Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

to może każdy napisze skąd jest? zrobimy liste miast, zobaczymy które obfituje najbardziej w "poetów":) taka propozycja, bo wieje nudą. Może ktoś prócz mnie jest z Wrocławia?
a może ktoś napisze o jakimś miłym miejscu gdzie warto zajrzeć,w końcu zbliżają się wakacje...

  • Odpowiedzi 144
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Szczecin. Kiedyś było nas dwóch, ale Marcholt coś tu dawno nie zaglądał. Za rzaka bywa też majka em... - również Szczecinianka. O większej ilości nic nie wiem :)

Opublikowano

Ale do Szczecina zapraszam równie chętnie, choć wielu twierdzi że to prowincja prowincji co się zowie - uprzedzam z góry lojalnie :) chętnie wpadłbym do Wrocławia, żeby odwiedzić Strzegom, Świdnicę, Nowy Kościół, Sokołowiec (trochę dalej już, ale ciągle te strony), bo tam - kurka - zasobnie u Was w różne kamory ;)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



No a ja ? Wiem, że nie na stałe, ale w końcu co roku choć miesiąc wdycham to portowo-parkowe powietrze, no a jedenaście pozostalych - to już inna historia... co nie znaczy, że nie możecie mnie odwiedzać ;)
Opublikowano

we wrocku zawsze jest pełno ludzi, a już na starówce, to w nocy więcej niż za dnia, no ale podobno jest tu 300 klubów w tym na starym mieście ok100...ja tam nie wiem wolę nad odrę z żubrem:)(kwestia niepalenia )

Opublikowano

[quote] No a ja ? Wiem, że nie na stałe, ale w końcu co roku choć miesiąc wdycham to portowo-parkowe powietrze, no a jedenaście pozostalych - to już inna historia... co nie znaczy, że nie możecie mnie odwiedzać ;)



Przepraszam, nie chciałem urazić Francuskiego Łącznika ;) bierze się to tylko z faktu, że dotychczas nie miałem przyjemności poznać, ale słyszałem niejednokrotnie, nawet od samego Marcholta :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




×
×
  • Dodaj nową pozycję...