Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

 

Autorzy: Michał Leszczyński plus AI. 

 

Power układów

 

Ohoho ohoho

już śpiewam więc jestem ustosunkowany

całą branżę AI wezmę na barki

wezmę w otwarte ramiona

chcemy w końcu być emanacją przymierza

dalej dalej dajemy czadu więc bęc, więc heca

 

Chętnie ze sceny śpiewamy, że układy są ważne

i że z nimi i z nami to przepełne nieprzelewki

rośnie ten gościu, gdy jest dobrze ustosunkowany

układy – trzeba wiedzieć – to różne umożliwienia

 

Moja duża sztama ma tobie tylko pomóc

zresztą odpocząć, lub zawalczyć o twoje swoje

nie taki upadł i nie taki się podniósł wiedz to

moje wyciągnięcie ręki ma tylko wesprzeć

(nie bój bidy – ten układ nie zmyje ci beretu co to to nie)

 

Układami cały świat się tutaj rozgrywa

sztama point guarda to chętne zagadnienie

pamiętaj kolego żeś jest aż zupełnie nasz

pamiętaj koleżanko że my jest dużą drużyną

(podajesz do centra a ten pakuje do kosza – to takie proste)

 

Ohoho ohoho

już śpiewam więc jestem ustosunkowany

całą branżę AI wezmę na barki

wezmę w otwarte ramiona

chcemy w końcu być emanacją przymierza

dalej dalej dajemy czadu więc bęc, więc heca

 

Ów subtelny gość podoba się płci najpiękniejszej

jest przecież taki uroczo zabawnie układny

ach cóż z niego za ułożony prawie dżentelmen

ona go chce, bo jest możliwość go jeszcze poprawić

 

Ta piosenka ma zadać pracę domową artystycznym

trafić w sześćdziesiątkę ich ogromnego zdumienia

pojmiesz i ty bratku zaskoczenie zachwyceniem

wtedy masz znajomości również w branży muzycznej

 

Bądź tu pewnym poeto, poetko mojego wsparcia

graficiarzu wiedz że uwielbiam coś zmalował

jeśli będę mógł - pomogę ci siebie wypromować

przetrwamy każdą chwilę dziwnej magii magla

 

magii magla

 

Ohoho ohoho

już śpiewam więc jestem ustosunkowany

całą branżę AI wezmę na barki

wezmę w otwarte ramiona

chcemy w końcu być emanacją przymierza

dalej dalej dajemy czadu więc bęc, więc heca

 

O rany, rany układy są są i są są

autor podpisał przeto cyrograf z pięciolinią

oraz zawarł niepisaną wielostronną zresztą umowę

z niejedną branżą, z niejedną branżą ole ole !!

Opublikowano

@Przytulia35 Artyści są podobni do religijnych wbrew pozorom. Prawdziwi religijni stają w prawdzie, tej boskiej, wyobrażonej, a prawdziwi artystyczni stają w prawdzie o sobie i otoczeniu, tej jakby przypuszczanej. Podzielam Twój pogląd z komentarza. 

@TylkoJestemOna Dlatego trzeba pisać niespodziewanie i najlepiej jeśli niespodziewanie dobrze :)

Opublikowano

@Robert Witold Gorzkowski Przy mniejszej ilości słów suno AI mocno się wykłada niestety :// Na ogół tak jest. To program dużej współpracy i myśli przewodniej człowieka. Jak za duże dasz pole do popisu samemu muzycznemu AI na ten moment marnie to bardzo wychodzi. 

@Migrena Dzięki że zajrzałeś. A jak poćwiczysz granie na bazie mojego tekstu, takiego sobie, no to jestem dumny nawet :)

@Alicja_Wysocka Ta piosenka to tekst, w pełni mój, suno ai jest tylko małym dopełnieniem :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Cylinder zastygł w bezruchu 

      a tuba zamilkła.

      Tym razem nawet igła fonografu 

      zdawała się nie mieć ochoty 

      wracać na powierzchnię cylindra 

      po raz setny tej przeklętej nocy.

      Obiecałem,

      że pomogę w poszukiwaniach,

      lecz po tym czego się tu dowiedziałem 

      i po tym co usłyszałem i zobaczyłem,

      stwierdzam jasno, 

      choć z dozą 

      naprawdę przejmującej rozpaczy,

      że mój nieodżałowany ojciec,

      został pochłonięty w odmęty, 

      bezdennej paszczy szaleństwa.

      Po czym uleciał w kompletny niebyt,

      bagiennych wrzosowisk

      północnej Szkocji.

      Przeszukano cały dom

      od piwnicy po strych.

      Wszystkie pozostałe obejścia i budynki.

      Studnie, staw

      a nawet rozkopano

      przydomowy ogródek

      ze wspaniałymi krzewami piwonii

      o które tak dbał.

      Bardziej niż o jedyne dziecko.

      Wszystko zaczęło się 

      gdy byłem jeszcze dzieckiem.

      Ojciec był 

      szanowanym profesorem archeologii 

      na uniwersytecie oksfordzkim.

      Był najlepszy w swoim fachu

      i dzięki temu pozostawał w kontakcie

      z najtęższymi umysłami

      z całego świata.

       

       

      Pamiętam doskonale zimowy poranek,

      jakieś piętnaście lat wstecz.

      Zakładałem szkolny mundurek 

      i z teczką w prawej dłoni 

      zmierzałem ku drzwiom domu.

      Ojciec szedł za mną.

      Trzymał mnie delikatnie za ramię,

      tłumaczył mi że jeśli 

      nie zakończy 

      zaplanowanego wykładu na czas 

      to odbierze mnie ze szkoły 

      nasza sąsiadka panna Stevenson.

      A jeśli wszystko zakończy się 

      zgodnie z planem 

      to obiecuję zabrać mnie

      potem na łyżwy.

       

       

      Nic nie poszło zgodnie z planem.

      Otworzyłem drzwi i o mało co 

      nie zderzyłem się w nich 

      z ponurym, wysokim 

      i dość postawnym jegomościem 

      w szarym, długim,

      dwurzędowym płaszczu 

      o prostym kroju.

      Jego fason

      nie był typowym dla wyspiarza

      a raczej obywatela zbuntowanej kolonii.

      Dziwny gość

      otarł mnie ledwie wzrokiem 

      zza przyciemnianych, wąskich szkieł

      i zwrócił się do mojego ojca.

      Bardzo przepraszam

      za tak nagłe najście 

      ale na uniwersytecie powiedziano mi,

      że jest Pan

      jeszcze w domu panie Fodden

      a sprawa z którą przychodzę nie cierpi już zwłoki ponad to co nadłożyłem starając się dostarczyć Panu interesujące dokumenty, zapis z fonografu oraz przedziwny szczątek metalu, który

      z pewnością pana zainteresuję.

       

       

      Wyjął z płaszcza niewielkie opakowane szarym papierem zawiniątko

      i wręczył je ojcu.

      Nazywam się Peter Noyes 

      i jestem zastępcą profesora Clarka 

      na uniwersytecie Miscatonic w Arkham.

      Myślę, że to Panu wiele wyjaśnia.

      Profesor liczy na Pana pomoc

      w tej sprawie.

      Jeśli tak w istocie będzie 

      czekam na Pana 

      w dniu jutrzejszym w południe 

      na nabrzeżu numer dwa,

      celem odbycia podróży

      najpierw do Bostonu 

      a potem do Arkham.

      Proszę pamiętać, 

      że nie ma czasu do stracenia.

      Gwiazda czy też planeta,

      powoli pojawia się 

      w naszych snach nieprawdaż?

      Nie czekając na odpowiedź,

      odwrócił się na pięcie i szybko

      znikł za zakrętem skrzyżowania.

      Ojciec nie tłumacząc niczego zaprowadził mnie do pani Stevenson

      i nakazał jej 

      by zajęła się mną przez jakiś czas 

      bo czeka go długi

      i pilny wyjazd do Bostonu.

       

       

      Zostałem u niej długie lata.

      A ojciec wrócił podobno kilka lat temu.

      Nikt nie wiedział skąd ani po co.

      Uważano go za zmarłego.

      Zaginął gdzieś w lasach Nowej Anglii 

      razem z tym całym

      Noyesem i Clarkiem.

      Nadal gdzieś w szufladzie biurka 

      mam jego nekrolog

      z jednej z gazet z Arkham.

      Żył ale przypłacił to szaleństwem.

      Nie widziałem go już nigdy później.

      A teraz zaginął po raz wtóry.

      Podobno planeta 

      znów nawiedzała go w snach.

       

       

      Odebrałem telefon z policji 

      i obiecałem przybyć na miejsce 

      by jakkolwiek pomóc śledczym.

      Bo sami nie rozumieli 

      w środek jak wielkiego szaleństwa 

      przyszło im wpaść i brnąć

      dzięki zostawionym wszędzie przez ojca dokumentom i zapiskom.

      Już ich pierwsze pytanie zdawało się idiotycznie niedorzeczne.

      Czy mówi mi coś nazwa Yuggoth?

      To miasteczko, osada czy może 

      jakaś kodowa nazwa 

      jakiejś świątyni czy wykopalisk?

      Znaleźli pamiętnik ojca,

      gdzie ta nazwa pojawia się ciągle.

      Ten krótki wpis ołówkiem 

      sprzed wielu tygodni.

      Wreszcie odezwali się do mnie

      Ci z Yuggoth.

      Będą czekać w oktawę święta 

      ojca Yog-Sottotha przy ołtarzu na wzgórzach.

      Zabiorą mnie znowu…

      Brzmiało to jak żart.

      Lecz jedno było pewne.

      Mój ojciec nigdy nie był skory do żartów.

       

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...