Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Dotknąłem ramienia Asherotha. Odwrócił się ku mnie.
– Tak?
– Jakie mamy szanse, panie mecenasie?
– Prawdę mówiąc, nieduże. Oskarżycielem w pańskiej sprawie jest Konstantin Siemionowicz Rudkin. Z tym draniem ciężko jest wygrać.
– Co to za jeden?
– Mówię przecież. Oskarżyciel Publiczny.
– To już wiem. Ale kim był kiedyś, kiedy jeszcze…no…
– …kiedy jeszcze żył? Był prawą ręką i lewa dupą towarzysza Lenina. Skład sędziowski też nie jest dla pana optymalnie dobrany: sędzią głównym jest rehabilitowana doktor bezprawia – Ailatan, profesor cyrografii praktycznej Uniwersytetu imienia Belzebuba w Damaszku. Sędziami liniowymi są: magister sztuk tajemnych J.J Kohl i Robertus Cannibalus – mistrz sztuk katowskich, a zarazem były rektor Akademii Katowskiej w Bieczu. Delegatem – obserwatorem (z doradczym prawem głosu) z ramienia PFSO jest Wielki Akwizytor, Ramon d’Aquilaporta-Elpeer.
– A co to takiego, to PFSO?
– Piekielna Federacja Sądów Ostatecznych. W wolnej chwili poinformuję pana o składzie przyzby krzywoprzysięgłych, ale i tu nie ma powodu do zadowolenia.
– Dziękuję. Wlał pan we mnie trochę otuchy. Serdeczne dzięki – ironizowałem.
– Niech pan nie wpada jednak w minorowy nastrój. Przyjmujemy następującą linię obrony: zwalamy wszystko na błędy pańskiego katolickiego wychowania. Jest pan katolikiem?
– Tak, jakby. Trochę...
– Dobrze. Znajomości pacierza sprawdzać nie będą.
– No, to mi ulżyło.
Naszą rozmowę przerwał głośny okrzyk jakiegoś obwiesia w mundurze SS-mana.
– Na pyski! Jego Wysokość Arcyksiążę Piekieł – Lucyfer.
Cały motłoch, z moim adwokatem włącznie padł na twarze. Ja usiłując się pochylić walnąłem czołem w pręty mojej klatki, aż poczułem, że zaczynają mi rosnąć rogi, więc się na powrót wyprostowałem. Uchyliła się klapa w podłodze podestu znajdującego się po przeciwległej stronie hali i z otworu, na ruchomej platformie zaczęła się wysuwać budząca grozę postać Księcia Ciemności. Nie wiem, czy tu, u nich właśnie nadchodziła zima, czy wiosna, ale nawet z tej odległości zauważyłem, że linieje. Ale, może – po prostu ze starości... Powoli przeszedł kilka kroków i zajął miejsce na przeznaczonym dlań tronie. Zgromadzeni podnieśli się i chórem wyskandowali: Antychrist bless the Prince.
Ja natomiast postanowiłem pójść na całość i, kiedy umilkł gwar diabelskich głosów zawołałem:
– Cześć Lucek! Jak się masz?
Lucyfer zazgrzytał zębami, zaryczał straszliwie i wyrwawszy widły z rąk jednego z gwardzistów (jak potem się dowiedziałem – szwabskich) cisnął nimi w moją stronę. Widły w jakiś niepojęty sposób prześliznęły się pomiędzy prętami klatki, chybiły jednak celu – strąciły jedynie cylinder z głowy jednego z bliźniaków. Dojrzałem na niej dodatkową parę – dla odmiany – jelenich rogów. Gawiedź wybuchła gromkim śmiechem, a ja nie mogłem sobie darować odrobiny szyderstwa i, trącając go w bok, rzekłem:
– Ty, jednojajowiec! Te rogi, to jeszcze z ziemi, czy dopiero tutaj przyprawiła ci je twoja ukochana?
– Czekaj no ty! Tylko wyjdziemy z sądu, to tak ci dam popalić, że mnie na całą wieczność zapamiętasz.
– Nie strasz. Przy twoim ptasim móżdżku, za pięć minut zapomnisz o wszystkim. A propos, masz może co zapalić?
Pogrzebał w kieszeni portek i wyjął z niej duże pudło pełne skrętów.
– Masz, jaraj. Może ci zaszkodzą...
– Zaszkodzą? – zarechotałem. – Przez całe życie mi nie szkodziły, a teraz, gdy już nie żyję miałyby mi zaszkodzić. Puknij się w ten swój pusty łeb, to może kolejna para rogów ci wyrośnie.
Zwróciłem teraz wzrok w kierunku, stołu, za którym zasiadał skład sędziowski. Środkowe miejsce zajmowała diablica ze szczątkowymi śladami przekwitłej przed setkami lat urody. Na oczach miała dwie pary okularów, a z jej szyi zwisał łańcuch, jakim zwykło się przywiązywać krowy. Na końcu łańcucha był przymocowany, wykonany z jakiegoś dziwnego lśniącego luminescencyjnym światłem, przypominającym blask starego, czarno – białego telewizora wisior, w kształcie pentagramu. Na głowie miała spiczasty kapelusz czarownic, przyozdobiony cekinami, sowim piórem oraz rozpostartymi skrzydłami nietoperza. Między zębami trzymała wielką fajkę, kopcąc z niej niemiłosiernie. Aż na mój koniec sali dochodził smród marychy. Jej dwaj pomagierzy wyglądali, jakby dopiero co wyleźli ze śmietników, w których poszukiwali czegoś mocno nadpsutego do zeżarcia. Asheroth objaśnił mnie szeptem, że mały, to J.J.Kohl, a wielki – Robertus Cannibalus. Spojrzałem jeszcze w kierunku oskarżyciela – elegancki wymuskany, pod krawacikiem, ale w jego ślepiach dostrzegłem błyskawice, mordę zaś wykrzywiał ironiczny uśmiech – o ile ten grymas w ogóle można by określić mianem uśmiechu. Chyba jako jedyny spośród obecnych na sali nic nie palił, co chwilę natomiast demonstracyjnie rozpylał z ciśnieniowego pojemnika wokół siebie chmurkę jakiejś substancji.
– Odświeżacz powietrza o zapachu krowiego łajna – zwrócił się do mnie Asheroth.
Sędzina uderzyła młotem w stół.
– Zamknąć mordy! Głos ma prokurator.
Rudkin wstał ze swojego miejsca, wysmarkał się na podłogę i rozpoczął swoją przemowę:
– Pierdolony trybunale i ty, ochujała przyzbo krzywo przysięgłych...
W oczach sędziów i dwunastu gniewnych diabłów dostrzegłem wyraz uznania.
– No widzi pan – zwrócił się do mnie Asheroth – od razu uzyskał przewagę. Trudno mi będzie wymyślić bardziej efektowne wejście. Może pan ma jakiś pomysł?
– Coś pokombinuję.
– ...celem niniejszego posiedzenia trybunału – kontynuował oskarżyciel – jest osądzenie i skazanie tego marnego oszusta, którego widzicie siedzącego w naszym Homoo...
Przestałem słuchać. Zacząłem analizować całe swoje życie. Jaki właściwie byłem? Na co swoim postępowaniem zasłużyłem? Z zamyślenia wyrwał mnie głos Asherotha.
– Człowieku, ważą się twoje losy, a ty śpisz!?
– Nie, nie śpię, tylko rozmyślam.
– Wychodzi pan za kaucją.
– Kaucja? Ale ja przecież nie mam ani grosza.
– Nie ma sprawy. Założę za ciebie – nieoczekiwanie przeszedł na „ty”.
– Dużo?
– Milion hellarów, to w przeliczeniu na ziemskie pieniądze, około sześćset sześćdziesiąt sześć tysięcy dolarów amerykańskich.
– To kupa forsy! Skąd pan weźmie tyle kasy?
– Człowieku, czy ty masz pojęcie ilu fałszerzy siedzi u nas? Z nudów, nieustannie produkują fałszywki w dowolnej walucie.
– I co, sąd przyjmie kaucję w lewej forsie?
– Oczywiście, że przyjmie. Tutaj wszystko jest diabła warte.
Nabierałem coraz większego szacunku do tego człowieka. Tfu... – diabła.
– Przepraszam, panie mecenasie. Gdzie pan studiował prawo, jeśli wolno mi zapytać?
– W Uniwersytecie imienia Zaułka Łgarza.
– Nie słyszałem, ale to chyba musi być piekielnie dobra uczelnia...
– Najlepsza.
– Padać na pyski! – rozległ się głos woźnego – Jego Wysokość Arcyksiążę Piekieł wychodzi.
Rytuał z początku rozprawy powtórzył się, tyle że w odwrotnej kolejności. Ja jednak postanowiłem się nie podporządkować.
– Do zoba, Lucek!
Tym razem się nie zdenerwował, a nawet uniósł nieznacznie lewą rękę na pożegnanie, czego oczywiście wszystkie diabły trzymające mordy przytulone do posadzki nie mogły zauważyć. Po chwili sala zaczęła się opróżniać. Mój adwokat chwycił teczkę.
– No to nara, panie Leszku – wrócił do formy „pan”.
– Zaraz, zaraz. Mówił pan, że wychodzę za kaucją!
– Niech pan nie będzie taki w gorącej smole kąpany. Muszę najpierw wpłacić kaucję. Za jakąś godzinkę będzie pan wolny.
– No to w porządku. Czekam.
Rzeczywiście, po mniej więcej godzinie Asheroth przyszedł z nadzorcą, który otworzył klatkę, wypuszczając z niej mnie, wraz z Borutą i Rokitą. Moi diabli-stróże pożegnali się dosyć serdecznie, życząc pomyślności. A nie mówiłem, że szybko zapomną?
– Panie Leszku, – powiedział Asheroth – ma pan tutaj adres hotelu i trochę gotówki. Jutro o dziesiątej proszę przyjść na dalszy ciąg rozprawy. Będzie pan siedział obok mnie. Wręczył mi zwitek banknotów i chciał odejść. Aha, niech pan koniecznie kupi jakieś ubranie – przecież nie będzie pan przez cały proces występował w piżamie.
Dopiero w tym momencie uświadomiłem sobie, że nie jestem odpowiednio ubrany. Całe szczęście, że nie sypiam nago...
– Fałszywe? – zapytałem, trzymając w garści pieniądze.
– Coś pan? Tam fałszywek nie biorą.
– Dziękuję, panie mecenasie. Będę pana dozgonnym dłużnikiem.
– Dozgonnym?... – uśmiechnął się jakoś dziwnie i odszedł.
Wyszedłem przed halę sądu.
Przed bramą stał jakiś diabeł w mundurze, więc zapytałem go o drogę do hotelu.
– Zapomniałem – odrzekł. – Ale mogę sobie przypomnieć... – spojrzał na mnie wyczekująco.
– Ile kosztuje twoja pamięć?
– Jak od ciebie... – otaksował mnie spojrzeniem – pięć hellarów.
Wręczyłem mu piątaka, po czym uzyskałem dokładną informację, jak mam tam trafić. Udałem się więc we wskazanym kierunku i po chwili znalazłem się na ruchliwej ulicy. Kręciło się na niej mnóstwo diabłów i diablic – wszyscy pijani, lub na chaju. Awantury i bijatyki trwały na każdym prawie rogu. Wtedy ujrzałem tych dwoje: stali trzymając się za ręce i wymieniając pocałunki. Nagle rozległ się głos syreny i po chwili do kochanków podjechała cysterna z migającymi na czerwono kogutami. Z kabiny wyskoczyło trzech mundurowych, w pasiastych krawatach Samoochrony, którzy natychmiast spałowali zakochaną parkę, po czym wrzucili ich do cysterny. Jeden z łapsów podszedł do mnie.
– Dokumenty!
– Nie mam.
– A, to w porządku.
– Jak to, w porządku? – zdziwiłem się. – A gdybym miał dokumenty, to nie byłoby w porządku?
– Widać, że jesteś tu nowy. Oczywiście, że nie. Tutaj nikt nie ma dokumentów. Tylko szpiedzy stamtąd – wskazał kciukiem w górę – mają. Fałszywe, oczywiście. Czyli ktoś, kto ma dokumenty jest szpiegiem.
– Jak to, szpiegują was? Po jakiego czorta?
– No, wiesz, tam bez przerwy wybuchają jakieś rebelie. Anioły ciągle narzekają na nudy i na nienadążanie za trendami mody. Wkurza ich ponadto nieustanne śpiewanie, granie na harfie, a brzmiący cymbał doprowadza ich do anielskiej białej gorączki. Ich szefostwo postanowiło przeprowadzić gruntowną modernizację systemu, ale nie potrafią nic wymyślić, usiłują więc wykraść nasze know-how. Pełno tych szpiegów teraz odsiaduje w naszych więzieniach. I, wyobraź sobie, nawet specjalnie nie narzekają. No, to trzymaj się. Życzę ci przesranej nocy.
Załapałem styl i odrzekłem.
– Ciebie niech też szlag trafi, głupi popierdoleńcu.
Samoochroniarz zasalutował i wsiadł do szoferki. Cysterna odjechała, a ja zacząłem rozglądać się za jakimś sklepem.

cdn
Pierwszą część można przeczytać w dziale "Z"

Opublikowano

Miejscami brakuje myślinków przy dialogach, ale poza tym świetne. Niektóre teksty powalają ze śmiechu. Poprawiłeś mi humora. Piekielnie dobra robota.
Pozdrawiam i czekam na jeszcze :)

Ja się jeszcze dołożę co do tych myslników:

-Nie strasz. Przy twoim ptasim móżdżku, za pięć minut zapomnisz o wszystkim. A propos, masz może co zapalić? Pogrzebał w kieszeni portek i wyjął z niej duże pudło pełne skrętów.

-No to nara, panie Leszku- wrócił do formy "pan".
Zaraz, zaraz. Mówił pan, że wychodzę za kaucją!
Niech pan nie będzie taki w gorącej smole kąpany. Muszę najpierw wpłacić kaucję. Za jakąś godzinkę będzie pan wolny.
No to w porzo. Czekam.


-Zapomniałem- odrzekł.- Ale mogę sobie przypomnieć...- spojrzał na mnie wyczekująco. -Ile kosztuje twoja pamięć?

Opublikowano

ten fr:
-Panie Leszku- powiedział Asheroth- ma pan tutaj adres hotelu i trochę gotówki. Jutro o dziesiątej proszę przyjść na dalszy ciąg rozprawy. Będzie pan siedział obok mnie. Wręczył mi zwitek banknotów i chciał odejść. Aha, niech pan koniecznie kupi jakieś ubranie- przecież nie będzie pan przez cały proces występował w piżamie. Dopiero w tym momencie uświadomiłem sobie, że nie jestem odpowiednio ubrany. Całe szczęście, że nie sypiam nago...

Opublikowano

Czy Ty zaglądasz mi do kartek? No, bo właśnie ja też szwendam się po niebie i piekle. Z nieba już jest na forum, a drugie "Święty Dem" dopiero będzie. Tam trochę pomieszane, bo i tu i tam. Tak, Twoje piekło jak negatyw nieba. Dobre, pomysłowe. Pozdrawiam.

Opublikowano

diabelnie dobre, choć brakuje mi zapachu asfaltu, ewentualnie lepiku /smoła już dawno wyszła z użycia, wiem coś o tym, to moja branża/
osobiście jestem zmieszana -trochę diaboliczna
boską myślą uskrzydlona -mówię szeptem, może gdzieś się wkręcę
może na granicy prawa, a nawet na linii obrony
/i odleciała bosko trzepocząc rzęsami
diabolicznym chichotem naznaczyła linię ognia/

Opublikowano

dialogi jakby na wspak - i to mi sie podoba, widziec swiat jakby od drugiej strony, to nawet nie jest zło! i ty w pizamie na ławie oskarzonych. pomysł mi sie bardzo podoba!
pozdrawiam

  • 4 tygodnie później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • II.
      Wujek Wołodia ma do tego dryg (Ty wiesz, co!)

      Byliśmy na rowerze: ja, kumpela, i jej gach,
      Nagle mi puściły śruby w mimośrodzie!
      Rama mnie bach, spodnie w piach,
      Rower do kasacji, przyrodzenie jakbym dopiero co się urodził!

      Ale w Piterze mówią, że mój sąsiad, były szpieg , jeden z perełek z korytka KGB,
      Wujek Wołodia, tak nazywają go, ma do tego niezły dryg…

      — Wujek Wołodia?
      — Wujek Wołodia!
      Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci!
      Wujku Wołodia, dokręć śruby mi!
      Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig!
      Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi!


      Posiedź jeszcze, wujek Wołodia dokręci kilka śrub.
      A ciocia Natasza nas zaszyje, milcząc jak grób!
      Cała rodzina, cały blok ją na zabój kocha!
      Ciocię znaną jako Bomba (albo Gocha Locha),
      kochają wszyscy, a do tego, prokuratorski złożyła ślub!

      Więc, ciociu, co jeszcze możesz nam zszyć? Wujek Wołodia nam wszystkim kibić tak zwęził, że zaczęła pić!
      Wszystkich nas związała jego wątpliwego wątku wątła nić!

      — Wujek Wołodia?
      — Wujek Wołodia!
      Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci!
      Wujku Wołodia, dokręć śruby mi!
      Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig!
      Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi!


      Wuju, wy, chwała ci chór wujów dostojny!
      Wuju złamany, odkręć śruby tej wojny!

      Wujku Wołodia, d dokręć śruby!
      Wujku Wołodia, d, dokręć śruby!
      Wujku Wołodia, dokręć, błaga cię Twój lud,
      Wujku Wołodia, rozkręć, blogi, Twój lód błogi!

      Wujku Wołodia, do kręć do wszystkich.... śrub!
      Wujku Wołodia, kręć aż po sam....
      Grób!

      III.
      [...]
      „To minie, jak nad Moskwą majowa burza”

      Jak łzy Ukrainy, jak w ustach palce brudnego psa
      Jak legitymacja członka z ramienia spod ciemnej gwiazdy,
      Jak przesłuchanie w chłodni – aż bać się strach!
      Jak korytarze ponure Łubianki,

      Jak gaz z Nord-Ost, który na cel bierze wiatr,
      Jak niesforna sfora federalnych majorów,
      Sewastopol, Donieck i Ługańsk, wagnerowcy i Specnaz,
      Jak pałujący kobiety chłopcy z Omonotworu...

      To na pewno minie,
      Minie jak zły sen!

      Z mokrym workiem nadzianym na mój durny łeb,
      Ślady na dłoni rażonej paralizatorem,
      Jak moja Rosja, czarny więzienny jem chleb,
      Ale uwierz mi: to wszystko zniknie wnet jak nocna zmora!

      W jaki ślepy zaułek wpędził nas marny los?
      Ale gdzieś na horyzoncie widzę światełko
      Upartej nadziei, wiodące w tunelu głąb...

      Uwierz mi, to też minie!

      Jak swastyka Ruskiego Mira,
      I dym pożarów niesiony przez wiatr,
      Wyroki na dzieci z Penzy i Pitera,
      I policyjna suka nabita dziećmi po dach!

      I twój telewizor, z którego pluje Sołowjow,
      Paragraf 228 i kocioł o piątej,
      I chłopcy z prewencji tępo się śmiejący,
      Gazując kobiety, chłopców i brzdące...

      To wszystko minie jak inne miesiące:
      Jak grudzień, styczeń, luty, maj…
      Minie, bez wątpienia minie!
      Na razie w to im graj
      Ale to ich już ostatnie pląsy!

      Jeszcze mam mokry worek nadziany na dumny łeb,
      Na dłoniach ślady po pieszczocie paralizatora,
      Jak moja Rosja, łykam więzienny chleb,
      Ale uwierz mi: to wszystko minie jak ta sfora od majora!

      Wszystko to wkrótce odejdzie wstecz!
      Za rok, za miesiąc, nawet za godzinę;
      Jeszcze wczoraj dyktator imperium miał u stóp,
      A dziś milczy jak grób:
      Teraz to tylko starzec w kostnicy, zimny trup !
      Wszystko kiedyś minie!

      I bramy Lefortowa runą, kraty - wyrwane z ram,
      A moja Rosja w końcu obudzi się ze snu,
      Jak ten zdradzony podwójnie malezyjski wrak,
      I wiosna w końcu zawita na twój lodowaty próg…

      W jaki ślepy zaułek zaprowadził nas marny los?
      Lecz gdzieś na pochmurnym horyzoncie widzę
      Zapomniane światło, co mnie wyprowadzi stąd!

      Uwierz mi, to też minie!
      To przeminie, na pewno! Na pewno przeminie,
      Za godzinę, za chwilę…
      To wszystko minie!

      IV.
      Hm                                            H7
      Wybaczcie piechocie, że bywa bezrozumna ona tak:
                  Em                                  F♯7
      Ty zawsze na wylocie, gdy nad ziemią wiosna idzie w tan,
                 Hm                  A7               G
      Po chwiejnych schodkach schodzisz w werbli takt…
                  Em  in              Hm/F♯     F♯7        Hm
      Zapłacze po tobie tylko wierzba, siostra wierna twych lat.

      Nie ufaj pogodzie, gdy świat cały skryje się w gęstym dżdżu,
      Nie ufaj piechocie, gdy bitne pieśni wciąż śpiewa bez tchu,
      Nie ufaj jej, nie wierz, gdy słowiki zakrzyczą na cały sad.
      Muszą rozliczyć się jeszcze życie i śmierć ze swych spraw

      Ten czas cię nauczył, że tylko w okopie znajdziesz sens i treść:
      Na przestrzał otwierasz życia drzwi tu...
      Towarzyszu, dziękuję ci za Twój hojny gest:
      Jesteś wciąż w boju i tylko to jedno cię zrywa ze snu –

      Dlaczego odchodzisz, gdy nad ziemią wiosna tańczy do utraty tchu?
      I: dokąd uchodzisz, gdy za plecami jej pieśń cię budzi ze snu?

      Edytowane przez Michał Pawica (wyświetl historię edycji)
  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • II. Wujek Wołodia ma do tego dryg (Ty wiesz, co!) Byliśmy na rowerze: ja, kumpela, i jej gach, Nagle mi puściły śruby w mimośrodzie! Rama mnie bach, spodnie w piach, Rower do kasacji, przyrodzenie jakbym dopiero co się urodził! Ale w Piterze mówią, że mój sąsiad, były szpieg , jeden z perełek z korytka KGB, Wujek Wołodia, tak nazywają go, ma do tego niezły dryg… — Wujek Wołodia? — Wujek Wołodia! Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci! Wujku Wołodia, dokręć śruby mi! Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig! Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi! Posiedź jeszcze, wujek Wołodia dokręci kilka śrub. A ciocia Natasza nas zaszyje, milcząc jak grób! Cała rodzina, cały blok ją na zabój kocha! Ciocię znaną jako Bomba (albo Gocha Locha), kochają wszyscy, a do tego, prokuratorski złożyła ślub! Więc, ciociu, co jeszcze możesz nam zszyć? Wujek Wołodia nam wszystkim kibić tak zwęził, że zaczęła pić! Wszystkich nas związała jego wątpliwego wątku wątła nić! — Wujek Wołodia? — Wujek Wołodia! Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci! Wujku Wołodia, dokręć śruby mi! Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig! Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi! Wuju, wy, chwała ci chór wujów dostojny! Wuju złamany, odkręć śruby tej wojny! Wujku Wołodia, d dokręć śruby! Wujku Wołodia, d, dokręć śruby! Wujku Wołodia, dokręć, błaga cię Twój lud, Wujku Wołodia, rozkręć, blogi, Twój lód błogi! Wujku Wołodia, do kręć do wszystkich.... śrub! Wujku Wołodia, kręć aż po sam.... Grób! III. [...] „To minie, jak nad Moskwą majowa burza” Jak łzy Ukrainy, jak w ustach palce brudnego psa Jak legitymacja członka z ramienia spod ciemnej gwiazdy, Jak przesłuchanie w chłodni – aż bać się strach! Jak korytarze ponure Łubianki, Jak gaz z Nord-Ost, który na cel bierze wiatr, Jak niesforna sfora federalnych majorów, Sewastopol, Donieck i Ługańsk, wagnerowcy i Specnaz, Jak pałujący kobiety chłopcy z Omonotworu... To na pewno minie, Minie jak zły sen! Z mokrym workiem nadzianym na mój durny łeb, Ślady na dłoni rażonej paralizatorem, Jak moja Rosja, czarny więzienny jem chleb, Ale uwierz mi: to wszystko zniknie wnet jak nocna zmora! W jaki ślepy zaułek wpędził nas marny los? Ale gdzieś na horyzoncie widzę światełko Upartej nadziei, wiodące w tunelu głąb... Uwierz mi, to też minie! Jak swastyka Ruskiego Mira, I dym pożarów niesiony przez wiatr, Wyroki na dzieci z Penzy i Pitera, I policyjna suka nabita dziećmi po dach! I twój telewizor, z którego pluje Sołowjow, Paragraf 228 i kocioł o piątej, I chłopcy z prewencji tępo się śmiejący, Gazując kobiety, chłopców i brzdące... To wszystko minie jak inne miesiące: Jak grudzień, styczeń, luty, maj… Minie, bez wątpienia minie! Na razie w to im graj Ale to ich już ostatnie pląsy! Jeszcze mam mokry worek nadziany na dumny łeb, Na dłoniach ślady po pieszczocie paralizatora, Jak moja Rosja, łykam więzienny chleb, Ale uwierz mi: to wszystko minie jak ta sfora od majora! Wszystko to wkrótce odejdzie wstecz! Za rok, za miesiąc, nawet za godzinę; Jeszcze wczoraj dyktator imperium miał u stóp, A dziś milczy jak grób: Teraz to tylko starzec w kostnicy, zimny trup ! Wszystko kiedyś minie! I bramy Lefortowa runą, kraty - wyrwane z ram, A moja Rosja w końcu obudzi się ze snu, Jak ten zdradzony podwójnie malezyjski wrak, I wiosna w końcu zawita na twój lodowaty próg… W jaki ślepy zaułek zaprowadził nas marny los? Lecz gdzieś na pochmurnym horyzoncie widzę Zapomniane światło, co mnie wyprowadzi stąd! Uwierz mi, to też minie! To przeminie, na pewno! Na pewno przeminie, Za godzinę, za chwilę… To wszystko minie! IV. Hm                                            H7 Wybaczcie piechocie, że bywa bezrozumna ona tak:             Em                                  F♯7 Ty zawsze na wylocie, gdy nad ziemią wiosna idzie w tan,            Hm                  A7               G Po chwiejnych schodkach schodzisz w werbli takt…             Em  in              Hm/F♯     F♯7        Hm Zapłacze po tobie tylko wierzba, siostra wierna twych lat. Nie ufaj pogodzie, gdy świat cały skryje się w gęstym dżdżu, Nie ufaj piechocie, gdy bitne pieśni wciąż śpiewa bez tchu, Nie ufaj jej, nie wierz, gdy słowiki zakrzyczą na cały sad. Muszą rozliczyć się jeszcze życie i śmierć ze swych spraw Ten czas cię nauczył, że tylko w okopie znajdziesz sens i treść: Na przestrzał otwierasz życia drzwi tu... Towarzyszu, dziękuję ci za Twój hojny gest: Jesteś wciąż w boju i tylko to jedno cię zrywa ze snu – Dlaczego odchodzisz, gdy nad ziemią wiosna tańczy do utraty tchu? I: dokąd uchodzisz, gdy za plecami jej pieśń cię budzi ze snu?
    • @andrew dziękuję serdecznie

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • podkłada  najlepsze kąski  karmi słowem  obrazami muzyką  wkupia się przymila ale to tylko pozór  chce na własność zawładnąć właściwie nie mną  tylko myśli istnienie    ale  ale jeszcze nie teraz  pewnie uważa mnie za wroga  bo gdybym jej nie znał  ale posmakowałem  i nic  to ją najbardziej boli  myślała że ...    nie trzeba walki  wystarczy nie iść z tłumem  kochać i rozumieć siebie    AI  może tylko ostrzyć apetyt    utrzymuję dystans    6.2026 andrew  Sobota, już weekend   
    • @Poet Ka ... świat kwitnie  nawet gdy ...   i tutaj  szczęścia zaznamy  gdy go kochamy  jak Ci wspaniali  co radość pokazali   gdy ... siebie dajemy  złote ziarna  na ziemi siejemy  ... Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...