Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Tak to już jest
Cementowa igła na jeden dzień snu
Odlana ze srebra 
Kolorowa wściekła czerń 
Wybrana wśród osób 
Nieważna 

 

Dotyk kolana boli 
Wśród tylu nocnych flag - dzień 
Dobrostan kiedy polegam na stu
Wyobrażam sobie igłę jak się ściera 
Zakańcza pewien rozdział od zera 
Poczyna stawać niewoli uśmiech 
Stawać się wraz z jeansami 

 

Niebotyczne wezgłowia nie nachalne 
Jak kosmos przebrane w walące się wieżowce komfortowe 
Nigdy dotąd faktem 

Plecy wołające o pomstę 

 

Czajnik pieniędzy łzy Moniki 
Ekstrawagancko wzniesione ku otchłani 
Leżą nożyczki, leży Pani Kleopatra 
Na wszechświata stronie 
Nieważny lot ponieś

 

Czy to delikatny zwrot twardego alabastru?

Kołnierzyk to sen sprzymierzeńca 
Dla duchowych istot poniewierka 
Ale czy to już niska powłoka?
Kreacja dziwnych stworów 
Zdumiewa mnie łączący się wdech na wydechu 

 

Filozofia oferująca różne sosy
Światopoglądy reagujące na światło 
Myśli które panują nad zamkiem 
Aż zamknąć nie da się wzrokiem 

Bożym palcem umiejętność ścigania czasu

 

Kiedy koniec?
Dlatego warto umrzeć w kropkach snu jazzu i eksperymentalnej muzyki klasycznej 
Bo bojowa troska już się na duży nie uśmiech czai

 

Walcz o to co się stało, o Ty posępny 
Przemyśl każdą chwilę w regresie do poprzedniego życia 
Zdaj raport z innych wymiarów 
Z daleka echo wielkich rodzajników 
Gatunków przyszłości 

 

Refleksja nad kołnierzem drzewa
Czy w końcu stanie się płynna?
 

Edytowane przez Perykles (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...