Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

List z bloku o segregacji


Rekomendowane odpowiedzi

Gość vioara stelelor
Opublikowano

@Alicja_WysockaWyborna satyra pokazująca bezkompromisowo paradoks naszych czasów.

Zapomniałaś jeszcze o tym, jakim ciężkim przestępstwem jest wrzucenie do śmietnika starej dziurawej skarpety!

Opublikowano

@tie-break Aaa, tę starą skarpetę, stareńka osoba, która ledwie chodzi, albo w ogóle, ma zanieść, zawieźć, najpewniej polecieć na miotle do specjalnego punktu.

Według nowych regulacji każda gmina będzie musiała zorganizować selektywną zbiórkę odpadów tekstylnych. Obejmować ona będzie ubrania, tkaniny domowe oraz dodatki takie jak szaliki czy czapki,

a także obuwie.

Już się rozpędzam. 

Opublikowano (edytowane)

Mam jeszcze kilka pomysłów, może zgłosić?

 

1) Nowy przepis: skarpetę z dziurą zarejestrować w czterech egzemplarzach - dwa do archiwum, jeden do "muzeum absurdu.”

2)  Niechaj  każda dziura dostanie własny formularz i numer rejestracyjny.

3) Nie zapomnieć dowodu osobistego, względnie paszportu

4) Konieczne będzie zostawienie odcisków palców

5) Nałożyć podatek za nadmiar (w zależności od wagi)

6) W przypadku skarpet bez pary, obowiązkowe szkolenie z integracji społecznej.

6) b A gdyby skarpeta jednak odnalazła drugą - trzeba będzie ją natychmiast rozdzielić, bo zgodnie

z ustawą z 2025 roku, nie można łączyć odpadów tekstylnych w pary.

 

Rozporządzenie Ministra do Spraw Dziurawej Skarpety (Dz.U. nr 1, poz. 13)  (Małym drukiem, koniecznie)

Edytowane przez Alicja_Wysocka (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Przypisy urzędowe do Rozporządzenia Ministra do Spraw Dziurawej Skarpety

 

¹ Dotyczy również rajstop z uszkodzoną duszą oraz pończoch po przejściach emocjonalnych.
² Nie obejmuje dziur metaforycznych, duchowych ani tych w logice przepisów.
³ Dziury po kotach, psach i przypadkach losowych uznaje się za „akty natury” i zwalnia z odpowiedzialności włókiennej.
⁴ Osoby posiadające więcej niż pięć par skarpet z ubytkami mogą ubiegać się o status Kolekcjonera Strategicznego.
⁵ Naprawa dziur domowym sposobem (igłą, szydełkiem, zaklęciem) wymaga zgłoszenia do Wydziału Działań Naprawczo-Magicznych.
⁶ W przypadku stwierdzenia nielegalnego łączenia skarpet w pary – przewiduje się mandat w wysokości jednej nowej pary.
⁷ Wnioski o amnestię dla dziur przedawnionych należy składać do dnia 31 grudnia roku bieżącego, w godzinach od 8:00 do 8:03.
⁸ Wszelkie próby cerowania bez zgody urzędu traktuje się jako zamach na system.
⁹ W sytuacjach wyjątkowych (np. Wigilia, melancholia, niedziela) dopuszcza się symboliczne zszycie sercem.
¹⁰ Wzory formularzy można pobrać w Biuletynie Informacji Oplotowej (BIO) lub z internetu, jeśli akurat działa.

Edytowane przez Alicja_Wysocka (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Listem gończym z ostatniej chwili:

 

Poszukiwany Minister do Spraw Dziurawej Skarpety. Podejrzany o wprowadzenie w życie rozporządzeń

o dziurach bez konsultacji z sumieniem. Ktokolwiek widział - niech śmieje się głośno i zgłasza do najbliższego punktu absurdu.

Gość vioara stelelor
Opublikowano

@Alicja_WysockaDoskonałe!

Może powinnaś założyć i redagować jakiś kabaret z prawdziwego zdarzenia? To jest lepsze niż niejedne wypociny kabareciarzy z upadłego teatru lansowanych przez mainstream. Szkoda, żeby tak wyborne poczucie humoru się marnowało :)

Opublikowano (edytowane)

@tie-breakEee, tam czasem jakaś głupawka mi się przytrafi i później pusty śmiech mnie ogarnia.

Tak dzisiaj na poczcie, płaciłam rachunek, o kilka dni za późno, no zapomniałam.

Siedzę na wierszach, to i głowa w chmurach, a co?

Pani przy okienku zapytała czy ma przelać pieniądze natychmiast?

No ja myślę, że to jedno kliknięcie klawiatury, mówię.

A ona na to:

- Tak, ale to kosztuje 8 PLN

No 8 złotych za kliknięcie? To ja chcę taką robotę. 

 

No ile ja się tutaj naklikam i nic. 
Trzymajcie mnie ludzie - wolę zapłacić karę, wyjdzie jakieś 50 groszy. 

A niech tę pocztę pies powącha i gęś kopnie!

No i jak wróciłam, to tak mi się humor rozkręcił, bo jeszcze podwyżka za mieszkanie i śmieci. 
To co zostało?

Śmiech, bo co my możemy?

Edytowane przez Alicja_Wysocka (wyświetl historię edycji)
Gość vioara stelelor
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Otóż to.

W najczarniejszych czasach historii ludzie umieli się śmiać. Nawet podczas II wojny światowej jedną z wielu broni wymierzonych przeciw okupantowi była satyra. Wystarczy przypomnieć sobie film "Zakazane piosenki". Według mnie zresztą nic równie bezwzględnie nie demaskuje patologii w myśleniu, jak kabaret.

Opublikowano

@wierszyki 

 

Na cześć bohaterek domowego frontu – pończoch, które widziały wszystko

 

Rajstopy, ach rajstopy - wynalazek nie lada,
myją, czyszczą, włosy zbierają, wszystko się z nich składa.
Gumki, szmatki, bluzki z lycry, cuda na kiju,
aż człowiek się zastanawia -

czy to jeszcze garderoba,

czy już geniusz w żywiołowym stylu?

 

Ale przychodzi moment, gdy życie się plącze -
oczko ucieka, a dusza w rajstopie jęczy.
Nie pomoże lakier, ani magii dotknięcie -

bo co, jak oczko na dole?
czasem i nylon potrzebuje świętego wytchnienia.

Więc żegnaj, pończocho, królowo recyklingu,
matko mopów, gumek i innych wynalazków

z zacięciem do czynu.


Niech ci kosz lekki będzie, a wspomnienie miłe -
za wszystko, co wypolerowałaś w tej dolinie łez (i kurzu).

Bo jak widać – nie tylko człowiek szuka sensu w życiu.
Czasem i rajstopy chciałyby po prostu odpocząć,

- ale gdzie?

Na ławce w parku, utopić się w kibelku,

czy rozpuścić w zupie?

 

Ps. Od niedawna doszłam do wniosku, że ten film obejrzeli spece od wymyślania ustaw, 

no i natychmiast dopisali ustawy - do tego filmiku - nie inaczej

 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

w stare rajtki wrzuć cebule,
w stare gacie czosnku łeb,
i pamiętaj - szkoda wody,
ze zwieraczy - krople dwie.

 

(Ktoś ma z tego niezły fan, iż zgotował bigos nam.

Paris Hilton zna ten szyk, nie używa nawet fig.)

 

Pozdrawiam ;-)

 

Opublikowano

@Alicja_Wysocka

Jestem tak bardzo zły
do kosza na plastik wrzucam papier
segreguję tylko sny
na marzenia i koszmary

 

To początek mojego starego wiersza - satyra przednia - chociaż rzeczywistość nie za wesoła - u mnie teraz spółdzielnia ze wspólnotą walczy i są pozwy do sądu - też absurd bo wyliczyli do zapłaty kwotę za korzystanie z chodnika i placu zabaw i parkingu - teraz budują zamknięty na klucz śmietnik - jak wspólnota własnego nie zdąży postawić - nie będzie gdzie wyrzucać śmieci 

 

Opublikowano

@iwonaromaOj, znalazłaś mnie tutaj.

Sprzedają, to, co posortowane i tak zarabiają,

a nam bez końca dodatkowo podnoszą ceny. Dlaczego nie mogą dostawić kolejnego kosza na niepotrzebne lumpki? Chyba prościej niż otwierać jakieś punkty, zatrudniać ludzi, a nas przymuszać do zanoszenia gdzieś tam jeszcze. 

@ToyerO, Ty też mnie tutaj znalazłeś, miło :)

To może jednak nam powinni płacić za sortowanie?

Końca ustaw nie widać, jedna głupsza od drugiej. 

Opublikowano

@Alicja_Wysocka Twój wiersz Alu świetna rzecz, ja bym natychmiast do sejmu wysłał.

Może coś komuś zaświta?

Szkoda jedynie, że artysta się zwolnił jeden, bo teraz nie będzie już komu poprawnie przeczytać.

Co do starych, znoszonych skarpet. Jak chodziłem do podstawówki wywieszałem swoje

na antenach samochodów. „Skarpety” jednak zostawiałem w spokoju, powiedzmy że

w patriotycznym odruchu. Szczęście trafiało się głównie mercedesom, bmw i wyjątkowo

zaporożcom, z powodu ich niewątpliwej urody polegającej na próbie naśladowania bmw.

W każdym razie nic poniżej wartburga tej łaski nie dostąpiło.

Miłego wieczoru :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Elo, mi Logana i Bibiana goli mole
    • Arom Aaron. Oto nora Amora
    • A ta, wołku, kukłowata
    • @aff dziękuję

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • Krakoski givre m'enchante ─── „Ah ! Comme la neige m'a délaissé, Lavé mon cœur de sa pluie... Parmi les jours engivrés, Je m'enivre de mon ennui... Je m'engivre de mon destin..." [Hors d'] Nad moim półmiastem niebo mrozem zamarło, Jak ta na szybie łza, Nad moim niekrajem śnieg śnieży tak, Że świata okno mgłą szron skrył, jak moje ciało, Jak szybę życia, w mrozu ogród spopielił w białość... [Res medium] Nad moim niemiastem niebo tętni niczym czerwca odpust. Niebo delikatne jak najnowszy nów, A o zachodzie rzeka szara hymn śpiewa w słońca blues – Tam śpiewa „Alleluja” even bruk. A ja chwytam je szczytem serca… Szukaj spokoju tam, gdzie są ci ofiarowani: Ten czerwiec, Miłosz, Mrożek, Lem, i… To niebo ołowiane… Ono ci Ojcem, a synem samotrzecim – ty… O, niemiasto me! Sponiewierałem cię w rozterce... Jest tam na zachodzie – żelaznych ptaków port, Na północy – łuna Kombinatu Toksycznych Zórz. Na południu – aluminium płonący kort, Na wschodzie – matecznik, puszcza puszcz, A pod stopami, zwiędłycu map gorszy sort... A tu – północnych zorzy łuna łun, Tu – zachodniego wiatru arktyczny szkwał, O wschodzie, rzeki rzek szał – Na południu – jezior, jezior, jezior szum, A ponad mną ptaków powrotny klucz… Szukam podniety tu, gdzie śnią niemożliwy sen: Wciąż luty, Atwood, Cohen i Arcand… Śnieg, śnieg, w śniegu świat, po świata kres… Ona dobrą macochą mi, ma compagnonne, ma femme, Ta ćwierćojczyzna ma.   Ô mal adresse! Grzeszysz absencją co dzień, (Ja, je manque à l'appel)…, Tu, w inazylu mym, w abstraktu zastygły chłód: Fale, co w stalaktyty roztrzaskują się o Saint Laurent, Niebo ponuro zwisłe (comme chez Arcand), Tu, w nienowym Brest, słońca blask krwawy jak Cronenberg, Jak fleuve, co rozbija się o brzegu głód, Jak nadzieje na Saint-Jean, co rozbijają się o świtu brzeg… „Znajdziesz w końcu ujście”, szeleści mego serca prąd… "Gdziekolwiek jestem, na jakimkolwiek miejscu na ziemi, ukrywam przed ludźmi przekonanie, że n i e j e s t e m s t ą d.” Tam, w Laskach mych, lawą tryska żar: Wisły fal, co w czerwca skwar lgną do Ojcowskich skał, Nieba płonącego jak tańczący w Czar Par, Słońca, co zacina się jak album Lady Pank, Jak anioł stróż o Pod Aniołem budy bar, Jak Smok, co od wieków nie przestaje ziać, Jak ci, co pod Adasiem zimnym wzrokiem będą wciąż z bukiecikiem stać… [Ars carnae] "Nigdy nie znajdziesz spokoju”, mówi Pismo. A Słowo odpowie: „Nic się już nie zmieni”, Więc wybacz swym demonom, że im coś nie wyszło, Że twoje przywary są z tej tu ziemi, Że Omnia Tua – to duszy letniość, Bo dzwon Zygmunta zagrzmi w te tony: „Chwileczkę, proszę, będzie pochwalony… Nie wiś u diabła rękawa wciąż, dbaj o duszy higienę, Ta historia z szewczykiem poszła… w zapomnienie"... Masz tu port-aero na Zachodzie (na życia uciechy), Na Wschodzie – kołyskę (choć wątpliwego…), Na Północy – mumię tego (wiecznie żywego), Na Południu – góry z góry (to za grzechy…)! I choć niebo skwarne to jak u Chełmońskiego, W Mieście Krakuff wszystko jest tak niezmienne, Jak fale opływające Most Piłsudskiego… „Wszędzie znajdziesz jakąś miłość, niby ukojenie” – Tak szepce wzruszeniem nad sztuk sztuką Ułamek-Ławica, „Wracaj do źródeł”, krzyczy rozumu Labrador… "Jesteś, skąd jesteś, nie ma dla ciebie miejsca na tej zmieni;” I arktycznym prądem przeszywa cię jak matador Świadomość ta, dotąd skryta w dni cieniu: "N i e j e s t e m s t ą d.” - Kerouac z Księżyca. Tu, w szpitalnego korytarza półmrok wpadł lodowaty Iqualuut wwiew: Fali Saint Laurent, co w grudniową noc lasi się do bazaltów Ex Machina, Nieba zamarłego jak więźniarki w Unité 9, Słońca, co jest puste jak poczta głosowa Dédé Fortin'a, Jak bar przy boulevard Hamel, gdzie diabeł się sam upija, Jak wieloryby w Tadoussac, którym w płetwach zaparło śpiew, Jak Sacrilège'u ostatni zew… [Ars carnae] "Wciąż tylko wiatru niepełny niepokój”, mówi człowiek. A świat odpowiada: „Za późno”, Więc nie daj diabłu zapomnieć, że zrobił za dobrą robotę, Że twoje przedmioty stoją po złej oceanu stronie, Że your słowiańska krew – tutaj żebrze na próżno, A Notre Dame des Âmes Perdus ten tekst wydzwoni: „Proszę nie czekać, ten kraj jest zastrzeżony… Uprasza się nie wydzwaniać po Anioła Stróża, Ten numer z Winnetou się zajął, jak w lesie róża." Mam tu autoport na Zachodzie (po przebiegu), Na Wschodzie – Atlantyk (ten od Atlantydy…), Na Północy – las les Laurentides (wiecznie w śniegu), Na Południu – Stany (zastane w dyby)… I choć niebo tu twarde tel un Riopelle, W Citadelle wszystko wciąż płynie w kierunku, Jak fale, co Pierre Laporte wzięły na cel, Jak niestała stal Pont de Québec (ciągle w obstalunku)... „Niby znajdziesz miłostkę, pół-upojenie tu” – Tak dyszy pełną piersią chóru z Baru Fou ostatnie westchnienie… „Wracaj do źródeł”, wonieje morału swąd… "Gdziekolwiek byle nie tu, w każdym innym kącie ziemi, nie kryję, że nie mam do ciebie przekonania, nie rozumiesz, w y m i s t ą d!" [Pièce de résistance] „Religia to pokój Boży” – głosi Księga… chyba na Początek, Lecz czasopismo prawdę powie ci: „Nic się nie zmieni, Bo twoje pragnienia i cały tlen na ziemi, Wszystko, co nosisz – nie jest warte twej kieszeni”… A co ze spokojem? Pytia spokojnie odpowie… I ma rację ona, nie Kasandra: Czy tu czy tam, będziesz tracił zdrowie, To po co ci za każdym razem stłuczona filiżanka? Szukaj więc miejsca, gdzie uwierzysz chyba, Że ten luty to nie twoja Kasandra, Lecz wiecznie ci obiecywana Aleksandria, A tamten czerwiec – nie liczy się w rejestr, jak Atlantyda... Choć niebo i tu, i tam, i u Ubu, Jest jak diament ogniste, twarde niczym płomień, A o zachodzie, Popiół-Dni cię wita: „Zapraszamy do klubu!”, A zaschły atrament parkietu telegrafuje: „Wolny pokój tobie...”, I nawet twój pokój ci powie: „Daj pokój”, A coraz pustsze mieszkanie odrzeknie: „Tak z boku!” [Dés serres] Ach! Jak pada śnieg! Me okno w szronu sad rozkwitło... Ach! Wątek dni się rozsnuwa! Nad niemoim miastem niebo martwe jest, Jak ta łza, co uniknęła mego pokoju świetlikiem. Ach! Osnowa nocy światłu sztabę zasuwa... Ach! Ciemność widzę! Skąd przyjechałem? Dokąd jadę? Mróz ściął me nadzieje wszystkie: Jestem Południowym Krzyżem – Porzucony przez Polarną Gwiazdę... Ach! Gdzież smak poutine? Tak tęskno, tęskno mi... Ach! Jak śnieży śnieg! Wśród mrozem skutych dni, Ach! Ściął się życia ścieg... Nie tak.. A mad moim Uhr sierpień w śpiew jak w śnieg brnie, W śmiech, co strzaskał Hadesu drzwi! Ach! Wątek snów światło otworzyło mi! Ach! Widzę jasno: Skąd przybywam, gdzie gnam! Żar rozjaśnił duszę mą: Jestem jak lipca skwar – A tyś – moją ciemną Gwiazdą... Ach! Ten Cracovii smak! Ach! To mój gwiezdny czas... Wśród nocy, szalony bieg Ach! Spiął się życia ścieg... Ach! Jaki słońca blask! Tak.. [Ars carnae] I choć w Neverland „Wszystko, co masz, wciąż przekwita” (Tak mówi ci do ucha fala, która rozbija się po porcie Οὐτοπία)... To: „W Śródmorzu nie Mieć, lecz Być Różą zakwita”; Tak śpiewa ci rozbitek tysiąca nocy Acquae Vitae: "سقطت في هاوية التعاسة" ───  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...