Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

 

Nie rozkochał mnie w sobie.
Rozkochał mnie w poezji.

Poznaliśmy się w górach - wędrowaliśmy w większej grupie, szliśmy obok przypadkiem. Oboje gadatliwi, trochę śmieszni, trochę zapatrzeni. Nic wielkiego - ot, kilka dni na szlaku, rozmowy między krokami, wspólna herbata z termosu.

Na koniec wymieniliśmy adresy. Tak zwyczajnie, niezobowiązująco, „na wszelki wypadek”.
I to on napisał pierwszy.

List przyszedł po kilku dniach. Pamiętam, że czytałam go przy kuchennym stole, w półśnie, z herbatą, jakby z lekkim niedowierzaniem.
Był inny.
Nie opowiadał tylko o tym, co słychać, ale miał w sobie rytm, swobodę, lekkość. Czytało się go jak książkę, jak opowieść.
A na końcu - wiersz.

Nie jego. Jakiś klasyk. Tęskny, miękki, trochę tkliwy.
Zaskoczyło mnie to, bo nikt wcześniej nie przesyłał mi wierszy.
A już na pewno nie na końcu listu, jak puenta.

Odpisałam.
A on znowu - odpowiedź, i znowu wiersz.
Zaczęłam czekać nie na same słowa, ale właśnie na ten fragment na końcu.
To był moment, który rozświetlał dzień.

W domu nie było zbyt wielu tomików poezji - może Mickiewicz, jakieś lektury. Zaczęłam więc szukać wierszy sama. Najpierw dla niego - by też coś pięknego mu wysłać. Ale z czasem...
Zaczęłam je czytać dla siebie.

Złapałam się na tym, że kiedy dostaję list, zaczynam od końca.
Wiersz był najważniejszy.

A potem - pewnego dnia - pomyślałam:
„A co tam… Może i ja bym coś spróbowała napisać.”

Napisałam pierwszy wiersz. Niepewnie.
Tak, jakby słowa znały drogę, ale ja nie byłam pewna, czy mam prawo je prowadzić.
Nie pokazałam go nikomu. Jeszcze nie.
Ale napisałam.

I to nie był koniec, tylko początek.

Pierwszy raz opublikowałam wiersz w internecie - na stronie, którą prowadził ktoś, kto już pisał. Kto miał swoje miejsce, swoje słowa.
On powiedział:
„Nie ma się czego wstydzić.”

A ja - choć z drżącym sercem - mu uwierzyłam.

To było jak uchylenie drzwi.
A potem były kolejne - inne strony, portale, przestrzenie, gdzie poezja mogła być nie tylko czytana, ale i usłyszana.

I tak doszłam - do teraz, do dzisiaj.

Dziś wiem, że nie trzeba się bać własnego głosu.
Bo kiedy wiersz się rodzi - trzeba mu dać światło.
Nawet jeśli nie wiadomo, czy ktoś go przeczyta, zrozumie, przytuli.

Bo może gdzieś, kiedyś, ktoś przeczyta od końca.
I od tego zacznie się jego własna opowieść.

 

 

Opublikowano

Ładnie, spokojnie.

Wielu wysyła te same wiersze różnym odbiorcom, co oczywiście nie dowodzi, jak było w tej opowieści.

Pozdrawiam

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Opublikowano (edytowane)

@wierszyki No cóż, nie wiemy, nie możemy przewidzieć, które słowo do kogoś trafi, które otworzy drzwi, a które odbije się tylko jak groch o ścianę.

 

Ileż się musi słowo

nabiegać po schodach

nakluczyć po zakrętach

żeby trafić do serca

żeby w nim zamieszkać

by zostać zapamiętać

 

Dziękuję za obecność :)

Edytowane przez Alicja_Wysocka (wyświetl historię edycji)
  • 2 tygodnie później...
  • 8 miesięcy temu...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Tadeo Na sen najlepsza melatonina Ale wyłączenie z dodatkiem wina  Więc po zażyciu mikstury  Mogą w pamięci być dziury  Już nie wiadomo czy MelatoNina?  
    • For my fellow Poets — Guardians of the word, carrying kindness and the light of learning across every friendly poetic front. ------- ///___\\\ ------- “Poetry in Arms”   I hear the calling voices “Let's use our pens like guns!” and so I stand among them in Poetry in Arms.   I was young scribe in silence, and felt what wounds remain, from those who write in verses and others write in plain.   In pages like in trenches, sharp words in fierce desire, ink loaded like gunpowder, “Survive the evil fire!”   Our legendary Poets, Cover us with your care, and offer honest counsel, from any face hater.   If you walking this way, Don’t lose your heart and mind, evil will pass away from poetry unkind.   Hey, evil owful hater! Carefully listen us: We’ll prove you — words are matter! — in Poetry in Arms.   We don't it for a glory, Nor any applause goal, But tell you all the story What still lives in our soul.   And when depression hits you, Can't hold your pen like sword, Let all your thinks will go to: Weapon is hide in word.   Despite life meet last hour — Our poems never burns And we will live in our — Poetry in Arms. ------- ///___\\\ -------  
    • @LessLove Jaka ładna piosenka:-) Pozdrawiam

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • @Leszczym Wciąż się zastanawiam, ale chyba jednak wstawię ;) - najwyżej mnie zjadą...  Dziękuję za komentarz i informację. :) Pozdrawiam serdecznie! J. J. Zieleziński   @piąteprzezdziesiąte Wszystko gra ;) :)  Dziękuję za polubienie i komentarz :) Pozdrawiam serdecznie! J. J. Zieleziński
    • Jesienne poranki pośród srebrzystej mgły Mroczne i kontrastowe umierają w bieli Na pradawnym drzewie liście w pomarańczy Opadają niczym my aż topią się w ziemi A deszcz jak łzy trawi oraz wyniszcza je Po obtoczeniu przez wiatr w brudzie I tak trwają aż po dzień zaduszny Nagle stają się ważne gdy on wypada Jak słońce dla ziemi czy dla niej kochany Na ich miejsce świeczka się ustawia I niczym latarnia na morzu Dla dusz kieruje w mroku Aż w końcu wita nas Marzanna Pokrywając wszystko chłodną bielą Nic już nie ma od rana Nie ma koloru tylko dusze wieją
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...