Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

nie mów nic o mnie

pocięta we łzach
udusiłam wspomnienie
pokryte jeszcze wczorajszą
mgłą

przez okno
głęboko we własnych oczach
topię marzenia
nierealne

a ty mnie usidlasz
realnością swych fantazji
nienawiścią miłości
i
samym sobą
zamkniętym w jej
przedwczorajszych snach

ja o tobie nie wspomnę


________________________________
napisane za natchnieniem Negatywu.

Opublikowano

Całkiem całkiem. Ode mnie +
Ale poczepiam się troszkę. Powtarzam się na tym forum, ale użycie słów "miłość" "marzenia" wymaga dobrego pomysłu. Są one tak często używane, że bez nietuzinkowego pomysłu na nie, stają się banałem. I myślę, że tu tego pomysłu zabrakło.
Podoba mi się klamra, w którą ujęłaś wiersz.
pozdr

Opublikowano

dla mnie jest to całkiem, całkiem...niedobre. widać, że metafory są wymuszone, dawałaś je żeby było ładniej i lepiej, ale nie zawsze cel uświęca środki.
"marzenia
nierealne",o tym śpiewano piosenki, pisano wiersze,mówiono w publicznych przemówieniach- dajmy spokój tym marzeniom, niech sobie będą same dla siebie, skoro i tak nierealne, po co się nad nimi rozwodzić? aha, czy uważasz, że takie samotne "i" potrafi się obronić? nie sądzę. całość mi się nie podoba, bo zbyt wiele w niej (kiepskich) sloganów, które zresztą już gdzieś słyszałam ale to nieistotne. pozdrawiam

Opublikowano

Kolejny z cyklu "do niego". Jak ja nie cierpie takich smerfów! Z antagonizmami na bok jednak, też za dobrze to nie wygląda. Końcówka to tylko o kant wiadomo czego potłuc, brak konceptu rzuca sie tu w oczy niestety i to utworowi nie służy. Ostatni wers moze zostać jako pointa (ale coś ją musi wtedy poprzedzić, a zakłądam, że ta strofa na konću wzięła urlop), tyle że dodałbym słowo "już" po słowie "tobie".

Opublikowano

strasznie melancholicznie....oj strasznie...
znowu "łzy" "miłość" "marzenia" :D
samotne " i " jest troszke za samotne
bardzo podoba mi się pierwszy wers- zachęca do dalszego czytania
potem troche gorzej
pozdrawiam gorąco i upalnie

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...