Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

@Tymek Haczka

 

 

przyszedłeś tutaj ogrzać się ciepłem mojego wiersza.

 

można tak.

 

ale żeby dyskutować o warsztacie poetyckim trzeba mieć jakieś o tym pojęcie.

 

tobie wychodzi to słabo.

 

 w twoim komentarzu znów więcej jest ogólników niż realnej analizy tekstu.

 

piszesz o „szumie”, „nadmiarze”, „fajerwerkach”, jednak ani razu nie wskazujesz konkretnego fragmentu, który rzekomo miałby podcinać własny efekt.

 

to istotne: krytyka warsztatowa zaczyna się tam, gdzie kończy się operowanie metaforami o metaforach.

 

mówisz o rzemiośle.

 

rzemiosło to precyzja: przykład, argument, decyzja interpretacyjna.

 

to, co proponujesz, pozostaje w sferze deklaracji - powtarzasz znane frazesy o „energii metafor” i „ich znoszeniu się”, ale nie pokazujesz, gdzie i dlaczego miałoby to zachodzić.

 

w efekcie to właśnie twoja wypowiedź staje się „szumem”, który nie przenosi wartości czytelniczej.

 

 

w tmoim tekście obrazy są świadomym wyborem: rytm, repetycja, gęstosć.

 

w poezji intensywność nie jest wadą - chyba że ktoś założy ją jako wadę z góry.

 

to nie jest problem poezji, tylko czytelniczego nawyku.

Piszesz, że interesuje cię obraz, który „coś robi”.

 

zgadza się - mnie również.

 

rożnica polega na tym, że ja pokazuję, co obrazy robią.

 

ty natomiast jedynie twierdzisz, że nie robią wystarczająco, nie wskazując gdzie.

 

to nie jest krytyka, tylko opinia ubrana w ton pewności.

 

możemy się różnić estetyką - oczywiście.

 

ale jeśli dyskusja ma dotyczyć rzemiosła, to fundamentem nie powinny być slogany o „nadmiarze”, lecz analiza.

 

bez niej twoje uwagi pozostają bardziej komentarzem o twoim stylu lektury niż o samym tekście.

 

 

 

 

 

konkludując.

 

twój pierwszy komentarz przyjąłem jako opis wrażenia kogoś kto interesuje się poezją chociaż błądzi w jej rozumieniu.

 

drugi komentarz jest głupim, nonszalanckim ogólnikiem który nic istotnego nie wnosi do rozmowy a jest powieleniem twojego braku intelektualnego rozumienia slowa pisanego.

 

 

 

 

 


 


 

 

Edytowane przez Migrena (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@viola arvensis

 

Ty i ta Twoja poetyckość myśli:)

 

ujmujesz mnie pięknem swojego wnętrza:)

 

swoją wrażliwością duszy i stanowczością myśli.

 

to jest cudowne w Tobie !!!!

 

dziękuję:)

 

 

 

 

@violetta

 

Violetko.

 

już działam w kierunku nowego bębenka.

 

tamten miał duszę afgańskiego pasterza kóz.

 

temu nowemu nadamy nowy wymiar - poetyckiej muzyczności naszego poetyckiego domu:)

 

 

 

 

Opublikowano

@Tymek Haczka

 

czytelnicy już wybrali przedstawiając swoje świetne komentarze !!!!

 

ale zostawmy to.

 

bo tak :

 

Twój pierwszy komentarz był mocny ale rzeczowy i z klasą.

 

odpowiedziałem merytorycznie.

 

Twój drugi komentarz miał wymiar nieco arogancki.

 

dobra - przeżyjemy.

 

ale to, że przykleiłeś się do wioli arvensis było niegrzeczne, nieeleganckie i podłe.

 

jesteś mężczyzną.

 

przeproś zwkłym słowem - przepraszam i uznamy sprawę za niebyłą.

 

i chętnie będę dyskutował z Tobą w przyszłości.

 

tylko teraz - po prostu zachowaj się jak trzeba !!!!

 

 

 

 

@violetta

 

Ty będziesz śpiewać a ja będę Ci przygrywał z cicha pojękując.

 

tylko muszę kupić nowy bębenek i go troszkę podrasować.

 

już go sobie wybrałem:)

 

będzie OK

 

 

 

 

 

Opublikowano

@Migrena

 

Wiecie co, weszłam tu z ciekawości dla wiersza, a zostałam dla… socjologii portalu.

Po kolei:
 -Tymek wrzuca dwie długie, konkretne analizy: pokazuje, które metafory działają, które się dublują, gdzie tekst się rozmywa. Można się z tym nie zgadzać, ale to jest normalna krytyka warsztatowa – z cytatami, przykładami, propozycją cięć.
-Migrena odpowiada najpierw całkiem ciekawym mini-esejem o wolności poezji – spoko, da się czytać.
A potem jedzie w „prostaku”, „inteligencji ściany miejskiego szaletu” i żąda przeprosin.
W sekundę z redaktora staje się samozwańczym dozorcą elegancji.
-Viola z kolei startuje od miłego komplementu dla autora, żeby po chwili przejść do „zamknij dziób” i diagnozowania, kto tu „kracze dla przyjemności”.

Z boku wygląda to tak, że jedyna osoba, która przez cały czas trzyma się tekstu, to właśnie Tymek.
Reszta bardzo szybko porzuca wiersz na rzecz obrony towarzystwa i ustawiania rozmówcy do szeregu.

Jeśli ktoś naprawdę wierzy, że „prawdziwa poezja” broni się dialogiem, to może nie jest najlepszym pomysłem:
    A. wyciągać ciężką artylerię w stylu „prostak, przeproś i zamkniemy temat”,
    B. nazywać normalną polemikę „krakaniem wrony”,
    C. a potem jeszcze stawiać siebie i koleżankę jako „uznaną poetkę” ponad wszelką krytyką.

Bo z perspektywy czytelnika spoza kółka wygląda to dokładnie jak to, o czym Tymek napisał w swoim wierszu (Między lajkiem, a ciszą) o towarzystwach wzajemnej adoracji:
łatwiej przykleić etykietkę krytykowi, niż uczciwie odpowiedzieć na pytanie:
czy ten tekst naprawdę potrzebuje aż tylu fajerwerków?

Podsumowując: „Upojony zimą” ma momenty świetne i momenty przegadane.
Tymek nazwał to po imieniu.
Za to go tu grillujecie – nie za ton, tylko za to, że ośmielił się nie klaskać w rytm.

I to, szczerze mówiąc, mówi więcej o kondycji tutejszej dyskusji niż o jego „inteligencji” czy „prostactwie”.

Opublikowano

@Migrena Piękna ekspresja zimy,która jest siłą absolutną.Przenika ciało i umysł - poddałabym się takiemu rytuałowi oczyszczenia i odczuwania świata w jego najbardziej surowej postaci. Piękne metafory i obrazy - piszesz niezwykłe teksty. Pozdrawiam. :) 

Opublikowano

@Christine

 

jesteś :)

 

jeszcze nie wczoraj, ale już dzisiaj.

 

jeszcze bez magicznego wiersza ale ze słowem swoim przyjaznym.

 

i jakby Słońce mnie oświetliło :)

 

światłem ciepłym :)

 

 

dziękuję Christi :)

 

serdeczności :)))))

 

 

 

Opublikowano

@Migrena :)piszę na smartfonie bo jestem w podróży i ciężko mi idzie  bo robię to pierszy a teksty są długie. Doszłam do wniosku, że ten portal nie jest dla mnie, nie jestem żadną poetką i wolę skupić się na odbiorze. Mam już swoich ulubionych autorów. :))))

Opublikowano

poezja jest wyrazem ducha , uczuć których nie sposób opisać ni nazwać prostymi słowami . Jeśli wiersza nie rozumiesz lub ci się nie podoba to znaczy że masz inne obrazowanie , jedni lubią jakieś jedzenie a inni nie , jedni lubią aktywny wypoczynek a inni lubią leżeć na plaży cały dzień i będą mieć inne emocje na te same obrazy .
jeśli ktoś wiersz  odbiera jako szum to też jest wartościowa informacja . nie ma co się dawać wytrącać z równowagi. A rzemiosłem i kunsztem w poezji jest zrozumienie tych prawideł. To jest głęboki wyraz osobistych wewnętrznych obrazów. to samo się tyczy innych dziedziń jak malarswo czy fotografia.
Ja na przykład uważam obraz Monalisa za bardzo słaby zwyczajny portret z jakąś tam estetetyką przestrzenną kadru.  tak wiem super kreska czy coś itp. ale na ścianie bym tego nie powiesił, nie ma na co patrzeć . i nie przeszkadza mi to że ktoś to uwielbia , jak bym miał to bym odrazu sprzedał. 
Mam nadzieję że mój komentarz wszystkim trochę pomoże.

I nie radzę ze mną dyskutować  ;) 

Opublikowano

@Migrena

 

migrenko:) 

 

wiem, że narażę się pewnie na stertkę inwektyw, zsyłkę na zakutą lodem syberię albo banicję, ale także wyrażę swoje zdanie 

 

uważam, że tymek napisał recenzję twojego wiersza na najwyższym poziomie, wg mnie wykazał się wysoką merytorycznością i trafnością uwag, rzetelną analizą i obiektywnością, przedmiotem jego badań był tu tekst, nie autor i moim zdaniem, w żaden sposób nie naruszył godności wiersza, ani autora, wg mojej opinii napisał to wszystko zachowując najwyższy stopień kultury wobec drugiego człowieka, z poszanowaniem autora i jego wiersza, a ewentualną UZASADNIONĄ krytykę, zabezpieczył, zrównoważył UZASADNIONYMI pochwałami 

w żadnym momencie recenzji nie zauważyłam aby tymkiem kierowała jakaś zła intencja, tymek nigdzie nie podważa twoich kompetencji jako poety ani twórcy, twoich zdolności poetyckich, wręcz przeciwnie, te także są docenione. 

(myślę, że sama chciałabym poczytać taką recenzję swoich arcydziełek ale takimi pierdółkami nikt się, na serio, nie zajmuje :P)

 

na to wszystko wchodzi pani viola arvensis cała na biało i atakuje tymka:

 

"Twoja swoboda pisania, które jest zawsze porywające i pobudzające - jest imponująca, a inni mogą się tylko od Ciebie uczyć.

 

 

"Ptak co z lotu sokolego słynie nie uwije gniazda na nizinie"

 

Ty w poezji jestes takim sokołem i musisz sie liczyć z tym, że od czasu do czasu przyleci do Ciebie jakaś wrona krakać - z niezrozumienia czy tam zwykłej zazdrości."

 

nie wiem skąd pani viola ma takie informacje, że tymek mógłby się uczyć od migrenki? 

wywróżyła to ze swojej ręki? z chmur? 

tymka znam około 18 lat, z innego portalu poetyckiego, migrenę czytuję, sądzę, że w ogóle jest dobrze, jak ludzie uczą się od siebie, wzajemnie, korzystają ze swoich potencjałów i potrafią się nimi podzielić, tak jak to zrobił np. tymek, a kto miałaby i czego się od siebie uczyć, nie mi rozsądzać, pani violi także, nie zna możliwości tymka, bo ich jeszcze nie pokazał, ale pani viola już wydała werdykt.  

nie wiem na jakiej podstawie pani viola, określiła profesjonalną recenzję wiersza krakaniem, czy w ogóle ją przeczytała, ze zrozumieniem? czy ma jakaś obsesję na punkcie wron? ale to akurat powinna być jej prywatna sprawa, bo nie dotyczy ona wiersza, ani dyskusji o nim. 

na jakiej podstawie pani viola uważa, że recenzja powstała "tam ze zwykłej zazdrości"? 

dla mnie to wygląda na braki pani violi z czytania ze zrozumieniem ponieważ recenzja nie odbiera autorowi talentu, wręcz przeciwnie, docenia potencjał, poza tym czy komuś z zazdrości chciałoby się wysilać i marnować czas, na tak poważną analizę? 

nie wiem, jakim człowiekiem jest pani viola, ale to, że pierwsze co jej przyszło do głowy, po przeczytaniu nie w 100% pozytywnej recenzji, to zazdrość, jest ciekawe ... 

następnie, po kulturalnej odpowiedzi tymka, pani viola przebiera się za terrorystkę i każe mu zamknąć dziób. 

dla mnie jest wyraz braku argumentów i przemoc werbalna, można to także interpretować jako akt pogardy podszyty agresją 

 

a ty migrenko każesz (a kim ty jesteś, aby komuś coś kazać?)  tymkowi przepraszać panią violę????? 

 

no nie, to pani viola powinna przeprosić tymka, 

i ty też, po wiadrze pomyj które tu na niego wylałeś 

 

i tak, przyznałam sobie prawo do odezwania się tutaj, ponieważ tymek jest moim wieloletnim kumplem, pomimo tego, że moje arcydziełka nie wzbudzają w nim zachwytów (pewnie z zazdrości, heheheh) poza nielicznymi, jest wielkim poetą, filozofem, wielkim, pięknym człowiekiem i na pewno kierują nim pozytywne intencje oraz szacunek do drugiego człowieka, również poety, który został tutaj NIEZASADNIE obrażony, lump już chyba znikną, i to jemu należą się przeprosiny, także od wielmożnej pani violi arvensis!

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •  

      Narodziły się z człowiekiem, dopasowywały się do niego w różnych fasonach i krojach. Pierwsze organiczne wdzianka, skóry zwierząt i włókna roślin.
      Rozwijały kulturę farbowania, czyszczenia i z czasem ozdabiania, wszelakimi wzorami. Rosły w potęgę a przy nim dwunożny twórca. Jednooki Yuke przejął panowanie na przylądku wysypiska śmieci "Tennaszmaty" już jako weteran krawiec na miarę nowej cywilizacji. Nawet Diabeł ubierałby się na wybiegi i nie od parady, gdyby nie jeden incydent.

      Podania głoszą o nadprzyrodzonych mocach łachów. Widziano je w różnych dziwnych miejscach jak gacie w krzakach w upalny dzień, czy spodnie z bluzką przy plaży na ręczniku.
      Co to były za widoki, aż sam krawiec mrugał w zachwycie pod szmacianą opaską na oku.

      Ale nie zawsze miały takie superaśne lajfy. Raz kiedyś, tak ze kilka latorośli wstecz, kiedy jeszcze szyły je igły w rękach elfów jeden z najmłodszych pociął je nożykiem do strugania drewna. Przyszły obrońca natury, miał na imię Gimzielony z Lasu wieczności.

      Władca szmaciany kiedy zobaczył strzępy obdarusów wpadł w ogromną dolinę złości i zemsty. Przesiąkł do ostatniej nitki żywym kwasem o zgrozo czarnej magii.
      Wyszedł z tego nie do końca cały. Yuke zmienił oblicze na agresywną reklamę. Gdziekolwiek nie spojrzał wyskakiwały oferty, kup teraz! Płać za nas śpiewem ptaków. Najwyższa jakość!

      Nadał imiona swojej nowej armii, z produkcji maszynowej. Ciuszki i łaszki, cnotliwe stringi i gryzące wełniane kalesony. Swetry duszące golfy. Skarpetki jadowite węże i nasączył je magicznymi barwnikami.
      Rzucił wyzwanie Elfom, zadał pierwszy cios w ich rękodzieła.

      Skrzydlatym istotom zaczęły odpadać uszy, zmieniały wygląd bliski homo sapiącemu. Drapały się i traciły włosy. Nie potrafili chodzić nadzy, atakujące coraz silniej ich jasne ciała paskudnie inwazyjne substancje, wchłaniane przez rozdrapane rany pogłębiały proces przemiany.



      Pewnego letniego popołudnia, a było to kilkanaście Gimgroszka latorośli później, kiedy dorósł do roli Elfa, pozbawiony praw natury, przez Yuki, postanowił odwrócić zaklęcie.
      Uszyte samodzielnie ubrania z eko bawełny rozrastały się na polach uprawnych w pobliżu elfiego dawnego imperium.

      Yuki włóczył się po wysypisku przyglądając mozaice poddanych, nie zauważył, że wszystko to pochodzi z szaf Śmierci. Rozrzutna zakupoholiczka nabywała coraz więcej i wyrzucała, niewygodne przemodniałe z jednodniową datą do użytku lumpy.

      Świat urósł jak kolorowa dynia i napęczniał do granic możliwości.
      W ten jeden jedyny dzień raz na 99 lat, spotykali się łachonieumarli Elfy z Yukim.
      Sala była wyposażona w środki do zabijania pluskiew i wszy.
      Te przydomowe zwierzęta, namnażały się zbędnie szybko.
      Na tronie z lisiej skóry siedział stwórca, z zasłoniętymi oczami. Koniec reklam.

      Obrady zostały przerwane, do sali wszedł Gimgroszek z przytupem.
      – Czas na rozejm! – krzyknął wymachując kartonikiem z magicznym proszkiem.
      Yuke uniósł się czarną dumą i rzucił w młodego o pyszałka stertą dawniej pociętych zwłok swojego ludu.
      – Jak zdołasz im przywrócić dawną klasę, ty zarozumiały jeszcze elfi smarku. – Największy szmaciarz opadł z sił zagniewany. Na czarno purpurowych licach wyskoczyły ropuchowate pory.
      Czar czarnej farby, przedostawał się do jego zalterowanego ciała coraz głębiej.
      – Oto nowość, mydło szary osioł z mleka siarczystego jak obłok po piorunie! – wykąp się w nim, a ja zaceruję i ożywię te skrawki kultu.

       


      – Zakład stoi! – oddasz mi połowę twoich nieskazitelnych podwładnych, ja uczynię z nich zrównoważoną rasę. – Gimgroszek zastanawiał się przez chwilę.
      – Pod warunkiem, że użyjesz ekologicznych środków do zabarwiania ich umysłów. Muszą być dobrzy i żyć kolorowo.

      I tak się stało, strumieniem świadomości, wysypisko zamieniło się w raj turystyczny nudystów.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Alicja_Wysocka   Komu ?

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      dziękuję! Pozdrawiam Ciebie Alicjo
    • @Annna2 Powiem tak, wolę próbować niż być próbowanym :) @Marek.zak1 No jak to - rodziny i komfortu z tego nie będzie :) Nie ma zadośćuczynienia światu nie rokuje to zbyt dobrze :) @Poet Ka Który zwrot irytuje? Chodzi o któryś ze zwrotów językowych, czy o zwrot podejścia, czy o coś jeszcze innego? :)
    • " ja tutaj"                                            -  SOS :)    
    • Narodziły się z człowiekiem, dopasowywały się do niego w różnych fasonach i krojach. Pierwsze organiczne wdzianka, skóry zwierząt i włókna roślin. Rozwijały kulturę farbowania, czyszczenia i z czasem ozdabiania, wszelakimi wzorami. Rosły w potęgę a przy nim dwunożny twórca. Jednooki Yuke przejął panowanie na przylądku wysypiska śmieci "Tennaszmaty" już jako weteran krawiec na miarę nowej cywilizacji. Nawet Diabeł ubierałby się na wybiegi i nie od parady, gdyby nie jeden incydent. Podania głoszą o nadprzyrodzonych mocach łachów. Widziano je w różnych dziwnych miejscach jak gacie w krzakach w upalny dzień, czy spodnie z bluzką przy plaży na ręczniku. Co to były za widoki, aż sam krawiec mrugał w zachwycie pod szmacianą opaską na oku. Ale nie zawsze miały takie superaśne lajfy. Raz kiedyś, tak ze kilka latorośli wstecz, kiedy jeszcze szyły je igły w rękach elfów jeden z najmłodszych pociął je nożykiem do strugania drewna. Przyszły obrońca natury, miał na imię Gimzielony z Lasu wieczności. Władca szmaciany kiedy zobaczył strzępy obdarusów wpadł w ogromną dolinę złości i zemsty. Przesiąkł do ostatniej nitki żywym kwasem o zgrozo czarnej magii. Wyszedł z tego nie do końca cały. Yuke zmienił oblicze na agresywną reklamę. Gdziekolwiek nie spojrzał wyskakiwały oferty, kup teraz! Płać za nas śpiewem ptaków. Najwyższa jakość! Nadał imiona swojej nowej armii, z produkcji maszynowej. Ciuszki i łaszki, cnotliwe stringi i gryzące wełniane kalesony. Swetry duszące golfy. Skarpetki jadowite węże i nasączył je magicznymi barwnikami. Rzucił wyzwanie Elfom, zadał pierwszy cios w ich rękodzieła. Skrzydlatym istotom zaczęły odpadać uszy, zmieniały wygląd bliski homo sapiącemu. Drapały się i traciły włosy. Nie potrafili chodzić nadzy, atakujące coraz silniej ich jasne ciała paskudnie inwazyjne substancje, wchłaniane przez rozdrapane rany pogłębiały proces przemiany. Pewnego letniego popołudnia, a było to kilkanaście Gimgroszka latorośli później, kiedy dorósł do roli Elfa, pozbawiony praw natury, przez Yuki, postanowił odwrócić zaklęcie. Uszyte samodzielnie ubrania z eko bawełny rozrastały się na polach uprawnych w pobliżu elfiego dawnego imperium. Yuki włóczył się po wysypisku przyglądając mozaice poddanych, nie zauważył, że wszystko to pochodzi z szaf Śmierci. Rozrzutna zakupoholiczka nabywała coraz więcej i wyrzucała, niewygodne przemodniałe z jednodniową datą do użytku lumpy. Świat urósł jak kolorowa dynia i napęczniał do granic możliwości. W ten jeden jedyny dzień raz na 99 lat, spotykali się łachonieumarli Elfy z Yukim. Sala była wyposażona w środki do zabijania pluskiew i wszy. Te przydomowe zwierzęta, namnażały się zbędnie szybko. Na tronie z lisiej skóry siedział stwórca, z zasłoniętymi oczami. Koniec reklam. Obrady zostały przerwane, do sali wszedł Gimgroszek z przytupem. – Czas na rozejm! – krzyknął wymachując kartonikiem z magicznym proszkiem. Yuke uniósł się czarną dumą i rzucił w młodego o pyszałka stertą dawniej pociętych zwłok swojego ludu. – Jak zdołasz im przywrócić dawną klasę, ty zarozumiały jeszcze elfi smarku. – Największy szmaciarz opadł z sił zagniewany. Na czarno purpurowych licach wyskoczyły ropuchowate pory. Czar czarnej farby, przedostawał się do jego zalterowanego ciała coraz głębiej. – Oto nowość, mydło szary osioł z mleka siarczystego jak obłok po piorunie! – wykąp się w nim, a ja zaceruję i ożywię te skrawki kultu.   – Zakład stoi! – oddasz mi połowę twoich nieskazitelnych podwładnych, ja uczynię z nich zrównoważoną rasę. – Gimgroszek zastanawiał się przez chwilę. – Pod warunkiem, że użyjesz ekologicznych środków do zabarwiania ich umysłów. Muszą być dobrzy i żyć kolorowo. I tak się stało, strumieniem świadomości, wysypisko zamieniło się w raj turystyczny nudystów.
    • @Berenika97 dlaczego się nie nadaje? różnie bywa... @Berenika97 ale chyba dziadek nie był queer

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...