Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Trawa

Mnie co pojęć wystarczyły sidła,
żeby myślom było lekko jak kwiatom.
Przez samotność co w końcu obrzydła,
łeb ukręcam niezbadanym światom.

Lecz ta strofa - przyznacie - jak złoto !
Lub jak trawa szumiąca do kolan.
To się błyszczy gdy idę piechotą,
to znów wiedzie przez łąki i pola.

Mnie, co się wyrzekł poprawy.
Co na nogach Pegaza się chwieje.
Co nie znalazł nic oprócz trawy,
za to zyskał na powrót nadzieję.

Autor: e-m-e-m

-------------------------------------------------------

K(w)icz

Jutro rano
wyjmę z szafy mój b(k)icz
na dzień dobry
złoję ci nim plecy

Zwiniesz się w kłębek
jak zwija się
dżdżownica
dźgnięta patykiem

Pozwolę ci wstać
i wziąć prysznic
żeby nie śmierdziało
nastawisz pranie

W tym czasie
posiedzę przed telewizorem
a ty przyniesiesz mi w zębach kapcie
i zimne piwo

Kiedy umyjesz
naczynia
pozwolę ci mnie błagać
o całowanie moich stóp

Wieczorem zrobisz obiad
pies wyjdzie z tobą na spacer
Jeżeli będziesz grzeczny
połechcę cię obcasem po tyłku

Jeszcze wyjdziesz na ludzi
jutro rano będziesz nawet
kwiczał na zawołanie
Kochanie teraz śpij


Autor(ka): marri huana

--------------------------------------------------

wizja

patrzę codziennie i ciebie podziwiam
jakbyś był synem słońca wspaniałym
gdybyś tylko szeptał me imię do gwiazd
na pewno by się ciebie posłuchały

twa kształtna głowa z chmurnymi lokami
pozdrawia codziennie niczym blask poranka
widziałam cię dzisiaj na lekcji biologii
jak znakomicie goliłeś baranka

uszy twe złote są w kolorze miodu
pragnę w nie szeptać czułe komplementy
że jesteś kochany, dobry i piękny
wspaniale się z tobą robi przekręty

twój lśniący samochód jest jak rydwan
na którym prężysz swe ciało rzeźbione
tysiące dziewcząt wzdycha do ciebie

psujesz mi wizję tym swoim kulfonem!

Autorka: Ona Kot

----------------------------------------------------

satanistyczna wizja satanistycznego związku

Spójrz na mnie blaskiem twych oczu
Ociemniała sunąć będę w mroku
Szukając twych ust po zapachu moczu
Znajdować się będę zawsze w twym kroku

Gdy zgasną ostatnie iskry miłości
Skaleczę siebie twą wspaniałą powieką
Pójdziemy wtedy do świata złych kości
Sypiając w trumnie poświęconej wiekom

O zmroku wstawać będziemy
O świcie kłaść się do siebie
Zmierzymy sobie nasze omy
Stworzymy opornik w niebie

W kalejdoskopie wszechczasów
Zaświecimy wspólną latarnię
Nie weźmiemy ze sobą potasu
Kiedy nas diabeł do piekła zagarnie

Autorka: Ona Kot

-------------------------------------------------------------

MIRACULUM TRUIZMU

wtulona w miękkość czerni satynowej
cieniem przylegającej do krągłości ciała
szłam boso szlakiem plaży bursztynowej
gdy natura o zmierzchu magią czarowała

słońce purpurą tonęło w lazurze
księżyc iluminacją firmament oświecał
a cefeidom pulsującym w górze
po niebieskim zwierzyńcu pielgrzymkę obiecał

zmysły moje zmarły czekając spełnienia
kiedy mistrz ceremonii w poświatę odziany
kunsztem sekretnym kształty rzeźbił z cienia
w iluzji przestrzeni zaborczo skrywane

zielonym ogniem płonęły w zachwycie
oczy moje lunatycznym transem zadziwione
gdy na sklepieniu zobaczyły życie
w tym odwiecznym misterium codziennie tworzone

i nagle iskrzyć poczęła ma skóra
lśnieniem stosu bursztynów kiedy dzień nastaje
bo doświadczyłam cudu gdy natura
rano umiera zaś świtem zmartwychwstaje

Autorka: Lady Supay

---------------------------------------------------

Miłość nad wyraz

Patrząc na oczu twoich wyraz,
czuję, że kocham cię nad wyraz
i właśnie z tego to kochania,
aż cały cierpnę z pożądania.

Przez ust twych czerwień jak maliny,
ochotę mam na różne czyny,
lecz sprawa jednak nie jest gładka,
bo żeś niestety jest mężatka.

Bojowy we mnie duch zwycięża,
by zabić w końcu twego męża,
i o poranku, lub wieczorze,
przy tobie się położyć w łoże.

Lecz smutek gnębi mnie śmiertelnie,
bo wiem, że marzeń tych nie spełnię
i rąk swych jego krwią nie splamię,
gdyż miałbym na nich krwawe znamię,

które by było nam przeszkodą,
bo zmyć by się nie dało wodą,
ani benzyną, ani kwasem,
i nas by rozdzieliło z czasem.

Niestety zawsze tak już bywa:
Miłość nie może być szczęśliwa
i w sercu ostrym nożem wierci,
gdy oprzesz ją na czyjejś śmierci.

Autor: Jacek P.

---------------------------------------------------

Ale rgiczna wiosna!

I znowu przyszła do nas wiosna
Wiosennie senna i radosna
i nasze wybielone ciała
na brąz znów będzie opalała.

Zakwitną wkoło białe bzy,
poleją z oczu nam się łzy,
i krwawe w nich się zjawią żyłki,
gdy pylić zaczną kwietne pyłki.

Niestety wiosna, chociaż śliczna,
jest wyjątkowo alergiczna,
i często braknie nam energii
aby się oprzeć tej alergii.

Więc znacznie lepiej nam jest w zimie,
gdy się alergia nas nie imie,
bo kwiaty ścięte czasu biegiem
pod białym się ukryją śniegiem.

Autor: Jacek P.

--------------------------------------------------

McKith Grafoman

Ech, ach, och szczęśliwa godzina
wieczyste pióro made in china
wyrób jakością to najświetniejszy
nagroda druga ołówek - nie mniejszy

Cóż począć mam ja marny grafoman
z trudu pisania język do kolan
zwisa, kołysze się ten organ mięsisty.
Oj, chyba talent mam oczywisty.

Z danej mi szansy mam nie korzystać?
Co to za absurd! Na taki mam przystać?
Chyba żartujesz drogi krytyku,
widać nie czytasz McKitha tomików.

McKith najlepszym poetą być umiał
dopóki nie dorósł, dopóki nie zdurniał.
I zaczął rozumieć o co tu chodzi,
piękne pisanie już nie wychodzi.

Czy nie wychodzi, czy nie przystoi
Grafoman McKith wszystkiego się boi.
To przez krytyków ma stany lękowe,
jak kogut - sorry - jak struś chowa głowę.

I siedzi i leży i stoi Grafoman
i męczy się płodzi stos kitu Kith show man
i wygra nagrodę choć nie chce jej wcale.
Nie wygra mówicie? Wiem doskonale!

Autor: Bartosz Cybula

--------------------------------------------------

Brrr(um)

Brrrum na wycieczkę jadę,
tłum - przebić się dam radę.
Krzyczę zejdźcie ludzie z drogi,
ryczę, bo przejadę wam przez nogi!

Mijam łąki, lasy, góry,
zwijam, bo na niebie czarne chmury.
Pada letni deszcz majowy
rada trawa, na niej krowy.

T(i)v(i) włączam mym pilotem,
kiwi zjadam. Gniot za gniotem
leci w mym telewizorku.
Śmieci zalegają w worku

przypomniałem sobie, więc je zaraz...
(Oniemiałem - wszystkie naraz?!)
Trzy miesiące jak ten głupi.
Przy śmietniku smród jak trupi

cuchnie, cuchnie śmieci tona.
Spuchnie mi morda, bo jak żona
wróci ze swej corocznej podróży,
skróci mnie trochę, ja we krwi kałuży

zalegać będę ze trzy miesiące.
Oblegać mnie będzie robactwa tysiące.
Kazanie z tej bajki jest drogie dzieci:
śniadanie, a po nim wyrzucać śmieci!

Autor: Bartosz Cybula

----------------------------------------------------

Jaki piękny był świat,
gdy mi dałeś kwiat!...
Czułam się jak w niebie,
gdy widziałam ciebie...

Pamiętam ten czas,
gdy nam szumiał las,
całowałeś usta me
w Fiacie 126p.

A teraz ma dusza boli,
bo ty już inną
całujesz;
ona też cię woli
i mi serce z piersi
wyłamujesz...

Autorka: Wanda 164

---------------------------------------------------

poszukiwania w porze przed-obiadowej

słońce zachwyca urokiem
a niebo jest błękitne
spoglądam mym okiem
na łąkę która kwitnie

i wołam poprzez lasy
i biegnę poprzez pola!
płacząc w niebogłosy
szukam białego anioła

lecz anioł niemy jak głaz
i tylko echo niesie wiatr
postoję tu jeszcze jakiś czas
i pójdę do domu na obiad

Autor: Patryk Nikodem

--------------------------------------------------------

Z głębi serca...


świat jest be...
spod wozu wypadłem i jestem na dnie
świat schodzi na psy...
każdy pies jest zły

pies pod monopolem zaznacza teren
idę sobie w cholerę
pod drugim monopolem to samo
niczym czosnek czuty z buzi żony co rano

diabeł w pokrzywach zniósł jajko...
myślałem że to kurnik i wziąłem
dziadek na balkonie zadławił się fajką...
w końcu i ja ducha wyzionąłem...

na moim pogrzebie...
łzy lecą z oczu na glebę
matka chustkę wyjęła i gębę wytarła...
jak ksiądz skończył czytać... rozeszła się ferajna

teraz siedzę na chmurze i patrzę na wirtualne kałuże...
nie ma śladu po żadnym szczurze...
myślę że nie lubię tego świata...
każdy za rogiem żubra ma swojego kata

napić się i zjeść makaron z lubelli...
byle wytrzymać do kolejnej niedzielli
świat jest be ja to wiem...
smaruję na pajdę starego chleba bonjour krem

Autor: Jay Jay Kapuściński

---------------------------------------------------------------

siedzę tu krzywo w USAesie
oglądam tiwo w NTSCesie
popijam piwo i - ryn - o dziwo
ryn - bekam - ryn ryn - w PAL -ryn ryn- SECAM

VIVA POLONIA krzyczy i on i ja
kiedy Gołota pada od młota
i nie dziwota bo to głupota
lać się z górnikiem (taki jeszcze usmoluny był na gymbie tyn, co mu przyfedrowoł) Afrykańczykiem

gdzie dwóch się bije puchną im ryje
a jeden murzyn z portfelem dużym
liczy zielone i macha członem
i mówi mam was a nie mam dla was

a to historia dzwonię do Olka
właśnie przylazła tu Matka Polka
i się tu stawia że nie chce drina
bo jej się Waldi Chęć przypomina

co? go nie znacie? no to i dobrze
bo prawdę mówiąc on nie grał w Kobrze
tylko Mikulski co herr Brunera
jak mu chęć przyszła nalał po nerach

a teraz będzie zmiana tematu
i to uważam za ważny atut
bo Waldi Chęć gdy miał zabronione
lubił się bawić akordeonem

oj jak wyrzynał oj jak p......ł (pitolił)
aż Danek krzyczał "głowa mnie boli"
a ja szeptając "o ja p......lę" (pitolę)
gębę swą zatapaiałem w rosole

bo lubię rosół bo rosół kocham
a wtedy rosół zrobiła Gocha
wszyscy byliśmy po jednym głębszym
co to się rozum wydaje tęższym

i człowiek nawet kiedy fałszuje
myśli że wszyscy inni to ch.... (amy)
wszyscy śpiewamy wszyscy śpiewamy
choć Paderwski dałby nam dwóję

no dobrze dobrze już koniec kropka
nie wyciągajmy kłosków ze snopka
nie opalajmy se kłaczków zniczem
z kiczem panowie se żyjmy z kiczem

Autor: Lefski

------------------------------------------------

niekochana

odpływam
z czerwoną krwią spod żyletki
którą wbiłam w samotny nadgarstek
w końcu mnie zostawiłeś

już nie będę się uśmiechać
słońce dla mnie nie zaświeci
bo odszedłeś ode mnie
mój upadły aniele

kochałam cię nad życie
a ty nie patrząc na moje uczucia
zniknąłeś z mego życia
teraz ja zniknę ze świata

świat nawet nie zauważy
mojego odejścia
cicha śmierć
letnia woda żyletka i cześć

autorka: StukPuk

-------------------------------------------------

szczęście

dziś się pokazało
słoneczko świecące na niebie
bo co sie okazało
bardzo kocham ciebie

kwiatuszki pachną zuchwale
chmurki po niebie płyną
należą ci się medale
za to żeś do mego portu zawinął

szczęście w nas malowane
połączyły nas więzy miłości
widać to nam pisane
będziemy razem aż do wieczności

autorka: StukPuk

-------------------------------------------------------------

Chodzę nóżkami, piechotą

Hen daleko w przestworzach leci sobie gołąb
cieszę się że jestem człowiekiem
i
chodzę nózkami, piechotą.

Do nieba trochę daleko
wolę pójść do Zbyszka z naprzeciwka i
tak chodzę sobie nóżkami chociaż mogłabym latać - a
nie chodzić nóżkami, piechotą -

gdybym miała skrzydła i
ważyła nie więcej niż 10 kilogramów a
że to jest niemożliwe chodzę piechotą
jak żołnierze z piechoty morskiej w marynarkach - nóżkami, piechotą

którzy tak naprawdę nie chodzą
tylko pływają ale to i tak nic nie znaczy bo nie umiem pływać i
dlatego chodzę tylko nóżkami,
piechotą

nawet na ręcach nie potrafię
ale się tym nie martwię
skoro mogę nóżkami i
to nawet szybciej wychodzi nóżkami, piechotą

zresztą mam długie włosy i
nie mogłabym chodzić na ręcach bo przydeptywałabym włosy sobie a
to by bardzo bolało bo to boli bardzo jak się przydeptuje
dlatego wolę chodzić nóżkami, piechotą.

Dobrze że mam stopy
bo bez nich błoby źle bo musiałabym ogolić głowę
albo kupić sobie strój kąpielowy okularki i czepek a
tak chodzę sobie nóżkami, piechotą i

nie muszę wydawać pieniędzy na
okularki czepek i
strój ani na fryzjera
bo chodzę nóżkami, piechotą.

Przeleciał gołąb
niech leci sobie
szkoda mi go jak sobie pomyślę że czasem może złamać skrzydło i
musi wtedy iść po gorącym asfalcie bez butków nóżkami, piechotą

pewnie go nóżki bolą. Fajnie że ma skrzydła a
ja nogi. Natura jest mądra więc odejdę nóżkami do przodu a gołąb niech leci do nieba ale nie nóżkami i
piechotą. Mi się do nieba pierwszej nie spieszy więc niech on leci pierwszy a
ja pójdę za nim nóżkami, piechotą

Autorka: Pansy

-----------------------------------------------------

Moja siostra lubi śpiewać
o kwiatach, motylach, drzewach
a mój brat to bęcwał i matołek
niczym Stefek, Bolek i Lolek.

Ja natomiast często pisuję
trochę źle, lecz tym się nie przejmuje,
taki los trzeciego dziecka
smutny, lecz gdzie ucieczka?

Gdzie na lepsze życie widoki?
NA prawo- matoły i obiboki,
na lewo- debile i osły,
na wprost- gorzej- posły.

Autorka: Achsa

--------------------------------------------------

"Prośba o romantycznie spędzony wieczór"

Pójdźmy kochanie
dziś do mc donalda
na romantyczne śniadanie,
lub na kolacje- jak żona Romualda

Pójdźmy kochanie
i zjedzmy bic maca
poczuję się znowu młoda,
jak nastolatka, jak małolata!

Usiądźmy, zestaw happy meal zamówmy
zjedzmy zmielone krowie wymiona i nozdrza!
Popatrzmy głeboko w oczy i nic nie mówmy,
Zobaczmy, jak sie zyje, jaka teraz panuje moda!

spostrzeże nas tam moja kolezanka Genowefa,
Twój kolega Wacław, moja siostra Telimena,
A! I jeszcze sąsiadka Stefa,
Która rozgada wszystko, gdy potrzeba.

Potem wróćmy późną nocą do domu,
Opowiedzmy wszystko naszym dzieciom,
Rano powiedzmy jeszcze komuś,
Bo ludzie takich rzeczy na codzień nie jedzą!

Autorka: Achsa

-----------------------------------------------------

Opublikowano

"Mnie co pojęć wystarczyły sidła,"
"Jutro rano
wyjmę z szafy mój b(k)icz"
"patrzę codziennie i ciebie podziwiam"
"Spójrz na mnie blaskiem oczu twych"

"wtulona w miękkość czerni satynowej"
"Patrząc na oczu twoich wyraz,"
"I znowu przyszła do nas wiosna"
"Ech, ach, och szczęśliwa godzina"

Taki sobie mix


Najbardziej mnie rozśmieszyły następujące treści:

"Zwiniesz się w kłębek
jak zwija się
dżdżownica
dźgnięta patykiem

Pozwolę ci wstać
i wziąć prysznic
żeby nie śmierdziało
nastawisz pranie" / z "K(w)icz" autorstwa marri huana


"uszy twe złote są w kolorze miodu
pragnę w nie szeptać czułe komplementy
że jesteś kochany, dobry i piękny
wspaniale się z tobą robi przekręty" / z "wizja" autorstwa Ona Kot

Opublikowano

wszystkie są zabawne
ale najbardziej rozbawił mnie: "poszukiwania w porze przed-obiadowej" Patryka Nikodema, aczkolwiek kicze Bartosza Cybuli i Jacek P. też nie są gorsze
a Wanda 164? też genialnie

więc nie wiem, na kogo głosować ;)

pozdrawiam

ps. jak się namyślę intensywnie to wrócę :>

  • 1 miesiąc temu...
Opublikowano

gdy widzę Ciebie to kwiczę
poetyckie iście kicze
roztaczją obraz ten

mych ramion długa wstęga
nie jestem taka tęga
ale w nich schowam Cię

pocałuj miły usta
dokona się rozpusta
w ciał naszych dwóch świątyniach

wiosenny zawrót głowy
wyłazi zbokiem w prawo
oklaski brawo brawo

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Abi wyciągnęła list ze skrzynki pocztowej, a delikatna faktura koperty w dłoniach przywołała uczucie czegoś niemal sakralnego – przesyłka była starannie przygotowana, a pismo tak piękne i precyzyjne, że od razu można było wyczuć w nim emocje nadawcy. List zaadresowano do Noela.

      – Ciekawe, od kogo…? – mruknęła do siebie, obracając kopertę w dłoniach z lekką nutą zazdrości. „Może od koleżanki? A może od kogoś, kogo kocha?” – zastanawiała się.

      Przez głowę przemknęła jej nieoczekiwana myśl: „Do tej pory nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo polubiłam Noela…”

      Łączyła ich niewidzialna więź. Czasem wystarczyło jedno spojrzenie, by wszystko zrozumieć. Takie milczące porozumienie, które nie potrzebowało słów.

      Po powrocie do domu położyła list na stoliku w holu, ale ciekawość nie dawała jej spokoju. Postanowiła jak najszybciej przekazać go adresatowi.

      – Pójdziemy na spacer, co? – zwróciła się do Lisy, a ona natychmiast podniosła głowę, merdając ogonem w odpowiedzi.

      Już od dawna planowała założyć tę piękną błękitną sukienkę kupioną razem z Zoe, ale jakoś nigdy nie nadarzyła się odpowiednia okazja. Spotkanie z Noelem wywoływało lekkie drżenie jej serca i zdawało się doskonałym powodem do założenia kreacji.

      Przyjaciółki niedawno były na zakupach i kiedy Zoe dostrzegła w oknie wystawowym to cudo, wykrzyknęła z zachwytem:

      – Koniecznie musisz ją mieć! Gdy Noel cię w niej zobaczy, oszaleje z zachwytu!

      Abi uśmiechnęła się lekko, przeglądając się w lustrze. Już sama świadomość, że Noel zobaczy ją w zwiewnej sukience, a nie w szpitalnym uniformie, sprawiała, że jej serce podskakiwało z radości. Czuła w sobie coś więcej niż zwykłą radość – subtelny dreszcz sugerujący, że zaczyna jej zależeć na tym, by spodobać się właśnie jemu.

      Postrzegała Noela jako sympatycznego, ciepłego i wesołego chłopaka. Nie mogła dokładnie określić, co najbardziej przyciągało ją do niego – czy była to jego aura, dostrzegała podczas procesu zdrowienia i nabierająca powoli pięknych, delikatnych odcieni, czy może po prostu rodząca się między nimi więź. Każde spojrzenie, każdy drobny gest Noela sprawiały, że serce Abi zaczynało bić szybciej, a w jej głowie rodziły się ciche pragnienia.

      Zoe żartowała z typową dla siebie lekkością: „Właśnie tak jest, kiedy się kogoś kocha”. Abi uśmiechnęła się pod nosem, wiedząc, że jeszcze nie jest gotowa przyznać się do swoich uczuć, nawet przed sobą. Przecież nigdy wcześniej nie kochała w ten sposób – oprócz rodziców, ale to zupełnie coś innego. Klark był dla niej bardziej jak przyjaciel i opiekun, dawał poczucie bezpieczeństwa. Z Noelem czuła delikatną iskrę sympatii, może nawet pierwszy płomyczek miłości, której jeszcze nie odważyła się w sobie odkryć.

      Szła teraz dumnie ulicą, trzymając Lisę na smyczy, a w jej wnętrzu tliło się ciche podekscytowanie. Czy naprawdę zauważał jej drobne gesty? Czy dostrzegał radość, którą emanowała, czy to tylko jej wyobraźnia, podsycana ciepłem emocji? Wszystko wydawało się możliwe, a ona pozwalała sobie na tę subtelną euforię.

      Promieniowała szczęściem i spokojem, każdy krok niósł poczucie harmonii i nadziei. 

      „Tak mogłoby być wiecznie” – pomyślała, pozwalając sobie na krótkie, słodkie marzenie o tym, że świat wokół niej zawsze będzie tak pełen ciepła i drobnych radości.

      Kiedy dotarły do kliniki, Abi poczuła lekkie mrowienie w brzuchu. 

      Pewnym krokiem weszła do pokoju Noela, a jej serce przyspieszyło rytm. Lisa podskoczyła radośnie, witając się z chłopakiem, a potem spokojnie usiadła, obserwując panią z uważnością typową dla swojego wrażliwego charakteru.

      – Cześć, Noel – powiedziała cicho, uśmiechając się, choć nie mogła powstrzymać lekkiego drżenia w głosie. – Mam coś dla ciebie…

      Noel nie mógł powstrzymać zachwytu, kiedy ją zobaczył:

      – Dzień dobry, księżniczko! Co zrobiłaś z moją przyjaciółką?

      – Wariat! Halo, to ja, ta sama Abi – odparła radośnie, siadając przy łóżku.

      – Niby ta sama, a jednak inna… – Uśmiechnął się rozbrajająco.

      Uśmiech Noela był pełen zachwytu, niemal nieziemski. W jego oczach pojawiła się czułość i podziw, jakby zobaczył coś najpiękniejszego na świecie.

      Abi podała mu przesyłkę

      – Zobacz, to może być coś ważnego.

      Patrzyła, jak powoli chwyta kopertę, jak wpatruje się w jej oczy, szukając wyjaśnienia, zanim jeszcze przeczyta słowa adresowane do niego.

      Noel zaczął powoli czytać list, jego wzrok ślizgał się po starannym, pełnym emocji piśmie. Abi stała tuż obok, widziała, jak na jego twarzy pojawia się kalejdoskop uczuć: zaskoczenie, wzruszenie, a gdzieś w tle – delikatna nuta radości i ulgi. Dawno tłumione emocje zaczęły przebijać się na zewnątrz, a każda z nich potwierdzała wagę tego, co trzymał w dłoniach.

      Kiedy przeczytał ostatnie słowa, jego ręka opadła bezwładnie na łóżko, a oczy zaszkliły się. Spod powiek powoli spływały łzy, które łagodnie sunąc po policzkach. Nie był przygotowany na taką wiadomość – wyznanie łączące w sobie skruchę, miłość i nadzieję.

      Widząc jego wzruszenie, Abi pochyliła się nieco, delikatnie obejmując jego dłoń swoimi palcami. 

      Poczuła nie tylko współczucie, lecz także coś głębszego, ciepłego – sympatię, która zaczynała przekształcać się w subtelną bliskość. W tej chwili nie musiała wypowiadać słów, bo wszystko, co czuła, było wyraźnie obecne w jej spojrzeniu, w delikatnym uśmiechu, w sposobie, w jaki delikatnie trzymała jego rękę.

      Noel spojrzał na nią i odnalazł w jej oczach bezpieczeństwo, zrozumienie i ciepło, którego brakowało mu przez całe życie. I choć dopiero odkrywał własne emocje, to Abi poczuła, że ta chwila – ich wspólna, cicha bliskość – staje się początkiem czegoś niezwykłego.

      – Wszystko dobrze? – zapytała łagodnie, a w jej głosie pobrzmiewała troska i subtelna nuta ciepła.

      – Tak… – odpowiedział, ocierając łzy. – Nawet nie wiesz, jak bardzo dobrze… – Zawahał się, a potem spojrzał na nią z delikatnym uśmiechem. – Przeczytaj to, proszę.

      Kochany Syneczku.

      Bardzo długo zbierałam się na odwagę, żeby napisać ten list. 

      Nawet nie wiem, czy będziesz w ogóle chciał go przeczytać. Masz pełne prawo podrzeć go i wyrzucić już teraz. Żywię jednak cichą nadzieję, że zrobisz to dopiero po doczytaniu do końca. 

      Tak trudno mi ubrać w słowa to, co czuję. Pragnę tylko, żebyś wiedział, jak bardzo mi przykro. Nawet nie mogę sobie wyobrazić jak mocno zraniłam Cię swoim nagłym odejściem. Wtedy postrzegałam tę kwestię zupełnie inaczej i najważniejsze było dla mnie moje szczęście. 

      Dzisiaj już wiem, jak bardzo byłam samolubna i obojętna na uczucia innych. Odchodząc od Was popełniłam największy błąd mojego życia, ale czasu już nie cofnę i muszę żyć z tą świadomością do końca moich dni. 

      Nie proszę o przebaczenie, bo na nie nie zasługuję. Chcę tylko, żebyś wiedział, że cały ten czas byłeś zawsze w moim sercu, jako jedyna i prawdziwa miłość mojego życia. Brak kontaktu z mojej strony podyktowany był olbrzymim wstydem za czyn, którego się dopuściłam. Przez te wszystkie lata czułam się niegodna Twojej miłości, ale nosząc Cię w sercu żywiłam nadzieję, że wiedzie Ci się dobrze i że jesteś zdrowy. 

      Już od dawna zbierałam się na odwagę, by nawiązać z Tobą kontakt i pomógł mi w tym sen, który bardzo mnie zaniepokoił. Nie mogłam już dłużej zwlekać. 

      Nie wiem nawet, czy jeszcze mieszkasz z tatą, czy się przeprowadziłeś... 

      Ja nie jestem już z tym mężczyzną. Wynajmuję teraz mieszkanie w kamienicy mojej przyjaciółki Mai, zapewne ją pamiętasz. 

      Jest jeszcze coś bardzo ważnego, co powinnam powiedzieć Ci już dawno temu. Masz przyrodnią siostrę Karin, ona wie o Twoim istnieniu i często pyta o Ciebie. Moim jedynym marzeniem jest, żebyście mogli się kiedyś spotkać, poznać i porozmawiać. Odebrałam Wam tyle pięknych i szczęśliwych lat razem, ale może nie wszystko jeszcze stracone…

      Kocham Cię bardzo

      Mama

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...