Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

@A.Between Najmocniejszy jest właśnie wers: „że warto oszaleć chociaż zaboli kolejny raz”.

Jest w nim odwaga uczucia - zgoda na ryzyko, na ból, który jest wpisany w prawdziwą bliskość. To zdanie brzmi jak ciche wyznanie: lepiej przeżyć miłość do końca niż chronić serce w bezpiecznej pustce.

Gość vioara stelelor
Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Jeżeli mogę wtrącić swoje trzy grosze...

Nikt tego nie uczyni, nie jest w stanie, drogi peelu/droga peelko.

Nawet najbardziej kochająca, najczulsza, najdelikatniejsza osoba.

Sam/a musisz to zrobić.

Dotrzeć do źródeł lęku, który sabotuje bliskość i powiedzieć mu - 'nie masz nade mną władzy'.

Edytowane przez vioara stelelor (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@A.Between

 

To piekny wiersz! 

To balansowanie na krawędzi - między inspiracją a bólem, między tym co powiemy a tym co czujemy. "Choćby zabolało kolejny raz" - i ta gotowość na ryzyko.


 

W tych samych zakamarkach, gdzie myśl się z myślą splata,

odnajdę Twój szept, nim dzień go na strzępy rozwieje.

Niech świt egoistyczny nie liczy nam strat ani lat,

bo tylko w szaleństwie serce karmi się nadzieją.


Jeśli nurt rzeki zbyt rwący wyda się u Twoich stóp,

nie cofaj dłoni, co w wodzie szuka schronienia.

Warto raz jeszcze zaryzykować ten błąd i ten trud,

by w ciszy poranka nie zostać tylko wspomnieniem.

Opublikowano

@A.Between

 

Wiersz bardzo zmysłowy, intymny i jednocześnie pełen wewnętrznego napięcia - to taki liryczny zapis chwili, w której duchowość zderza się z ciałem i pożądaniem. Świetnie wybrzmiewa ta intymna asymetria na końcu - ona nie wie co powiesz, ale wie, co znaczy dotyk.  Piękny wiersz i tyle!

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • czemu żeś smutny tato taki dziś dzień pogodny - byłem świadkiem na mogile synu - krzyż położył cień spojrzał i cichuteńko rzekł wybacz a potem dodał głośniej - jutro też ma być taki jak dziś... przegrał nie kończąc
    • Na przestrzeni wszystkich tych wieków, łączy was tylko ta jedna rzecz. Nazwisko? Posiadłość? Herb? Nieskończona samotność  i objawy destrukcyjnego szaleństwa. Ktoś, kiedyś dawno, przeklął cały ród. Dziwny to ród w którym brak małżeństw, potomstwa czy więzów krwi. Brak drzewa i sagi rodzinnej. Skąd wzięło się tak zepsute nasienie? Kto był praojcem stworzenia  tej genetycznej degeneracji?     Matroną była senna muza. Zwid umysłu, ogarniętego bólem istnienia. Jej ciało było zbezczeszczone przez bluźniercze potrzeby zmysłów. Była blada, gnilna, pobita i gwałcona. Żyła choć jej członki i oczy były martwe. Serce wyrwano jej okrutnie  i zastąpiono klątwą bestii. Niegdyś jeszcze potrafiła  płakać nad swym losem. Łudząc się tym co kłamliwie  materializował jej świat. Pokazywał jej kwiaty na łąkach wiosennych, ogrody i sady pełne krasnego owocu, ludzi beztroskich i wolnych. Serdecznych przyjaciół. Zjednoczone rodziny. Sprawiedliwych ojców  i kochające matki. Taki był świat za szkłem. Granicy bytu.     Ona miała tylko zaświaty. Pełne pyłu, kurzu, czarnych kikutów drzew. Rzeki spienione krwią. Zamiast kwiatów, trupy wzdęte od rozkładu, kwitły słodką wonią śmierci. Wędrowała przez puste, skruszałe wioski. Miasteczka rozpalone ogniem  nie ognisk domowych a pożogą moru. Miasta o olbrzymich murach i wieżach. Czarne jak noc. Zwiewne jak mara. Tam mieszkały demony, które czasami prosiła o pomoc  w starciu z ludźmi z powierzchni.     Krążyły legendy,  że tam za murami twierdzy, za pustynią nieposkromionego wichru, za płaskowyżem zimnego żalu, za oceanem łez niewinnie przelanych. W strażnicy wykutej  z pierworodnego ognia nienawiści. Mieszka ON! Demon, którego nie dotykają myślą Bogowie. O którym nie mówią kroniki i sagi. Ten który przybył tu  przed powstaniem czasu i materii. Kurhan jego usypany  z wyschniętych czaszek niedoszłych herosów, którzy przed eonami  rzucili mu niebacznie wyzwanie. Spoczywa w grobowcu zakopanym  aż do trzewi ziemi. Płytę nagrobną zdobią,  srebrne słońce i złoty księżyc. Nad kurhanem roztoczyła wieczny cień, samotna góra. Martwa i milcząca bazaltową pustką. Śpiewa mu pieśń o zagładzie cywilizacji. Muza wie dobrze.  Czuję to w sobie. On to wszystko stworzył. Wraz z nią. Ona go do tego zmusza. By pisał poezję  z bezdni swego grobu.    
    • @Mitylene Rymowany wiersz ma swoje ramy, staram się zmieścić w jego wymaganiach,  a powyglupiać się - też lubię, szczególnie słowem.  Bardzo lubię deszcz - może mniej ten listopadowy. Za niedługo będzie majowy, ten jest najbardziej poetycki.  Pozdrawiam :)

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • @Mitylene cudne dwa:)
    • Violetta tak obraz wyglądał przed zachodem słońca:)

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...