Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

 

 

kocham cię
jak ciało boi się snu
w lęku przed rozpuszczeniem

jak sól w ustach oceanu
który nagle przypomina sobie
że był łzą

kocham cię tam
gdzie myśl nie posiada języka

milczy jak zwierzę
z pyskiem pełnym światła

bezdotyk
zmieniający dłonie w popiół

jesteś naciskiem
ciężarem bez bólu

który przesuwa
pod stopami kontynenty

jakby ziemia na chwilę
oddychała moimi płucami
tracąc pamięć kształtu

nie dotykamy się
dotyk byłby zdradą
skróceniem drogi

ta miłość nie ma ciała
ma temperaturę gwiazdy
na sekundę przed kolapsem

gdy światło jest już tylko
formą pożegnania

tęsknię za tobą
jak ziemia za trzęsieniem

nie chce go
lecz tylko wtedy
wie że żyje

bo dopiero pęknięcie
uczy materię
że była całością

kiedy myślę o tobie
kręgosłup zgina się we mnie

nie z pokory
z rozpoznania

jak system
który w samym jądrze kodu
odnajduje błąd
o kształcie twoich ust

to miłość do światła
zanim rozbije się
o pryzmat rysów

pole grawitacyjne
działające
zanim pojawi się ciało

pisałem to
nie znając cię

nie wiedząc
jak mówisz tak
i jak gęstniejesz w drzwiach

teraz
gdy świat wypadł z zawiasów
a ja trzymam w dłoniach
tylko ciężar cienia

stań się

albo pozwól mi
wyryć cię
w instynkcie
od początku

 

 

 

 

 

 


 

 

Edytowane przez Migrena (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@MigrenaCzytam ten wiersz z ogromnym poruszeniem i dreszczem, bo sposób, w jaki stwarzasz ze słów świat rozpadającej się intymności jest rzucający na kolana.

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Pięknie opisana krawędź między jednią a byciem osobno, między bezgraniczną ufnością a walką o granice. Miłość na tej cienkiej linii musi zachować równowagę.

 

To jest mistrzostwo świata.

Z jednej strony - bezgraniczność smutku, który rozlewa się oceanem, z drugiej strony - to rozlanie jest czymś gorącym, wszechogarniającym. Miłość przemienia ból w bezkres - w zasadzie nawet nie wiadomo, czy szczęśliwy, ale na pewno otwierający na głębię.

A potem ta rozległość staje się maleńką kroplą. Jedną, drugą, trzecią, setną... Bo w oczach, które płaczą przez miłość, jest cały ocean właśnie.

 

 

To jedna  najbardziej dotkliwych i celnych definicji tęsknoty, jaką czytałam.

Ten nadmiar czułości, który staje się niszczycielskim ogniem, gdy nie ma ujścia - czuję to...

 

 

Ten fragment jest również przejmujący - gasnąca, umierająca gwiazda przesila się, resztkami energii wydaje ostatni, jasny rozbłysk, oddech.

 

 

To pęknięcie - jak droga do zrozumienia.

Ból - jako wrota do samoświadomości.

Autorefleksja, wypływająca z najmocniejszych zranień.

 

Tak naprawdę pokora i rozpoznanie to jedno, i to samo. 

Jedno bez drugiego nie istnieje. Awers i rewers.

 

 

O, tak.

 

 

To jest chyba reminiscencja. Nawiązanie do przyciągania - zmysłowego i duchowego - które jest zapisane w kosmicznym kodzie, którego wtedy jeszcze peel nie znał, nie miał pojęcia, co uruchomi jego realizację i w jaki sposób zadziała.

 

 

Cień, wspomnienia, zapach po kimś, czułość, której już nie ma - mają swoją wagę. Nierzadko nie do uniesienia. Ale nawet ten ciężar jest nadal silnym, budzącym mnóstwo emocji przywiązaniem.

 

 

Tak, pustka, wrażenie, że wszystko się rozsypuje - często popycha w stronę myśli - gdybym mógł zacząć od nowa... Gdyby coś mogło pójść inaczej? A jeżeli... ? Czegoś bym nie zrobił, albo właśnie coś jeszcze zrobił, więcej lub mniej... Tylko stań się...

I cicha prośba - bo może jest jeszcze nadzieja?

Czy da się powtórzyć ten cykl?

 

Peelu, byłoby dokładnie tak samo.

 

- - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Bardzo prawdziwy, sięgający do samego jądra wiersz, otwierający blizny bez znieczulenia.

Dziękuję za niego :)

Edytowane przez vioara stelelor (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@Migrena

 

Wiersz gęsty od metafor, utwór, który wykracza daleko poza ramy „tradycyjnego” wiersza miłosnego.

 

Wiersz zaczyna się od lęku. Porównanie miłości do soli rozpuszczającej się w oceanie sugeruje, że kochanie kogoś to rezygnacja z własnego „ja”.

Stawiasz odważną tezę, że prawdziwa bliskość nie potrzebuje ciała. „Dotyk byłby zdradą”- sugeruje, że fizyczność jest zbyt ograniczająca, zbyt „mała” dla tak potężnego stanu. „Temperatura gwiazdy na sekundę przed kolapsem” - to obraz skrajnego napięcia. Miłość jest tu ujęta w momencie szczytowym, tuż przed wybuchem lub zapadnięciem się w nicość. To uczucie, które spala.

 

Uczucie dzieje się w skali planetarnej - trzęsienie ziemi uświadamia nam, że stanowiliśmy całość, a grawitacja sugeruje przeznaczenie - coś, co było zapisane w prawach fizyki świata.

Ciekawym obrazem jest „błąd w samym jądrze kodu o kształcie twoich ust”. To sugeruje, że ta miłość nie jest wyborem, ale nieuchronną usterką w rzeczywistości.

Zakończenie przynosi zwrot. Okazuje się, że wiersz mógł być pisany „zanim” - jako przeczuwana pustka. „Świat wypadł z zawiasów” - rzeczywistość bez tej osoby jest niestabilna, niekompletna.„Stań się , albo pozwól mi wyryć cię w instynkcie” - to desperackie wezwanie. Jeśli ukochana nie może być realną obecnością, niech stanie się częścią biologicznego przetrwania, instynktem, czymś, czego nie da się zapomnieć, bo jest zapisane głębiej niż pamięć.


Ten wiersz to obraz miłości totalnej, która nie daje ukojenia, lecz wywraca świat na drugą stronę. 

Tekst jest fantastyczny - jest intelektualnie gęsty, ale emocjonalnie otwarty. Nie trzeba go "rozumieć", żeby poczuć, że mówi prawdę. Piękny! 

 

 

 

Edytowane przez Berenika97 (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @aniat.Dla mnie to bardzo trudny wiersz o bardzo trudnej relacji. Ta więź jest pełna zranień. Intruz - to ktoś, kto wchodzi w bliskość, ale nie potrafi jej przeżyć w zdrowy sposób. Bardzo możliwe, że wskutek trudnej przeszłości - nie umie budować, a jedynie dążyć do samozagłady, bo jedynie wtedy czuje się widzialny. W tym przerażeniu przed zniknięciem, nie potrafi znaleźć równowagi, ale desperacko przystępuje do działań destrukcyjnych, niszczycielskich. Więc kontroluje, odbiera, zamyka, zniewala, bo inaczej by nie istniał, jest pusty w środku, a peelka jest jedynie dostarczycielką energii. Przychodzi mi na myśl narcyz - dlatego, że oni właśnie "zabierają obrazy i układają je we wnętrzu", bo sami nie mają duchowego potencjału, nie umieją tego wnętrza niczym wypełnić. Dobrze to również oddaje metafora rozpychającego się słońca - peelka gaśnie, intruz kwitnie.   Końcówka jest powalająca. To jest ostatni etap zawłaszczenia, gdy ofiara całkowicie traci kontakt ze sobą i nie jest w stanie autonomicznie funkcjonować. Znika jej samoświadomość, poczucie wartości, wyrwano jej z rąk wszystkie życiowe stery. Tej kobiety już nie ma, jest tylko przedmiot zaprojektowany do uległości i strachu, aby narcystyczne ego nie rozsypało się w konfrontacji z prawdą.
    • @Jacek_Suchowicz  
    • Były to trzy koty Babuni. – Ach któż jak one robił unik? Z pazurami skakał na łeb? – Pamiętasz?                   – Nie mój czas, więc ja nie, Ale opowieścią mej Mamy, Ciut Babci…, wchodzę fantazjami, By zobaczyć dom kocim okiem, Herbaty, sufity wysokie, Młynek do kawy, filiżanek Bateria, dla chorych rumianek… I „Cerber” dawniej nad tym czuwał Łby do się najczulej przysuwał, Także zdawał się… – stąd dlań imię, Czasem smakołyk łapą wyjmie, Intruza stanowczo oprycha W nagrodę po trzykroć micha, Zwłaszcza gdy która na łeb spadnie Orząc pazurami nieładnie, = Brzydko, lecz nie niesprawiedliwie Bo tylko tym co „w duszy żywie Zamiar wrogi temu domowi, że skrycie człek myślą nie złowi…” Człek nie, lecz złapie instyktem kot I hop na głowę w ramach psot. By na ciepły piec jako leżę Wracać. – Okiem kocim stąd mierzę, To znaczy sobie wyobrażam, Czym usypiając się rozmarzam…   Zaczęte w Dzień Babci, 21 stycznia 2026, więc to nie do końca o kotach, ale o części „magii” babcinego domostwa. Grafiką „Koci Cerber” ilustrował „Perchance”, pod dyktando Marcina Tarnowskiego.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • mimo że inspirowany książką nie wydaje się eklektyczny   bywa że słowa do kogoś marzną ostrą krawędzią ranią jak lód z czasem topnieją a nawet słabną gdy żałujemy za późno już   Pozdrawiam
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      @vioara stelelor miłość często jest... umieraniem :) @FaLcorN wypłynięcie takie bardziej naturalne... niż wyplucie, czy też..., ładnie to ujmując - zwrócenie... 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...