Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Nie wiem czy nie uderzam w zbyt wysokie progi umieszczając tu swój tekst.;)
JEśli jenak kilka osób uzna, że nalezy go przenieść to po 4 dniach wywalę go i wrzucę do działu dla początkujących ;)

A oto on.

Sunka-wakan

1

Nad bezkresną, puszczą powoli zapadał zmrok. Przez gęste leśne poszycie przekradało się trzech czerwonoskórych. Byli to kilkunastoletni chłopcy wracający z polowania. Jeden z nich dźwigał dwa duże, dzikie indyki, których długie skrzydła okrywały mu plecy niczym płaszcz. Pozostali nieśli tylko swoja broń. Po pewnym czasie ptaki przejął ten idący w środku.
Gdzieś w pobliżu rozległ się cichy szelest, to mała wiewiórka, spłoszona ludzką obecnością przerwała konsumpcje żołędzia i stanęła na tylnych łapkach uważnie obserwując otoczenie. Zwierzątko przyglądało się przez moment intruzom, którzy zakłócili jego spokój poczym złapało swoją kolację i umknęło na najbliższe drzewo. Zwinnie przeskakiwało z konaru na konar i wkrótce zniknęło w plątaninie gałęzi.
Chłopcy ruszyli dalej. Nagle usłyszeli głośne końskie rżenie. Natychmiast się zatrzymali. Gdy wyruszali rano, wszyscy wojownicy byli w wiosce i żaden nigdzie się nie wybierał. Dwaj idący na końcu wymienili miedzi sobą podekscytowane spojrzenia, jednak najstarszy z nich, Lekka Stopa, nakazał im milczenie i powoli się oddalił. Wrócił po chwili i gestem polecił wycofanie się. Gdy odeszli kilkaset metrów, kazał im usiąść i odezwał się szeptem:

- Widziałem Shi-e-a-la * kąpiących się w rzece. Konie zostawili bez opieki w nadbrzeżnych zaroślach. Jest ich trzech, tyle samo co nas. Można by spróbować. Gdyby nam się powiodło mielibyśmy własne sunka-wakan * *.

Młodsi nie byli tak pewni. Lekka Stopa spojrzał na nich i z politowaniem machnął ręką i rzekł:

- Jesteście jak małe, tchórzliwe polne myszy. Jeśli chcecie zostańcie tutaj i pobawicie się patykami. Przynajmniej będę miął trzy sunka-wakan zamiast jednego.
- Nie jesteśmy tchórzami– odparł Szybki Mokasyn starając się nadać swemu głosowi odważny ton - idziemy z tobą.

Mała Sowa, który był najmłodszy i nie posiadał jeszcze prawdziwego, wojennego imienia skinął tylko głową, lecz widać było, że najchętniej by został. Wszyscy trzej wstali i poczęli skradać się powoli w kierunku wskazanym przez Stopę.


2

Świtało. Gładka powierzchnia wody lśniła w promieniach wschodzącego słońca. Jego blask na złoto podświetlał, powoli opadające ranne mgły zalegające nad jeziorem. Ptactwo wodne z krzykiem i trzepotem budziło się z niespokojnego snu. Gładką powierzchnię wody rozcinały piersiami pierwsze, nieliczne jeszcze stadka kaczek i dzikich gęsi.
Grupa czapli leniwie rozprostowywała swoje wielkie, szare skrzydła, a ich głośne wrzaski nieprzyjemnie zakłócały ciszę poranka. Ptaszyska odprawiwszy poranny rytuał poczęły gorączkowo buszować w wysokich trzcinach w poszukiwaniu pierwszego tego dnia posiłku. Z pod ich długopalczastych nóg z pluskiem uciekały w popłochu ropuchy, lecz były zbyt ospałe aby ujść szybkim, morderczym uderzeniom silnych dziobów.
Nagle z oparów wynurzyło się małe, brzozowe canoe. Siedział w nim młody Indianin z plemienia Odżibuejów, Nakrapiany Orzeł. Wyruszał właśnie na poranny połów. Miał na sobie w legginsy i kurtkę z miękko wyprawnej skóry jelenia, zaś jego stopy osłaniały wysokie mokasyny ozdobione kolcami jeżozwierza. Na dnie łodzi leżał sprzęt wędkarski oraz typowo indiańska broń, łuk i strzały. Podczas gdy wielu jego współplemieńców posiadało już strzelby on wierny był tradycjom przodków i odrzucał wszystko co pochodziło od białych. Ponadto za jego pasem połyskiwał ostry, obosieczny nóż .
Czerwonoskóry skierował canoe na prawo, w kierunku miejsca, w którym do jeziora wpadał mały strumyk. Przybił do brzegu i ukrywszy łódź w zaroślach wziął wędki i broń, poczym ruszył dalej piechotą. Po chwili dotarł do miejsca gdzie stara bobrowa tama utworzyła na potoku rozległy, długi na dwieście, a szerokie na pięćdziesiąt jardów zalew. Rozebrał się, położył ubranie na brzegu i z wędkami oraz bronią na plecach w pław dostał się do małej tratwy zacumowanej na środku rozlewiska. Usiadł na niej z nogami w wodzie, nałożył na haczyk przynętę z kawałka robaka i zaczął łowić.
Mijały godziny, a na wędkę Nakrapianego Orła nie złapała się nawet marna płotka, w dodatku robiło się coraz goręcej. Indianin spojrzał na niebo i stwierdził, że dawno minęło południe i dzień po woli miał się ku końcowi. Był niezadowolony. Nigdy jeszcze nie miał takiego pecha i zaczynał już myśleć, że obraził czymś ducha potoku, ale powód mógł być również bardziej przyziemny i banalny, po prostu łowisko mogło się wyczerpać. Złożył więc sprzęt i przeprawiwszy się na brzeg poszedł w stronę canoe. Odnalazł je bez problemu i wypłynął na jezioro. Po godzinie dotarł do miejsca gdzie jego brzegi schodziły się ze sobą tworząc wąski przesmyk. Przedostał się nim na drugie większe jezioro. Na jego przeciwległym krańcu leżała osada niefortunnego rybaka.
Gdy czerwonoskórego dzieliło od brzegu zaledwie parę metrów dały się słyszeć krzyki gniewu i przerażenia. Nakrapiany Orzeł przepełniony złymi przeczuciami zacumował i szybkim krokiem udał się w kierunku placu w centrum wioski. Przed tipi wodza, Kruczego Skrzydła stało dwóch obcych przybyszów. Jeden z nich był ciężko ranny i podpierał się na kiju. Drugi opowiadał coś naczelnikowi wioski.

- A więc mówicie, że napadli was Dakoci ?
- Poznaliśmy ich ubraniach. Nie byliśmy przygotowani do odparcia ataku. Jeden z nas zginął, a mój brat Wilczy Pazur jest ciężko ranny. Zdarzyło się to zaledwie parę godzin drogi od waszej wioski.
- Zaraz poproszę mojego syna który właśnie nadchodzi, aby zaprowadził twego brata do naszego szamana. Ciebie zapraszam do swojego namiotu. O Wilczego Pazura nie musisz się martwić.


3

Gdy wszyscy się już zebrali i odprawiony został ceremoniał palenia fajki pokoju. Wódz, Krucze Skrzydło przemówił pokrótce wyjaśniając sytuacje.

- Moim zdaniem – rzekł Lisi Ogon. - Należało by wysłać do Dakotów kilku naszych wojowników. Obecnie żyjemy z nimi w zgodzie, lecz jak wszyscy wiemy ten pokój jest bardzo kruchy.
- Nie wypada nam jednak mieszać się w sprawy innych plemion - odparł Samotny Jeleń.
- To prawda - odezwał się doświadczony Bizoni Róg - Cree powinni sami się o siebie troszczyć, my możemy im jedynie udzielić pomocy. Dostarczymy konia i pozwolimy rannemu Wilczemu Pazurowi pozostać w naszej wiosce do czasu powrotu jego brata. Nie możemy jednak ignorować pojawienia się wojowników obcego plemienia tak blisko naszych siedzib. Proponowałbym więc wysłanie z Cree kogoś z naszych by wyjaśnić tę sprawę.


4

W tipi panował półmrok. Dwóch mężczyzn siedziało przy ognisku i pykało fajki. Nagle rozległ się głuchy tętent kopyt, który ucichł tuż przy wejściu do namiotu i w chwile później do wnętrza weszło trzech „koniokradów”. Jeden z siedzących bez słowa polecił im zajęli miejsce naprzeciw niego.

* Shi-e-a-la (dakota) – nazwa nadana Indianom Cree
* * sunka-wakan (dakota) –konie, dosł. „tajemnicze psy”.

Dane do przypisów pochodzą z książki Alfreda Szklarskiego „Złoto Gór Czarnych”

Opublikowano

Salazar malowniczo opisujesz krajobrazy, z fotograficzną wręcz dokładnością, spokój tknie z tych opisow jakas wewnetrzna radość, lecz dialogi - to jest tylko moje zdanie z ktorym wcale nie mosisz sie zgadzać - są troszke drętwe,za mało soli i pieprzu.
pozdrawiam

Opublikowano

Faktycznie, ten tekst w P jest lepszy. Obawiam sie jednak, ze malo kto sie zainteresuje. Bo tu nie bywaja, a poza tym piszesz w takim staroswieckim stylu. To fajne dla mnie, bo juz nie mlody jestem, ale reszta... Ano obaczym. Zwroc uwage na wtornosc twoich historii :)))

Opublikowano

Cośik zmieniłem w dialogach, ale niewiele. Problem z tego typu opowiadaniami jeste taki, ze Indianie (sam ich nie słyszałem, wiem to z książek, a połknąłem ich masę) tak właśnie nieco drętwo się wypowiadają. Są sztywni, poważni i nie uzewnżtrzniają uczucz. Tradycyjny stereotypowy anglik to przy nich totalny luzak.

Co do powtarzalności, nie nietety też tak jest z tymi Indiańcami, cokolwiek się wydarzy musi zebrać sie narada i tyle. Mogę jedynie skasować jej przebieg i opisać jej rezultat w kilku zdaniach, jeśli myślicie że to dobry pomysł i tak będzie lepiej to powiedzcie.

Ale jeśli ktos nie czytał poprzedniego, to nie będzie mu przeszkadzać, podobny schemat początku, zresztą to dopiero pocztek opowiadania i dalej będzie już zupłnie inaczej.

pozdrawiam i dziekuję za odzew

Opublikowano

"Dzięki waszmości za miłe słowo"
OStro to sie wziąłem, ale za moje stare teksty, które biorę na warsztat i znęcam się nad nimi dla ich dobra. Zostawiam tylko szkielet, a resztę buduje od nowa. Własnie powstaje kolejne i gdyby nie ta przekleta sesja pewnie już dawno by sie ukazało.

pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Łukasz Wiesław Jasiński Dziękuję! No cóż, starałam się przejrzyście, logicznie, po prostu. Pozdrawiam 
    • @Poet Ka, dziękuję i pozdrawiam.
    • Wszystkiego, co wiem, nauczyłem się od czarownic. Paracelsus
    • 20:48 M. 7 Al-Si [Jeśli mam mieć tylko Twój żar] Jacques Brel Jeśli mam mieć tylko Twój żar, by odziać nas w cud I ubrać w słońca czar przedmieść tych tęczę złud, Jeśli mam mieć tylko Twój żar Tylko dla tańca bzów - Jest mojej piosenki wart I ukojenia tchu... Jeśli mam mieć tylko Twój żar Aby ranek ubrać - w mgłę, Jak biednych i tych co ich czart.. - W płaszcze wyszywane snem Jeśli mam mieć tylko Twój żar I modły, które do nieba ślę Za bolączki, jakie zna świat, Jak trubadura śpiew Jeśli mam mieć tylko Twój żar Aby ofiarować tym, których jedyna gra To wejść w światła rym Jeśli mam mieć tylko Twój żar Aby wytyczyć szlak I znaleźć drogę wśród mar Tam, gdzie dróg wciąż brak Jeśli mam mieć tylko Twój żar By przekrzyczeć huk dział I tylko ten hymn, co ciszę skradł, By werblowi kazał, by zamilknąć chciał Wtedy, mając jedynie za broń Siłę, którą daje Twój żar, Wtedy ujmiemy w dłoń, Przyjaciele – Cały świat! "Zaraz będę ) za chwilę....( I. Od chryzantemy do chryzantemy Rozpadają się przyjaźnie Od chryzantemy do chryzantemy Zanikają w naszej jaźni ci, których kochaliśmy. Od chryzantemy do chryzantemy Inne kwiaty robią, co mogą Od chryzantemy do chryzantemy Mężczyźni płaczą; kobiety płyną obok. Zaraz będę, za chwil parę, Ale tak bym chciał jeszcze Zawlec znów swoje kości stare Do słońca, aż do lata, Do wiosny, aż do jutra... Zaraz będę, za chwil parę, Ale tak bym chciał jeszcze Zobaczyć raz, czy rzeka Ciągle jeszcze czeka, czy zatoka Jest dalej przystanią, znów tam stanąć... Zaraz będę, za parę chwil Ale dlaczego ja, czemu teraz Dlaczego już i dokąd, i po co mam iść ? Zaraz będę, za chwilę.,., oczywiście, Zawsze byłem tylko przybyszem... Od chryzantemy do chryzantemy Za każdym razem coraz bardziej stary, Od chryzantemy do chryzantemy Coraz bardziej nie do pary... Zaraz będę, za chwilę.,. Ale tak bym pragnął Znów wsiąść w miłość, na gapę, Jak wsiada się w autobus, By już nie być sam, By być na czyimś progu, Znowu czuć się dobrze, tam... Zaraz będę, za chwilę.,. Ale tak bym pragnął Znów gwiazdami nakarmić Drżące ciało i paść martwy Miiłością spalony jak słońcem, Z sercem spopielonym... Zaraz będę, za chwilę.,. To nawet nie ty jesteś wcześniej - To ja już się spóźniłem Zaraz będę, za chwilę.,., oczywiście, że będę Czy kiedykolwiek byłem kimś innym, niż przybyszem"? II. Oczywiście, przechodziły(-ście) burze: Dwadzieścia lat, to miłości )zgrubny( szal - Tysiąc razy, pakowałaś torby, (spałaś w biurze) Raz, tysiąc, wzbijałam/liśmy się w powietrza ]dal[ I każdy tu pamięta kąt, W tej } szpitalni { bez kołyski: Wybuchy, ]dawnych[ burz(y swąd); Nic nie przypomina(ło) niczego innego(whisky?) Tobie odebrało }wody{ smak(to błąd!) A mnie smak podbojów(dla oldbojów). Tak, Ale miłości ma Ma słodka, ] nie-[czuła ma cudowna miłości! Ja/Od (jasnego!)świtu aż do {końca} dniaWciąż cię kocham, wieszKocham cię Ja znam wszystkie )twoje( zaklęcia Ty znasz wszystkie Czary- [Mary me] Wodzi(a)łaś mnie z pułapki (do pułapki) szarmanckiego( -księcia Od czasu (do czasu), traciłe/am }cię{ Oczywiście, miałaMś kilku kochanków Musieliśmy (jakoś) zabić czas: Ciało musi się radować }o poranku] ]w ranku [ Ale w końcu, w końcu nad/nas... Potrzebowaliśmy mnóstwa talentu/jak kwlazł, właz Aby się zestarzeć, nie będąc dorosłymi {zejdź z ganku!} Im więcej czasu nas otacza I tym więcej )czasu( nas dręczy czas Ale czyż to nie najgorsza pułapka[nagra,cza] Dla kochanków, by żyli w pokoju (zgodnie,wraz)? Oczywiście, płaczesz trochę mniej, wkrótce Rozpadam się trochę później] kawałki/na[ Mniej chronimy nasze sekrety (przed/po wódce) Mniej pozostawiamy przypadkowi}-naj( Nie ufamy nurtowi życia. Pokrótce: malutcy!!! Tak.Ale to wciąż delikatna wojna(ciał/maj) [Instrumentalne zakończenie] Moja płaska ziemia Gdy Morze Północne uparcie bije w wysokich wydm asfalt, A białe płatki piany sypią się na ich grzbiety, Gdy gwałtowny przypływ uderza w czarny bazalt A mgła szara opada na wałów szkielety, Gdy podczas odpływu plaża jest dzika jak pustynia A mokry zachodni wiatr syczy jadowicie Wtedy moja ziemia stawia opór… staje się, zaczynia, Moja płaska ziemia… Moje stłamszone życie... Gdy deszcz moczy ulice, place i rabaty, Dachy i iglice strzelistych aktów kościołów, To jedyne góry na tej płaskiej ziemi bez kwiatów... Gdy ludzie to karły pod okiem aniołów... I gdy dni mijają w nudnej zwyczajności, A wzburzony wiatr wschodni sprawia, że ziemia jeszcze bardziej się płaszczy w swej uniżoności, Wtedy moja ziemia czeka… Moja płaska ziemia… Na której nie ma Ni zwierza, Ni człowieka Gdy niebo nad nami leżące delikatnie muska płaską wodę, Gdy ciążące niebo uczy nas pokory, Gdy niebo lekceważące dla pozoru się staje szare jak łupek z piekła rodem, Kiedy niebo na nas leżące jest blade jak glina, jak skóra chorych, Kiedy wiatr północny dzieli polder na cztery, Kiedy północny wiatr kradnie nam oddech, Wtedy moja ziemia pęka jak te poldery… Moja płaska ziemia… Mój wieczny bez, bezoddech... Kiedy Skalda lśni w południowym słońcu, A każda Flamandka zakłada letnią sukienkę, Kiedy pierwszy pająk tka pajęczyny w końcu, A pola tulipanów parują w lipcowym słońcu, przepięknie Kiedy południowy wiatr buszuje w zbożu, Kiedy wiatr południowy raduje się drogą i bezdrożem Wtedy moja ziemia świętuje… Moja płaska ziemia… Moje serce już niczego Nie żałuje... ─── WAŻNE STRONY

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      W porcie Amsterdam W porcie Amsterdam Są żeglarze, co śpiewają I sny, co sen odbierają, U wybrzeży portu Amsterdam. W porcie Amsterdam Są żeglarze, którzy śpią Jak sztandary, co lśnią Wzdłuż ponurych brzegów. Tam. W porcie Amsterdam Są żeglarze, którzy umierają Pełni piwa i dramatów z annałów O świcie, tam w porcie Amsterdam. Lecz w porcie Amsterdam Są żeglarze, co rodzą się W gęstym upale i nie rzadszej mgle Od oceanów ospały port Amsterdam, tam. ─── W porcie Amsterdam Są żeglarze, którzy chcą jeść Na zbyt białych obrusach, jak ich życia treść Ociekająca rybami – port Amsterdam. To nie przystań dla dam! Pokazują ci zęby całkiem połamane, Które sprawiają, że chcesz W jabłko Fortuny wgryźć się, Aby księżyc ubolewał, Że całuny chcą żreć, I pachnie dorszem żołądka treść... W samym jądrze frytki, Którą biorą w swoją wielką dłoń, By wrócić, wstają ze śmiechem do bitki. W burzliwym hałasie Zapinają rozporki i wychodzą, bekając w niedoczasie. W porcie Amsterdam Tańczą marynarze, Pocierając brzuchy, jak zwyczaj każe, O brzuchy kobiet. Kręcą się, tańczą jak w żałobie, Jak wypluwane słońca, W rozdartym dźwięku skwaszonego akordeonu, tak bez końca. Wykręcają szyje, Aby lepiej słyszeć swój śmiech, co buty szyje, Aż nagle akordeon gaśnie. Wtedy z poważnym gestem, a potem z dumnym spojrzeniem, tak właśnie, Wyciągają swoich bękartów z powrotem na światło dzienne I piszą testament w synaptyczny atrament.... ─── W porcie Amsterdam Tańczą marynarze, którzy piją, I piją, i piją znowu, I piją jeszcze trochę, każdy sam. Piją za zdrowie Amsterdamskich kurw Z Hamburga czy gdzie indziej tam: Z wszystkich tych dziur. Wreszcie piją zdrowie dam, Które im udzieliły swoich pięknych ciał, Które dają im swoją cnotę cnót, Za złotą monetę obciągają drut. A kiedy wreszcie nasycą się, Wtykają nosy w niebo, Wydmuchują nosy w całun gwiazd, Sikają się, jakby im zbierało się na płacz Nad niewiernymi kobietami, z którymi trzeba... W porcie Amsterdam, W porcie Amsterdam, W porcie nie dla dam, Porcie, gdzie każdy sam. ─── Marieke Jacques Brel Aj Marieke, Marieke Kochałam cię tak cudnie Między wieżami Gandawy I Brugii Aj Marieke, Marieke Dawno temu, zmienne l złudnie Między wieżami Brugii i Gandawy Bez miłości, cudnej miłości Wiatr wieje, cichy wiatr Bez miłości, pełnej miłość Morze płacze, szara morza dal... Bez miłości, cudnej miłości Światło cierpi, światło w cień A piasek trze moją ziemię przemiłą Moją płaską ziemię, o mojej Flandrii sen Aj Marieke, Marieke Flamandzkich nieb Kolor wież Z Brugii i Gandawy niesie się Aj Marieke, Marieke Flamandzkie niebo daję w zastaw Płacz ze mną Od Brugii do Gandaw Bez miłości, cudnej miłości Gdy wieje wiatr, to już koniec Bez miłości, pięknej miłości Gdy morze płacze, już skończone Bez miłości, gdzie jest cudna miłość? Gdy światło cierpi, wszystko w cień A piasek harata moją ziemię, co skryła... Moja płaska ziemia, mój o Flandrii sen. Aj Marieke, Marieke Me flamandzkie niebo nieb Czy było ciężkie zbyt, Marieke? Z Brugii aż do Gandawy het? Aj Marieke, Marieke Od twoich dwudziestu lat Które tak pokochałem w mig? Z Brugii do Gandawyv aż Bez miłości, cudnej miłości Gdy śmieje się diabeł, czarny czort Bez miłości, pięknej miłości Gdy moje serce płonie, me serce, bo; Bez miłości, cudnej miłości Gdy umiera lato, smuci się czas A piasek szoruje moją ziemię tak miło Moja płaska ziemio, o Flandria na 5 Aj Marieke, Marieke Czas powraca powraca czas Z Brugii do Gandaw żyje w nas Aj Marieke, Marieke Zawraca czas Gdy kochałaś mnie Z Brugią i Gandawą wraz Aj, Marieke, Marieke Wieczorem w sam raz Entre les tours De Brugges à Gand Aj, Marieke, Marieke Każdy staw Otwiera wrota bram van Brugge naar Gent (x4) van Brugge naar Gent (x4) van Brugge naar Gent (x4)  III. Nie zostawiaj mnie Już zapomnieć czas, Co nam wszystko skradł I: zapomnieć czas - Życia wieczny zbieg Zapomnieć nieporozumień czas I straconych lat... Wciąż martwić się, jak Zapomnieć o dniach, które niosły jad Wymierzając cios W sam serca splot [2] Nie zostawiaj mnie Nie zostaw mnie tu Mnie nie zostaw, nie Mnie nie zostaw mu... Nie zostawiaj mnie Już zapomnieć czas, Co nam wszystko skradł I: zapomnieć czas Życia wieczny zbieg Zapomnieć nieporozumień czas I straconych lat... Wiedząc jak Wciąż martwić się, jak Zapomnieć o dniach, które niosły jad Wymierzając cios W sam serca splot  [2] Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj tu Nie zostawiaj, chcę... Nie zostawiaj: Złu Ja dam ci Perły dżdżu Z krain tych, Gdzie nie pada znów I wydrążę z ziem Aż po śmierci tlen by skryć ciało twe W całun światł i złót I stworzę świat, gdzie miłość będzie królem twym miłość - prawem mym A królową - ty Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj, bo... Mnie nie zostaw, nie Nie zostawiaj, co... Nazbieram ci słów słów Bez sensu, lecz Ty zrozumiesz je... Opowiem ci baśń O kochankach tych Co widzieli razy dwa Jak płoną serca ich I: opowiem ci Baśń, jak ten król Co go zabił ból, bo Nie mógł spotkać twych dni Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj, kto... Mnie nie zostaw, nie Nie zostawiaj, to... widzieliśmy nie raz jak Ogień tryska znów Z góry starej jak świat Wulkanu, co wszak... Nie nów Przecież mówią wszem, że Ze spopielonych ziem lepszy diamentów plon, Niż z kwietniów wszech, bo on.. A gdy nadejdzie sen niebo w ogniu ma stać Wtedy Czerwień i Czerń swój ślub będą brać Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj, czy... Mnie nie zostaw, nie Nie zostawiaj, mi... Nie płaczę już Nic nie mówię, bo... Schowam się tuż tuż Patrzę na twą dłoń Patrzę przez twą skroń Patrzę w twoją toń ... Tańczę i śmieję się I słuchając cię Śpiewam, a potem milknę jak i gdzie... Daj mi ostać się Jako cień twego cienia cień twojej ręki cień,a nawet cień twojego psa Nie zostawiaj mnie  Nie zostawiaj, już... Mnie nie, nie Nie zostawiaj, tuż... ... Tuż ...   @Michał Pawica## Wstęp: List otwarty do Mistrza Wojciecha    
    • @Mel666   sierść jeży mi się na karku jak czytam ten wiersz.  Oryginalne pisanie. 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...