Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

 

Kolory zmierzchu
pochowały się w konarach drzew

zamilkły ocierając się o szept wiatru

w dookolnej ciszy- krzyk
osiadł na krawędzi nieba
i nie wydobył więcej dzwięku

płosząc szybujące ptaki.

 

*Tytuł zaczerpnięty z tekstu piosenki Kory " Raz dwa, raz dwa"

 

Autor fotografii: M.Lewandowska

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Gość vioara stelelor
Opublikowano

@MitylenePiękne zdjęcie.

I podoba mi się to zawieszenie między ciszą, a krzykiem - budujące niezwykłe napięcie emocjonalne.

Wiersz na coś całym sobą oczekuje, tak jak obserwator zachodu słońca odczuwa nieokreśloną tęsknotę i nie wie, czy lepszą oprawą dla niej będzie cisza, czy krzyk właśnie.

Opublikowano

@Mitylene

 

Wiersz jak zatrzymany oddech. Wszystko tutaj milknie - kolory chowają się, ocierają o szept, nawet krzyk na krawędzi nieba traci głos. Ta "dookolna cisza" przejmuje kontrolę nad światem. Piękny, niemal medytacyjny obraz zmierzchu, który nie tyle zapada, ile zamiera.

Opublikowano

@Berenika97 dzięki za intetesującą interpretację. To prawda, że gdy zapada zmierzch świat wydaje się cichnąć, a wraz z nim przyrosa, która jest tego niemym świadkiem. W tej scenerii chciałam uchwyć krzyk, ten nie dający się wyartykułować, a ściskający od środka. Ten wiersz jest tak naprawdę nawiązaniem do obrazu Muncha, gdzie jego "Krzyk", też wydaje się być właściwie " bezdzwięczny" , ten grymas na twarzy namalowanej postaci z jednej strony " krzyczy" z drugiej wygląda jakby zatrzymał się w kadrze milczeniem...Dzięki za czytanie:)

Opublikowano

Bardzo sugestywny obraz zapadającego zmierzchu. Pomimo wszystko, wyczuwam tutaj jakieś napięcie, zgaszone, przytłumione emocje. Krzyk osiadajacy na krawędzi nieba każe mi w ten sposób myśleć. Ładnie namalowałaś ten obrazek. Pozdrawiam.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Księżyc zawsze  ma nieswoją twarz. Czasem stara się odzyskać rysy, zgubić ten profil.   Spogląda na mnie z uśmiechem, mruży któreś oko, ale brak mu życzliwości.   Targany zazdrością żałuje,  że nie skrył się za wzgórzami i patrzył, gdy oddychaliśmy głośniej.          
    • W  Weronie...   stoi dom który  nie jest twoim domem  balkon który nie jest  twoim balkonem nie czeka na  letnie śpiewy w poświacie miesiąca   byłaś Julią teraz nie jesteś  byłaś na balkonie oko błękitu nie było łagodne  a w kawie nie było Norwida  stał dom - dom pobielany bo dwór to nie był    ani gościniec  ani droga do Werony jesteś Julią  w negatywie  bo kochasz na stałe i wciąż jeszcze żyjesz  serce - piosnka Norwida  
    • Przeczytałem, na filmie się pośmiałem, przy wierszyku zamyśliłem. Serdeczności. 
    • Żyjemy by kochać  I być kochanym    A potem umieramy Odchodząc z niczym    Nadzy jak nas  Pan Bóg stworzył    I nie odradzamy się    Może tylko w myślach  Najbliższych nam osób    A zabawa dalej  Gdzieś tam trwa...
    • Słoik z miodem stoi tam, gdzie go postawiłaś. Zaschnięta żółta kropla na gwincie – twój ostatni odcisk palca, którego nie mam śmiałości zetrzeć. To teraz mój relikwiarz. W sypialni zapach jest najgorszy: mieszanka twoich perfum i tej dusznej, słodkawej woni, którą przyniosłem na swetrze z oddziału. Nie wietrzę. Boję się, że jak otworzę okno, to wywieje stąd resztki twojego imienia. Próbuję czytać, ale litery są jak martwe owady. W łazience dwie szczoteczki do zębów – jedna wciąż mokra, druga sucha od tygodnia, sztywna, jakby skamieniała z przerażenia. Patrzę na nią i czuję, jak drętwieje mi szczęka. Nie ma żadnego „ja” ani „to”. Jest tylko numer autobusu, który zawsze spóźnia się o 18:12, i fakt, że kupiłem dwa chleby, choć nie mam kogo karmić. Stoję nad zlewem i kruszę ten nadmiar do kosza, bo nawet ptaki na parapecie wydają się zbyt głośne, zbyt żywe, zbyt pewne jutrzejszego ziarna. Kiedy kładę się spać, przesuwam się na samą krawędź. Zostawiam ci miejsce. Zimna połowa materaca jest teraz jedynym dowodem na to, że kiedykolwiek istniał jakiś porządek świata. Słucham, jak stygną kaloryfery – to jedyny dialog, na jaki mnie jeszcze stać.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...