Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Gość vioara stelelor
Opublikowano (edytowane)

@hollow man Ogry mają warstwy:) (Shrek - jeden z moich ulubionych wielowarstwowych filmów).

Też mam w szufladzie wiersz o podobnym tytule:) Matrioszki to ciekawe obiekty. Interesujące  wydaje mi się zagadnienie, czy ta ostatnia najmniejsza jest prawdziwą jaźnią, czy jest pusta w środku.

Edytowane przez tie-break (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@hollow man
Te „warstwy” to wszystko, co da się nazwać, odsłonić, zdjąć:
role, maski, narracje o sobie, nawet emocje i przekonania.
Mandala to nie kolejna warstwa,
ale rdzeń, który nie jest podzielny.
Nie da się go rozłożyć na części, nie da się go oddzielić od reszty „ja”.

Jak wzór który porządkuje chaos 

Opublikowano

Pierwsza strofa na cebulę, ale inaczej nie dotrzesz:) 

Druga — Psychologiczno-filozoficznie. Jungowsko. 
Uporządkowanie wewnętrznego chaosu, a może nieskończony labirynt? Pozdrawiam. 

Opublikowano

@hollow man

Wiersz operuje na przecięciu psychologii głębi i metafizyki, tworząc obraz samopoznania jako niekończącej się podróży w dół.

Kluczowa jest ta świadomość -"ilekroć coś ujawnisz wiesz, że to nie wszystko nie cała prawda". Każde odkrycie własnej natury okazuje się tylko kolejną warstwą, nigdy rdzeniem. To pesymistyczna (lub realistyczna?) wizja introspekcji - nie ma dotarcia do "autentycznego ja", jest tylko nieskończone schodzenie.

Początek ("koncepcja warstwowej budowy osobowości") brzmi  psychoanalitycznie - przywołuje Freuda, Junga. Ale ruch wiersza prowadzi "do coraz niższych poziomów materii" - co sugeruje przekroczenie psychologizmu w stronę ontologii, fizyki, może nawet mistycyzmu.

Finał - "niepodzielna mandala" - jest wieloznaczny. Mandala to symbol całości, jedności, świętej geometrii. "Niepodzielna" sugeruje dotarcie do czegoś fundamentalnego, atomowego. Ale czy to triumf (znalezienie centrum), czy kolejna iluzja? Czy mandala to odpowiedź, czy może następny poziom złudzenia - schematyczny wzór zamiast żywej prawdy?

Opublikowano

@tetu

Albo labirynt wewnątrz niekończonego labiryntu?

Pozdrawiam

@Berenika97

Trochę docinałem pierwotną wersję, bo za dużo tej kwantówki chciałem wrzucić (której przecież nikt nie 'rozumie'). A gdy pojawia się mandala to musi być o Jungu. Tylko on chyba nie rozumiał mandali jako takiego po prostu obrazka.

Teraz Twoje pytanie... Na które odpowiedź może brzmieć tylko: Nie wiem.

Żywa prawda - to jest interesująca kategoria...

 

@Charismafilos

Może obie wersje są dopuszczalne jednocześnie? W końcu 'puste' nie istnieje bez 'pełnego'.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • bezimię najpierw zniknęło echo. powiedziałem swoje imię. wróciła tylko cisza. cisza, która wyglądała, jakby już wcześniej wiedziała, co miałem powiedzieć. od tego dnia świat zaczął oszczędzać na mojej obecności. drzwi zamykały się odrobinę za wcześnie. fotokomórki nie zawsze mnie widziały. pies sąsiadów przestał odwracać głowę, kiedy przechodziłem. w sklepie kasjerka podała resztę człowiekowi stojącemu za mną. uśmiechnęła się. mnie nie zauważyła. myślałem, że to przypadki. przedmioty przestały stawiać mi opór. usiadłem na krześle, a drewno pod moim ciężarem nawet nie skrzypnęło. materac przestał pamiętać kształt mojego ciała, jakbym ważył mniej niż cień. stałem się tak lekki, że bałem się, iż przestanę odciskać stopy na podłodze. potem zaczęły znikać zdjęcia. ramię żony obejmowało powietrze. córka śmiała się do kogoś, kogo aparat już nie pamiętał. spytałem ją, kto zrobił to zdjęcie. popatrzyła na mnie długo. w jej oczach nie było już mojego odbicia. wzrok prześlizgnął się po mnie tak gładko, jakby patrzyła na dobrze umyty kafel. byliśmy sami w pokoju, ale ona zaczęła już powoli wietrzyć po mnie powietrze. w ustach miałem smak świeżo rozkopanej ziemi. dotknąłem kuchennego blatu. miałem wrażenie, że to nie ja go dotykam. jakby nawet dotyk musiał najpierw przypomnieć sobie moje imię. tej nocy usłyszałem, że ktoś chodzi po mieszkaniu. nie szukał mnie. szukał miejsc, w których kiedyś byłem. jakby upewniał się, że naprawdę zniknąłem. rano wszystkie lustra były zaparowane. na każdym ktoś zostawił ślad dłoni. nie od zewnątrz. od środka. ścierałem parę rękawem. szkło było ciepłe. jakby ten ślad zostawiono po tamtej stronie. zacząłem mówić głośniej. stawiać cięższe kroki. trzaskać drzwiami. hałas wracał. tylko nie do mnie. z każdym dniem pamiętałem mniej. nie dzieciństwo. nie twarze. pamiętałem coraz mniej samego siebie. któregoś ranka nie potrafiłem przypomnieć sobie własnego głosu. otworzyłem usta. wyszedł z nich oddech. cudzy. jakby ktoś od dawna ćwiczył go we mnie. ostatni raz spojrzałem w lustro. stał tam mężczyzna. wyglądał dokładnie jak ja. tyle że był spokojniejszy. bardziej prawdziwy. pozbawiony mojego błędu. uśmiechnął się z ulgą. jak ktoś, kto przez wiele lat czekał, aż właściciel wreszcie opuści dom. podniósł rękę. nie zrobiłem tego samego. to nie było odbicie. to był gest pożegnania. odwróciłem się. za plecami nikogo nie było. kiedy spojrzałem ponownie, lustro było puste. po raz pierwszy w życiu odbicie zniknęło przed człowiekiem. stałem na środku ulicy. czułem, jak czas przepływa przeze mnie, nie zostawiając we mnie żadnego śladu. od tamtej chwili ludzie coraz częściej przechodzili obok mnie. czasem na ułamek sekundy marszczyli brwi. jakby prawie mnie pamiętali. jakby zaraz mieli wypowiedzieć moje imię. ale świat był szybszy. to wystarczało. świat nie odbiera życia. po prostu pewnego dnia przestaje pamiętać, że kiedykolwiek byłeś.      
    • ulotność    ile waży ważka co się odbiło  w kropli rosy    co rano zjadł  robaczek  świętojański    czy kiedy się  rodziłeś świeciło słońce   jak smaczna  była kawa i lody z truskawkami   tylko poezja to wie
    • Wiatr przetoczył się. Wyrwał korzenie z ziemi. Drzewo padło bez ostrzeżenia. Rozbiło szybę pod ciężarem nieba.     Stoi biała i cicha. Pod kablami. Szklana pajęczyna rozbija światło. A w środku zapach burzy.     Blachę wymienisz.  Życia się nie da.
    • @andrew@Benjamin Artur serdecznie Wam dziękuję

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • @Leszek Piotr Laskowski Tak mało potrzeba.  Wystarczy, kochać bliźniego , jak siebie samego .   Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...