Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Gość vioara stelelor
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Tak mi się poleśmianiło... :)

 

@Kwiatuszek

Dziękuję :) wszyscy tęsknimy już za kwiatami i wiosną :)

Opublikowano

@vioara stelelor

 

To niezwykle zmysłowy i pełen życia wiersz. Uderza w nim całkowite wtopienie się w naturę - nie obserwowanie z dystansu, ale fizyczne, niemal erotyczne zjednoczenie z łąką.

Piękne są te synestezyjne obrazy- "świat parzy, pachnie, rozlewa się w tętnicach burzliwością kolorów" - oddycha się wraz z łąką, czuje każdą łodygę, każdy dotyk. To nie kontemplacja, to doświadczenie totalne.

Zauważam progresję- od "wtuliłem się" przez "szeroko otwieram ramiona" , aż po "jestem" - jakby narrator dopiero w tym zjednoczeniu z naturą naprawdę zaistniał.

Świetne metafory - "krwawnikowe batysty, tymiankowe gazy" - łąka jak kochanka w sukni, "rosa niepamięci" - zapomnienie o tym, co poza łąką.

A to urwane zakończenie "jestem - - -" jest świetne. Kropki zamiast słów - bo słowa już nie są potrzebne. Pełnia istnienia.

Wiersz o sile życia, przyjęciu, przynależności.

Bardzo piękny i wzruszający.

 

 

Opublikowano

@vioara stelelor

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Mam pytanie dotyczące tego fragmentu. Dlaczego po "jestem" są trzy osobne kreski - dywizy? Ma to na celu odwzorowanie procesu oddychania wspomnianego w poprzednim wersie? wdech-wydech-wdech-wydech-wdech? - czyli "jestem - oddycham - trwam"?

 

Ciąg kresek przywodzi mi na myśl kod Morse'a. Trzy kreski przy sobie to litera "O", ale tutaj mamy je oddzielone od siebie. Pojedyncza kreska to litera "T". Przewrotnie widzę w tym momenie wiersza wyznanie, które ledwo przechodzi przez gardło: "jestem tfu-tfu-twój" :D

 

Wiersz sam w sobie urokliwy. Ma o wiele więcej wdzięku niż inspiracja tego wiersza - przynajmniej w moim odczuciu. U Leśmiana widzę maki, tutaj - oddech.

Gość vioara stelelor
Opublikowano

@marzipan Dziękuję ślicznie :)

 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Tak,  to jest bliższe mojemu zamiarowi. ;)

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • „Niechaj serca mojego ustanie kołatanie,

      Bym w wiecznej ciszy znalazł swe schronienie.

      Drabiny do niebios nie szukam po omacku,

      Pragnąc jedynie, by godzina ta była ostatnią.

      W mgnieniu oka stracę pod nogami oparcie,

      Skazany na szafot za każde wyrzeczone słowo,

      W uścisku zimnej stali, skuty łańcuchami.”

      Domniemany heretyk już więcej nie przeszkodzi,

      Bo powiedział za dużo, a nic mu już nie szkodzi.

      Głowa na ramieniu blednie schludnie,

      W skąpanym słońca promieniu,

      Z cieniem obok siebie odchodzi wraz z nim człowiek,

      Który za buntownika uchodził.

      A przychodzi wtem sługa, który denata wywozi.

      — Cóż za strata! — woła zgoła z tłumu dziewoja.

      Za nią motłoch społeczeństwa podżega:

      — Jak to słusznie przypadło temu sprawcy, ino takiego czynu się dopuścił!

      — Nikczemnik!

      — Kanalia!

      Tłum, skończywszy wiwatowanie, usłyszał głos następnej kobiety:

      — Toż ten człowiek nie zawinił ani słowem, ani czynem! To wasz wyrok go zgubił! Niegodziwością jest dopuszczać do podobnego samosądu!

      — A Ty? Cóżeś ty za jedna? Jaką rolę tu pełnisz, kobieto? — wyrwał się głos z gęstwiny ludzkiej.

      — Przed wami stoi ta, co go ukochała – jedyny świadek jego niewinności w tym morzu kłamstwa. Jakież to dowody wyłuszczacie? Oznajmicie mi zatem!

      Gromada zastygła w bezruchu, gdy tymczasem wśród głów poczęły krążyć lękliwe, niedosłyszane szeptania. Wtem niebo, dotąd jasne, chmurą krwawą zaszło, jakby i słońce patrzeć na tę zbrodnię nie chciało. Woźnica, co milczał dotąd, batem o wóz trzasnął, a echo po placu jak skarga zatwardziała łkało.

      — Cóż po waszej prawdzie! — wychrypiał pachołek — Gdy on już nie słyszy, a łańcuch go dławi. Śmierć nie zna heretyka, zna tylko popiołek, co wiatr go po drogach jak liście rozbawi!

      Dziewoja padła na kolana, w pył czołem bijąc, jak Antygona przed królem, co serca nie posiada. A tłum począł rzednąć, w cieniu bram się kryjąc, gdyż strach to jest jedyna, co po kłamstwie rada.

      — Przeklęte niech będzie to słowo, co zabiło! — jęknęła ku niebu, skąd grom uderzył głuchy. — Bo krew niewinnego wsiąkła w tę ziemię z siłą, co zerwie raz jeszcze wasze kłamne łańcuchy!

      I odjechał wóz ciężki, trzeszcząc w głuchej toni, z ciałem, co kołysząc się, rytm wieczności biło. Została tylko cisza, co od prawdy broni, i strach, by się jutro to samo nie śniło.


      Autor: Versus Dramatis

      Edytowane przez Versus Dramatis (wyświetl historię edycji)
  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...