Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

lirycznie z szafirowego okna
wygląda świat milionami marzeń

zbyt pijany księżyc
częstuje czerwonym winem
roześmiane gwiazy

wiatr rozwiewa mieniącą metafizykę
kocie spojrzenia wirują pomiędzy
wersami

słowa oblekam w nonsens
puszczam nocne latawce

i modlić się trudno w taką noc
Ty wiesz najlepiej Boże
więc tylko można wyjść za próg
kiedy poranne wstają zorze*


i choć północ snu nie daje -
uczuciem spijam magię wieczoru


................................................


* fragment piosenki Starego Dobrego Małżeństwa "Sen bez snu"

Opublikowano

może i nazbyt zaczarowałam ten utwór, ale -uwierz mi - nie miałam innej możliwości,. oddanie takiej chwili bez pomocy różdżki jest prawie nie do wykonania ;)
pozdrawiam
kalina

Opublikowano

dziękuję wam bardzo :)
Aniu, Stasiu, Izo - potraficie człowieka pokrzepić, a to dzisiaj potrzebne
proszę... czego te uczucia nie robią z kobietą ;)

pozdrawiam
Kalina

Opublikowano

nie w każdym wierszu trzeba pisać o zagrożeniach świata czy innych poażnych problemach. czasem można opisać widok z okna, trochę poczarować... i również jest dobrze :)
a kobieco. no oczywiście :p
chociaż odsyłam do Gałczyńskiego. ten chyba też był kobietą ;))

pozdrawiam
kall

Opublikowano

słowa powlekam w nonsens || puszczam nocne latawce - czuję się jakbym czytał wielu, wielu, wielu innych zamieszczających tu swoje wiersze; to jest właśnie modny sposób pisania, co wpędza mnie w odrobinę niezadowolenia jako czytelnika przyzwyczajonego do czegoś innego :)
Jeśli pozwolisz przyczepię się do dwóch detali językowych:
o ile "mieniącą metafizykę" jestem skłonny uznać za niezgorszą innowację językową (bo powinno tam być "się", dajmy na to, że jest to zerwanie z normą :), o tyle powlekać można czymś, natomiast w coś można najwyżej oblekać. Różnica niewielka, acz znacząca i zatrąca błędem.
Nie lubię czarodziejstwa w literaturze, więc odchodzę niezadowolony, ale bez specjalnego psucia humoru :)

trzymaj się :)
K.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @piąteprzezdziesiąte    

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Pozdrawiam. :))) 
    • @hollow man   „ A po nocy przychodzi dzień…”    podoba mi się, bardzo! Pozdrawiam serdecznie:) hollow man:) 
    • @KOBIETA dzisiaj była powtórka:) pierwszy dzień z ksef, wystawiłam pierwszą fakturę i ustawiłam cykliczną, która się będzie sama robić i sama wysyłać do klienta i do ksef:) system AI zabierze pracę w niedalekiej przyszłości, a faktury z wydatkami można z automatu importować do programu. Teraz nie ma pracy za dużo:) więcej czasu na przyjemności:) to dzieje się teraz przyszłość AI:)
    • @Nata_Kruk   Uśmiałam się ! Genialne!   Ten "gej z Wielina" zamiast kościółka to świetny obraz nowoczesnej komunikacji - niezły efekt komiczny. No i to jak słowo „sprawnie” zmieniło się w „sparwine”. "Sensy nowoczesność zdziera" - ten wers bardzo trafia do mnie. Autokorekta też jest trollem naszych czasów.  :)  
    • Mag Kulas, jak to miał w zwyczaju, po zjedzeniu wszystkiego co było do zjedzenia zapadł w drzemkę. Z głową spuszczoną na piersi sapał i pogwizdywał, nosem wypuszczał kolorowe bańki, w których odbijały się jego sny. Pansy tylko czekał na ten stały punkt Kulasowych odwiedzin. Złapał Minnstrelle za rękę i pociągnął za sobą. Biegli w stronę jeziora, a leśne zwierzęta uciekały przed białą sukienką Minstrelli myśląc, że to księżycowa zmora mknie pędem przez las. Razem z przydrożnymi drzewami zanurzali się w rozgrzanej czerwcowej nocy, w zapachu ziół, w szelestach nieznanych stworzeń. Jezioro czekało na nich cierpliwie unosząc nad tonią księżycowe światło, falowało w takt pieśni samotnej południcy, która nie mogła zasnąć - tak się objadła omletami z paproci. Stanęli nad brzegiem jeziora. Opodal, ukryta w tataraku, majaczyła chata utopca Henryka. Do pomostu przycumowana była jego łódź. Utopiec Henryk nie cierpiał wody, dlatego wolał po jeziorze pływać łodzią. - Idź Minku - popchnął ją w stronę chatki z tataraku - zapytaj Henryka czy możemy pożyczyć łódkę.   Minstrella kucnęła przed wejściem do chatki, czując, jak wilgotny piasek ziębi jej stopy. Dopiero teraz zauważyła, że pogubiła ciżemki, biegnąc przez las.   - Henryś?- zajrzała do środka.- Możemy popływać twoją łódką? - Tak, ale uważajcie na tę okropną, zimną wodę - zaszczękał zębami utopiec z głębi mrocznej chatynki, pokrytej tatarakową strzechą - Jeśli się dostanie do środka łódki, będziecie zgubieni!   Henryk cierpiał na aquafobię, rzadka odmianę paranoi fantastycznej. Minstrella zostawiła mu kilka ciasteczek mandragorowych na progu, na szczęście zdążyła je chwycić, nim szaleństwo Pansy'ego pociągnęło ją w leśne ostępy.   - Możemy płynąć, Pansiu!   Łódka zachybotała lekko, gdy elfka weszła do niej. Pansy już siedział w środku i trzymał wiosło. Księżyc wysunął ciekawski nos zza chmury i przyglądał się srebrnym okiem jak odbijają od brzegu. Tatarak pachniał niczym ogrody wszystkich Semiramid świata, noc nawoływała ich tajemniczym głosem. Minstrella z westchnieniem ulgi wyciągnęła długie nogi i wydobyła z kieszonki sukienki srebrny grzebień. Powoli, jakby był to przedziwny rytuał, zaczęła rozczesywać swoje długie, ciemnobrązowe włosy. Raz po razie migotliwy grzebień przesuwał się w górę i w dół, księżyc zaczął wplatać w świetliste pasma włosów elfki migotliwe runy, a wiosło zanurzało się w ciemną toń głębiej... i głębiej…   W zupełnej ciszy sunęli szafirową taflą między łachami wodnych lilii, i kiedy Minstrella skończyła czesać włosy, łódka zatrzymała się delikatnie i cichutko. Od strony chatki Henryka zaczęły dobiegać tony skrzypiec. Minstrella obróciła się do Pansy'ego i położyła palec na usta. Księżyc słysząc dźwięk skrzypiec nabrał koloru starego złota. Ciężko byłoby nazwać go srebrnym globem, był raczej lampą Alladyna. Pansy poczuł jak ogarnia go spokój i tęsknota za słowami najdelikatniejszymi. Palec Minstrelli na jego ustach był słodki niczym cukierek z kolifiantów. Noc pachniała lasem i spokojnymi zatokami. Łódź unosiła ich nad wodą, nad powalonymi pniami, które obrosły dzikim bluszczem i mchem. Płynęli w milczeniu, by dotrzeć do serca jeziora.   Pansy zauważył, że coś błyszczy na dnie. Nie namyślając się długo dal nurka i popłynął wśród ramion wodorostów. Na dnie leżała spinka Minstrelli, a tuż obok niczym srebrne muszle leżały księżycowe runy. Kiedy wypłynął na powierzchnię, zza czarnej linii lasu wypełzły fantastyczne stwory, otoczyły łódź kołem i trzymając się za upiorne macki, oraz przylgi, wtórowały skrzypcom Henryka, nucąc Um Mitternacht. Pansy ociekając wodą wpatrywał się z zachwytem w przyjaciółkę. - Minku znalazłem twoją spinkę, ale wiesz pomyślałem, że Jezioro Jodłowe bez niej nie byłoby tak piękne i zostawiłem tam gdzie leżała.   Nachyliła się ku niemu, księżyc migotał na jej ciemnych włosach i wtedy Pansy podał jej wodną lilię, którą wsunęła za ucho. Nie zwracała uwagi na stwory, posplatała tylko trochę zaklęć ochronnych, by nie próbowały im się wpakować do łodzi. Jeszcze im stworów brakowało… wystarczy, że mają ghula w drewutni. - Pansiu - pocałowała go w czoło, łódka zakołysała się lekko. - Jak już jesteś mokry, to doholuj łódkę dalej - rzuciła mu sznur cumowniczy, a sama usiadła na ławeczce, końce palców zanurzając w wodzie. Fale łaskotały je przyjemnie i było jej tak dobrze na sercu, jak dzieciom w wigilijny poranek. Lilia za uchem pachniała oszałamiająco, wilgoć szła od jeziora, a księżyc jak złota lampa kołysał się nad czubami jodeł.   - To dobrze, że nie brałeś spinki - wyznała, gdy błyszcząca jak mokre złoto głowa Pansy'ego wyłoniła się obok niej z jeziora. - Dałam ją kiedyś w prezencie takiemu miłemu trytonowi, byłoby mu smutno.   Dotknęła opuszkami palców policzka hobbita , który już po tym popłynął dalej, po czym objęła ramionami kolana, opierając na nich głowę w oczarowaniu. Stwory płynęły za łódką, patrząc na nią błagalnie.   - No dobrze, już dobrze - zgodziła się w końcu z westchnieniem.- Możecie troszkę pomóc Pansy'emu.   Macki, płetwy i przylgi popchnęły łódkę do przodu. Minstrella zaczęła śpiewać.     tekst: Minstrella i ja (Pansy) grafika: Minstrella

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...