Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Artemis plus jeden
 

Ostatni dzień kwarantanny nie należał do najcudowniejszych.
Ja, czterech mężczyzn i dwie kobiety obgadaliśmy naprawdę wszystko — nawet sprawę seksu w nieważkości.
Wyglądało to obiecująco, ale nie było jednak naszym zadaniem.

Pomieszczenie nie było duże, całe oszklone.
Wygodne siedzenia pod oknami i stół pośrodku z krzesłami, gdzie mogliśmy jeść w spokoju.
Wyświetlacze z przodu komory pokazywały dane i aktualne wiadomości.
Okna pod nimi wychodziły na rampę prowadzącą do platformy startowej: niezwykle płaską, metalową i nieludzką.

Po drugiej stronie — owalny korytarz prowadzący do naszych kwater i łazienki.

Gdyby ktoś chciał, mógłby pozostać w odosobnieniu, ale to nie był charakter naszej załogi.
Z przyjemnością wymienialiśmy doświadczenia i uwagi — nawet żółtodziób Novak.

Po raz pierwszy w historii mieliśmy przetestować napęd inercyjny.
Symulacje i testy wyglądały obiecująco, ale teraz mieliśmy to sprawdzić z prawdziwymi ludźmi na pokładzie.
Nikt nie wiedział, jak to się zakończy — nawet Mateo Torres, specjalista od systemów plazmowych.

Wpatrywałem się w poranne słońce, zastanawiając się, jak będzie wyglądać stamtąd, ze stacji IRIS.

Mieliśmy jeszcze dużo czasu.
Te same osoby w pomarańczowych skafandrach ochronnych pojawiały się i znikały; wiecznie wpatrzone w tablety, jakby nasze życie było najmniejszym elementem w tej układance, od czasu do czasu spoglądając w ogromne okna.

Kwarantanna była konieczna — pokazały to wcześniejsze misje Apollo i Artemis.
Zdrowie było kluczowe, równoważne ze świadomością umysłu i doświadczeniem.

Tak — osiem, dziewięć G to już przeszłość, ale nikt nie wiedział, czy nie zostanie z nas mokra papka.
Myszy przetrwały, więc nadzieja była po naszej stronie.

Wpatrywałem się w pentagonalną rampę, dosłownie stanowiącą przedłużenie napędu inercyjnego.
Wiem, że to dziwne, ale nasza przyszłość zaczynała się daleko poza tą rakietą.
Już w momencie opuszczenia schronu stawaliśmy się osią napędową — częścią rakiety, która miała nas wznieść do stacji, jakby wszechświat zaginał się do naszej rzeczywistości pooranej wojnami i chorobami.

Nie rozumiałem tego, ale widziałem, że właśnie tak jest.
Z jednej strony fizyka, a z drugiej mistycyzm.
A może mi się wydawało?

Ostatni posiłek był zwyczajny, pozbawiony mięsa.
W ogóle otrzymywaliśmy mało białka zwierzęcego, ale wszystko było smaczne i chyba zdrowe.
Wydaje mi się, że specjaliści z NASA wiedzieli, co robią.

Holofon rozbrzmiał na nadgarstku, przeciągając się między fonią a hologramem.
— Dzień dobry, skarbie — powiedziałem.
— Dzień dobry, kochanie. Bardzo za tobą tęsknimy…

— To ostatni dzień…
— Wiem o tym, dlatego dzwonię. Miałam zły sen. Victoria płakała w nocy… przepraszam…
— Kocham cię, Meg, i kocham Victorię. Wrócę, obiecuję. Mamy naprawdę dużo do zrobienia razem.
— Wiem, kochanie, ale nadal się martwię. Nie potrafię spokojnie czekać.
— Wierz mi, wszystko będzie w porządku. Naukowcy wszystko wyliczyli i nie ma się czym martwić. To tylko kilka dni i będę z powrotem.

Łzy napłynęły mi do oczu.
— Nie zostawię was — dodałem. — Obiecuję.

Cisza po drugiej stronie przywaliła mnie bardziej niż pięciokilowy młot.
Wiedziałem, że kłamię.
Wiedziałem, że to bzdury, ale nie mogłem myśleć o sobie.
Musiałem uspokoić Megan i wytłumaczyć, że wszystko będzie dobrze.

Ale…
nie wiedziałem, jak to zrobić.
— Kocham cię, Kai. Wróć do mnie.
— Wrócę, skarbie. Nie martw się.

Cisza wbiła się w rozmowę.
Chciałem opowiedzieć o obawach i demonach, ale nie mogłem.
Musiałem to zostawić dla Hanari, naszej biolożki, która rozumiała psychologię lepiej niż niejeden psychiatra.

— Jeszcze dwie godziny, skarbie, i zadzwonię do ciebie z orbity.
— Wiem… ale się martwię.
— To nic złego, Meg. Za bardzo cię kocham, żeby cię stracić.
— Wiem, Kai. Wróć do nas. Kocham cię.
— Kocham cię — odpowiedziałem.

Holofon zamilkł.

Vaara, nasza ekspertka od pól kwantowych, słyszała wszystko.
Bez słuchawek nie dało się wyciszyć holofonu tak samo jak przestarzałego smartfona.
Patrzyła na mnie pytająco, ale nie odpowiadałem.
To nie jej sprawa.
Są inne problemy.

Patrzyłem teraz na platformę.
Wzniesiona na wysokość czterdziestu metrów prowadziła prosto do statku, bez zbędnych przystanków.
Wiedziałem, że kiedy przejdę przez śluzę, to będzie już koniec wszystkiego…

Ciekły azot wypełniał przestrzeń między nami.
Ja i statek.
Ja — pierwszy pilot.

— Kocham was — pomyślałem, sięgając po kubek z kawą.

W tej chwili zrozumiałem, że rozpoczęła się podróż całej ludzkości.
Nie tylko moja, ale nas wszystkich zgromadzonych w głównej sali.

Jak wiele słyszeli? Nie pytałem.
Kawa była jeszcze gorąca.

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Edytowane przez Tectosmith (wyświetl historię edycji)
  • Tectosmith zmienił(a) tytuł na Artemis plus jeden
Opublikowano

@Tectosmith

To opowiadanie porusza kilka głębokich wątków. Główny bohater stoi w obliczu fundamentalnego konfliktu — miłość do rodziny kontra historyczna odpowiedzialność jako pilot misji kosmicznej. Musi skłamać, żeby uspokoić bliskich. To pokazuje cenę, jaką płacą pionierzy.

Podróż w nieznane wymaga poświęcenia i wiary, nie pewności.

Jest samotny, pomimo że jest częścią załogi, jego lęki i zwątpienia musi nosić w sobie.

Moment wejścia przez śluzę to metafora momentu, w którym wszystko zmienia się nieodwracalnie.

Na koniec bohater uświadamia sobie, że to nie jego osobista podróż, ale ludzkości. Indywidualny lęk staje się znacznikiem historii całej cywilizacji.

Ciekawe opowiadanie, czy to fragment większej całości?


 

Opublikowano

@Berenika97Tak, to fragment większej całości nad którą pracuję równolegle do Korda. Sam początek, który pokazałem to chwila natchnienia, ale jest do przerobienia na przyszłość. Jak dobrze pójdzie przedstawię drugą część w tym roku. Muszę poważnie uzupełnić swoją wiedzę :-) 
Dziękuję CI bardzo za czytanie i pozdrawiam serdecznie. 

Opublikowano

@Tectosmith O, ja Cię...! Czułam emocje czytając, a to znaczy, że to bardzo dobry kawałek. Dla mnie świetny, choć nie jestem ekspertem. Przypomniał mi się film "Interstellar". Zapewne widziałeś. Bardzo dobrze zbudowałeś tu napięcie, emocje i niesamowitą ciekawość u czytelnika (czyli mnie) - co dalej?

Pozdrawiam serdecznie

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Los podarował mi ciebie Dał szansę aby Cię kochać Czuć zapach Twoich włosòw Poznawać smak Twojego ciała Ty odwzajemniłaś miłość usmiechem Oddałaś mi  siebie Nie żadając nic wzamian Nie budowaliśmy zamkòw Nie były nam potrzebne Cały sens życia zamknął się  W dwòch słowach  We dwoje     
    • @Alicja_Wysocka Piękny, romantyczny wiersz utrzymany w bardzo dobrym klimacie :) - a w dyskusji dodatkowo zabarwiony starą, dobrą muzyczną Balladą - super. :) "(...)  Nie dla sławy piszemy ni dla pustych braw lecz by w słowie ocalić to, co w duszy trwa (...)" Pozdrawiam serdecznie! J. J. Zieleziński
    • Paw z denaturem   Pewien Artur kierowca z Wrocławia  Będąc głodnym zapierniczył pawia Zjadł go razem z piórem Zapił denaturem Teraz się bólem brzucha wymawia.
    • A wiecie, że wydarzenia z roku 1956 mają znacznie większy kontekst (także odnośnie czasów obecnych)? Posłuchajcie proszę pani dr Ewy Kurek z poniższego wywiadu udzielonemu TV "Niezależny Lublin". Naprawdę warto.   Pani dr Ewa Kurek przedstawia tło sytuacyjnie po śmierci Józefa Stalina w 1953 roku, zaś w 6 minucie i 54 minucie wspomina poznański Czerwiec 1956 roku, a następnie jaki to miało wpływ na dalsze wydarzenia, które eskalowały do TEGO stopnia, że na Warszawę ruszyły ruskie wojska (normalnie stacjonujące w zachodniej Polsce) i było tak, że... POLSCY strażnicy więzienni zawarli z POLSKIMI więźniami układ o nieagresji i wspólnym bronieniu Polski z więziennych murów (z więzienia w Rawiczu, gdzie wówczas więzieni byli Żołnierze Niezłomni z Armii Krajowej) na wypadek gdyby ruscy zaczęli atakować. A dlaczego ruscy ostatecznie nie zaatakowali? Odpowiedź na to jest zawarta w świetnym i arcyciekawym wywiadzie z panią dr Ewą Kurek, do którego obejrzenia gorąco zachęcam. A gdyby ktoś nie lubiał (albo nie miał czasu na słuchanie) pani dr Ewy Kurek to podaję jeszcze nieco krótszy artykuł (link poniżej):

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Osobiście uważam, że większe rozeznanie (co, jak i dlaczego) każdy uzyska kiedy poświęci te kilka minut (dosłownie do 28 minuty) na obejrzenie filmu z YouTube gdzie jest to świetnie i bardzo ciekawie wytłumaczone. Pozdrawiam serdecznie! J. J. Zieleziński  
    • @Starzec a co jeśliby zamienić przymiotniki? Bardzo ciekawy wiersz. Trochę przypomina haiku
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...