Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Widzę zdziwienie na twarzach. Eukaliptus drzewem mądrości? Niby dlaczego? Rajska jabłoń kojarzy się od razu, ale nie eukaliptus. Ale, pozwólcie, że wytłumaczę. Jako mały chłopiec wchodziłem na wielką, wysoką topolę i myślałem, że siedzę na czubku świata, na eukaliptusie ogromnych rozmiarów i jestem misiem koala, który spija szczęśliwie słodycz z pędów tego drzewa szczęśliwości. Oblizywałem się co jakiś czas, co czyniłem, by upodobnić się do niego całkowicie. Babka nieraz wołała mnie ze łzami w oczach. Ze łzami rozpaczy, gdyż nie widziała mnie w zasięgu swego krótkiego wzroku, a nawet gdyby miała długi, to też by mnie nie dojrzała na wierzchołku topoli. A ja miałem podwójną przyjemność, gdyż łzy babki bawiły mnie tak bardzo, że topola trzęsła się od mego śmiechu. Po wołaniu następowało zazwyczaj dreptanie w przyśpieszonym tempie wokół podwórka i zaglądanie do moich porzuconych już kryjówek, o czym oczywiście wtedy jeszcze nie wiedziała. Jej krok stawawał się coraz bardziej niepewny, jak trzciny podcinanej wiatrem i głowa trzęsła się jak galaretka, którą zwykła przyrządzać mi na deser. Niesamowicie mnie to bawiło. Uważać musiałem tylko na zbyt duże wychylenia gałęzi spowodowane moją rozedrganą spazmem śmiechu osobą. I tak już, prawie co dzień. Obrywało mi się od niej po skończonym seansie zabawy w ciucibabkę. Targania za uszy nie było, gdyż babka była z dobrej rodziny i tego rodzaju praktyk nie stosowano wobec niesfornych dziatek, ale parę upomnień i moralizatorskich pouczeń dostawało mi się zaraz po zejściu z drzewa, które spowodowane było zwykłym głodem i ścierpnięciem nóg. Nic sobie nie robiłem z jej, pogodnym i szlachetnym głosem, o barwie kwitnących fiołków, jak bym dziś powiedział, wypowiedzianych uwag. Zjadałem pośpiesznie drugie śniadanie i z miłym uśmiechem wypowiadałem zazwyczaj to zdanko:

-Przepraszam , babciu, już się więcj nie zdarzy. Nie słyszałem jak wołałaś. Zasłuchałem się w kukanie kukułki.

Babka lubiła żarty i podejrzewając, że jest to bujda na resorach, uśmiechała się pod nosem, dodając:
-A gdzie żeś to ją zoczył, Łukaszku kochany? Następnym razem weź mnie ze sobą. Posłuchamy razem, bo w ogrodzie naszym, ani kukułki ani ciebie nie było.

- Ale, babciu, była, tylko Ty już nie słyszysz dobrze. I jak wyszłaś to się przestraszyła. A ja stałem za drzewem, żeby jej nie przestraszyć, to mnie nie widziałaś.

- Ach, mój drogi Łukaszku, wiesz jak cię kocham, ale z babci żartów robić, nie powinieneś. Jesteś z dobrej rodziny i takie zachowanie jest w niej potępiane. Kłamać tylko trzeba, gdy mąż pyta o pieniądze. Babka mrugnęła porozumiewawczo okiem. Gdzie się podziały, na przykład. To trzeba mówić: „Wyfrunęły za bocianem, kochanie, który chciał nawiedzić nasz dom, ale się rozmyślił, jak mu powiedziałam, że może wziąć te pieniądze”.Dziadek wówczas uspokajał się i kłótnia zażegnana. No, ale ty nie masz powodu kłamać. Mów prawdę, gdzie byłeś. Wiesz, że mam słabe serce.

-Wiem, babciu, ale Ty jesteś taka dobra i zawsze wiesz, kiedy kłamię, to po co mam nie kłamać, jak i tak wszystko wiesz.
-Tego robić nie wolno, zwłaszcza chorej babci. Nie wiesz jak mi serce z lęku staje, gdy nie widzę cię w ogrodzie. Czy chcesz zostać sierotką bezbabciną? Wystarczy chyba, że dziadek odszedł, gdy dowiedział się, że bocian znów przyleciał, kochany Łukaszku. Dlatego wiecej już nas nie odwiedza, bo dziadek czasem mi się śni jeszcze, a może nie śni, bo to jak na jawie. A dziadek bardzo go nie lubił...

-Babciu, a dlaczego dziadek nie lubił bociana? Nigdy go u nas nie widziałem. Czy on często przychodził?

-Często dość-powiedziała babcia niezbyt dla mnie zrozumiale. W każdym razie już nie przychodzi. Raz się nawet bałam po śmierci dziadka, ale odleciał na szczęście. Ale... co ja mówię, Łukaszku. Potem już nawet przede mną uciekał, powiedziała z tajemniczym uśmiechem. Idź, poszukaj bociana w książeczce, to ci czas jakoś zleci do przyjścia mamy. A wiesz jak nie lubi jak gdzieś znikasz i zmęczona po pracy musi, razem ze mną, poszukiwać cię tam, gdzie kukają kukułki. A to tylko ty wiesz, gdzie to jest, a my tylko wiemy, że ona kuka stanowczo za często. Idź, mama się ucieszy jak cię zastanie chociaż raz przy lekcjach, zamiast na wierzbie.

-Na topoli, babciu- powiedziałem cicho, ale chyba nie dosłyszała.

Zdawałem sobie sprawę, że babcia chyba taka wcale ślepa nie jest, ani też stara, jak mi się zdawało czasami, ale też pewności nie miałem czy może naprawdę nie myśli, że ja na wierzbie przesiaduję, która rosła w drugim końcu ogrodu, i na której nawet kota można by dojrzeć nawet po zmroku. Chcąc ratować sytuację strzeliłem:

-Babciu, ja na eukaliptusie siedzę. Nie wiesz o tym?

-Wiem, wiem, kochany, przecież ja nic innego nie robiłam jak byłam mała, jak tylko to. Prawda jak przyjemnie? Ssiesz czasem listki i wyobrażasz sobie, że jesteś koala?

-Tak babciu, nawet cały czas.

-A gdzie ma „gniazdko” ten koala, Łukaszku?

-A tego ci babciu powiedzieć nie mogę. On zmienia „gniazdka”.

-Łukaszku, idź już do lekcji, bo jak mama się dowie, że przegadaliśmy tyle czasu, to nawet mnie się dostanie, zaśmiała się babka.

Popatrzyłem na nią i jakoś mi się żal zrobiło, że ją tak oszukuję. Nie wiem dokładnie dlaczego. Może dlatego, że zawsze mi mówiła, że kłamią tylko złe misie, jak byłem całkiem mały. Nawet wtedy tym się nie przejmowałem. Zrobiło mi się jednak nieswojo. Dlaczego teraz coś mi każe powiedzieć jej prawdę? A może ona i tak już dosłyszała?
Patrzyłem jak wpatruje się w zdjęcie dziadka za szkłem kredensu i jak smutnie przy tym wygląda.

-Na topoli, babciu! -Powiedziałem jednym tchem.

-No, Łukaszku, wiedziałam, że się dogadamy. Od jutra tylko na wierzbę! A dolne gałęzie topoli będą wycięte. Każę panu Kazikowi poobcinać. Eukaliptusy nie są aż tak wysokie jak topole, więc będziesz się jeszcze lepiej czuł. I po co ci tyle gniazdeczek, kochany? Z tego nawet stara babcia da radę cię ściągnąć do lekcji.

Popatrzyłem na nią z niesmakiem i pomyślałem, że ten bocian, to miał rację, że przed nią uciekał.

Wycięła moje drzewo szczęśliwości samymi tylko słowami-dodaję już jako dorosły Miś Koala. I patrzę na zdjęcie dziadka z nieukrywanym szacunkiem. Babcia podcięła moje zaufanie bezpowrotnie. Nigdy już go nie odzyskała. Dzieci są bardzo wrażliwe. I choć wiem, że była naprawdę szlachetną i mądrą osobą, wyłączając czas, kiedy po śmierci dziadka zwariowała na punkcie jakiegoś gugusia, który miał zaledwie dwadzieścia sześć lat, to już jest tylko dla mnie babcią z tego obrazka, sztywno patrzącą w dal. Nie mam do niej żadnych uczuć. I to mnie naprawdę boli.

Opublikowano

Jak się wie, co dobre, a co złe, to już się mądrym jest, chyba.
Poważnie-no, właśnie tego się obawiałam, ale, to takie ważne?
Co do zakończenia:
To wedle gustu. Zgadzam się z Tobą. Pierwotnie miałam taki zamiar. Jednak
z tym zakończeniem ma inną wymowę. Mitu nie obalę. Babcie cenią i kochają wszyscy(z grubsza), ale tu chodzi o specyficzną sytuację. Pozdrawiam

Opublikowano

Anna - Babcia i Łukaszek nie każde dziecko może być takim szczęściażem i posiadać swoje tajemnice, dowcipne, przepełnione refleksją komentarze ludzi ze sporym już bagażem życiowym. tylko landrynek brak.....
pozdrawiam

Opublikowano

Tak jak już napisałam. Może kończyć się w miejscu..."da radę ściągnąć cię do lekcji"-wówczas będzie trochę jak humoreska. Jak kto woli. A jeśli chodzi o babcie-ukłony w ich stronę. Każda babcia na wagę złota, pod każdym względem. A w tym opowiadaniu, wnuczek, niestety przewrażliwiony. Bywa. Serdeczne dzięki za komentarze. Cieszę się, że zaglądacie, pozdrawiam. Dla Ashera dedykuję dziś utwór śpiewany pt. "Ballada o ciotce Matyldzie" ("Pod budą")- na deszczowe dni. Bardzo lubię. Dobre na dżdżystą pogodę i takie babcine.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @APM A mi się trochę skojarzył z tytułem "Buszujący w zbożu". Być może nawet pobrzmiewa w nim to samo pragnienie ocalenia dziecięcego, ufnego, nieskomplikowanego podejścia do życia, z pogranicza bajki (druga zwrotka) przed zagubieniem przed przytłaczającym światem doświadczeń i zjawisk. Franciszkański duch tekstu może być w tym pomocny.  
    • @Florian Konrad Trochę czytałem Twoich wierszy przez ostatnie lata (tu i w jeszcze innym miejscu) i raczej nie jest to coś, co do mnie trafia, bo zwykle masz kłopot z temperowaniem patosu. Ten też ma takie elementy, ale jakoś lepiej płynie.
    • @tie-break hollow man Schrödingera... padłem. Tak, tak... Dużo, dużo więcej się widzi - wizualnie i mentalnie gdy się tak jeździ po mieście. @tie-break Jestem po pierwszym czytaniu Twojego miejskiego wiersza - pięknie płynie. Poczytam jeszcze.
    • Biegam po mieście, wynajdując ślady, które tylko zmyśliłam akurat na tej ulicy, na tej stacji metra. Z plakatów, ulotek – prosto na ziemię osypują się uśmiechy. To mogłam być ja, ale mnie nie było akurat w tym pasażu, w bezwstydzie tej bramy.   Vege-bar kusi zdjęciami grillowanej cukinii, marchewki, szparagów; może zostawiłeś na szybie kolor szalika (nawet nie wiem, jaki), albo pod stolikiem skrzypienie butów. Głód ułapił za szyję w samym centrum.    Śnieg osiada bezgłośnie na nagich ramionach modelek z reklamy bielizny dla czarnych kocic. Przyciągają wzrok, gdy stoisz w korku. Ciepło wdrapuje się na szyję na całą długość spojrzenia, choć wilgotne popołudnie już uspokaja puls. Zaciąga wertikale w oknach biurowców. Gdzieś na wysokich piętrach - wyobrażam sobie kroki, do których chłodnego rytmu wiele dni temu dostroiłam każdą frazę.   Teraz słowa jeżdżą windami od nieba do piekła.   Z przejść podziemnych wychodzą w stygnącą mżawkę koślawi bohaterowie bajek, odlepieni od wyklejanki niedbałego przedszkolaka. Wmieszana w ich zagubienie, odwracam głowę jeszcze na kilka sekund. Czy to właśnie twój klakson, twój zgubiony portfel?   Odchodzę od miejsc wspólnych, lecz nigdy nie-naszych, kiedy pierwsze sodówki ostrożnie rozkładają wzdłuż chodników chybotliwe stragany, a wiatr wyprowadza cienie na spacer po Alejach. Od bieli w oczach coraz ciemniej. Zanurzona w ulicznym bezkresie, pachnę wszystkimi miastami, które znasz.  
    • @hollow man 

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      To niezwykłe uczucie, bycia równolegle w centrum i obok, spokojnego dystansu, gdy nigdzie po nic nie musisz się zatrzymywać, a zarazem uczestnictwa, jesteś częścią tego strumienia i jednocześnie nie jesteś (jak hollow man Schrödingera ;) ) Przypomniał mi się mój stary wiersz o mieście, może go wrzucę ;)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...