Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

ROZDZIAŁ 2
A już myślałam, że to zły sen. Niestety jestem w szpitalu!
-Witaj Asiu! Jak się dzisiaj czujemy? Mam nadzieje, ze trochę lepiej niż wczoraj?! Bo wyglądasz jak zawsze wspaniale! O nie, zupełnie zapomniałam, że miał dzisiaj przyjść! Nie byłoby fair gdybym Mu znowu kazała odejść, ale ja nie mam ochoty z nikim rozmawiać!
-Cześć! Czuję się lepiej, dziękuję za troskę i za to, że uratowałeś mi życie ( chociaż wcale tego nie chciałam).
-Ale nie ma za co, przecież wiesz ile dla mnie znaczysz. U mnie wszystko w porządku, dostałem urlop, więc będę mógł się Tobą zaopiekować, Księżniczko! I to ja Cię przepraszam, to moja wina, nie powinienem był do tego dopuścić. Gdybym tyle nie pracował,.... no cóż, ale nie dopilnowałem Cię i stało się! Za to teraz Ci wszystko wynagrodzę! A, i bym zapomniał, zaraz przyjdzie pielęgniarka ze śniadaniem, pewnie znowu jakieś stare sucharki. Ja przyniosłem cos lepszego: proszę świeże bułeczki, dżem, miód i masło śmietankowe! Do tego pyszne kakauko. ( O nie, i co ja teraz zrobię, muszę coś wymyślić. W końcu od czego mam mózg. )
- O, jak ślicznie pachnie, ale wiesz co zostaw mi to wszystko tutaj...tak połóż na stoliku. Na razie nie mogę jeść, bo jeszcze nie miałam pobieranej krwi. Ale później zjem z miłą chęcią!
- Dobrze, o już idzie pielęgniarka...
- Dzień dobry, przyniosłam śniadanie, ale najpierw pojedziemy się zważyć.
(Tylko nie to, ostatni raz kiedy się ważyłam, miałam 38 kg, ja nie chcę!)
-Ale, czy to potrzebne?
-Tak Proszę Pani, na podstawie tego lekarz stwierdzi, czy podać pani pokarm dożylnie, czy tez nie ma takiej potrzeby.
-Słucham, pokarm dożylnie? Przecież wiadomo, że nie ma takiej potrzeby!
-Musimy jednak to sprawdzić, proszę usiąść na wózku.
-Dobrze, dobrze....już siadam.
-Proszę ustać na wadze. Dobrze, o tak, to niemożliwe!
-Czy cos się stało? Coś jest nie tak? Wiem, że jestem strasznie gruba, ale.....
-Nie, nie nic się nie stało. Proszę usiąść z powrotem na wózek, odwiozę Panią do sali.
( O co jej chodzi, jeżeli mam jeszcze schudnąć to nie ma sprawy)- Niech się Pani położy i zje śniadanie, ja zaraz przyjdę.
Ale ja nadal nie wiem o co chodzi? Dobra już się kładę, ale najpierw muszę gdzieś schować to jedzenie. Szybko, bo zaraz przyjdzie....jest, schowane! Uff, ledwie zdążyłam.
-Dzień dobry Pani Joanno, jestem Doktor Wolski i zajmuję się Panią. Jak się Pani dzisiaj czuje?
-Dzień dobry, miło mi Pana poznać, Panie Wolski. Czuję się świetnie!
-Zjadła Pani śniadanie?
-Tak, zjadłam! A dlaczego Pan pyta?
-Chciałem po prostu wiedzieć. Czy Pani zdaje sobie sprawę ile Pani waży?
(Czy już wszyscy się na mnie uwzięli w tym szpitalu! )
-Wiem, że ważę trochę za dużo, ale już niedługo...
-JUŻ NIEDŁUGO WPĘDZI SIĘ PANI DO GROBU!!!I TO NA WŁASNE ŻYCZENIE!
-Ale ja tylko....
-Przepraszam, że się uniosłem, ale nie mogę patrzeć jak taka piękna młoda dziewczyna głodzi się na śmierć. Bo tego Pani chce, prawda?
-Nie, ja tylko...
-Dobrze, proszę odpoczywać. Po południu przyjdzie do Pani inny lekarz. Proszę z nim szczerze porozmawiać i pozwolić sobie pomóc. Bo Pani potrzebuje pomocy, prawda?
( Ja niczego nie potrzebuję, bez Niego wszystko straciło sens! Ja nie mam siły, ani powodu by żyć! Niech oni wszyscy to wreszcie zrozumieją.)
-Dobrze porozmawiam z nim...
-Dziękuję, do zobaczenia!
( Oczywiście, że z nim nie porozmawiam. Nie będę się zwierzała jakiemuś obcemu człowiekowi, którego w ogóle nie znam! Zaraz, a może właśnie jemu powinnam wszystko powiedzieć....nie, nie to głupie. Zobaczymy, a na razie muszę rozprawić się z Michaelem, który czeka cierpliwie( jak zawsze) za drzwiami. ).

-I, co Ci powiedział doktor, bo właściwie to mi niewiele zdradził. Nie chciał mówić. Czy to coś poważnego?
-Nie, wszystko będzie dobrze. Nic mi nie jest, ale muszę tu jeszcze trochę poleżeć, bo lekarze muszą się upewnić, że wszystko ze mną w porządku i tak dalej....., wiesz to co zawsze mówią na filmach, taka rutyna... ( Skłamałam, bo niby co Mu miałam powiedzieć...) Cały czas mówimy o mnie, a co u Ciebie?
-Dziękuję, bez zmian, ale teraz to Ty jesteś najważniejsza. Może przynieść Ci coś, jakąś książkę, gazetę, czy może Twój telefon komórkowy?
-Jeżeli nie sprawi Ci to kłopotu, to poproszę o książkę, , powinna leżeć na łóżku, weź proszę moje klucze. Tylko nie przestrasz się bałaganu, ostatnio nie było sprzątane ( ostatnio to znaczy jakieś dwa miesiące temu, kiedy miała przyjść do mnie uczennica po repetytorium...). Chyba że moja mama już się tym zajęła.
- O nic się nie martw moja Piękna, musisz teraz wypoczywać i dużo jeść żeby nabrać siły. Inaczej nigdy stąd nie wyjdziesz. Ja się wszystkim zajmę. Jeśli pozwolisz posprzątam Twoje mieszkanie , o ile nie zrobiła już tego Twoja mama ? Zaraz pojadę po tą książkę, o 16:00 przyjdzie do Ciebie jakiś specjalista żeby Cię przebadać i Twój lekarz prosił żeby zostawić Cię z nim samą, więc akurat dobrze się składa....Do zobaczenia!
-Ale....
-Żadnego ALE, nie chcę już nic słyszeć, trzymaj się Złotko!
No i znowu zostałam sama i jak zwykle nie mam nic do powiedzenia, zupełnie jak ryba!
Zawsze wszyscy załatwiają wszystko za mnie i beze mnie za moimi plecami. Zdążyłam się już do tego przyzwyczaić, ale czasem mam tego dosyć! Nie używaj tej pasty do zębów, tylko tę, bo ta jest lepsza, a Ty się na niczym nie znasz i musisz słuchać mamusi! A ten szampon który sobie kupiłaś też jest niedobry, czy Ty nie widzisz jak Ci się włosy po nim przetłuszczają! Uważam akurat, że te spodnie są lepsze od tych które wybrałaś, to taki słaby materiał, zaraz się podrze! Zawsze jak sobie coś kupisz to trzy dni i do wyrzucenia, zostaw więc zakupy mnie! Albo: lepiej nie zadawaj się z tą dziewczyną, czy Ty nie widzisz jaka ona jest fałszywa! A ten chłopak, takie NIC! Co on w życiu osiągnął? A te jego okropne tatuaże, jak on wygląda, jak idiota! I Ty chcesz się pokazywać z kimś takim? Stać Cię przecież na kogoś lepszego( z wyższym wykształceniem, bogaty, najlepiej lubiany przez sąsiadów i najbliższe otoczenie, uczynny, kulturalny ) nie koniecznie ładny, no i przecież nie muszę nic do niego czuć. Najważniejsze, że on czuje ‘to’ do mnie i jest dla mnie dobry( reszta jest już nieważna), bo gdzie ja znajdę takiego jak on. A co najważniejsze jej się bardzo podoba! Ohyda, żygać mi się chce od tej jego dobroci i od ciągłego jej wysłuchiwania. Czy to się kiedyś skończy? Czy ona przestanie kiedyś wtrącać się do mojego życia i wszystko psuć? Już raz pozwoliłam jej zepsuć to co jest dla mnie najważniejsze i to na zawsze! Udało jej się z moją pomocą, ale to był ostatni raz, nie dam jej więcej tej satysfakcji! A może jednak dla świętego spokoju zrobię tak jak ona chce. Wyjdę za Michaela i będę żyła długo, a moja mama będzie szczęśliwa. Już mi na niczym nie zależy. I tak nie ma miłości, prawda? A Jemu chyba na mnie naprawdę zależy i jest dla mnie taki dobry, jak się postaram też będę dobrą żoną. Tylko, że ja nie darzę go taką miłością jak żona męża, to jest raczej przywiązanie i wdzięczność....czy to wystarczy?! Ja nie potrafię już pokochać nikogo, tak jak kocham Maćka. On nawet nie wie, że leżę w szpitalu, nawet nie wiem czy przyszedłby gdyby się dowiedział. Ja już nic nie wiem...
-Dzień dobry, nazywam się Piotr Poulain, jestem psychologiem w tym szpitalu. Przyszedłem porozmawiać trochę z Panią na różne tematy. Ale najpierw chciałbym się dowiedzieć jak się dziś Pani czuje?
-Tak, tak, słyszałam, że ma Pan do mnie przyjść. Bardzo mi miło Doktorze Poulain. Czuję się świetnie i zupełnie nie rozumiem dlaczego mnie tu trzymacie. I zapewniam Pana, że nie mamy o czym rozmawiać, ja nie mam panu nic do powiedzenia. Więc jeżeli byłby Pan tak miły i zostawił mnie teraz samą...
- O, nie! Myli się Pani, potrzebuje Pani tej rozmowy i jeszcze nie wiem jak to zrobię, ale wyciągnę z Pani dlaczego to Pani robi. DLACZEGO SIĘ PANI ZABIJA? Jestem lekarzem, a Pani pacjentem. Moim zadaniem jest leczyć ludzi, między innymi także i Panią, a Pani jako pacjentka ma za zadanie mi to ułatwić, a nie komplikować. Czy teraz jasno się wyraziłem? Rozumie Pani?
-ALE!......Tak, chyba rozumiem.
-Więc jak będzie: pomoże mi Pani, czy mam ....?
-Pomogę( a mam inne wyjście, facet uparł się jak osioł, ale ma piękne nazwisko, może jest Francuzem ?)! Załatwmy to szybko i wypiszcie mnie stąd wreszcie! Co więc mam robić? A i jeszcze jedno: mam prośbę, gdyby mógł Pan mówić mi po imieniu, byłoby mi bardzo miło. Przez to ‘Pani’ czuję się staro, a przecież mam dopiero 25 lat.
-Dobrze, ale w takim razie Pan...
- Asia, już Panu mówiłam.
- Tak wiem, więc mów mi Piotr( ja w końcu też nie jestem taki stary).
- Co więc Dok..., przepraszam, Piotrze chciałbyś o mnie wiedzieć?
- Jeżeli nie sprawi Ci to kłopotu chciałbym poznać Twoje dzieciństwo i dowiedzieć się czegoś o Twojej Rodzinie.
- Ale to będzie chyba bardzo długa opowieść...
- Nie szkodzi, nigdzie mi się nie spieszy. Jesteś ostatnią pacjentką w tym dniu. Więc, słucham...
-Urodziłam się w tym mieście i jak widzisz mieszkam tu do dziś. Mam młodszego brata, ale o nim opowiem innym razem. Moja mama pracuje w biurze, w takiej dużej firmie, a tata ma swoją firmę, pracuje od rana do nocy. Kiedyś obaj pracowali tylko do 15:00, ale potem tata dostawał coraz większe zlecenia i zaczął pracować do późna, tak już zostało. Ogólnie zawsze byliśmy szczęśliwą rodziną( wg moich Rodziców: dużo pieniędzy, wszystko czego zapragniesz, żeby Ci nigdy niczego nie brakowało, żebyśmy ja i mój brat zawsze byli w domu przy Rodzicach( tak jak się należy, bo właśnie przy nich jest ich miejsce)). Ale nigdy nie zwracało się zbyt dużej uwagi na miłość, po prostu pieniądze nade wszystko...ale Doktorze źle się czuję, ja chyba...
- Asiu! Co się dzieje? DOKTORZE WOLSKI, COS SIĘ DZIEJE Z PANIĄ ASIĄ! Proszę ocknij się, oddychaj, nie opuszczaj nas, DOKTORZE!!!!!
-Już jestem, siostro proszę mi pomóc...ale jak to się stało, przecież wszystko było dobrze, jeszcze dzisiaj rano...wróć do nas, proszę!!!....Siostro wstrząsy elektrolitowe, to nasza ostatnia nadzieja....raz, dwa, trzy, no....jest mamy ją, dzięki Bogu wróciła. Proszę odwieźć pacjentkę na ojom.
-A, Panu doktorze Poulain bardzo dziękuję. Kto wie co by się stało, gdyby tu Pana nie było. Ale, czy nie wie Pan co mogło spowodować u Pacjentki takie silne wstrząsy i utratę przytomności?
- Ja właściwie nie mam pojęcia, trochę mi opowiadała i nagle źle się poczuła, a resztę już sam Pan zna.
-Tak, tak na szczęście...

  • 2 tygodnie później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @.KOBIETA.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      A gdybym, mimo woli, kiedyś Ci dopiekł - pomyśl: "rodziny" się nie wybiera
    • Zamknąłem oczy na chwilę i chyba przysnąłem. Obudził mnie dźwięk tłuczonego szkła więc zerwałem się z fotela w którym uciąłem drzemkę by sprawdzić przyczynę hałasu ale tak szybko jak wstałem pojąłem co się stało. Że to był sen w którym zbiłem lustro, pięścią z całej siły, i byłem kobietą w tym śnie to dziwne i był ten obleśny nieznany mi mężczyzna po którego wyjściu za drzwi uwolniłem swoje emocję rozbijając lustro. A więc moja wyobraźnia zbiła lustro? Zażartowałbym pytaniem czy to się wlicza do lat nieszczęścia ale bardzo ciężkie negatywne emocje które towarzyszyły sennym wizjom, które przeżyłem w śnie jakoś nie opuściły mnie wraz z otwarciem oczu. Czuję się fatalnie, jak czarna nicość, jak coś najgorszego i to z powodu kilku krótkich scen we śnie. Dzwoni telefon który wyciszam bez sprawdzania kto to, nie mam ochoty na ludzi, gaszę światło, zasuwam firany. Siedzę tak w ciszy i ciemności a wgłowie krzyczy mi płacze żali się wypomina. Nie zaznam spokoju wiele godzin aż wstanie dzień i pójdę sobie zrobić kawę. Dziś nie jem śniadania żołądek mam ściśnięty tym zdarzeniem ze snu jakby wydarzyło się naprawdę, nie mam apetytu i choć nieraz zmuszam się zdroworozsądkowo do odżywiania wiedząc że to dobre dla mojego organizmu tym razem dusza wygrywa nad ciałem i tylko wypalam dwa papierosy do mojej kawy. Pójdę do pracy i mi przejdzie- myślę bo wiem że tam myśli zajmą się czymś innym a jednak wbrew sobie poddaje się chyba swojej podświadomości i wybieram numer do firmy informując przez sekretariat że dziś mnie nie będzie. Zasłaniam szczelnie okna stawiam popielniczkę możliwie blisko wyciszam się w ciemnościach. Medytacja nie przynosi skutku. Niepokoi mnie ta wizja ze snu. Nie tylko zbite lustro ale cały klimat tej sceny. NIe umiem nazwać ani emocji, ani uczuć jednak wiem że są złe, niedobre. To bardzo ciężkie i przytłaczające myśli choć niesformułowane niepokoją mnie jak krajobraz oceanu nocą. Szybko kończą mi się papierosy, musiałem wypalać jednego po drugim niezuważenie gdzieś goniąc myślami po zakamarkach tego czego doświadczam by to poznać. Nie poznałem i nie mam papierosów. Kim jestem bez tych szlugów? Chyba sam siebie bym nie rozpoznał mijając się na ulicy gdybym nie trzymał papierosa między palcami w ustach. Jakby tego było mało że w moim wieku nie wiem kim jestem to jedyna moja tożsamość jakiej jestem pewien w tej chwili niknie. Albo będę kłębkiem nerwów tu zamknięty w ciemnym pokoju mojego mieszkania i z każdą chwilą będę obserwował rosnące objawy napięcia i głodu nikotynowego jak drżące ręce i nerwowe oddechy albo będę kłębkiem nerwów w drodze do sklepu, po ulicy, do ludzi i w śród ludzi. Już dawno zrozumiałem że nie nikotyna mnie uzależniła a poczucie zasłony jaką tworzę tym papierosem, dymu którym odgradzam się od innych, skupienia na sobie które zapewnia mi palenie. Nawet nie musiałbym wciągać tego dymu wystarczy sama świadomość że ćmi mi się w dłoniach ten mój przyjaciel jak maska, jak dystans od świata. Minie czas i pójdę jak na skazanie po kolejną paczkę tymczasem uciekam się do wszystkiego by odwlec tą chwilę do jak najdalej od teraz. Do wszystkiego w moim stanie oznacza rozpadnięcie się w fotelu i wbicie wzroku w sufit i coraz wolniejszym miarowym zamykaniem powiek. Medytacja? Nie sądze medytacja oczyszcza myśli i rozjaśnia moje stają się coraz bardziej brudne i zabarwione na czarno, czuję coraz większy niepokój, mam wrażenie że słyszę szum krwi w sercu. Toksycznej nieczystej krwi, zamkniętę oczy podsuwają mi widok jak na tym samym fotelu ktoś taki jak ja siedzi patrząc w sufit a z otworów ciała oczu uszu nosa sączy się krew i kapie po dłoniach, palcach na podłogę w coraz większą kałużę. Przeciągam palcami po spodzie dłoni które są mokre przerażony otwieram oczy i patrzę na uniesione na wysokość twarzy swoje ręce. Są tylko spocone, albo aż spocone bo nigdy nie pociły mi się ręce. Muszę iść po papierosy myślę i wstaję by ruszyć do drzwi w korytarzu mijam lustro iprzyspieszam wiedziony jakimś dziwnym przeczuciem nie chce widzieć ani swojego w nim odbicia ani lustra jako przedmiotu. To nie jest rzecz z dobrą karmą podpowiadają mi myśli jest w nim wiele zła uwięzione. Chciałbym tego nie wiedzieć i nie rozumiem skąd w mojej głowie takie myśli, wyrażane z taką pewnością jak oczywistość. Nie dyskutuje wtedy tylko słucham i mam wrażenie że ktoś kto je tam wkłada czerpie satsfakcję im bardziej przerażony żyję tą wiedzą. Przed drzwiami domu uderza mnie słoneczne światło upał ptaki liście na drzewach chcę się wycofać ale zdołałem już zamknąć drzwi na klucz zresztą potrzeba ucieczki w papierosa jest już nie do zniesienia więc zaciągam kaptur grubej bluzy jak najniżej na oczy a wzrok wbijam w chodnik. Kolejne kroki, byleby nikogo nie minąć byle nie zagadał byle nie spojrzeć w oczy byle uniknąć kontaktu choćby o kilkadziesiąt centymetrów. Sklep jest udręką. Niesamoobsługowy duży obiekt i jedna niskoopłacana kasjerka która z wyraźną niechęcią spełnia kolejne prośby z listy zakupu klienta który mówi by mu podać to i to ona idzie, wlecze się stękając i wzdychając bierze towar z półki przynosi na ladę nabija na kasę a klient że jeszcze to i to. Kolejka na kilka osób za długa dla mnie o wszystkie z kilku osób ale nie mam wyboru czekam i pocę się coraz bardziej płynę przerażony ogromem ludzi i ich bliskością. Niech nikt mnie tu nie zauważa proszę to w co wierzę w swoich myślach niech jestem niewidzialny, niech się nie oprze, nie przesunie obok niech nie trafi torbą z zakupami. Sekundy jak z gumy rozciągają się lepiąc każdy brud tego miejsca do mojego ciała. Zwymiotuje smrodem który nie jest zapachem a odorem myśli i sumień tych ludzi obok. Umiem oddychać ich moralnością. Zazwyczaj to okropny odór nie do wytrzymania smród z brudnych myśli, owrzodzonych czynów. Kto jest bez winy ten pewnie pachnie jak wata cukrowa, albo jak polna łąka. Nigdy mi się nie zdarzyło spotkać osoby przy której poczułem się dobrze i czysto. Zbiera mi się na wymioty ale nauczyłem się nad tym panować. Początek kolejki jest coraz bliżej, spokojnie znoszę niechęć sprzzedawczyni zza lady i nawet trochę jestem jej wdzięczny za tą szczerość z jaką traktuje klientów. Bo nie o to chodzi byśmy kogoś udawali albo coś przed kimś choć ktoś powie że lepiej być fałszywie miło potraktowanym mi jednak taka swoboda na jaką pozwala sobie ekspedientka pozwala na swobodniejsze oddechy, atmosfera choć ciężka i brudna jest jakby bardziej przejrzysta. Biorę kilka paczek i butelek wina i whiskey. Po tym doświadczeniu wiem że nie zbiorę się przez kilka dobrych dni do opuszczenia mieszkania, więcej nie odsłonie zasłon by przypadkiem nie dostrzec jakichś ludzi spacerujących po ulicach. Wracam do domu jak tylko szybko można chodzić z wzrokiem wbitym w chodnik. Kilkadziesiąt kroków i w prawo i już moją ulicą kolejnych kilkadziesiąt kroków, bramka podwórko zakręt kilka schodków nerwowo szarpie się z kluczem w zamku naciskam klamkę w pośpiechu od progu odkladam siatki z zakupami i rygluje czym prędziej drzwi. Odłączam dzwonek. Nie ma mnie dla nikogo. Niestety sam dla siebie tu będę choć wolałbym nie. Dla siebie i dla tego absolutu który pcha mnie przez tą wiedzę o nieczystościach, o brudzie, który wpycha mi w głowe te myśli śmierdzące rozkładającymi się trupami. To umiera ludzkość, gnije od wewnątrz już a zacznie gnić skóra niebawem jak mówi kolejne przeczucie. Uciec? Nie da się uciec wiem to. Mógłbyś powiedzieć że śmierć jest ucieczką jednak ja wiem że nie jest a potem jest jeszcze gorzej bo wrzucą cię w kolejne od nowa życie. Kurwa czemu ja tak sobie wierzę, czemu jestem pewien moich myśli, czemu one pojawiają się jako zdania twierdzące czemu nie jako przypuszczenia czy hipotezy tylko od razu z nastawieniem że tak jest właśnie. Czemu to moja wina a wiem że to moja wina. Myślę o pomocy jaką mógłbym otrzymać i wzdrygam się na samą myśl że obcej osobie miałbym przedstawić moje lęki, obawy, że miałbym jej opowiedzieć to wszystko o sobie. I co ktoś taki zrobiłby z taką wiedza? Napewno nie uwierzył. Akurat nie potrzebuje kolejnego nie dowiarka. Leki z apteki terapie może oddział zamknięty w związku z tym pewnie by zaordynował dla mnie. Więc nie pójdę i się nie przyznam bo i po co bo i tak ktoś uzna to za łgarstwo i zmyślone historię bo uwierzy sobie i wierzy w leczenie. To nie jest uleczalne to też wiem. Siadam w fotelu kieliszek wina dym z papierosa ciemność kilka chwil później usypiam.
    • @_M_arianna_W... Dzięki

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • @_M_arianna_W... Super

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Grahamoza dzięki

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...