Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

muszę odbić się od siebie
znaleźć podmiot do wyśpiewania
tej gruźlicy i olśnienia
może wyrazi wszystkie rzeczy
i nic nie pasuje czasem ten bezsens
daje posmak prawdy na swój albo nasz temat
nie odbijamy się wprawiamy w ruch
tworzymy w tej samej przestrzeni
która nie mieści się
w rozumieniu ani w strachu
będę udawał przecież wiadomo
że uciekamy z wydrążonych miejsc
w potoki słów z szaleństwem obeznanych staję się źrenicą
przez którą wpada światło dłoń na brzuchu pulsuje miarowo
gdy próbujesz złapać oddech
zostawiłem niedomknięte drzwi
na wypadek gdybyś chciała wejść
na wypadek gdybyś zapomniała się bać
łuna zabija gwiazdy
miasta płoną w rytmie stroboskopów
ultrafioletowe spojrzenia
widziałem cię na korytarzu
nie patrzyłem uśmiechnąłem się
plastikowymi wargami
nie widać horyzontu
nieodległych spojrzeń
i śliny na wargach
lepiej wysiąść
tuż przed ostatnim stopniem
gdy deszcz zrasza twarz
nie myślisz że to obraza
wynosisz moll w dur
przestrzeń zamyka gardło
prosi o trochę miejsca
bo znów płaczesz do środka
w głąb tchawicy
dalej do żołądka
i czakr
których przecież nie rozumiesz
nawet nie czujesz
nieba błękitne
zmieniają się w kopuły tlenowe
światłoczułe muchy
uciekają przed teleskopami
i tak złapią je
w siatki zaprzeszłych zdarzeń
nie będą metaforami losów
ani kaprysów
który to już raz kilometr pod ziemią
trzeszczące belki
śpiewają
jeszcze chwila
jeszcze
powietrze drąży żyły
naturalna substancja wisi biały nerw
ty i twoja wyuczona gra
przewleczony wyglądasz nawet śmieszniej
ale uważaj zapada się świat

Opublikowano

@hollow man

Ten potok świadomości wprost wciąga - jakby ktoś próbował złapać coś nieuchwytnego w biegu myśli, gdzie każde słowo odpycha się od następnego, a jednocześnie tworzy coś większego niż suma jego części.   Ale bardzo smutnego. 


 

Opublikowano

@Berenika97

Materiału na dwa wiersze i parę miniatur, ale musiało popłynąć właśnie tak. Czyli masz poczucie, że jest bieg myśli, że czuć to tempo i wersyfikacja wymusza szybkie czytanie? Świetnie.

Smutek? Niech będzie i smutek zamiast pustki. 

 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Fajne połączenie duchowości z cielesnością :)

 

Podoba mi się ten strumień świadomości czytając go czuję jakbym sie w nim zapadał.

 

Pozdrawiam serdecznie 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Księżyc zawsze  ma nieswoją twarz. Czasem stara się odzyskać rysy, zgubić ten profil.   Spogląda na mnie z uśmiechem, mruży któreś oko, ale brak mu życzliwości.   Targany zazdrością żałuje,  że nie skrył się za wzgórzami i patrzył, gdy oddychaliśmy głośniej.          
    • W  Weronie...   stoi dom który  nie jest twoim domem  balkon który nie jest  twoim balkonem nie czeka na  letnie śpiewy w poświacie miesiąca   byłaś Julią teraz nie jesteś  byłaś na balkonie oko błękitu nie było łagodne  a w kawie nie było Norwida  stał dom - dom pobielany bo dwór to nie był    ani gościniec  ani droga do Werony jesteś Julią  w negatywie  bo kochasz na stałe i wciąż jeszcze żyjesz  serce - piosnka Norwida  
    • Przeczytałem, na filmie się pośmiałem, przy wierszyku zamyśliłem. Serdeczności. 
    • Żyjemy by kochać  I być kochanym    A potem umieramy Odchodząc z niczym    Nadzy jak nas  Pan Bóg stworzył    I nie odradzamy się    Może tylko w myślach  Najbliższych nam osób    A zabawa dalej  Gdzieś tam trwa...
    • Słoik z miodem stoi tam, gdzie go postawiłaś. Zaschnięta żółta kropla na gwincie – twój ostatni odcisk palca, którego nie mam śmiałości zetrzeć. To teraz mój relikwiarz. W sypialni zapach jest najgorszy: mieszanka twoich perfum i tej dusznej, słodkawej woni, którą przyniosłem na swetrze z oddziału. Nie wietrzę. Boję się, że jak otworzę okno, to wywieje stąd resztki twojego imienia. Próbuję czytać, ale litery są jak martwe owady. W łazience dwie szczoteczki do zębów – jedna wciąż mokra, druga sucha od tygodnia, sztywna, jakby skamieniała z przerażenia. Patrzę na nią i czuję, jak drętwieje mi szczęka. Nie ma żadnego „ja” ani „to”. Jest tylko numer autobusu, który zawsze spóźnia się o 18:12, i fakt, że kupiłem dwa chleby, choć nie mam kogo karmić. Stoję nad zlewem i kruszę ten nadmiar do kosza, bo nawet ptaki na parapecie wydają się zbyt głośne, zbyt żywe, zbyt pewne jutrzejszego ziarna. Kiedy kładę się spać, przesuwam się na samą krawędź. Zostawiam ci miejsce. Zimna połowa materaca jest teraz jedynym dowodem na to, że kiedykolwiek istniał jakiś porządek świata. Słucham, jak stygną kaloryfery – to jedyny dialog, na jaki mnie jeszcze stać.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...