Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Gość vioara stelelor
Opublikowano (edytowane)

@MigrenaCzytam ten wiersz z ogromnym poruszeniem i dreszczem, bo sposób, w jaki stwarzasz ze słów świat rozpadającej się intymności jest rzucający na kolana.

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Pięknie opisana krawędź między jednią a byciem osobno, między bezgraniczną ufnością a walką o granice. Miłość na tej cienkiej linii musi zachować równowagę.

 

To jest mistrzostwo świata.

Z jednej strony - bezgraniczność smutku, który rozlewa się oceanem, z drugiej strony - to rozlanie jest czymś gorącym, wszechogarniającym. Miłość przemienia ból w bezkres - w zasadzie nawet nie wiadomo, czy szczęśliwy, ale na pewno otwierający na głębię.

A potem ta rozległość staje się maleńką kroplą. Jedną, drugą, trzecią, setną... Bo w oczach, które płaczą przez miłość, jest cały ocean właśnie.

 

 

To jedna  najbardziej dotkliwych i celnych definicji tęsknoty, jaką czytałam.

Ten nadmiar czułości, który staje się niszczycielskim ogniem, gdy nie ma ujścia - czuję to...

 

 

Ten fragment jest również przejmujący - gasnąca, umierająca gwiazda przesila się, resztkami energii wydaje ostatni, jasny rozbłysk, oddech.

 

 

To pęknięcie - jak droga do zrozumienia.

Ból - jako wrota do samoświadomości.

Autorefleksja, wypływająca z najmocniejszych zranień.

 

Tak naprawdę pokora i rozpoznanie to jedno, i to samo. 

Jedno bez drugiego nie istnieje. Awers i rewers.

 

 

O, tak.

 

 

To jest chyba reminiscencja. Nawiązanie do przyciągania - zmysłowego i duchowego - które jest zapisane w kosmicznym kodzie, którego wtedy jeszcze peel nie znał, nie miał pojęcia, co uruchomi jego realizację i w jaki sposób zadziała.

 

 

Cień, wspomnienia, zapach po kimś, czułość, której już nie ma - mają swoją wagę. Nierzadko nie do uniesienia. Ale nawet ten ciężar jest nadal silnym, budzącym mnóstwo emocji przywiązaniem.

 

 

Tak, pustka, wrażenie, że wszystko się rozsypuje - często popycha w stronę myśli - gdybym mógł zacząć od nowa... Gdyby coś mogło pójść inaczej? A jeżeli... ? Czegoś bym nie zrobił, albo właśnie coś jeszcze zrobił, więcej lub mniej... Tylko stań się...

I cicha prośba - bo może jest jeszcze nadzieja?

Czy da się powtórzyć ten cykl?

 

Peelu, byłoby dokładnie tak samo.

 

- - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Bardzo prawdziwy, sięgający do samego jądra wiersz, otwierający blizny bez znieczulenia.

Dziękuję za niego :)

Edytowane przez vioara stelelor (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@Migrena

 

Wiersz gęsty od metafor, utwór, który wykracza daleko poza ramy „tradycyjnego” wiersza miłosnego.

 

Wiersz zaczyna się od lęku. Porównanie miłości do soli rozpuszczającej się w oceanie sugeruje, że kochanie kogoś to rezygnacja z własnego „ja”.

Stawiasz odważną tezę, że prawdziwa bliskość nie potrzebuje ciała. „Dotyk byłby zdradą”- sugeruje, że fizyczność jest zbyt ograniczająca, zbyt „mała” dla tak potężnego stanu. „Temperatura gwiazdy na sekundę przed kolapsem” - to obraz skrajnego napięcia. Miłość jest tu ujęta w momencie szczytowym, tuż przed wybuchem lub zapadnięciem się w nicość. To uczucie, które spala.

 

Uczucie dzieje się w skali planetarnej - trzęsienie ziemi uświadamia nam, że stanowiliśmy całość, a grawitacja sugeruje przeznaczenie - coś, co było zapisane w prawach fizyki świata.

Ciekawym obrazem jest „błąd w samym jądrze kodu o kształcie twoich ust”. To sugeruje, że ta miłość nie jest wyborem, ale nieuchronną usterką w rzeczywistości.

Zakończenie przynosi zwrot. Okazuje się, że wiersz mógł być pisany „zanim” - jako przeczuwana pustka. „Świat wypadł z zawiasów” - rzeczywistość bez tej osoby jest niestabilna, niekompletna.„Stań się , albo pozwól mi wyryć cię w instynkcie” - to desperackie wezwanie. Jeśli ukochana nie może być realną obecnością, niech stanie się częścią biologicznego przetrwania, instynktem, czymś, czego nie da się zapomnieć, bo jest zapisane głębiej niż pamięć.


Ten wiersz to obraz miłości totalnej, która nie daje ukojenia, lecz wywraca świat na drugą stronę. 

Tekst jest fantastyczny - jest intelektualnie gęsty, ale emocjonalnie otwarty. Nie trzeba go "rozumieć", żeby poczuć, że mówi prawdę. Piękny! 

 

 

 

Edytowane przez Berenika97 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Migrena

 

"Tęsknię za tobą jak ziemia za trzęsieniem" - nie chce go, lecz tylko wtedy wie że żyje" - za to zdanie można by oddać niejeden wiersz. Miłość bez ciała, z temperaturą gwiazdy przed kolapsem. Rzadko się czyta coś tak precyzyjnie niemożliwego. Cudny! Pozdrawiam. :)

Opublikowano

@vioara stelelor

 

vioara

dziękuję ci za tak uważne i przenikliwe czytanie.

mam poczucie, że Twój komentarz nie tyle opisuje wiersz, ile wchodzi z nim w dialog na poziomie załozeń o naturze istnienia.

pisząc, nie próbowałem opowiedziec historii relacji lecz uchwycić moment, w którym miłość przestaje być uczuciem, a staje się zdarzeniem ontologicznym a więc czymś, co narusza równowagę bytu i zmienia jego parametry .

dlatego tak bliskie jest mi Twoje rozumienie pęknięcia jako drogi do samoświadomosci.

być może dopiero utrata pierwotnej symetrii pozwala   zobaczyć, że jednosć nie była dana raz na zawsze, lecz była dynam icznym napięciem.

zatrzymałem się przy Twoim zdaniu o pokorze i rozpoznaniu jako awersie i rewersie.

myslę, że rozpoznanie jest zawsze momentem demaskacji bo odsłania prawdę o granicach własnej sprawczości.

pokora nie jest więc gestem uległosci lecz aktem intelektualnej uczciwości wobec tego, co nas przekracza.

czy byłoby tak samo ?

nie mam pewnosći , czy byt dopuszcza powtórzenie w sensie ścisłym.

każde doświadczenie przekształca warunki swojego zaistnienia,   zużywa część potencjalności.

powrót byłby więc inną konfiguracją tej samej siły a nigdy jej kopią.

dziękuję za Twój esej pod wierszem. rzadko zdarza się rozmowa, w której interpretacja nie upraszcza, lecz pogłebia pole znaczeń .


dziękuję również za to osobiste rezonowanie z wierszem, które w Twoich słowach przebija się tak wyraźnie .

na portalu rzadko zdarza się, by tekst wybrzmiał w czyimś wnętrzu z taką autentyczną obecnoscią .

to ogromna wartość.

 

 

 

Opublikowano (edytowane)

@Berenika97

 

dziękuję Ci, Bereniko, za tak uważne i wnikliwe czytanie .

Twój komentarz nie tylko odbija obrazy wiersza, ale rozwija ich ciężar, pokazując, że słowo może przenikac  nie tylko umysł, ale i strukturę istnienia.

pisząc, myslałem o miłości jako o sile pierwotnej, która nie zna granic ciała ani chronologii, która przesuwa kontynenty w naszych wyobrażeniach i w samej materii.

dlatego Twoja uwaga o "nieuchronnej usterce w rzeczywistości " jest dla mnie tak trafna bo Ty widzisz coś, czego sam nie nazwałem, i nadajesz temu pełną wagę.

cieszy mnie, że dostrzegasz napięcie między szczytem doswiadczenia a jego implozją w pustce.

to właśnie w tym punkcie jednośc z bytem spotyka się z świadomością własnej nietrwałości.

pokora wobec tego napięcia i rozpoznanie jego konsekwencji to dla mnie istota każdej prawdziwej bliskości, ontologicznej i emocjonalnej zarazem .


Twoje czytanie przypomina mi, że wiersz nie jest tylko obrazem, lecz instrumentem refleksji o bycie, o grawitacji uczuć i nieodwracalnosci doświadczeń.

dziękuję, że dzielisz się swoją uważnością  i że w tym dialogu między wierszem a czytelnikiem  ( dzisiaj modniej jest powiedzieć - klientem ) czuję obecność kogoś, kto potrafi widzieć jego ciężar bez próby jego uproszczenia .

to Twoja obecność Nika :)


dziękuję pieknie :)


ps.

napisalem drugi wiersz który domyka ten dzisiejszy.

zdaję sobie sprawę, że wiersze trudne się tutaj nie przebijają, ale cóż.

jest kilka osób które literacka "gęstwinę" lubią.


to nie będzie sequel fabularny  tylko przesunięcie ontologiczne.
To będzie "stan miłości II” czyli świat po pęknięciu.

nie lament.

nie nadzieja.

tylko zmieniona geometria istnienia.

j.

 

 

 

 

 

@Christine

 

Chrissy :)

 

"kolaps".

 

grawitacyjny, czyli osobliwosć, czyli czarna dziura.

 

z dżetami na pół wszechświata.

 

oj  dziewczyno :)

 

cudowności typu mniam, mnian !

 

 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

dziękuję za piękny komentarz.

 

kwiatami polnymi Cię obsypuję :)

 

 

 

Edytowane przez Migrena (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@viola arvensis

 

poproszę o tę wersję :)

 

łagodną, troskliwą, namiętną.

 

delikatną jak dotyk skrzydła motyla.

 

korciło mnie żeby napisać - anioła, ale wystraszyłem się że we możesz czymś we mnie rzucić.

 

na przykład witrażką !

 

 

Opublikowano

@Migrena Miałam dzisiaj intensywny dzień, dopiero teraz chodzę po śladach, Twojego pióra. 

To wiersz pisany na wysokim napięciu. Tutaj miłość nie jest czułym schronieniem, lecz zjawiskiem granicznym, które zgina kręgosłup i przesuwa kontynenty pod stopami.

Najmocniej wybrzmiewa tu paradoks bezdotyku: bliskość fizyczna byłaby „zdradą”, bo ta miłość żyje najpełniej w napięciu.

Gęsty, intensywny tekst, który nie tyle opowiada o miłości, ile pokazuje jej ciśnienie od środka.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Charismafilos ciekawy obraz zatem namalowany został w Twojej wyobraźni. Mnie się taki podoba.  
    • @marekg @marekg i to co urzeka w Twoim wierszu Marku to chile zatrzymane nie tylko słowem ale i nastrój w wierszu czuć i obrazy się nakładają  jakby chciało się rzec 

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        zostańmy tu na wieczność -:) choć życia szkoda-:) piękna pogoda i nastrojowy wiersz pora na spacer iść jak u Galczyñskiego z wierszem” pod pachą”   pozdrowienia serdeczne
    • Pozwól mi zagrać w twoim filmie jako aktor pierwszoplanowy  gdzie wybuchną uczucia namiętne łącząc serca na planie filmowym   zagramy przed kamerami dusz licząc na miłości nagrodę bez wstydu razem autentyczni z ekranowym pocałunkiem   improwizując bez scenariusza niech miłość będzie reżyserem a nasze ciała jak dwa ubrania stworzone dla siebie na miarę   pozwól mi zagrać w twoim filmie
    • @Poet Ka ... malarstwo poezja  rzeźba ... sztuka  dziś ... bardzo wstydliwa    nie tylko rzeczywistość  sobą zakrywa    im mniej pokaże  tym ją szybciej  stawiają na ołtarze  ... Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia 
    • „Gortatów – dom wakacji” – 5   Do tej obory garaż był dobudowany. Stał tam motocykl „Jawa”, rzadko używany. Często, jak nikt nie widział, to na nim siadałem i po całym świecie sobie podróżowałem.   Pędziłem drogami, czasem nawet latałem. Kulę ziemską chyba sto razy objechałem. Przez świat mnie prowadziły stare okulary, które upiększały mego świata rozmiary.   Zakurzony, stary kask na głowę wkładałem, odgłos silnika wargami wytwarzałem. I ruszałem z piskiem opon, na jednym kole, w trasę po tym naszym, ziemskim całym padole.   Zwiedziłem świata kawał tymi podróżami. Wakacje w marzeniach, z zamkniętymi oczami. Motocykl stał zepsuty z jakiejś tam przyczyny, ale ze mną objeżdżał świat w ciągu godziny.   Świat, który zwiedzałem, był inny od naszego. Nie wiedzieć dlaczego, widziałem go lepszego. Był słodko-kolorowy, ludzie lepiej się mieli, byli uprzejmi, uśmiechnięci i weseli.   Kiedy padał deszcz, na motorze się bawiłem, albo też na strych dużego domu wchodziłem. Do gołębi się wspinałem, aż na piętro trzecie, bo wszędzie mnie nosiło tam, z tych nudów przecież.   Dom był wysoki, a schodów już tam nie było, więc na ten poziom po drabinie się wchodziło. Tam były gołębie i gołębie pisklęta. Gołębnik bardzo wielki, na całości piętra.    I znów były tam półki i gniazd niezliczenie, i przepięknych gołębi całe zatrzęsienie. Były te bojące się, co na jajkach siedziały, i te, które pisklęta sobą zastawiały.   Wchodziłem tam często, kiedy deszcze padały. Gołębie na zewnątrz wtedy nie uciekały. A było ich tak dużo, jak w mrowisku mrówek, siedziały i dbały o swój cały przychówek.   Niektóre dotknąć piskląt swoich pozwalały,  inne mnie odważnie skrzydłami przeganiały.  Nieraz na ubraniu kupami mnie zbrudziły, nie żeby ze złości – po prostu się załatwiły.   A tych kupich łajenek było wszędzie pełno, na podłodze warstwa – z pół metra na pewno! I ten zapach tak dziwny, nawet nie śmierdzący, w nosie jakby szczypiący, a w oczach kłujący.   Po tym, jak się wyszło na powietrze świeże, to aż tchu brakowało w świeżości plenerze. I nikt nic nie tłumaczył, co i jak, i dlaczego. Przeżycia te pamiętam do dnia dzisiejszego.   – cdn.   Leszek Piotr Laskowski.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...