Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

jak widać słabo się uczyłeś

a może nie uczyłeś wcale

gdy nie rozumiesz nie jest miłe

być poliglotą jedna z zalet

 

moi rodzice już piątej klasie

wbijali mi do głowy przy tym

ruski niemiecki ananasie

to twoich wrogów są języki

:)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

A ja ani po niemiecku, ani po francusku. O ile z Niemcami nie problemu, bo oni przeważnie bardzo chętnie rozmawiają po angielsku, to Francuzi przeważnie mają jakąś zakodowaną niechęć do tego języka.

Dziękuję, wzajemnie

 

 

 

Nasza pani o ruskiego trzymała nas krótko. Tam nie było przebacz. Trzeba było się uczyć, chociaż niewielu chciało się uczyć tego języka. Potem miałem bardzo dobrą nauczycielkę w szkole średniej i suma sumarum mój rosyjski jest do tej pory komunikatywny, a z niemieckiego ani me, ani be, chociaż już dużo później, kilkakrotnie próbowałem sam się uczyć.

Dziękuję ze czytanie.

Również pozdrawiam. 

 

 

 

Prawda. Wspomniana już powyżej moja pani profesor od rosyjskiego ze szkoły średniej zwykła mówić, że człowiek powinien znać conajmiej dwa języki obce... swojego przyjaciela i swojego wroga.

A co do nauki niemieckiego, to szansa została mi odebrana, ponieważ tak, jak w wierszu, ten język został usunięty, ku radości wielu dzieciaków, z naszego programu nauczania, zaledwie po pół roku. Ale fakt faktem, nie byłem zbyt pilnym uczniem :)

Pozdrawiam.

 

 

 

Opublikowano

@Sylwester_LasotaTen wiersz jest jak rachunek, który wraca po latach.

niech nie liczy na litość ten
kto okazuje słabość dzieciom

 

To brzmi jak prawo świata widzianego oczami dziecka
 - okrutne, bezlitosne, prawdziwe.

I jednocześnie dorosły podmiot już wie,
jak bardzo to było niesprawiedliwe. 

 

dzióbek przy „die Tür”

I to jest przejmujące, bo została zapamiętana przez detal, nie przez osobę.

Dopiero później pojawia się myśl:

mogła to być jej pierwsza praca

 i nagle wszystko się łamie.
Bo za „śmieszną panią” pojawia się człowiek.

 

jadąc niemiecką autostradą
próbuję odczytać niezrozumiałe znaki

 

To jest świetna klamra.

Nie nauczył się języka 
ale nauczył się czegoś innego:

 że coś zostało nieodwracalnie stracone
 i że wina nie znika, tylko zmienia formę.

 

Świetny, Sylwestrze - w człowieku zostaje po nim coś niewygodnego.
To, że czasem po wielu latach rozumiemy czyjąś krzywdę i własny w niej udział.

 

 

Opublikowano

@Sylwester_Lasota

 

Szczególnie trafia we mnie ten fragment o wieku - wtedy wydawała się stara, jak każdy kto miał więcej niż czternaście lat - i natychmiastowe odwrócenie - mogła to być jej pierwsza praca. :)

W dwóch wersach zmienia się cały punkt widzenia. To jest właśnie literatura.

Koniec na autostradzie jest mistrzowski - niezrozumiałe znaki. Konsekwencja rozpisana na całe życie.  Super tekst! 

 

Teraz nie wiem komu współczuć bardziej - tej pani czy sobie. :( 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Każdy miał w życiu różnych nauczycieli, szczególnie ciekawe są czasy podstawówki. Potem człowiek czegoś innego wymaga od nauki... ale podstawówka to jest miejsce w którym nie każdy nauczyciel sobie radzi. Zwykle stosują jedną z trzech strategii (ja sobie ich tak potłumaczyłam). Ta z wiersza jest najsmutniejszą z nich. Siedzi taki nauczyciel, coś tam mówi, cała klasa gada, śmieje się i właściwie to nikt nie słucha. Nie wiadomo czemu te lekcje służą, bo nikt z nich niczego nie wynosi, nawet ten, który bardzo by chciał, ponieważ nie pozwolą mu na to inni. 

 

Pozdrawiam :)

 

 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Bardzo często wraz z upływem czasu zmienia nam się perspektywa. Niezwykle ważne sprawy stają się mniej ważne, wielkie problemy maleją, a jakieś nieistotne szczegóły wypływają na powierzchnię zarysowując sens naszego istnienia. Różnie z tym bywa.

Dziękuje i pozdrawiam.

Myślę, że to kwestia powołania. Nie każdy może być nauczycielem. Są tu chyba potrzebne pewnie predyspozycje. Samo wykształcenie i przygotowanie merytoryczne nie wystarcza, a słaba psychika na pewno nie pomaga. Chociaż j.niemiecki, to była wtedy dla mnie jakaś abstrakcja, osobiście lubiłem tę nauczycielkę i mówiąc szczerze nie rozumiałem dlaczego niektóre dzieciaki tak podle ją potraktowały i dlaczego ona im na to pozwoliła. A potraktowały ją własnie dlatego, że wyczuły jej słabość. Niektóry twierdzą, że obecnie bywa jeszcze gorzej, więc nie dziwię się nauczycielom, którzy chcą odbębnić godziny i uciec do domu.

 

Również pozdrawiam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Chyba sam sobie odpowiedziałeś. 

Miałam nauczycielkę, Panią od rosyjskiego. U niej na lekcji było słychać jak mucha łazi po szybie. Potrafiła człowieka sprowadzić do parteru w bardzo wyrafinowany sposób. Była jednocześnie sprawiedliwa w ocenach, jak nikt inny wcześniej ani potem. To była moja najlepsza nauczycielka, a kujony jej niecierpiały.

 

Miłej końcówki niedzieli :) 

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Waldemar_Talar_Talar Całkowicie się zgadzam, ale teraz ludzie jakby mniej odporni i niejednemu w / po jednej złej chwili wali się świat. Pozdrawiam
    • @Waldemar_Talar_Talar Nasze życie jest wszystkim, co mamy, a nie jest tylko nasze. Nikt z nas nie zdoła się go dokładnie nauczyć - skoro żyjemy pierwszy raz. Wszystko co nas w nim spotyka jest "przyprawą istnienia", darem - tak cierpienie, jak szczęście. Cieszmy się, że zostaliśmy zaproszeni na tę ucztę... przez Kogoś. Pozdrawiam Serdecznie :-)
    • Molo było niewielkie. Pełne gnilnych glonów,  rozprutych desek  i wymytych przez fale kłód, mających utrzymywać konstrukcję w całości. Czuć było pod gołą stopą  każdą zmianę natężenia wody, każdy silniejszy podmuch wiatru, każdy ruch piasku na dnie. Było mi tu swojsko. Niestabilnie i wrogo. Nawet balustrada była cała we rdzy. Siedziała na niej grupka rybitw. Rozmawiały w ptasim języku, przekrzykując się nawzajem, niczym emerytki osiadłe przez cały dzień na parkowej ławce. Gdy tylko się zbliżyłem ucichły, obrzucając mnie nienawistnym spojrzeniem. Zerwały się do lotu skrzecząc dziko. Rozpostarły swe skrzydła  nad samym lustrem tafli. Dopiero w połowie toni, wzbiły się w nisko osadzone chmury. Zniknęły mi z oczu. Moim żywiołem nie jest woda ani powietrze. Jest nim ogień rozpalający pokłady nieskończonej samotności i odseparowania. Jest nim ziemia. Doskonale zimna i wilgotna. Pokryta mchem, koniczyną i robactwem. Mam nadzieję, że kiedyś mnie przyjmie. Moje zastygłe w śmierci ciało  i bladą, sosnową trumnę. Żaby wesoło rechotały  w przybrzeżnych szuwarach. Czasami ryba wzburzyła wodę, łaknąc w swe skrzela,  dawki ożywczego tlenu. To znów liść zniesiony tu  przez północne podmuchy  osunął się z gracją na falę. Był suchy i martwy a jednak mimo wszystko drwił sobie z tego. Nie zamierzał tonąć. Przeciwnie. Tańczył w tę i z powrotem, próbując się przystosować  do energii i klimatu nowego miejsca. Ważki obsiadły wodne pałki i lilie. Drzemały w cieple sierpniowego upału. Nawet drapieżnikom należał się wolny dzień. Urlop od instynktu zabójcy. Rodzina kaczek podpłynęła bezgłośnie. Zadzierały łepki ku mnie, czekając na porcję suchego chleba. Dla nich to trucizna. A ja nie jestem mordercą. Wyobraziłem sobie siebie w wodzie, patrzącego na Ciebie jak te kaczki. Prosiłbym o koło ratunkowe. Ale dla mnie ratunek to trucizna. Nie potrafię pływać w tej mętnej zupie, którą nazywa się życiem. Utonąłbym na Twoich oczach. Z korzyścią dla obojga. Na plaży opodal zebrał się już mały tłum. Byłaś tam i Ty. Leżałaś na niebieskim kocu, ubrana w piękny dwuczęściowy, biały kostium. Uwielbiasz lato, wodę i słońce. Kochasz życie. Opalanie swych doskonałych krągłości. Błogość zatrzymania chwili relaksu. Kochasz być dopieszczona naturą. Całowana promykami. Muskana letnią bryzą. A mnie dzień boli, nęka, zabija. Wygania mnie w cień, noc  w niespokojny, koszmarny sen. Słońce mnie rani.  Oślepia. Wiatr przynosi podszepty o rychłym końcu. Jak można nie lubić lata? Jak widać. Trupy wolą mgły listopadowe. Przenikliwe, wilgotne zimno. Zamiecie, zawieje i dobrotliwe,  szczere łzy deszczu. Dłonie i stopy kostnieją wtedy na dobre a serce zamiera w piersi. Obiecałem Ci  wieczorny spacer po promenadzie. Kolację, lody i kwiaty. Dla Ciebie te najpiękniejsze. Dla mnie te złe. Są moją obsesją i inspiracją. Piękno które gnije na moich oczach. Wszystko wokół wspaniale gnije, bo życie jest jedynie  skuteczną do bólu trucizną.  
    • Zabrali Ci parasol chociaż pada deszcz potykasz się o krople  które są jak kamienie.    Nie masz siły iść dalej wszystko jest przeciwko  nawet niebo nie pomaga.   Na prawo i lewo rozrzucasz myśli wszędzie ich pełno zaznaczasz nimi swój teren.   Nie będą Cię widzieć i nie usłyszą krzyczysz głośno Twój głos  znika gdzieś w zaroślach.   Tam gdzie kwitną kwiaty podsycasz rośliny swoimi łzami  jesteś jak lód który topnieje.   Czas zatacza koło idziesz razem z nim dlaczego tak daleko i dlaczego nie wracasz.   Krople rosy zamienione w deszcz ogromne jak głazy i twarde jak lód kiedyś stopnieją Ty razem z nimi.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...