Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Nie można żyć nie przeżywszy niczego uprzednio. Nie pomogą tu bzdury o tym, że każdy „nosi swojego trupa w sobie”. Nie domyślisz swoich myśli, nie wyczerpiesz swoich zmysłów, zamykając się w pokoju i pijąc lub ćpając. Poranek jak ten, gdy zmierzam do sklepu by kupić gazetę oraz jedzonko dla mojego raczka, może znaczyć o wiele więcej dla mojego prze-życia niż klepanie po dupie wielbłąda w Tunezji.
Niech Cię nie zwiodą programy „Uwaga!” i inne „Fakty”; nie tak łatwo zabić człowieka bez konsekwencji. Ja jestem blady, nawet w lato ( efekt długich posiedzeń z dłuuuuugimi powieściami realistycznymi pod ręką ). Noszę zwykle czarne ubranie, a w swojej głowie mam myśli następujące, zapętlone, maniakalne, o czym może świadczyć ten imperatyw zawarty w bezokolicznikach: „Zniknąć, przestać istnieć fizycznie dla innych.Być tak niedotykalnym i niewidocznym, jakby zupełnie mnie nie było. Ale równocześnie mieć wpływ na wszystko, być reżyserem życia, nieopalonym jak ja, zawsze niewidocznym. Zabić. Gdy myślę o smierci zadawanej przeze mnie, nie wyobrażam sobie wulgarnej siekiery lub bejsbola w
mojej dłoni. Nawet karabinek snajperski nie jest dla mnie dość kulturalny. Człowiek to przecież mechanizm. Mechanizm, który można odłączyć od prądu.”

Tak myślę, tak, tak. Widzę czterdziestoletniego faceta z wąsem, dość pulchnego, który idzie ulicą zażerając loda w polewie, jakby był jakimś pierdolonym turystą na tym zapyziałym osiedlu. Jakby się zgubił. O czym on myśli, do cholery? O kim? Ma pieprzoną watę cukrową w głowie. Jak zniknąć by móc kilku takich z miłości „odłączyć”. Z miłości? Tak. Miłość i śmierć…itd. Mnie zwykle miłość doprowadzała na skraj życia, ale dawno wyszedłem z tego, został tylko jeden element, ale niezbyt wiele czasu mu już zostało.
Teraz jakiś „facet” ( tak mówi na niego pewnie jego „:kobieta”) 23 lata. Marek Karwowski. Niesie menelską reklamóweczkę, wypełnioną po brzegi puszkami piwa „Tatra”. Jest 12.30 – tak właśnie zamierza spędzić dzień, tydzień, wakacje - w Tatrach. O tym się powinno pisać reportaże, z tego robić wydarzenia, to powolne zdychanie, nie robienie nikomu szkody, prócz siebie samego. I nasza zasrana romantyczna przeszłość narodowa. Pokolenie JP II …

Doktor Malecki ma zawsze dokładnie tak biały fartuch, na ile pozwala przyzwoitość i inteligencja człowieka, który nie bierze powaznie reklam. Ma elegancką czarną bródkę, na której nigdy nie świeci żaden tłuszcz pozostawiony przez kurczaka i frytki. Krótko ostrzyżone włosy – i dłonie właściwe człowiekowi,który całe życie bawi się w Pana Boga, uważając to za codzienność i nie zmuszając innych do padania na kolana. Nie jest on żadnym zabrzańskim kandydatem na pierwszego kardiochirurga wszystkich Polaków. Gdy spogląda na mnie chłodno swoimi oczyma, brązowymi oceanami spokoju, wiem już o nim wszystko to, co leży na dnie duszy, tego władcy ludzkiego losu – wiem, że jest znakomitym onkologiem, gwiazdą gliwickiej kliniki i wiem ponad wszelką wątpliwość, że pieniądze na remont mieszkania na pewno mu się przydadzą. Doktor Malecki jest bowiem p o l s k ą gwiazdą onkologii, dla której ten „Jaś Wędrowniczek”, którego mu właśnie postawiłem na biurku nie jest okazją do popołudniowej degustacji z żoną. Jest on raczej zajawką tego, jak bardzo mi z a l e ż y…

- Widzę, że bardzo panu zależy na dobrej opiece…
- Tak, tata jest osobą bardzo skromną i na pewno miałby mi za złe, że tak się panu doktorowi narzucam…- ćwiczyłem ten tekst przez całą drogę do Gliwic.
- Nie narzuca się pan, to wszystko są moje obowiązki i naprawdę opłaty powinny ograniczać się tylko do zabiegów, a jest ich…
- Jest ich coraz mniej - dodałem, a na moich brwiach pojawiła się ćwiczona przez tyle lat edukacji, skromność prymusa.
- Zawsze można c o ś zrobić – powiedział swoim niskim głosem i wydawało mi się, że chrząka – Nowotwór wątroby jest zawsze bardzo bolesny…- jakby nie dokończył i uśmiechnął się ironicznie. To był ten moment. Czułem, że muszę to wykorzystać. Pilnowałem, by z mojego olbrzymiego słownika nie wyskoczył przypadkiem przymiotnik „legalne” lub , co kończyłoby rozmowę – „nielegalne”.

- Mamy więc kwestię formalną do omówienia …- zacząłem wesołym głosem spikera telewizyjnego, mówiącego o czymś tak banalnym jak…
- Ładnie pan to określił - uśmiechnął się śmielej.
- Przejdę do rzeczy. Ile będzie to kosztowało?
- Musi pan najpierw wiedzieć, że to potrwa. Co najmniej tydzień.
Uśmiechnąłem się w duchu.
- Wszystko razem – ciągnął doktor – po doliczeniu nadgodzin pielęgniarki i jednorazowego sprzętu, razem z kosztami niszczenia…1800 zł.
„czyli 3600 – odłożyłem 5000 na tę ewentualność”

Malecki podał mi swój numer domowy, to dość miłe z jego strony. Czułem z nim dość intymną więź. Gdybym miał żonę, mógłbym mu ją nawet wypożyczyć – uwielbiałem go i wiedziałem, że to co nastąpi za dłuższą chwilę, sprawi, że polubię go jeszcze bardziej…Miałem potwierdzić telefonicznie moje „zamówienie”, a on miał podać swój numer konta. Miałem zamówić śmierć telefonicznie.
Nienawidzę tego, choć to temat publiczny, a „pro” zawsze były osoby, które szanowałem – nienawidzę tego i nie wiem jak mogłem tak dlugo wytrzymać, rozmawiając z Maleckim. Na pewno nienawidzę bardziej mojego ojca, ale jednak… Szczególnie w przypadku tego skurwiela, nie powinno się tego stosować. „Niech mi podadzą zastrzyk” – mówił – „Nie chcę męczyć innych sobą”. Jeśli ktoś nie chce męczyć innych sobą, to powinno się zalegalizować zabójstwa na życzenie ofiary, nie zaś zabiegi, które niektórym skurwielom pozwalają zejść z tego świata bez bólu. Nigdy jeszcze moja niewiara w piekło nie przeszkadzała mi tak bardzo, nigdy…Jeśli tam nic nie ma, jaka będzie kara, do kurwy…
Napiłem się jeszcze koniaku – uspokoiłem. W końcu znalazłem wizytówkę doktora z napisanym długopisem numerem domowym. Trzęsły mi się ręce. Musiało minąć dziesięć minut.
Wystukałem numer. Słuchawkę podniósł doktor – umówiona godzina, co do minuty.

- Dobry wieczór, doktorze. Proszę mnie posłuchać. Bardzo pana szanuję, ale proszę mnie poszłuchać. Mówił pan o 1800 złotych za zabieg. Tyle kosztuje eutanazja, nie jest to zbyt wygórowana cena dla mnie, musi pan to wiedzieć…Ale ja tego nie chcę…

Po drugiej stronie zapadła śmiertelna cisza.

- Niech pan słucha. Chcę żeby się męczył. Ma się męczyć ile wlezie. Nie wiem jak do tego ma się Primus non nocere – to już względne, nieważne…mówił pan o podwójnej dawce morfiny…ja mówię o tym, że tej morfiny ma zabraknąć, ma się skończyć…daję dwa razy tyle,…pieprzyć to – daję 4000 tys. złotych…niech się męczy ile wlezie, niech ma tego świadomość….

Cisza stała się niemal zimna.

Nie opróżniłem tego koniaku. Czułem się dziwnie silny. Tej nocy czułem się sobą.

Opublikowano

przecudowny tekst!!! nie wiem czy bardzo "twój prywatny" ale jeśli tak to cię uwielbiam;))))
w połowie tekstu zczaiłam o co będzie chodzić z łapówką i szczerze się ucieszyłam że miałam rację:))) poprawiłeś mi humor tym tekstem:)))
pozdrawiam,ściskam,całuję:***

Opublikowano

hm, początek wydaje mi się mocno szarpany, całość nabiera koloru irytacji jakiej udziela narrator; często bywam zirytowana, ale to nie znaczy, że zirytowanych słuchać lubię :) przez taki lekko nerwowy ton ciężko - przynajmniej mi - polubić bohatera i tekst, no ale nie ten to inny :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Wolność

       

      Nie ma drugiego takiego słowa, które zrobiłoby tak oszałamiającą „karierę” w XXI wieku jak słowo wolność. Odmienia się je przez wszystkie przypadki. Manipuluje się nim na prawo i lewo. Wywraca się na drugą stronę tak aby znaczyło coś zupełnie przeciwnego, choć brzmi swojsko i krzepiąco. Propaguje się wolność wyboru i wolność od wyboru. Wmawia się, że można wybrać różne barwy wolności ale jednocześnie dodaje, że powinna to być barwa o określonej z góry nazwie. Można postawić pytanie: wolny wybór czy wolność wyboru? A co to jest wolność? Niektórzy „myśliciele” wmawiali, że wolność to uświadomiona konieczność. Wolność bywa mylona ze swawolą. Ale czy tak jest w istocie? Inaczej rozumie słowo wolność więzień w celi, a inaczej człowiek „wolny”. Dla więźnia w celi wolność oznacza rzeczywistość poza murami więzienia. Taki delikwent o tym marzy co to będzie robił, jak opuści mury więzienia: upije się alkoholem, napali się tytoniu, „trawki”, odwiedzi prostytutki..., no po prostu „zabawi się”. Taki człowiek jest podwójnym więźniem. Ma zniewolony umysł błędami moralnymi, które traktuje jako przejaw wolności. Kim zatem jest człowiek naprawdę wolny? To człowiek, który zna Prawdę. Prawdę, która wyzwala, a nie zniewala. Wyzwala z nałogów: alkoholizmu, narkomanii, seksoholizmu, etc. Wielu takich, którzy rozumieli wolność negatywnie zakończyło swoje życie przedwcześnie. Jaka to Prawda, która wyzwala człowieka? To Prawda Objawiona, którą możemy znaleźć w konserwatywnych kręgach Kościoła Powszechnego. Każdy, kto przyjmuje Prawdę, rozumie ją i wprowadza w życie, staje się wolnym człowiekiem, choćby był zamknięty w celi więziennej. Każdy, kto ma dobrze ukształtowane sumienie, uczy się siebie w kontekście nauk moralnych, doznaje czegoś więcej niż tylko doraźnej przyjemności. Doznaje wszechogarniającej radości, radości wewnętrznej, wewnętrznego poczucia szczęścia. Szczęścia, które polega na tym, iż udało się zrealizować w praktyce nauki moralne Mistrza z Nazaretu. Większość z nas zna obraz artysty malarza Delacroix „Wolność prowadząca lud na barykady”. Czy o taką wolność idzie? Czyżby rewolucja społeczna kiedykolwiek i komukolwiek przyniosła prawdziwą wolność? Czy raczej zniewolenie? Zwolennicy myśli rewolucyjnej uważają, że uczniowie Mistrza z Nazaretu są ograniczeni: tego nie wolno, tamtego nie wolno... . Tymczasem „my”, ojcowie i córki rewolucji, dajemy ludziom wolność totalną. Możesz robić co tylko zechcesz, co tylko przyjdzie ci do głowy. A to nie tak... . Granicą naszej wolności jest wolność innych ludzi. Prócz tego wszystkiego, wszyscy jesteśmy ograniczeni formą ludzkiej egzystencji (jako naturalną konsekwencję grzechu pierworodnego), a co za tym idzie tzw. „prawem naturalnym”. Doznawać wewnętrznej wolności, wewnętrznego szczęścia może tylko człowiek prawy, „dobry”. Czyż nie jest prawdą stwierdzenie, że gdy znajdzie się ktoś naprawdę dobry, to prędzej czy później takiego otrują (Sokrates) lub ukrzyżują (Jezus z Nazaretu). Cóż to za wolność dzięki której Mistrz kończy otruty lub ukrzyżowany? Otóż taka „wewnętrzna wolność” wedle niektórych jest wątpliwego dobra choć jest godna naśladowania i jest piękna. Tak w rzeczywistości nie jest; nie jest to wątpliwe dobro. Mistrz z Nazaretu zmartwychwstał (vide „Całun Turyński”) i cieszy się absolutną wolnością. I ci, którzy w całej pełni naśladują Mistrza z Nazaretu już tu na ziemi mają poczucie wolności absolutnej, która na nich czeka po śmierci. Więc wybór należy do ciebie, Czytelniku, albo wolność totalna albo wolność absolutna.

       

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @violetta ... i oświetlasz sobą kwiaty przyrody będą o tobie pisać poeci Ody ... Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia   
    • Wolność   Nie ma drugiego takiego słowa, które zrobiłoby tak oszałamiającą „karierę” w XXI wieku jak słowo wolność. Odmienia się je przez wszystkie przypadki. Manipuluje się nim na prawo i lewo. Wywraca się na drugą stronę tak aby znaczyło coś zupełnie przeciwnego, choć brzmi swojsko i krzepiąco. Propaguje się wolność wyboru i wolność od wyboru. Wmawia się, że można wybrać różne barwy wolności ale jednocześnie dodaje, że powinna to być barwa o określonej z góry nazwie. Można postawić pytanie: wolny wybór czy wolność wyboru? A co to jest wolność? Niektórzy „myśliciele” wmawiali, że wolność to uświadomiona konieczność. Wolność bywa mylona ze swawolą. Ale czy tak jest w istocie? Inaczej rozumie słowo wolność więzień w celi, a inaczej człowiek „wolny”. Dla więźnia w celi wolność oznacza rzeczywistość poza murami więzienia. Taki delikwent o tym marzy co to będzie robił, jak opuści mury więzienia: upije się alkoholem, napali się tytoniu, „trawki”, odwiedzi prostytutki..., no po prostu „zabawi się”. Taki człowiek jest podwójnym więźniem. Ma zniewolony umysł błędami moralnymi, które traktuje jako przejaw wolności. Kim zatem jest człowiek naprawdę wolny? To człowiek, który zna Prawdę. Prawdę, która wyzwala, a nie zniewala. Wyzwala z nałogów: alkoholizmu, narkomanii, seksoholizmu, etc. Wielu takich, którzy rozumieli wolność negatywnie zakończyło swoje życie przedwcześnie. Jaka to Prawda, która wyzwala człowieka? To Prawda Objawiona, którą możemy znaleźć w konserwatywnych kręgach Kościoła Powszechnego. Każdy, kto przyjmuje Prawdę, rozumie ją i wprowadza w życie, staje się wolnym człowiekiem, choćby był zamknięty w celi więziennej. Każdy, kto ma dobrze ukształtowane sumienie, uczy się siebie w kontekście nauk moralnych, doznaje czegoś więcej niż tylko doraźnej przyjemności. Doznaje wszechogarniającej radości, radości wewnętrznej, wewnętrznego poczucia szczęścia. Szczęścia, które polega na tym, iż udało się zrealizować w praktyce nauki moralne Mistrza z Nazaretu. Większość z nas zna obraz artysty malarza Delacroix „Wolność prowadząca lud na barykady”. Czy o taką wolność idzie? Czyżby rewolucja społeczna kiedykolwiek i komukolwiek przyniosła prawdziwą wolność? Czy raczej zniewolenie? Zwolennicy myśli rewolucyjnej uważają, że uczniowie Mistrza z Nazaretu są ograniczeni: tego nie wolno, tamtego nie wolno... . Tymczasem „my”, ojcowie i córki rewolucji, dajemy ludziom wolność totalną. Możesz robić co tylko zechcesz, co tylko przyjdzie ci do głowy. A to nie tak... . Granicą naszej wolności jest wolność innych ludzi. Prócz tego wszystkiego, wszyscy jesteśmy ograniczeni formą ludzkiej egzystencji (jako naturalną konsekwencję grzechu pierworodnego), a co za tym idzie tzw. „prawem naturalnym”. Doznawać wewnętrznej wolności, wewnętrznego szczęścia może tylko człowiek prawy, „dobry”. Czyż nie jest prawdą stwierdzenie, że gdy znajdzie się ktoś naprawdę dobry, to prędzej czy później takiego otrują (Sokrates) lub ukrzyżują (Jezus z Nazaretu). Cóż to za wolność dzięki której Mistrz kończy otruty lub ukrzyżowany? Otóż taka „wewnętrzna wolność” wedle niektórych jest wątpliwego dobra choć jest godna naśladowania i jest piękna. Tak w rzeczywistości nie jest; nie jest to wątpliwe dobro. Mistrz z Nazaretu zmartwychwstał (vide „Całun Turyński”) i cieszy się absolutną wolnością. I ci, którzy w całej pełni naśladują Mistrza z Nazaretu już tu na ziemi mają poczucie wolności absolutnej, która na nich czeka po śmierci. Więc wybór należy do ciebie, Czytelniku, albo wolność totalna albo wolność absolutna.    
    • @Poet Ka Nie jedna Berenika była. Jedna się u nas zadomowiła Nie tylko poetów wspiera  swoją poezją do nich dociera  I komentarze solidne daje  każdy w tym w tyle za Nią zostaje .   Pozdrawiam serdecznie  Miłego dnia 
    • -Opowiadanie-   Promienie słońca poczęły zalewać świat wokół swoim bursztynowym blaskiem. Godzinowa wskazówka zegara chyżo zbliżała się do ósemki, a niebo pokryte już było licznymi, szarawymi obłokami.    Do parku wybierała się pewna dziewczynka. Mocno trzymając w dłoni małą, miedzianą monetę, radośnie wędrowała brzegiem ulicy. Jej ubrania były niechlujne i ubłocone a włosy splecione w zaskakująco staranne warkocze, przewiązane czerwoną wstążeczką. Jej twarz promieniała szczęściem.    Idąc krętymi uliczkami, jej uwagę przykuł chłopiec siedzący na dębowej ławce pod drzewem, którego cień był ratunkiem przed letnimi upałami. Mimo szelestu liści, śpiewu ptaków i szmeru pobliskiego strumyka, można było usłyszeć ciche szlochanie.    Zaniepokojona dziewczynka podeszła bliżej. - Odejdź - rzekł, pociągając nosem, gdy usłyszał zbliżające się kroki. - Nie odejdę, póki nie upewnię się, czy wszystko dobrze - odpowiedziała z troską w głosie. - A więc co cię trapi? - wbiła w niego przenikliwy wzrok.    Chłopiec delikatnie otworzył usta, jakby miał coś powiedzieć, lecz szybko je zamknął i obrócił głowę ku górze. - Jesteś nieszczęśliwy? - spytała ostrożnie wcale nie oczekując odpowiedzi, bo było to oczywiste. - A ty nie? - Dlaczego tak sądzisz? - skrzywiła się. - Przecież jesteś biedna, pewnie ledwo stać cię na kromkę chleba. Nie masz pieniędzy, za które mogłabyś kupić sobie chociaż zabawkę. Jak tu być szczęśliwym?    Spojrzeli na siebie bez zrozumienia. - A ty jesteś bogaty, wszystko masz na wyciągnięcie ręki. Mógłbyś za kawałek majątku wykupić najdroższą chatkę w mieście oraz kupić całe stosy zabawek. Dlaczego więc jesteś nieszczęśliwy? Czyż pieniądze nie dały ci szczęścia? Czego ci brakuje, chłopcze? - Ja… - umilkł. Myśli w jego głowie krzyczały i plątały się - jednak nawet w nich nie znalazł odpowiedzi.    Pokazując monetę, znów zabrała głos: - Może i to jest jedyna rzecz, którą mam, ale i ona nie daje mi szczęścia. Pieniądze są jak woda - nie utrzymasz ich w miejscu. Za to będąc dobrym człowiekiem, utrzymasz przy sobie rodzinę, przyjaciół i rzeczy niematerialne, które dadzą ci szczęście, o którym nawet nie śniłeś - powiedziała, po czym poklepała go po ramieniu.    Chłopiec objął ją mocno, szlochając jeszcze głośniej.    Toteż i oni, po całym dniu rozmów, wrócili do swoich domów, ciesząc się i radując każdą chwilą. Jak się okazuje, szczęścia nie należy szukać w pieniądzach; nawet mając ich w nadmiarze, możemy go nie znaleźć.
    • Uśmiechasz się.   Ile razy oberwiesz tyle razy wstaniesz.   Czemu się uśmiechasz? Przecież przegrałeś.   Padłeś na deski.   Nie odklepałeś.   Znowu wstajesz.   Znowu chcesz oberwać?   Czemu się uśmiechasz…   Przecież przegrałeś.   Uśmiechasz się...
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...