Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

@Alicja_Wysocka

głęboka refleksja na temat natury poezji i aktu twórczego.


wiersz jest de facto ożywionym dialogiem z samym dziełem,
które staje się autonomiczną istotą.

to manifestem artystycznej wolności oraz apoteoza  poezji jako bytu pochodzącego z głębszego, duchowego źródła.


w drugiej części ten proces jest eksternalizowany
i skierowany na zewnątrz.

do czytelnika.

to ja nadam mu imię: PRZYJAŹŃ.

 

Aluś.

piękny wiersz popełniłaś !!!!

Opublikowano (edytowane)

@Migrena Wiesz, czasem myślę, że Przyjaźń, to większe słowo niż Miłość. Mam przyjaciół, którzy

z biegiem czasu, pomimo jego upływu, kilkudziesięciu lat stają się jeszcze bardziej potrzebni, czas tego nie psuje, są jakby bardziej wypróbowani. A miłość, choć powinna choćby z samej nazwy, być większa,

z czasem blednie, powszednieje i jeszcze coś bardziej gorszego przynosi.

Dziękuję za pomysł, przemyślę :)

Edytowane przez Alicja_Wysocka (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Alicja_Wysocka

 

z filozoficznego punktu widzenia Miłość to największa siła napędowa dążenia do Piękna i Dobra.

 

natomiast Przyjaźń to najważniejszy element szczęśliwego życia.

 

te dwa słowa nie są najważniejsze, ale są najpiękniejsze :)

 

 

jak to się cudownie dzieje,  że istnieją na świecie ludzie którzy potrafią o tym pisać wiersze - 

 

to Aluś o Tobie  :)

 

 

 

Opublikowano

@MigrenaNo nie żartuj sobie :)

Znam kogoś, bardzo bliziutko, kto oczekuje, że nazwę ją przyjaciółką, nawet mnie o to zapytała wprost

- czy my jesteśmy przyjaciółkami?

Byłam w małym kłopocie, bo myślę, że przyjaciółka powinna to wiedzieć, to się czuje - a ja nie wiedziałam co jej odpowiedzieć. Jak odpowiedzieć, jeśli nie chcesz urazić? 

Upatruję też kolejności w tych słowach, bo jeśli po przyjaźni przychodzi miłość, to chyba chyba jest bardziej poprawne niż odwrotnie. Jeśli odwrotnie - niezwykle rzadkie

 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Dla mnie to jest pestka wiersza.

Z tym, że poecie nie wystarczy po prostu - użyć słowa.

Artysta każde słowo stwarza od początku, nadając mu własny, niepowtarzalny sens w kreowanych obrazach.

 

A jeśli jeszcze mogłabym wepchać się między śledzika a wódeczkę do Twojej dyskusji z Migreną - czy ma znaczenie, jak nazwiemy jakąś relację? Są takie, które nie mieszczą się w żadnych stereotypach, czy to przyjaźni, czy to miłości, czy czegokolwiek... Po prostu są i mają wpływ na nasze życie. Dobrze, jeśli to piękny wpływ, jeśli są to relacje przynoszące spokój, inspirujące do pozytywnych działań, czyniące nasze spojrzenie na świat lepszym, bardziej optymistycznym. 

Po to jest poezja, żeby nadać im ciało. Właśnie, by człowiek mógł je rozpoznać, ale to wcale nie musi być w ramach tego, co już inni wcześniej poukładali i skatalogowali...

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 Ależ proszę, wcale się nie wpychasz.

Nie ma znaczenia sama nazwa, chyba, że komuś bardzo na tym zależy. Mnie wystarczy, że jest dobrze,

że pasuje, że nie męczy, nie przymusza. 

Tylko zwyczajnie i tak po ludzku, można się chociaż przyzwyczaić czy polubić, można?

I po czasie już się tęskni za kimś czy za czymś - nienazwanym, niech będzie :)

Opublikowano

@Alicja_Wysocka

Piękny wiersz o naturze twórczości - o tym, że prawdziwe wiersze przychodzą, nie są konstruowane. Masz niezwykłą intuicję poetki - najlepsze teksty rodzą się "z międzyświata", z przestrzeni między myślą a uczuciem, między tym, co niewysłowione, a tym, co przyobleka się w język.

Wspaniała jest prośba wiersza: "nie zamykaj mnie w tytule, pozwól mi rosnąć". To sprzeciw wobec definiowania, ograniczania znaczenia. Wiersz chce pozostać żywy, otwarty na interpretacje.

Słyszysz swoje wiersze, więc niech ten wiersz też rośnie, niech pozostanie otwarty.


 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Od autora: Scena pochodzi z mojego dokumentu w Google Dokumenty. Jest on poświęcony moim ćwiczeniom w celu kształcenia warsztatu literackiego. 

      Scena z początku miała przedstawiać spotkanie po latach w kliszowej kawiarni, ale jak widać przerodziło się w trochę innego. Zapraszam do zapoznania się z tekstem :D

       

      Tego dnia Johanne Rosales była wykończona po udzielaniu wielu korepetycji z 

      dziedziny literatury. Jedyną rzeczą, o której w tej chwili mogła myśleć, była dobra kawa, dlatego wstąpiła do miejskiej kawiarni.

      Lokal był wystrojony w ciepłe odcienie żółtego i pomarańczowego. Ozdobiony w stylu dość nowoczesnym, ale z dodatkiem lat dziewięćdziesiątych. Nie było tłoczno. Nic dziwnego – była wystarczająco późna pora, że większość wróciła do domów i zajmuje się osobistymi sprawami. Przy oknie siedziała para w podeszłym wieku. Dyskutowali o czymś zagorzale. Johanne udało się usłyszeć fragment rozmowy.

      – Ja tam go lubię. Wydaje się porządnym gościem – powiedziała z pełnym przekonaniem.

      – Kochanie, ale on jest – urwał.

      – Proszę cię, co z tego, że jest z innego kraju i o innym odcieniu skóry, niż my?

      Johanne poszła dalej, minęła dwójkę osób machających do pozostałych gości. 

      – Już idziemy! Nathaniel, pośpiesz się! – wykrzyknęła dziewczyna o młodzieńczej twarzy, z piegami i zielonymi okularami na nosie.

      – Boże, Sophia. Nie dramatyzuj – odparł. 

      Korepetytorka ruszyła dalej, próbując znaleźć odpowiedni i najlepszy stolik. Wreszcie, gdy dostrzegła go poczuła jak przez jej ciało przepływa dziwna radość. Johanne nie sądziła, że widok takiej prostej rzeczy, jakim jest stół w kawiarni może wzbudzić taką emocję. 

      Usiadła przy nim i poczekała aż kelnerka przyniesie jej menu kawiarni. Kobieta rozejrzała się po sali i dostrzegła, że para która toczyła energiczną rozmowę opuściła lokal. Grupa przyjaciół zaczęli o coś się kłócić. Młoda blondynka rzuciła kawałkiem ciasta w chłopaka, siedzącego naprzeciwko ją i wybiegła z kawiarni. W całej przestrzeni zawiesiła się nieprzyjemna atmosfera. W końcu pozostali wyszli, a Johanne została sama. 

      Kelnerka wyszła zza lady i podeszła do kobiety. Przywitała ją miłym uśmiechem i regułką powtarzaną każdemu gościowi. Osoba, stojąca przy ladzie zwróciła się do kelnerki.

      – Violet, chodź! Twoja mama dzwoni – krzyknęła inna dziewczyna w fartuchu. Machała zielonym telefonem w ich kierunku.

      – Przepraszam, zaraz wrócę do pani. Proszę, oto karta. – Wręczyła jej czarną kartę, która oczywiście zawierała menu kawiarni. Kelnerka zniknęła za czarnymi drzwiami. Podeszła natomiast do niej ta druga pracownica. Wydawała się ją znać. Jej spojrzenie było badawcze, jakby szukała w odmętach pamięci skąd kojarzy Johanne.

      – Dobry wieczór, mogłabym się o coś pani spytać? – zaczęła dosyć słabo, jakby niepewnie.

      – Jasne. 

      – Czy pani nazywa się Johanne Rosales? – spytała, siadając na drewnianym krześle.

      Johanne spojrzała na dziewczynę z lekkim zaskoczeniem w oczach i wykrzywiła jedną brew. Jej wzrok podróżował na ladę, sprawdzając czy nikt nie usłyszał pytania.

      – Tak, to ja. Skąd takie pytanie? Ja pani nie znam.

      – Jejciu, Johanne! Kojarzysz Alexandra Moon?

      Johanne zdawała się odszukać go w pamięci, ale za nic nie potrafiła się go odnaleźć.

      – Niestety, ale nie.

      – W sumie nic dziwnego. Przecież chodziliście ze sobą aż kilka dni. To zaskakujące ze strony Alexa. On to co ledwo miał dziewczynę maks dwa tygodnie. – Kelnerka przyłożyła palec do ust, zdając się być głęboko pogrążona w myślach. – Jestem jego siostrą – dodała chwilę później.

      – A twój brat ma takie bujne, czarne loki?

      – Tak!

      – To chyba zaczynam go kojarzyć. Czemu o niego pytasz? Coś się stało?

      – Nie! – zaczęła wymachiwać rękoma, jakby o coś ją oskarżono – Wczoraj przeglądałam jego galerię w telefonie i natknęłam się na wasze wspólne zdjęcie z imprezy studenckiej. Podpisał je “Moja Johanne”, więc pomyślałam, że może miał poważne plany wobec ciebie.

      – To miło usłyszeć, że był mną oczarowany.

      Ktoś otworzył hukiem drzwi za ladą. Była to Violet. Podbiegła do naszego stolika i zaczęła się szybko kłaniać. 

      – Przepraszam! Nie spodziewałam się, że moja rozmowa z mamą tyle potrwa. Mam nadzieję, że pani się nie gniewa.

      – A skądże! Poproszę jedno espresso. – Szybkie spojrzenie rzuciła na dziewczynę, siedzącą z nią – Nie, poproszę jednak dwie. – Uśmiechnęła się w jej kierunku.

      – Jestem Caroline.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...