Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Była sobie Biblioteka światowych dzieł zebranych, dostępnych lecz nieposortowanych

I
Nazwa dziwić jednak nie powinna, bo w obecnych czasach wszystko zdaje się być kotłem świątecznego bigosu, gdzie i kapusta –głowa pusta, kiszona –kwaśną nutą grająca i zasuszonych śliwek –starości aromat, czasem pestką w gardle stający; a nawet mięcha rodzaje różne: wędzone w armatnim (s)wątku, tłuszczem uciekające boczkiem zwane, a najmniej szlachetnej dziczyzny -nieskażonej bylejakości pożywką, choć podszywających się pod nią farsy- i- katów -pełno. Wszystko w winnej skąpane toni –tonie. Wydzielając odpychające wonie i kuszące wonności mieszające się razem dziwny tworząc gazek, jak wszystkie -grożący wybuchem.

Ale właśnie, jak obuchem niespodziewanie z regału półek niezliczonych, książka dopadła jej głowę. Jak myśli nowej puk-tłuk, a może podpowiedź. Podniosła ją, zdezorientowana i zaskoczona, a podekscytowana jednocześnie, dziwnego trafem spadku. Spadku –przypadku, których właściwie nie ma, bo wszystkie zdarzenia swą przyczynę mając nie dzieją się samoistnie. Skoro skutek się wydarza, przyczyna musiała zostać spełniona.
Właśnie spełniając zachciankę, bez głębszego zastanowienia, kierowana zwyczajną, jak każda niezwykła wróżka ciekawością, bądź też chęcią pokrzepienia się mocą (kaw)owej opowieści, zaczęła czytać kolejne karty. Zaskoczona, trafem kolejnym: wykolejonym językiem, którym na całym świecie tylko garstka wykolejonych włada. Do tego i treść zdawała się dziwnie treści żołądkowe wzburzać. Wzburzona pochłaniała kolejne rozdziały. Coś jednak nie dawało jej spokoju, bo nie dość, że książeczka zburzyła jej spokój to jeszcze zaczęła wciągać odciągając od spraw ważnych, czy ważniejszych, wahała się. -Mocna ta kawowa sprawa- pomyślała. Wpisała więc parę zaklęć: nieudolnych kopnięć z nogawki, szczypawek z rękawa i z palca wyssanych, na koniec litem sypnęła -fachowo: -z politowaniem.
Przekartkowała tylko parę stron przelatując pobieżnie miotełką machnęła i ...odleciała. Lecąc nad Cernuusowym zbiorNikiem ujrzała swe odbicie w tafli. Wróżka stała się CZAROWNICĄ. Sama na siebie rzuciła czar nieudolnego kopnięcia. A kopnięta książeczka, nadal się wypełniała. Zawierając całą głębię...odpowiedzi, bo treść jej reagowała na myśl i zapiski czytelnika. Jeszcze tylko litu sypnięcie kaw/ową swą mocą zmieniła w litość i współczucie: -Nie martw się Czarowniczko, miłość Cię odmieni!- pisnęła Książeczka skarg i wniosków

II
Innym razem spadając, na głowę jakże innego czytelnika, WPrawdzie- kontaktowo...
jak obuchem niespodziewanie z regału półek niezliczonych, książka dopadła jego głowę. Jak z/Nienacka opowieść. Podniósł ją, zdezorientowany i zaskoczony, a podekscytowany jednocześnie, dziwnego trafem spadku. Spadku –przypadku, których właściwie nie ma, bo wszystkie zdarzenia swą przyczynę mając nie dzieją się samoistnie. Skoro skutek się wydarza, przyczyna musiała zostać spełniona.
Właśnie spełniając zachciankę, bez głębszego zastanowienia, kierowany zwyczajną, jak każdy niezwykły człek ludzką ciekawością, bądź też chęcią pokrzepienia się łykiem kawowej opowieści, zaczął czytać kolejne karty. Zaskoczony, trafem kolejnym: wykolejonym językiem, którym na całym świecie tylko garstka wykolejonych włada. Do tego i treść zdawała się być potwierdzeniem wszystkich jego przypuszczeń i puszczeń fantazji galopem luźnym. Zdumiony pochłaniał kolejne rozdziały. Coś jednak nie dawało mu spokoju, bo nabierał przekonania, iż wciąga go zbytnio, odciągając od spraw ważnych, czy ważniejszych, wahał się. Co więcej, gdzieniegdzie odbierał sygnały lekko erotyzmem naelektryzowane, a mimo spadku napięcia, na pięcie najlepiej odwróciłby się i odszedł. Przekartkował jeszcze parę stron przelatując pobieżnie i tak też zrobił. Odłożona na półkę książeczka, zawierała jeszcze całą głębię...odpowiedzi, bo treść jej reagowała na myśli czytelnika. Więc i samo iskrzenie spowodować mógł tylko ktoś wyjątkowy i wyczerpany. Zaś tytuł, mówiący coś o kawie dodającej mocy, krył jeszcze inny sens głębiej ukryty, jak na dnie filiżanki, albo w kopalni, gdzie węgiel przekraja żelazo.

III
Pewnego razu -przyciągnięta anielskim słowem- zaglądnęła w książeczkę...
Kobieta, która www tawernianej artmosferze pląsała, podając na srebrnych tacach swoje własne złote myśli, często-gęsto smakowała różnych wytworów współbiesiadników. Niekiedy delektując się smakowitym kąskiem nagradzała kwieciem, a czasem, gdy niesmak poczuła, wiązankę autor zbierał...ściętolotnych piór. Zawsze jednak pod skrzydła brała w obronę wszelkie uczące się -piórem posługiwać -pisklęta, a nawet nieloty, bo, jak się później okazało spod skrzydeł tych całe mnogie roje wzlatywały uskrzydlonych...dusz.
Skąd jesteś Aniele?
Kobieta odpowiedziała skromnie, że w jej stronach, strofy słowem malowane. Ci, co dobrą duszę mają i wzrok, z pewnością odnajdą drogę, gdyż, to Dobra perspektywa, perspektywa dobra
...i miłości.

ROZDZIAŁ IV -OTWARTY

Ciąg dalszy
...właśnie się zapisuje
na zupełnie innym poziomie;na szczycie poezji org/anicznie spełnianych marzeń
pół/sennych
jawiących się tęczą barw ni esencji posmakiem ni pomostem
z rzeczywistości szaro-srebrnym
łabędzi kluczem
znaczonym gwiezdnym szlakiem piór
zmy/słowo kre/ślonych
zarys bram odnalezionego raju,
gdzie ja
niczym
brown sugar
na dnie cappuccino
pijąca stronga i czerwone wino
-księżeczka skarg i wniosków snuta
ni teczka ni nuta...zadrżę zmySłowo
a w drugą stronę -słowa zmyślone pożrę
jak marzeń wszelkich uwieńczenie
ze smakiem wyssę aż po kostki
purpury szpiku wypełnienie
i sama drżąca, chłodem oparzona
oddam się w czułe czytelnika ramiona

Opublikowano

Aniu Droga:
NIE PISZ
I WARSZAWA
A PRZEMYŚL I KAWA
I WEWNĘTRZNE ZAPISKI
POD SERDECZNE DYKTANDO

dziękuję WAM WSZYSTKIM, tu z Wami jest i błogo, i poetycko, i orgazmicznie -ot życie na szczycie prozaicznie błyszczące srebrem

Opublikowano

oj renato!za tobą nadązyć niezła sztuka- teria. ty nie biegasz, nie pocisz sie nie sapesz / hihihi/ to ja watku tu czasem nie łapię....
lecz
"Zaskoczona, trafem kolejnym: wykolejonym językiem, którym na całym świecie tylko garstka wykolejonych włada." - czy to dedykacja dla prozaima grafomana ?

bo treść jej reagowała na myśli czytelnika - to masze komentarze?

swoje własne złote myśli, a często-gęsto smakując różnych wytworów współbiesiadników. Niekiedy delektując się smakowitym kąskiem nagradzała kwieciem, a czasem, gdy niesmak poczuła, wiązankę autor zbierał...ściętolotnych piór. - to TY?

Ci, co dobrą duszę mają i wzrok, z pewnością odnajdą drogę, gdyż, to Dobra perspektywa, perspektywa dobra
...i miłości. to my? kabaret to nie my?
pozdrawiam

Opublikowano

Aksjo droga
czy zamotałam?
hmm, może... bo wpadłam w sieci
a w necie, jak na świecie ni biblioteka /dzieł zebranych/ ni kocioł /bigosu/
więc jako ksiażeczka skarg i wnioskow snuta ni teczka ni nuta /smakOWA/
obnażajaca się pub/licznie /poetycko w tawernie i balansując na cienkiej cernusowej kresce/
z rąk do rąk podawana, czy z ust do ust smakowana
po drodze spotkałam różne postaci: wróżkę, co ostrą potraktowała mnie różdżką i kobietę, która ciepłe gniazdko mi uwiła, spotkałam też na wupeku kogoś, kto...wahał się...aż został mym braciszkiem...z wyboru
w końcu doszłam...www.poezji.org strony i znalazłam moje miejsce -TU, Z WAMI, organicznymi prozaikami i dodam tylko, że takiego klimatu szukałam, gdzie każdy dotyk prowadzi do szczytu, gdzie kęs po kęsie SMA KO WA NY jest z UWAGĄ, a nie serwowane są KĄŚLIWE UWAGI
wspaniałe miejsce, WSPANIALI LUDZIE
a rozdział czwarty wciąż otwarty
pozdrawiam ciepło

Opublikowano

Jay Jay
trzymam więc Twą rękę, niech jej nie pochłania
Musisz wszak pisać;) ciekawam kolejnego miłosnego podania

Piotrze
nie mogłam o tym nie wspomnieć, tzn. że mi tu tak dobrze z Wami, stąd te słodkie podanie
ale szczere, nigdy nie słodzę bez powodu

/nabieram mocy, tzn. cieszę się że rozpatrywane pozytywnie/

BUZIAKI GORĄCE

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • nieistotne czy to mieszkanie w bloku willa z egzotycznym ogrodem jurta igloo wiejska chatka otoczona malwami   może być z cegieł desek lodu skór rozpiętych na drewnianych palach tęcz w kroplach rosy odbijających jutrzenkę   solidnie wymurowany od fundamentów po dach albo unoszący się na wodzie z sennymi łodziami wykopany w ziemi nieruchomy na śnieżnych polach przeniesiony na niebo między gwiazdy   nie ma znaczenia rzeczywistość i budulec czasem jest jedynie napisany w wierszu zapamiętany z baśni noszony na dnie serca codziennie wymyślany od nowa a czasem mocno wrośnięty w ziemię rodzinną   rozmawiamy w nim przytulamy się modlimy pieczemy chleb głaszczemy kota lub psa usypiamy w kolebkach naszych wewnętrznych wszechświatów   lecz najważniejsze że to  nie tylko przestrzeń na spokojny głęboki oddech który nie męczy się bliskością   ale także miejsce gdzie zawsze wolno płakać bez obaw przed ucieczką i wszystkimi rodzajami samotności   wtedy dopiero jest naprawdę bezpieczny      
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      @Simon Tracy Simonie, zgadzam się z @Berenika97,że jesteś mistrzem tego mrocznego gatunku literackiego. Pozdrawiam!
    • Prostokątna twarz parapetu. Bęc. Prosto w nos. Pierwsza szkicuje cząstkę wziętych przestworzy.    Bęc. Druga prosto w rdzawe oko.     Trzecia. Bęc. W zaschniętą kupę po gołębiu.    Nagle tysiące w powtórzeniach. Każda gdzie indziej siada.    Kap. Kap. Coraz szybciej i więcej.    Mini fontanny, spływają poza krawędź. Werble bębniące kawałkami chmur. Tylko sisiolków z blachy nie ugnieciono.   Na szybie strumienie chaosu.     Wiją się na zamazanym prześwicie, niczym wnętrze żywego stworzenia.    Każda żyłka z bąbelkiem na szpicy.    Tylko krew przezroczysta, i prochy z kości rozmyte.    Arterie drgające. Wilgotne pulsacyjki. Bez drogowskazów. W rytm stukania o metalową połać.    Puk. Puk.     Coraz głośniejszy i szybszy wododzirej. Pociesznie rozbryzguje. Jakby w każdej kropli, dziecko roześmiane biegało.    Za taflą rozmazane kształty światłowodów, zamglone całunem wykręcanej chmury.    Okalają wszystko. Zniekształcają obrazy. Spływają krawędzie parodią przezroczystości. Liście chłoną wodę. Na krótko. Za chwilę inna.    Kap. Kap. Stuk puk. W plumplane kółka okrągłych fal zabawa. O kształtach niewyraźnych.   A tam strumyczki, niczym foliowe węże, z powtarzalną falą grzbietową.    W kałużach zatopione światy, rozjeżdżane kołami samochodów.    Rzucane na boki, w radykalnym wytryśnięciu, na przemoczonych pieszych.    Przylepione zebry, nie mogą się schować. Nie dosyć że mokną, to jeszcze przygniatane pospieszną cywilizacją.    Różnorodne wodospady, szumią deszczoświatem, A każdy w innym, zamgleniu widoczny.    Szara płynność, nasączona migoczącym lśnieniem kostek brukowych, przytula światłem niechciane odbicia.     I cholera wie, gdzie woda w końcu spłynie.
    • @GosławaWspaniały wiersz, w którym każda metafora świeci niezwykłym blaskiem. Ten świat jest trochę zbyt mocno wystylizowany, ale umiejętne posługiwanie się potencjałem języka, że się tak kolokwialnie wyrażę, 'robi robotę', przede wszystkim poprzez wykreowanie gęstego, kleistego nastroju, idealnie współgrającego z emocjonalnością obrazów. ;)
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Ta faza miłości jest najtrudniejsza do osiągnięcia, gdy dopamina już nie musuje w głowie i trzeba bliskość zbudować na innych podstawach, bardziej namacalnych i solidnych - szukać innej chemii, która utrwali związek.  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...