Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

 

Ludzie żyją dziś długo.

Być może za długo.

Długowieczność, choć brzmi dumnie i postępowo, w praktyce bywa zjawiskiem wysoce konfliktogennym.

 I wcale nie ma znaczenia, czy człowiek, który nie zamierza w najbliższym czasie wrócić na łono Abrahama, posiada majątek, czy też nie ma nawet porządnego kredensu.

   Każdy długowieczny senior - prędzej czy później - robi problem.

Ci, którzy nie mają pieniędzy, robią problem czysto ekonomiczny.

W ramach obowiązku alimentacyjnego zubażają budżety dzieci, wnuków i całej dalszej rodziny. Zajmują czas, energię i nerwy. W takich sytuacjach zawsze pojawia się myśl niepopularna, wstydliwa, ale obecna: „może mógłby już odejść?”

Ci, którzy mają majątek - są jeszcze gorsi.

Bo oprócz kosztów generują nadzieje, a nic nie psuje relacji rodzinnych tak skutecznie jak nadzieja połączona z oczekiwaniem.

  Długowieczny bogacz to tykająca bomba emocjonalna. Każdy dzień jego życia jest dla kogoś opóźnieniem.

Ale do rzeczy. Najlepiej na przykładzie.

Mojej żonie - poza rodzicami, którzy niech żyją sto lat i dłużej - zostało troje wujków i jedna ciocia. Był jeszcze czwarty wujek, ale umarł parę lat temu. On nie pasował do stada. Związał się z kobietą z proletariackiej Łodzi. Miał jedną córkę, która podobnie jak ojciec nie widziała się w tym stadzie.

A stado było… rasowe.

W prostej linii od jednego ze świętych. Jakby tego było mało, jakiś przodek był kandydatem na króla Polski.

I z takiego stada trafiła mi się żona. Bywa.

Święci, królowie, arystokracja.

A ja?

Ja - plebs.

Rodzina repatriantów z Kresów.

 Prosty chłopak z „Piekiełka” - dzielnicy Braniewa, która kiedyś była najgorszą częścią miasta.

A Braniewo… Cóż. Warmia. Miasto, z którego młodzi ludzie od zawsze uciekali.

Ja uciekłem czterdzieści lat temu. Z mojej klasy licealnej uciekło ponad dziewięćdziesiąt procent.

„Uciekło” to może złe słowo.

Poszli na studia. Znaleźli lepsze życie.

Ci, co zostali - zostali.

Ale znów się rozgadałem. Wracamy do świętych wujów.

Pomorska wieś pod Tczewem.

Dom prawie trzystuletni. Historia rodziny piękna, duma rodowa ogromna - ile w tym prawdy, wiedzą tylko oni. Ja na pewno nie.

Przychodzą czasy powojenne.

Ze względu na szlachecko-arystokratyczno-królewskie pochodzenie - problemy egzystencjalne. Ojciec mojego teścia  ginie w wypadku. Samochodowym? Traktorem? Spadł z ciągnika?

W arystokratycznych rodach prawda bywa traktowana instrumentalnie. W tej rodzinie również. Przekonałem się o tym nie raz.

Zostaje matka. Arystokratka. Miłośniczka Goethego i Schillera. Kilkadziesiąt hektarów, których nie objęła nacjonalizacja. Pięciu synów i córka.

Łatwo nie było. Ale dali radę.

Wszyscy skończyli studia. Budowali nową Polskę - tę, która wcześniej odebrała im majątki. Zakładali rodziny. Żyli całkiem nieźle. Rozmnażali się. Co prawda nie wszyscy, ale materiał genetyczny był przekazywany.

Najstarszy brat teścia : żona, brak dzieci.

Kolejny brat teścia : brak żony, brak dzieci.

Teść: żona, dwoje dzieci.

Młodszy brat teścia: żona, jedno dziecko.

Najmłodszy brat teścia : żona, sześcioro dzieci. Wygląda na to, że rozmnażanie było jego pasją.

 Jedyna siostra teścia  - troje dzieci - wyprowadziła się z mężem na drugi koniec Polski.

Bracia zostali na północy, ona na południu.

Jak w bajce. Wszystko działało.

I komu to przeszkadzało?

Nikomu.

Aż do momentu, gdy okazało się, że dwóch braci nie ma dzieci.

Jeden z nich - bezżenny i bezdzietny - mieszkał w rodzinnym gnieździe od zawsze.

Drugi - bezdzietny, po śmierci żony - wrócił na północ i zamieszkał z nim.

W gnieździe rodowym.

Mieszkali tam ponad dwadzieścia lat.

Pieniądze mieli.

Teoretycznie powinien tam być teraz  mały, ładny dworek. Arystokracja, hektary, święty w rodzinie.

W praktyce… obraz jest inny.

Nie wiem, jak to opisać.

Może słowo ruina byłoby najbliższe prawdy.

I wszystko byłoby jeszcze do zniesienia, gdyby nie fakt, że oni wciąż tam żyją. Teraz tylko jeden.

Starszy ma 95 lat.

Młodszy — 92.

Starszego, bogatszego, zabrał do siebie mój szwagier. Mógł sobie na to pozwolić – miał odpowiednie warunki. Lokalowe. Zaadoptował dla wujka osobny pokój, zapewnił opiekę całodobową – opłacił opiekunkę.  Kilka mieszkań wujka w Trójmieście zobowiązuje. Opieka trudna, ale temat ogarnięty.

Drugi – biedniejszy, młodszy został w gnieździe rodowym.

I tu temat  jest nieogarnięty.

Opiekę  nad nim roztoczyły dzieci brata wielodzietnego. Tego od szóstki dzieci.

Szóstka dzieci to heroizm. Ja mam dwoje i bywały chwile, gdy uważałem, że powinienem trafić do psychiatryka.

Dodatkowo punktową opiekę sprawuje córka siostry.

Czyli: dzieci najmłodszego brata + córka siostry.

Opieka rozproszona. Kompetencje różne. Oczekiwania sprzeczne.

Idealne pole do konfliktu.

Bo długowieczność nie jest problemem biologicznym.

Długowieczność to problem społeczny, a w skali mikro - rodzinny dramat.

Kto decyduje?

Kto płaci?

Kto przyjeżdża w nocy?

Kto bierze urlop?

Kto „robi więcej”, a kto „tylko udaje”?

I najważniejsze pytanie, którego nikt nie zadaje głośno:

ile to jeszcze potrwa?

Tu zaczyna się prawdziwa „święta rodzina”.

Nie ta z obrazków.

Ta z telefonami, pretensjami, urazami, niedopowiedzeniami i cichą rywalizacją o rację moralną.

Każdy jest zmęczony.

Każdy uważa, że robi najwięcej.

Każdy ma poczucie krzywdy.

A senior?

Senior żyje.

I ma się - na przekór wszystkim - całkiem dobrze.

I tak oto ktoś jeszcze nie umarł…

A wszystko już się zaczęło…

Może być ciekawi.

 

 

 

 

Cdn………..

  • 3 tygodnie później...
Opublikowano

@Andrzej_Wojnowski

 

Poruszasz problem, który będzie się tylko nasilał - społeczeństwa starzeją się, ludzie żyją coraz dłużej, a rodziny muszą się z tym mierzyć bez instrukcji obsługi. I nikt nie mówi wprost, że to ciężar. Że to niszczy relacje. Że obok miłości jest też wyczerpanie, złość i niewyartykułowana myśl - "kiedy to się skończy?" Nie znam tego problemu, na razie. Zatrzymało mnie Braniewo - miasto mi znane.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @EsKalisia   Bardzo dziękuję!  Trafnie to ujęłaś. Zderzenie się z prawdą o przemijaniu jest bolesne, ale absolutnie konieczne, żeby dać sobie szansę na prawdziwą miłość - nie tylko z drugim człowiekiem, ale też z samym sobą. Serdecznie pozdrawiam! @Migrena   Bardzo dziękuję!    Dziękuję za tak głębokie i czułe odczytanie mojego wiersza. Nazwanie go "reinterpretacją mitu" to dla mnie ogromny komplement. Przywołany przez Ciebie cytat pasuje tu wręcz idealnie - gdyby bohaterowie potrafili patrzeć w tym samym kierunku, lęk przed nagą łodygą po prostu by nie istniał, bo miłość opierałaby się na czymś więcej niż tylko wzajemnym wpatrywaniu się w siebie. Pozdrawiam  serdecznie! @Christine   Bardzo dziękuję!    To niezwykle celna uwaga - zależało mi właśnie na tym, by zdjąć z róży tę łatkę "dumnej i nieczułej", którą często się jej przypisuje, i pokazać jej ludzki, pełen lęku środek. Czasem pod pancerzem niedostępności kryje się największa wrażliwość i strach przed odrzuceniem. Dziękuję za to głębokie odczytanie i pozdrawiam ciepło! :) @Leszczym   Bardzo dziękuję!  Rzeczywiście, czasami w niespełnieniu i samotności kryje się najwięcej prawdy o nas samych - i cieszę się, że tę prawdę tu odnalazłeś.  Serdecznie pozdrawiam. :) 
    • @Christine   Bardzo dziękuję!  Czasami rozstanie może być nowy początkiem. :)  Dziękuję za tak miłe słowa.  Serdecznie pozdrawiam. :)   
    • @Christine   Bardzo dziękuję! Serdecznie pozdrawiam. :)    Ja również tak robię, nie będę czarować, Wolę przymknąć oko, niż kogoś strofować! Bo własnych słabości mam przecież bez liku, Więc wyrozumiałość mam w stałym nawyku.   :)))    @Sylwester_Lasota   Bardzo dziękuję!  Serdecznie pozdrawiam. :)  
    • @andrew   Bardzo dziękuję!  "To przecież tylko zwykła róża" - mógłby powiedzieć Twój podmiot liryczny, patrząc pod mój klosz. Dziękuję za ten wiersz! Świetnie ująłeś w nim ten rozdźwięk między lekkim, powierzchownym spojrzeniem a tym głębokim, pełnym niewypowiedzianych myśli. Serdecznie pozdrawiam. :)  @karenka Bardzo dziękuję!  Dziękuję za ten piękny komentarz i pozostawienie śladu pod wierszem. Złudzenie, że czyjś zachwyt wystarczy, by zbudować miłość, to bolesna pułapka, z której bohaterka wiersza zdaje sobie sprawę. Odwzajemniam ciepłe pozdrowienia! :)  @LessLove   Bardzo dziękuję!    Piękne słowa! Twój komentarz to dowód na to, że Lis z "Małego Księcia" miał rację - dobrze widzi się tylko sercem. Bardzo miło czytać taki komentarz od kogoś, kto przekonał się o tym na własnej skórze. Dziękuję za ten krzepiący ślad pod wierszem.  Serdecznie pozdrawiam. :) 
    • @Christine   Bardzo dziękuję!  Cieszę się, że zróciłaś uwagę na puentę - miała trochę przełamać sutek szarości.  Serdecznie pozdrawiam.:) @Łukasz Jurczyk   Bardzo dziękuję!  Czasami tak bywa - niezbadany jest nasz umysł. Mnie nastroiły tak dnie nieustannych opadów deszczu.  Serdecznie pozdrawiam. :)  @Bożena Tatara - Paszko   Bardzo dziękuję!  Serdecznie pozdrawiam. :)   
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...