Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Nienawiść

 

Nienawiść i miłość to dwie strony tego samego medalu. Mówi się, że kto kocha, ten też nienawidzi. Wystarczy, że osoba miłowana, mówiąc kolokwialnie „zawali” jakąś ważną sprawę, a uczucia jakie mieliśmy do niej ulegają diametralnej zamianie na przeciwne. Nienawiść jest więc uczuciem, zatem podlega nie tyle rozumowi, co sercu. A serce ma swoje prawa, których rozum nie zna. Wobec tego, jak oddzielić nagle serce od rozumu? Często bywa też tak, iż nienawiść płynąca z serca zaślepia umysł. Lubimy mówić wtedy, że „krew mnie zalała”. I coś w tym jest z prawdy. Czyli nie tylko serce ale i krew odgrywają znaczącą rolę w uczuciu nienawiści. Nienawiść jest zaraźliwa. Ludzie lubią mawiać: „napsuł nam tyle krwi” (dana osoba lub problemy wyjawione przez tą osobę).

 

Bywa, że nienawiść jest sprzęgnięta z fałszem, kłamstwem; gdy ktoś nas okłamie, oszuka w jakiejś istotnej sprawie. Nienawiść może być jawna lub skryta. W tym rozróżnieniu istotne jest też tło; na jakim tle czujemy do kogoś nienawiść. Czy powody nienawiści są błahe, czy poważne. Można kogoś nienawidzić jawnie z błahego powodu, na przykład z powodu takiej, a nie innej fizjonomii, koloru skóry, rasy, orientacji płciowej (heteroseksualizmu, homoseksualizmu), sposobu wysławiania się, braku konkretnej umiejętności w jakiejś sprawie, etc. Można nienawidzić kogoś z bardziej ważkich powodów: światopoglądowych, wyznaniowych, politycznych, posiadanego majątku (bogactwa), uzdolnień (talentów), itp. itd. Można kogoś nienawidzić skrycie i pielęgnować, kultywować tą nienawiść w sercu, pozwalać jej wzrastać do niebezpiecznych rozmiarów.

 

Czy może być coś pozytywnego w uczuciu nienawiści? Czy można rozróżnić nienawiść na pozytywną i negatywną? Moim zdaniem tak. O nienawiści negatywnej już coś niecoś powiedziałem wyżej. Ale co może być pozytywnego w nienawiści? Jeśli nienawidzimy własnych błędów moralnych (grzechów) i cudzych błędów moralnych (grzechów). Gdybyśmy miłowali własne błędy moralne, grzechy, nie następowałby postęp moralny naszej osoby. Piętnowanie, rugowanie, obrzydzanie sobie grzechów czyli krótko mówiąc nienawidzenie błędów moralnych jest rzeczą jak najbardziej pożądaną. Problem nienawiści pozytywnej byłby banalnie prosty, gdyby nie dotyczył tzw. „grzechów cudzych”. Trudniej jest nienawidzić własnych grzechów niż grzechów cudzych. Bicie się w „cudze piersi” zawsze przychodzi łatwiej. A cóż dopiero nienawidzenie grzechu, nie zaś grzesznika! Przerzucanie się z „grzechu cudzego” na grzesznika, à propos nienawiści, dzieje się u nas niejako automatycznie. Łatwiej jest nam pouczać bliźniego niż siebie samego. Łatwiej jest nienawidzić bliźniego niż własnego postępowania. A dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane.

 

Pozostaje mi jeszcze wspomnieć o tzw. „bezinteresownej nienawiści” (nie należy jej mylić z „bezinteresowną zawiścią”). Mroczna dusza człowiecza ma takie nieuporządkowane uczucia, które pozwalają jej cieszyć się z cudzego nieszczęścia. Bezinteresowna nienawiść potrafi szydzić z cudzego kalectwa, choroby, inwalidztwa. Nieuporządkowane sumienie tłumi pozytywne odruchy, wykształcone w oparciu o kulturę i cywilizację; w ich miejsce folguje niskim instynktom.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • w czarnym ogrodzie opowiesz mi wszystko   w czarnym ogrodzie nie mogę być blisko   słowa rzucane z kamieniem o drzewo   rozejrzyj się drugi masz serce po lewo   marzę o wiśniach czerwonych na liściach   otwarcie zamknięci miłością ujęci   gorycz otula wiatrem przeklętym   patrzę na Ciebie cieniem objętym   czerni przeniknę zostawię nadzieję   wierzę że wróci   nim się przemienię...   @Achilles_Rasti

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Wiersz bliskiej mi osoby... publikuje za jej zgodą :)  
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      z tym zdaniem jest coś nie tak, proponuję zamiast staje się napisać jest, albo zamienić na cięższy. Bardzo dobry tekst.
    • @Migrena  dziękuję za raki odbiór. Pozdrawiam serdecznie.
    • @hollow man  Wiersz wręcz reporterski , brak metafor , sugestywny tytuł. Bez oceny. Mamy tu książkę i niedopitą herbatę, miękkie światło.  .Kobieta pozuje, leży swobodnie, patrzy z czułością.  Powstaje obraz. Pozdrawiam. 
    • Zegar wskazywał już późny wieczór, a w biurze było prawie pusto. Klawiatura komputera stukała w ciszy, wypełnionej tylko szumem klimatyzacji. Karolina siedziała przy biurku, zgarbiona, ze wzrokiem utkwionym w nieskończonej liście e-maili. Każdy nowy komunikat był jak kamień wrzucony do jej już przepełnionego kosza. Nadmiar obowiązków, terminów, nieodpowiedzianych telefonów – wszystko zlewało się w jeden gęsty, nieprzenikniony chaos, który zaciskał się wokół jej umysłu. Patrzyła na ekran, ale nie była w stanie przetworzyć żadnej z informacji. Dłońmi masowała czoło, próbując złapać oddech, ale powietrze wydawało się ciężkie, duszące, jakby każda myśl ważyła tonę. Czuła się, jakby była zatopiona w oceanie zadań, który wciąż się rozrastał, pochłaniając ją coraz bardziej. Wzrok jej błądził, zatrzymując się na półce z filiżankami do kawy, które teraz wydawały się zupełnie nieistotne. Dźwięk telefonu, który nagle zadzwonił, wytrącił ją z zamyślenia, ale tylko sprawił, że poczuła się jeszcze bardziej osamotniona w tym niekończącym się wyścigu. – Tak, Karolino, jeszcze jedno zadanie – powiedział głos w słuchawce. – Będzie trzeba to zrobić na wczoraj. W jej głowie tylko wzbierała cisza. Każdy kolejny dzień stawał się coraz bardziej nie do zniesienia. Przytłoczenie jest jak ciemna chmura wisząca nad głową, która nieustannie rośnie, aż w końcu zapełnia całą przestrzeń. To nie tylko brak czasu, ale nadmiar tego, co musimy zrobić – rzeczy, które wkradają się w nasz umysł, jak hałas, który nie pozwala usłyszeć własnych myśli. Zbyt wiele do zrobienia, za mało przestrzeni na oddech – każdy obowiązek staje się coraz bardziej ciężki, jak kamień na plecach, który zdaje się rosnąć z każdą godziną. Czasem przytłoczenie to nie tylko wielka lawina zadań, ale cichy proces, który wkrada się w naszą codzienność. Niezauważenie przestajemy oddychać pełną piersią. Zamiast żyć, zaczynamy tylko reagować, próbując dotrzymać kroku temu, co nieustannie nas goni. Tłumione emocje, zapomniane potrzeby – wszystko to staje się jednym wielkim ciężarem. Jednak przytłoczenie nie jest nieuniknione. To, co na pierwszy rzut oka wydaje się nie do pokonania, może okazać się tylko falą, która w końcu opadnie, jeśli pozwolimy sobie na moment zatrzymania. Bo przytłoczenie nie jest końcem. To jedynie sygnał, że trzeba zwolnić, posłuchać siebie, oddzielić to, co naprawdę ważne, od tego, co jest tylko dodatkiem. W chwilach, gdy czujemy się przytłoczeni, nie musimy walczyć z ciężarem. Możemy go puścić, oddać to, co nie jest naszym, i znaleźć w sobie przestrzeń do oddychania. To w tej ciszy rodzi się spokój, który pozwala znowu zobaczyć, że życie nie jest serią niekończących się zadań, ale podróżą, w której to, co najważniejsze, może odbywać się w rytmie serca, a nie w tempie zegara.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...