Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Historia edycji

Należy zauważyć, że wersje starsze niż 60 dni są czyszczone i nie będą tu wyświetlane
vioara stelelor

vioara stelelor

@MigrenaCzytam ten wiersz z ogromnym poruszeniem i dreszczem, bo sposób, w jaki stwarzasz ze słów świat rozpadającej się intymności jest rzucający na kolana.

25 minut temu, Migrena napisał(a):

kocham cię
jak ciało boi się snu
w lęku przed rozpuszczeniem

 

Pięknie opisana krawędź między jednią a byciem osobno, między bezgraniczną ufnością a walką o granice. Miłość na tej cienkiej linii musi zachować równowagę.

 

25 minut temu, Migrena napisał(a):

jak sól w ustach oceanu
który nagle przypomina sobie
że był łzą

To jest mistrzostwo świata.

Z jednej strony - bezgraniczność smutku, który rozlewa się oceanem, z drugiej strony - to rozlanie jest czymś gorącym, wszechogarniającym. Miłość przemienia ból w bezkres - w zasadzie nawet nie wiadomo, czy szczęśliwy, ale na pewno otwierający na głębię.

A potem ta rozległość staje się maleńką kroplą. Jedną, drugą, trzecią, setną... Bo w oczach, które płaczą przez miłość, jest cały ocean właśnie.

 

25 minut temu, Migrena napisał(a):

bezdotyk
zmieniający dłonie w popiół

 

To jedna  najbardziej dotkliwych i celnych definicji tęsknoty, jaką czytałam.

Ten nadmiar czułości, który staje się niszczycielskim ogniem, gdy nie ma ujścia - czuję to...

 

25 minut temu, Migrena napisał(a):

ta miłość nie ma ciała
ma temperaturę gwiazdy
na sekundę przed kolapsem

gdy światło jest już tylko
formą pożegnania

 

Ten fragment jest również przejmujący - gasnąca, umierająca gwiazda przesila się, resztkami energii wydaje ostatni, jasny rozbłysk, oddech.

 

25 minut temu, Migrena napisał(a):

bo dopiero pęknięcie
uczy materię
że była całością

kiedy myślę o tobie
kręgosłup zgina się we mnie

nie z pokory
z rozpoznania

 

To pęknięcie - jak droga do zrozumienia.

Ból - jako wrota do samoświadomości.

Autorefleksja, wypływająca z najmocniejszych zranień.

 

Tak naprawdę pokora i rozpoznanie to jedno, i to samo. 

Jedno bez drugiego nie istnieje. Awers i rewers.

 

25 minut temu, Migrena napisał(a):

który w samym jądrze kodu
odnajduje błąd
o kształcie twoich ust

 

O, tak.

 

25 minut temu, Migrena napisał(a):

pole grawitacyjne
działające
zanim pojawi się ciało

 

To jest chyba reminiscencja. Nawiązanie do przyciągania - zmysłowego i duchowego - które jest zapisane w kosmicznym kodzie, którego wtedy jeszcze peel nie znał, nie miał pojęcia, co uruchomi jego realizację i w jaki sposób zadziała.

 

25 minut temu, Migrena napisał(a):

a ja trzymam w dłoniach
tylko ciężar cienia

 

Cień, wspomnienia, zapach po kimś, czułość, której już nie ma - mają swoją wagę. Nierzadko nie do uniesienia. Ale nawet ten ciężar jest nadal silnym, budzącym mnóstwo emocji przywiązaniem.

 

25 minut temu, Migrena napisał(a):

stań się

albo pozwól mi
wyryć cię
w instynkcie
od początku

 

Tak, pustka, wrażenie, że wszystko się rozsypuje - często popycha w stronę myśli - gdybym mógł zacząć od nowa... Gdyby coś mogło pójść inaczej? A jeżeli... ? Czegoś bym nie zrobił, albo właśnie coś jeszcze zrobił, więcej lub mniej... Tylko stań się...

I cicha prośba - bo może jest jeszcze nadzieja?

Czy da się powtórzyć ten cykl?

 

Peelu, byłoby dokładnie tak samo.

 

- - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Bardzo prawdziwy, sięgający do samego jądra wiersz, otwierający blizny bez znieczulenia.

Dziękuję za niego :)

vioara stelelor

vioara stelelor

@MigrenaCzytam ten wiersz z ogromnym poruszeniem i dreszczem, bo sposób, w jaki stwarzasz ze słów świat rozpadającej się intymności jest rzucający na kolana.

3 minuty temu, Migrena napisał(a):

kocham cię
jak ciało boi się snu
w lęku przed rozpuszczeniem

 

Pięknie opisana krawędź między jednią a byciem osobno, między bezgraniczną ufnością a walką o granice. Miłość na tej cienkiej linii musi zachować równowagę.

 

4 minuty temu, Migrena napisał(a):

jak sól w ustach oceanu
który nagle przypomina sobie
że był łzą

To jest mistrzostwo świata.

Z jednej strony - bezgraniczność smutku, który rozlewa się oceanem, z drugiej strony - to rozlanie jest czymś gorącym, wszechogarniającym. Miłość przemienia ból w bezkres - w zasadzie nawet nie wiadomo, czy szczęśliwy, ale na pewno otwierający na głębię.

A potem ta rozległość staje się maleńką kroplą. Jedną, drugą, trzecią, setną... Bo w oczach, które płaczą przez miłość, jest cały ocean właśnie.

 

7 minut temu, Migrena napisał(a):

bezdotyk
zmieniający dłonie w popiół

 

To jedna  najbardziej dotkliwych i celnych definicji tęsknoty, jaką czytałam.

Ten nadmiar czułości, który staje się niszczycielskim ogniem, gdy nie ma ujścia - czuję to...

 

9 minut temu, Migrena napisał(a):

ta miłość nie ma ciała
ma temperaturę gwiazdy
na sekundę przed kolapsem

gdy światło jest już tylko
formą pożegnania

 

Ten fragment jest również przejmujący - gasnąca, umierająca gwiazda przesila się, resztkami energii wydaje ostatni, jasny rozbłysk, oddech.

 

11 minut temu, Migrena napisał(a):

bo dopiero pęknięcie
uczy materię
że była całością

kiedy myślę o tobie
kręgosłup zgina się we mnie

nie z pokory
z rozpoznania

 

To pęknięcie - jak droga do zrozumienia.

Ból - jako wrota do samoświadomości.

Autorefleksja, wypływająca z najmocniejszych zranień.

 

Tak naprawdę pokora i rozpoznanie to jedno, i to samo. 

Jedno bez drugiego nie istnieje. Awers i rewers.

 

12 minut temu, Migrena napisał(a):

który w samym jądrze kodu
odnajduje błąd
o kształcie twoich ust

 

O, tak.

 

14 minut temu, Migrena napisał(a):

pole grawitacyjne
działające
zanim pojawi się ciało

 

To jest chyba reminiscencja. Nawiązanie do przyciągania - zmysłowego i duchowego - które jest zapisane w kosmicznym kodzie, którego wtedy jeszcze peel nie znał, nie miał pojęcia, co uruchomi jego realizację i w jaki sposób zadziała.

 

16 minut temu, Migrena napisał(a):

a ja trzymam w dłoniach
tylko ciężar cienia

 

Cień, wspomnienia, zapach po kimś, czułość, której już nie ma - mają swoją wagę. Nierzadko nie do uniesienia. Ale nawet ten ciężar jest nadal silnym, budzącym mnóstwo emocji przywiązaniem.

 

17 minut temu, Migrena napisał(a):

stań się

albo pozwól mi
wyryć cię
w instynkcie
od początku

 

Tak, pustka, wrażenie, że wszystko się rozsypuje - często popycha w stronę myśli - gdybym mógł zacząć od nowa... Gdyby coś mogło pójść inaczej? A jeżeli... ? Czegoś bym nie zrobił, albo właśnie coś jeszcze zrobił, więcej lub mniej... Tylko stań się...

I cicha prośba - bo może jest jeszcze nadzieja?

Czy da się powtórzyć ten cykl?

 

Peelu, byłoby dokładnie tak samo.

 

- - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Bardzo prawdziwy, sięgający do samego jądra wiersz. Dziękuję za niego :)



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @aniat.Dla mnie to bardzo trudny wiersz o bardzo trudnej relacji. Ta więź jest pełna zranień. Intruz - to ktoś, kto wchodzi w bliskość, ale nie potrafi jej przeżyć w zdrowy sposób. Bardzo możliwe, że wskutek trudnej przeszłości - nie umie budować, a jedynie dążyć do samozagłady, bo jedynie wtedy czuje się widzialny. W tym przerażeniu przed zniknięciem, nie potrafi znaleźć równowagi, ale desperacko przystępuje do działań destrukcyjnych, niszczycielskich. Więc kontroluje, odbiera, zamyka, zniewala, bo inaczej by nie istniał, jest pusty w środku, a peelka jest jedynie dostarczycielką energii. Przychodzi mi na myśl narcyz - dlatego, że oni właśnie "zabierają obrazy i układają je we wnętrzu", bo sami nie mają duchowego potencjału, nie umieją tego wnętrza niczym wypełnić. Dobrze to również oddaje metafora rozpychającego się słońca - peelka gaśnie, intruz kwitnie.   Końcówka jest powalająca. To jest ostatni etap zawłaszczenia, gdy ofiara całkowicie traci kontakt ze sobą i nie jest w stanie autonomicznie funkcjonować. Znika jej samoświadomość, poczucie wartości, wyrwano jej z rąk wszystkie życiowe stery. Tej kobiety już nie ma, jest tylko przedmiot zaprojektowany do uległości i strachu, aby narcystyczne ego nie rozsypało się w konfrontacji z prawdą.
    • @Jacek_Suchowicz  
    • Były to trzy koty Babuni. – Ach któż jak one robił unik? Z pazurami skakał na łeb? – Pamiętasz?                   – Nie mój czas, więc ja nie, Ale opowieścią mej Mamy, Ciut Babci…, wchodzę fantazjami, By zobaczyć dom kocim okiem, Herbaty, sufity wysokie, Młynek do kawy, filiżanek Bateria, dla chorych rumianek… I „Cerber” dawniej nad tym czuwał Łby do się najczulej przysuwał, Także zdawał się… – stąd dlań imię, Czasem smakołyk łapą wyjmie, Intruza stanowczo oprycha W nagrodę po trzykroć micha, Zwłaszcza gdy która na łeb spadnie Orząc pazurami nieładnie, = Brzydko, lecz nie niesprawiedliwie Bo tylko tym co „w duszy żywie Zamiar wrogi temu domowi, że skrycie człek myślą nie złowi…” Człek nie, lecz złapie instyktem kot I hop na głowę w ramach psot. By na ciepły piec jako leżę Wracać. – Okiem kocim stąd mierzę, To znaczy sobie wyobrażam, Czym usypiając się rozmarzam…   Zaczęte w Dzień Babci, 21 stycznia 2026, więc to nie do końca o kotach, ale o części „magii” babcinego domostwa. Grafiką „Koci Cerber” ilustrował „Perchance”, pod dyktando Marcina Tarnowskiego.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • mimo że inspirowany książką nie wydaje się eklektyczny   bywa że słowa do kogoś marzną ostrą krawędzią ranią jak lód z czasem topnieją a nawet słabną gdy żałujemy za późno już   Pozdrawiam
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      @vioara stelelor miłość często jest... umieraniem :) @FaLcorN wypłynięcie takie bardziej naturalne... niż wyplucie, czy też..., ładnie to ujmując - zwrócenie... 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...