Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Christine fatalizm, nie podzielam tego poglądu. Bywa, że rzeczy oczywiste nie są takie . Interpretowanie cudzych myśli , np zapisanych w postaci "wiersza". Pozornie tylko jest proste i ma znamiona oczywistych procesów. To bardziej odgadywanie niż recenzja. Często autor dowiaduje się , że jego utwór to zupełnie twór niż to co wyprodukował. Ale pochlebstwa sprawiają , że przytakiwanie staje się metodą, prowadzącą do nikąd.   Cieszę się , że mój tekst Ci się spodobał. Publikuję bo chcę by to ktoś czytał. To trochę tak ,jakbym się spowiadał. Chociaż w spowiedź również nie wierzę.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Lenore Grey Jesteś damskim wcieleniem Schulza. To musi być cały zbiór opowiadań z czasem. Jesteś genialną twórczynią.
    • — Gdzie mieszkasz?     Posłał mi jedno ze swych błękitnych spojrzeń.    — Niedaleko.    Jak znalazłem się u boku tego chłopca-mlecza, tego połączenia słodkowodnej żabki i płowych dłoni?  Kusi mnie, aby napisać, że i dla mnie pozostaje to zagadką; jednak wówczas bym skłamał. Po prostu przyjąłem zaproszenie na jego urodziny.    Wkrótce wyrósł przed nami dom: odrapany i na wpół pochłonięty przez bluszcz. Jego strażnicy, dwa dostojne gołębie, siedzieli przycupnięci na dachu.    Mój towarzysz uśmiechnął się półgębkiem, po czym wsunął się w szparę między furtką a ogrodzeniem.    — Odsuń się!    Zrobiłem krok do tyłu; najeżona drzazgami furtka z impetem otworzyła się na oścież. Przez chwilę się jeszcze chwiała — a później, uspokojona, wpuściła mnie na podwórko.    W domu przywitała nas zwarta masa obłych fizjonomii, z której wystawał tylko haczykowaty nos najstarszego brata. Wtłoczyliśmy się wszyscy w największy pokój, gdzie każdy przysunął sobie krzesło. Wtedy — pozwólcie, że będę tak nazywał najstarszego brata! — Nos przypomniał sobie o torcie, i pospieszył go przynieść. Wszystko już było gotowe: tort królował na stole, za prawą rękę mając jabłka, a za lewą — czerwoną, chyba nie do końca stężałą galaretkę.    I już, już nadchodziła kulminacja — czuło się jej bliskość nawet w drgawkach kurzu nad gałganami dywanu — kiedy solenizant zorientował się, że… na torcie brakuje świeczek.    Nos wyartykułował słowo, którego tu nie przytoczę. A potem chwycił jabłko i, zupełnie jak kauczukową piłeczkę, odbił je od stołu.    Utkwiło w miejscu, gdzie zwykle znajduje się żarówka.     Zaczerwieniony, Nos stanął na krześle i spróbował je wyjąć. Zastygliśmy przy stole. Nos jeszcze wyraźniej poczerwieniał. Objął jabłko obiema dłońmi i pociągnął. Jedna z dziewczynek przytrzymywała oparcie jego krzesła.    Pociągnął raz jeszcze, mocniej; napięły się mięśnie chudych ramion. Wreszcie westchnął i odwrócił się. Chciał zeskoczyć na ziemię, lecz widząc minę brata, zszedł z krzesła.    “Obejdzie się bez świeczek…”    I zaczynaliśmy już jeść, kiedy na obrzeżach naszego widzenia coś zamigotało. Nie wiem kto zaczął klaskać pierwszy; lecz nie ma to znaczenia, bo klaskali wszyscy. Przez francuskie okno wpadały smugi mlecznego światła, a Nos — włożył do półmiska uwalane kremem z tortu jabłko.          
    • Jakbym o sobie czytała, cudne:)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...