Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

59. Miasto, które śni się nocą

(narrator: hypaspista)

 

1.

 

Na wieży spotkałem
człowieka, który się modlił —
nie przerwałem mu.

 

2.

 

Dym gęstszy niż krew,
a przecież
wdychaliśmy go z chciwością.

 

3.

 

Pomost był wąski —
wystarczająco,
by się nie cofnąć.

 

4.

 

Obok mnie płonie
lochagos* —
nadal trzyma szyk.

 

5.

 

Krzyczy coś,
ale język
już nie ma słów.

 

6.

 

Ciągle ktoś ginie,
ciągle ktoś
na jego miejsce.

 

7.

 

Na murze
świat ma rozmiar
ramienia.

 

8.

 

Walka wiruje wokół —
twarz w twarz,
krzyk w krzyk.

 

9.

 

Trwali do końca —
nie o życie chodziło,
lecz o to, czym było.

 

10.

 

Co było dalej?

Po co pamiętać.

 

11.

 

Widziałem morze,
jak zmywało krew —
dla równowagi.

 

12.

 

Szukałem przyjaciela —
znalazłem
jego hełm.

 

13.

 

Nie pytam, gdzie leży.
Wszyscy
gdzieś leżymy.

 

14.

 

Los rzuca kośćmi —
zawsze

tą samą ręką.

 

15.

 

Jednych ocala,
drugich grzebie
bez imienia.

 

16.

 

Czasem śnię znów Tyr —
ciągle tam jestem,
ciągle nie mogę się obudzić.

 

*lochagos - jeden ze stopni oficerskich armii macedońskiej

 

cdn.

Opublikowano

@Łukasz Jurczyk

 

Ta część jest zapisem z dziennika snu. Każda Twoja opowieść jest oniryczna, ale ta wyjątkowo. Wyświetlasz pojedyncze obrazy, które prowadzą przez miasto pełne dymu i krwi. Słychać szum morza, tym razem nie jest złe. Zmywając krew - oczyszcza - ma ludzką twarz, chyba jedyną w mieście.

 

Co było dalej?

Po co pamiętać.

 

Brak trzeciego wersu mówi więcej niż treść. Znakomity zabieg. Tak mógłby kończyć się dziennik koszmarnego snu.

 

koszmarny sen Tyr

co noc wracam do miasta

jestem u siebie

 

Życzę kolejnych snów.

Opublikowano

@Łukasz Jurczyk

 

Ten fragment poematu jest bardzo poruszający. Żołnierze są zapędzani w w sytuację bez wyjścia.


„Na murze świat ma rozmiar ramienia” - świetny obraz - liczy się tylko to, co można dosięgnąć włócznią lub mieczem, a obraz płonącego lochagosa, który mimo ognia „nadal trzyma szyk” ukazuje przerażającą siłę antycznej dyscypliny.

 

"Krzyk bez słów" - trauma i intensywność walki odbierają człowiekowi cechy ludzkie, sprowadzając go do czystego cierpienia.

Natura, tutaj morze jest obojętne na ludzkie cierpienie i widoczny jest antyczny fatalizm - nie ma sprawiedliwości - tylko przypadek.


Tyr nie jest już tylko miastem w Fenicji, ale sennym koszmarem, z którego nie można się obudzić. To klasyczny opis zespołu stresu pourazowego - narrator fizycznie przetrwał, ale psychicznie na zawsze został na murach Tyru.


Lochagos cierpi i milczy

szyk jest ważniejszy

wojna to jego rzemiosło

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...