Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Cylinder zastygł w bezruchu 

a tuba zamilkła.

Tym razem nawet igła fonografu 

zdawała się nie mieć ochoty 

wracać na powierzchnię cylindra 

po raz setny tej przeklętej nocy.

Obiecałem,

że pomogę w poszukiwaniach,

lecz po tym czego się tu dowiedziałem 

i po tym co usłyszałem i zobaczyłem,

stwierdzam jasno, 

choć z dozą 

naprawdę przejmującej rozpaczy,

że mój nieodżałowany ojciec,

został pochłonięty w odmęty, 

bezdennej paszczy szaleństwa.

Po czym uleciał w kompletny niebyt,

bagiennych wrzosowisk

północnej Szkocji.

 

Przeszukano cały dom

od piwnicy po strych.

Wszystkie pozostałe obejścia i budynki.

Studnie, staw a nawet rozkopano przydomowy ogródek ze wspaniałymi 

krzewami piwonii o które tak dbał.

Bardziej niż o jedyne dziecko.

Wszystko zaczęło się 

gdy byłem jeszcze dzieckiem.

 

Ojciec był 

szanowanym profesorem archeologii 

na uniwersytecie oksfordzkim.

Był najlepszy w swoim fachu i dzięki temu pozostawał w kontakcie z najtęższymi umysłami z całego świata.

Pamiętam doskonale zimowy poranek,

jakieś piętnaście lat wstecz.

Zakładałem szkolny mundurek 

i z teczką w prawej dłoni 

zmierzałem ku drzwiom domu.

Ojciec szedł za mną.

Trzymał mnie delikatnie za ramię,

tłumaczył mi że jeśli 

nie zakończy 

zaplanowanego wykładu na czas 

to odbierze mnie ze szkoły 

nasza sąsiadka panna Stevenson.

A jeśli wszystko zakończy się 

zgodnie z planem 

to obiecuję zabrać mnie

potem na łyżwy.

 

 

Nic nie poszło zgodnie z planem.

Otworzyłem drzwi i o mało co 

nie zderzyłem się w nich 

z ponurym, wysokim 

i dość postawnym jegomościem 

w szarym, długim,

dwurzędowym płaszczu 

o prostym kroju.

Jego fason nie był

typowym dla wyspiarza

a raczej obywatela zbuntowanej kolonii.

Dziwny gość

otarł mnie ledwie wzrokiem 

zza przyciemnianych, wąskich szkieł

i zwrócił się do mojego ojca.

 

Bardzo przepraszam

za tak nagłe najście 

ale na uniwersytecie powiedziano mi,

że jest Pan

jeszcze w domu panie Fodden

a sprawa z którą przychodzę nie cierpi już zwłoki ponad to co nadłożyłem starając się dostarczyć Panu interesujące dokumenty,

zapis z fonografu

oraz przedziwny szczątek metalu,

który z pewnością pana zainteresuję.

 

Wyjął z płaszcza

niewielkie opakowane szarym papierem zawiniątko i wręczył je ojcu.

Nazywam się Peter Noyes 

i jestem zastępcą profesora Clarka 

na uniwersytecie Miscatonic w Arkham.

Myślę, że to Panu wiele wyjaśnia.

Profesor liczy na

Pana pomoc w tej sprawie.

Jeśli tak w istocie będzie 

czekam na Pana 

w dniu jutrzejszym w południe 

na nabrzeżu numer dwa,

celem odbycia podróży

najpierw do Bostonu 

a potem do Arkham.

Proszę pamiętać, 

że nie ma czasu do stracenia.

Gwiazda czy też planeta,

powoli pojawia się 

w naszych snach nieprawdaż?

 

 

Nie czekając na odpowiedź,

odwrócił się na pięcie i szybko znikł

za zakrętem skrzyżowania.

Ojciec nie tłumacząc niczego zaprowadził mnie

do pani Stevenson i nakazał jej 

by zajęła się mną przez jakiś czas 

bo czeka go długi i pilny

wyjazd do Bostonu.

 

 

Zostałem u niej długie lata.

A ojciec wrócił podobno kilka lat temu.

Nikt nie wiedział skąd ani po co.

Uważano go za zmarłego.

Zaginął gdzieś w lasach Nowej Anglii 

razem z tym całym

Noyesem i Clarkiem.

Nadal gdzieś w szufladzie biurka 

mam jego nekrolog

z jednej z gazet z Arkham.

Żył ale przypłacił to szaleństwem.

Nie widziałem go już nigdy później.

A teraz zaginął po raz wtóry.

Podobno planeta 

znów nawiedzała go w snach.

 

 

Odebrałem telefon z policji 

i obiecałem przybyć na miejsce 

by jakkolwiek pomóc śledczym.

Bo sami nie rozumieli 

w środek jak wielkiego szaleństwa 

przyszło im wpaść i brnąć

dzięki zostawionym wszędzie przez ojca dokumentom i zapiskom.

Już ich pierwsze pytanie zdawało się idiotycznie niedorzeczne.

Czy mówi mi coś nazwa Yuggoth?

To miasteczko, osada czy może 

jakaś kodowa nazwa 

jakiejś świątyni czy wykopalisk?

Znaleźli pamiętnik ojca,

gdzie ta nazwa pojawia się ciągle.

Ten krótki wpis ołówkiem 

sprzed wielu tygodni.

Wreszcie odezwali się do mnie

Ci z Yuggoth.

Będą czekać w oktawę święta 

ojca Yog-Sottotha

przy ołtarzu na wzgórzach.

Zabiorą mnie znowu…

Brzmiało to jak żart.

Lecz jedno było pewne.

Mój ojciec

nigdy nie był skory do żartów.

 

W gabinecie ojca panował półmrok.

Oficer śledczy siedział 

naprzeciw mnie w skórzanym fotelu.

Widać było na jego twarzy mieszankę zmęczenia, rezygnacji i powątpiewania 

ale oczy mówiły zupełnie coś innego.

Rozedrgany głos również.

To był czysty strach.

Cały czas zerkał niespokojnie 

na rączkę z igłą,

jednak nie miał już ochoty

a raczej śmiałości

by ponownie odtworzyć nagranie.

Wreszcie wstał.

Zbyt gwałtownie i prędko 

by móc ukryć nerwowe ruchy

nie przystosowanego do tak 

niecodziennej i tajemniczej wiedzy.

Umysł policjanta opiera się na 

racjonalnym poglądzie, 

utrwaleniu w twardym dowodzie 

i bezsprzecznie niepodważalnej tezie.

A on miał jedynie dziwne, 

nic nie wnoszące nagranie

z wrzosowisk

oraz na dokładkę

masę chaotycznych, spisanych w stanie delirycznym dokumentów

a także pamiętnik osoby 

najpewniej zupełnie obłąkanej.

 

 

Musiał jednak udawać

przed świadkiem,

że nadal panuję tutaj nad wszystkim 

a sytuacja jest owszem trudna 

lecz jeszcze nie beznadziejna.

Jedna poszlaka, trop, cokolwiek 

i będzie można ruszyć dalej

a potem czym prędzej wynieść się stąd 

i zamknąć a najlepiej spalić

tą przeklętą budę.

 

 

Ojciec tego chłopaka był szalony.

Lecz również kiedyś 

był szanowanym naukowcem.

Wiedział, że facet żyję

i wodzi ich za nos 

w swoim wyimaginowanym świecie 

istot z innego wymiaru.

Spojrzał jeszcze raz na chłopaka.

To nie było typowe przesłuchanie.

Bo sprawa była nietypowa

ale i chłopak zdawał się 

nie wiedzieć zupełnie nic.

On już dawno stracił ojca

i nie zamierzał widać nawet udawać,

że może być inaczej.

Nie miał żadnego interesu 

by im pomagać 

a tym bardziej utrudniać śledztwo.

 

A więc jeszcze raz.

Potwierdzasz, że głos 

z nagrania to głos Twojego ojca?

Chłopak patrzył przez 

nieprzejrzysty mrok za oknem,

był teraz gdzieś daleko,

musiał cofać się w trudną przeszłość.

 

Tak. To głos mojego ojca

a ten drugi głos 

praktycznie na pewno

należy do Noyesa.

 

To już sami ustaliliśmy. 

Noyes zanim wyruszył z moimi ludźmi 

na poszukiwanie Twojego ojca,

przyznał prawie od razu,

że chodzili na wrzosowiska razem.

 

A gdzie jest teraz? 

On byłby lepszym świadkiem niż ja.

Zna mojego ojca dłużej.

Nawet zmartwychwstali 

w tym samym czasie i miejscu.

Nie wydaje się to Panu dziwne?

 

Policjant pokiwał głową.

Noyes też zaginął,

razem z całym moim patrolem.

 

Miał ich zaprowadzić 

w jedno z miejsc na wrzosowiskach.

Tam to wszystko nagrywali.

Tam mieszkają oni.

 

Chłopak wybuchł krótkim,

lękliwym śmiechem.

 

Ci z tego Yuggoth?

Myśli Pan, że mój ojciec i Noyes 

wpadli w Nowej Anglii przed laty 

na trop jakiejś ludowej sekty.

A potem przybyli tu

i zaczęli robić to samo

już jako jej członkowie?

Może po to są te wszystkie modlitwy,

obrzędy i bluźniercze

rysunki w pamiętniku.

To kult. 

Mamy w pamiętnikach zapisy

o dziewiątej planecie układu.

Przecież obaj wiemy,

że takowa nie istnieje.

Wszystkie teleskopy jej szukają,

lecz ona jest tylko

marzeniem astronomów.

Pojawia się w snach.

Bo jest z krainy snu.

Jest bajką i pożywką dla tych 

co mają światłe umysły

lecz słabe nerwy.

Jak Noyes czy mój ojciec.

Pan spojrzy na ten zapis o tutaj.

Złapał za zakładkę w pamiętniku 

i przewrócił strony.

Wskazał palcem fragment i odczytał.

 

 

Zaprowadzili mnie przed oblicze Rady.

Ich Starszy

opowiedział mi o zagrożeniu

tak samo olbrzymim

dla nich jak i dla nas.

Całej humanoidalnej rasie

grozi zagłada.

I to ich wina.

Połączyłem się z jego myślami.

 

Ach! Co ujrzałem… dobry boże …

skuty lodem kontynent a nad nim stróżujące aż do firmamentu

czarne, błyszczące góry.

Okryte mgłą szaleństwa.

Za nimi płaskowyż żalu,

na którym palą się wieczne ogniska 

dzikich plemion wyznawców.

Wznoszą do nieba

imię najwyższego chaosu.

A on słucha, zamknięty w dostojnej sali pałacu na szczycie samotnej, bazaltowej góry.

Gdzie jeden człowiek jeno dotarł

w wędrówce przez sen.

 

Góry strzegą też miasta.

Jeśli można go tak określić,

nie tracąc przy tym wiary 

w postrzeganie wymiarów przestrzennych, matematycznych i fizycznych.

Ci, którzy mnie wezwali.

Określają je jako 

Miasto Umarłych acz Śniących.

 

Boże jedyny jeśliś jest to ratuj nas…

to miasto jest na Ziemi… to biegun.

A pod nim grobowce Starszych.

W grotach snują się strażnicy.

On przekazał mi kolejną myśl.

I zobaczyłem to miasto w pięknej krasie dawnych prekambryjskich dni.

Sale, biblioteki, zamki i pałace.

Nie zmieniła się jedynie

zimna postać góry, leżącej za Leng.

Lecz pałac na jej szczycie 

tętnił życiem, śmiechem i zabawą.

Tak hucznie ucztowali Ślepi Bezimienni.

A kto im usługiwał.

ONI!

Byty z Yuggoth.

Niewolnicy Cthulhu.

Który śpi pod kontynentem…

 

Zamknął z trzaskiem 

oprawiony w skórę pamiętnik.

Jedno było pewne,

żywy czy martwy.

Jego ojciec jest stracony 

dla racjonalnego świata ludzi.

Dla jego umysłu i serca również.

 

Policjant skrzywił się jak gdyby kazano mu włożyć rękę w cuchnącą, galaretowatą maź,

z jakiej składają się Ci z Yuggoth,

przynajmniej wedle opisów

z pamiętnika.

 

I Twoim zdaniem to mam wpisać do oficjalnego raportu?

Twojego ojca, 

tego dziwnego milczka Noyesa 

i trzech moich ludzi 

uprowadzili przedwieczni kosmici, wyglądający jak prehistoryczny budyń 

z cuchnącej grzybni

i trzęsącej się galaretki?

 

No pięknie.

Obawiam się drogi chłopcze, 

że bliżej mi do wersji z sektą lub 

szalonymi mordercami.

Na nagraniu słychać rozmowę 

Twojego ojca i Noyesa 

z kimś kto nie odpowiada na ich słowa 

bo chyba dźwięku fletu

i jakiś piszczałek. 

O ile w ogóle są tam

takowe instrumenty,

nie można określić

jako znany nam język.

I jeszcze to metaliczne,

głębokie buczenie.

Jakby ktoś zamknął 

wściekły rój szerszeni

pod aluminiową misą.

To mogą być zakłócenia na cylindrze

ale zaiste dziwne jest to,

że szczególnie Noyes odpowiada zawsze wtedy gdy buczenie ustaje.

Jakby rozumiał przekaz.

I jeszcze ten ołtarz na wzgórzach.

Znam każde wzgórze w okolicy 

i nie ma tu żadnych 

starych kaplic ani kościołów.

Żadnych celtyckich świątyń.

W epoce polowań na czarownice,

mieliśmy w okolicy

jednej z wiosek rodzinę

posądzoną o czary

i konszachty z diabłem.

Podobno składali dzieci w ofierze 

na jednym ze wzgórz.

Zanim jednak kapłani i gawiedź 

rozprawili się z nimi,

przyszła na ich dom zagłada.

Groza z samej czeluści piekieł.

Kobieta przemieniła się 

w noc wiosennego przesilenia

w potwora 

o tysiącu oczu i odnóży.

Pożarła własny dom

i odeszła w leśny jar,

który do dziś uważa się za przeklęty.

Jej syn zginął po tym 

jak jego ciało rozpadło się

dosłownie na części.

Podobno byli na to świadkowie

bo stało się to 

na schodach biblioteki miejskiej.

Zdążył jeszcze wypożyczyć 

jakieś czarnomagiczne dzieło 

a potem wyszedł przed gmach.

Złapały go straszne spazmy.

Na kolanach wrzeszczał imię ojca,

lecz podobno nie tego 

który go spłodził tu na ziemi.

A tego,

którego przywołała niegdyś matka.

Jego prawdziwy ojciec 

oszalał po tym wszystkim.

Zmarł w szpitalu dla obłąkanych.

Do ostatniego wydechu

powtarzał podobno 

by zamknąć portal na wzgórzu 

bo groza powtórnie przyjdzie z gwiazd.

 

Jak widzisz szaleńców 

nigdy nam tu nie brakowało.

Wiem, że Cię to nie pociesza 

ale Twój ojciec nie jest wyjątkiem.

Zostań tutaj chłopcze i poinformuj mnie niezwłocznie gdyby Twój ojciec, 

Noyes lub moi ludzie wrócili.

Naprawiliśmy

linie telegraficzną i telefon.

A teraz polecam gorąco

przespać się z tym wszystkim

czego jesteśmy świadkami.

Dobrej nocy życzę.

 

Ukłonił się i wyszedł

przez kuchenne drzwi.

A ja nalałem sobie

kolejną porcję whisky 

i naprowadziłem igłę na cylinder.

 

Flety i piszczałki 

były zagłuszająco hipnotyczne.

Metaliczne buczenie było pełne wyczekiwania a nawet wściekłego wręcz podniecenia.

Drgania wywoływały ciarki

na całym ciele 

a dusza karlała wręcz 

z niewysłowionego przerażenia.

 

Nagle wszystko ustało a z bezdni ciszy 

wychynęły słowa Noyesa.

Najwyższego kapłana.

Nie zapomnę tych inwokacji 

do końca swych przeklętych dni.

 

IA! IA! IA! NNGI BANNA BARRA IA!

IARRUGISHGARRAGNARAB!

 

Znów wściekłe buczenie 

i głos drugiego kapłana.

Mojego ojca.

 

Wzywam Cię Przodku Bogów!

Wzywam Cię Stworze Ciemności, 

Czynami Ciemności!

Wzywam Cię Stworze Nienawiści,

Czynami Nienawiści!

Wzywam Cię Stworze Pustkowi,

Rytuałem Pustkowi!

Wzywam Cię Stworze Bólu,

Słowami Bólu!

Wzywam Cię z Twego Domu Ciemności!

Wzywam Cię z Twego miejsca spoczynku 

w trzewiach Ziemi!

 

Dało się po tym słyszeć

jakby odgłos ogniska 

i opętańczych skoków lub tańca.

 

FYAAH! FYAAH! 

BOYYUK!

URRAK! 

 

I znów szaleńczy ryk Noyesa.

 

NIECH ZMARLI POWSTANĄ!

NIECH ZMARLI POWSTANĄ 

I POCZUJĄ KADZIDŁO!...

 

Nagranie kończyło się nagle 

tak jak gdyby 

fonograf został rozbity lub celowo wyłączony.

 

Powziąłem decyzję.

Muszę wyjechać

Uciec!

Rano.

Oni już wiedzą.

Oni wiedzą.

Oni pragną.

Dla nich nawet niewinna myśl o tym

jest szeptem w ciemności, 

który ich zwoła.

Nie chcę z nimi walczyć.

Nie chcę im ulec.

Ołtarz ukrył się

przed światłem księżyca.

Kiedy go zabraknie

Oni tu wrócą.

Ojciec też.

I będzie błagał

bym udał się na Yuggoth.

Muszę zniszczyć wszystkie dowody.

Spalić dom.

Pozbyć się swojego 

zajętego obłędem umysłu…

 

 

 

 

 

 

 

Edytowane przez Simon Tracy (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


×
×
  • Dodaj nową pozycję...