Z głębi ogrodu przyleciał rudzik, i usiadł mu śmiało na ramieniu. Chwilę poćwierkał, a potem zniknął w kolczastej różanej gęstwinie. Na rynku jak zawsze było głośno i tłoczno. Straganiarze przekrzykiwali się nawzajem nad stertami towarów, w powietrzu pachniało grillowaną kiełbasą, gołębie tłoczyły się przy przepełnionych śmietnikach. Poeta, zaopatrzywszy się w niezbędne narzędzia, zatrzymał się jeszcze na chwilę przy stoisku z lemoniadą, gdyż zachciało mu się pić. - O, to pan?- usłyszał nagle chłopięcy głos, który skądś znał. - Tak - odparł. Przypomniał sobie swoją dawną rozmowę z owym dzieciakiem, który tamtego dnia nie uwierzył w jego najskrytsze marzenia. - I co, znalazł pan tę swoją wspaniałą krainę? - spytał chłopiec, obrzuciwszy go łobuzerskim spojrzeniem. - Tę, gdzie podobno wszystko jest takie cudowne i panuje wieczne szczęście? - Znalazłem - odpowiedział z uśmiechem poeta, myśląc o swoich niezapominajkach.  
    • spadł puch swym ramieniem przytulił rozżalonych rozjarzone brylanty na ziemi tliły się w oczach białe morze wzburzyło się po raz pierwszy od dawien dawna chcąc byśmy przypomnieli sobie, jak to jest płynąć po nim saniami   potajemnie zmówił się nieboskłon z chmurami urwiska stanął się przystankami drogi porwą pojazdy chwalić będziemy się i ogrzewać śmiejąc z gniewu, niekiedy i radości   przytulnie będzie aniołem zostać bo w końcu biel nas zewsząd otacza byle dłoni nie zajechać po całości, czymś musimy postawić posągi z węgli i marchewek   wieczór dziś jest specjalny inny niźli zawsze tańczymy nieświadomie pod jednym płaszczem bawimy się jak niegdyś i tylko to się liczy wszystko to, gdy palą się lampy pomimo tego, że marzniemy   uwieczniona kamera taśma przygotowana na niby nijak wszystko dlatego że dnia dzisiejszego, zwykłego jak inne, spadł puch    
    • @Radosław   a Ty jak Kogut…  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @KOBIETA Bądź  jak Supernova. 
    • @Radosław   wiem Radosław …niestety to takie silne oddziaływanie jest …międzygalaktyczne ;)))) nie wiem jak mogę Tobie pomóc…? ;) 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...