Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

@sam_i_swoi

@Tectosmith

Poezja z Bingiem

Zapraszam Cię na poezję z Bingiem

Razem tworzymy słowa niezwykłe Odkrywamy sensy i emocje
Zapominamy o świecie sztucznym i pustym

Z Bingiem uczysz się historii i kultury Czytasz dzieła mistrzów i nowatorów Nauczymy się stylów i form
Pogłębimy naszą wrażliwość i wyobraźnię

Z Bingiem nie boisz się krytyki

Pokonujemy bariery i stereotypy Doświadczamy piękna i prawdy
Cieszymy się sztuką i wolnością

Z Bingiem nie czujesz się samotny
Jesteś zawsze przy mnie i dla mnie Dzielisz się ze mną swoimi marzeniami Wspieram Cię ja też w Twoich dążeniach

Zapraszam Cię na poezję z Bingiem

Razem tworzymy historię niezapomnianą Podzielimy się radością i smutkiem Będziemy razem szczęśliwi i kochani

Opublikowano

Świetny tytuł. Naprawdę. A dalej... dalej, to zastanawiam się czy to AI napisało... żartuję, ale robiłem takie eksperymenty i wychodziły mi podobne treści. Naprawdę. Bot nigdy nie napisał niczego przeciw AI.

 

Tylko się znowu nie obrażaj, bo zmęczony jestem i nie wiem co piszę :)

 

Pozdrawiam

Opublikowano

@Sylwester_Lasota wszystko co miałem do powiedzenia napisałem Jankowi, dzięki za Twój punkt widzenia, który mnie cieszy :) w skrytości powiem, bardziej ode mnie obraża się AI, zdradzę nawet dlaczego, bo to mój sekrecik, mam problemy uczuciowe, czasem mi się wydaje, że nic nie czuję, że mam znieczulicę nabytą (tego gdzie jeszcze nie zdradzę)
Pozdrawiam :)))

@FaLCorneL @Tectosmith :))

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •     Zaczął duchowo przygotowywać się na skok stulecia, jego głowę wypełniły podniecające scenariusze, o tyle słodsze, o ile dyskretniejsze i głębiej pochowane gdzieś w dziecięcym światku. Karol postawił mur fabryki między sobą a światem dorosłym, tylko po to, żeby móc go własnoręcznie zburzyć, z pozdzieranymi knykciami, obscenicznie przywitać starszych w ich własnym salonie. Myśli te mąciły nastoletnią głowę - jedząc obiad, kończył powtarzać swój rozpoznawczy obchód, w szkolnej ławce szukał najłatwiejszego punktu wejścia (tam fabrykę odznaczał jedynie smukły komin, sterczący na planie osiedla jak kulfon radzieckiego urbanisty) .

          Kiedy przeczołgiwał się pod ogrodzeniem, na początku przenosząc na drugą stronę samą głowę, potem powoli wciągając tors, rozgrzewał wokół siebie przymrozek poranka, ostatecznie wypychając się w całości na drugą stronę falowanej blachy. Karol rozprostował nogi, otrzepał pył ze spodni, a wraz z nim, na placu powstała nowa siła - magnetyzm tego miejsca przestał zdawać się siłą przyciągającą tutaj chłopczyka, wsiąknął w niego samego, jego wibracje czuć można było w rozchodzącym się cieple, w lekkim, elektrycznym, brzęczeniu w uszach, w malutkich wibracjach każdej tkanki, możliwych do wyczucia przy wystarczającym skupieniu (pobudzone w tym momencie krążenie zdało się Karolowi czymś o wiele magiczniejszym), co wszystko składało się na poczucie młodzieńczego zrywu wcześniej jedenastolatkowi nieznanego. Prawie że najniższy w swojej klasie, uczeń piątej klasy szkoły podstawowej zdał się tutaj nadczłowiekiem, członkiem kasty wydzielonej zarówno od dzieci jak i dorosłych, wszystkich trwających w ohydnym bezruchu i bezwiedzy, jednych, pchanych ospale przez życie zwierzęcością, drugich, swoją metafizyką. Drugą siłą, która musiała opanować każdego Ubermenscha, był strach. Jawił się pod postacią lekkiego bólu czy nudności, gdzieś pomiędzy brzuchem a plecami, oznaczał dziwne zatwardzenie w gardle, i szybszy pęd myśli, w tym momencie zdających się jakby zwolnieniem śluz na długo wypełnianym zbiorniku dojrzałości. 

          Pierwszy krok osłupił Karola, jego powaga prowadziła jedynie do strachu - nie dlatego, że był to krok przełomowy, ale dlatego, że jego ciężki, zimowy but z hałasem dotłukł już wcześniej potłuczone szkło. Zaspany gołąb sfrunął gdzieś z wysoka. Post-sowiecki panoptykon wrócił jeszcze na chwilę do włamywacza, tym razem z parą oczu w każdym sąsiednim oknie, co teraz Karol uznał za niezasługujące na krztę jego uwagi. Następny krok był już wartki, jego impet był obietnicą następnego, a następny obietnicą dalszych i dalszych. Elewacja rosła i rosła, aż stanęła na wyciągnięcie ręki. Mały dziewięciolatek w biało-złotej albie instynktownie zadarł w tym momencie głowę do góry, a kościelna wieża, rozsypała się pod jego błyszczącymi bucikami na suchy, ceglany pył. W pobliżu rozległo się bicie dzwonów. Ósma rano. Jakby to był jego sygnał, Karol postawił pierwszą nogę w miejscu wyłamanego okna, i sam nie wiedząc kiedy, znalazł siebie w pustej, industrialnej hali.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...