Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Kolejna nadinterpretacja. Może Pana wrażenie wynika z tego, że nie do końca zgadzam się z Pańskimi poglądami i daję temu wyraz w sposób bezpośredni. Nastolatków też nie uważam za bezczelnych gówniarzy i to bez względu na to, co mówią. Każdy ma prawo się wściekać i bronić swojego zdania, ale ja mam prawo reagować na wściekanie się i wyrazić swoje poglądy.
Dalsze życie pewnie nauczy Pana tego, że tupet trzeba mieć, ale trzeba też wiedzieć kiedy i w jakich warunkach (to nie jest traktowanie Pana jak niedoświadczonego życiowo dwudziestoczterolatka).
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Ja Panu nic nie zarzucam, bo to nie ma sensu. Zanim Pan zacznie innych nazywać beztalenciami, niech Pan się nauczy w miarę poprawnie wypowiadać pisemnie po polsku. Wtedy porozmawiamy.
Pozdrawiam


Wie Pan co nie ma sensu ? Komentowanie czegokolwiek związanego z poezją nie ma sensu.

Dyskusja z Panem nie ma sensu.

Pan unika odniesienia do tego o czym mówię a w zamian wmawia mi złe wychowanie. Pan mnie prowokuje do używania mocnych słów.


Czy ciężko się było odnieść do tego o czym mówiłem ? Prymitywizm, to prymitywizm, a nie rzecz gustu, czasem się warto zastanowić nad tym o czym mówią inni. Te lingwinizmy są kiepskie i prymitywne, ja nazwałem po imieniu a Pan będzie zmieniał temat byle tylko dalej od meritum sprawy.


Pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Ja się nie wściekam, jestem bardzo spokojnym człowiekiem. Co do dalszego życia, pewnie ma Pan rację. Dowiem się, jeśli to dalsze dojdzie do skutku. Być może problem polega na tym, że ja również reaguję zwykle bezpośrednio;)
Dobrze jest jednak pewne sprawy wyjaśniać do końca.
Opublikowano

Panie Vacker!
Demokracja (słowo nadużywane!) pozwala na wolne wyrażanie własnych poglądów... i z tego Pan korzysta. Istnieje jednak w tym „manifeście” pewien przesyt. Jest on wyrażony w sposób jednoznacznie autorytatywny, nie pozwalający na żadną polemikę. Pokazuje dążenia Młodego Człowieka do Sławy. Chwalebne. Czy jednak Sława i Pochwała są pojęciami wymuszonymi? Tutaj wracam do Demokracji. To Inni będą oceniali i przyznawali laury. Wmawianie Czytającym objawionej Prawdy jest zwykłym nonsensem. Poezja nie jest matematyką, ani religią z pewnymi dogmatami. Ją odczuwamy, przyjmujemy, kochamy... i żadne manifesty nie pomogą w jej zrozumieniu. Taki przekaz bardziej wyraża Pychę, którą pragniemy nazwać Prawdą. Czy podniosą jej wartość, w Pana wierszach, te wulgaryzmy i współczesne makaronizmy, którymi ubarwiony jest ten przekaz? Czy ten „manifest” nie jest dowartościowaniem Autora, a treść przekazu to tylko słowa, słowa, słowa...
Broń Boże nie oceniam Pana twórczości, a jedynie odnoszę się do „manifestu”, który przeczytałem.
Życzę spełnienia zamiarów, które - połączone z niezłomną wiarą Autora w swoje powołanie - mogą dać piękny plon.
Serdecznie pozdrawiam
Marek Wieczorny
Ps. Przepraszam Autora jeżeli moja polszczyzna nie jest odpowiednia.
MW

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Jak to tekst nie pozwala na polemikę? Przecież właśnie Pan z nim polemizuje. Gdzie Pan tu widzi objawianie jakiejkolwiek prawdy? Albo próbę? Pan Serocki dobrze odczytał — chodzi o zagubienie. Dlaczego mam go nie manifestować? Dążenie do sławy? Niech mnie Pan nie rozśmiesza. W kontekście literatury sława to ciężki temat. Bardzo zależy, bardzo. W równym stopniu od talentu, co od przypadku. Pan mówi o treści przekazu. Nie jest Pan w tej dyskusji pierwszy. Jednak nie sprecyzował Pan, co ma na myśli mówiąc o przekazie. Pojawiają się w tekście pojęcia, których nie ma, bądź są przekształceniami instniejących. Jak dotąd nikt nie spróbował wykazać dobrej woli (z wyjątkiem wcześniej wymienionej przeze mnie osoby) i przyjrzeć się, co to może oznaczać. Najprościej sobie przyjąć — to jakiś przemądrzały bufon, któremu się wydaje. Wypisuje jakieś manifesty, a kim on właściwie jest, żeby cokolwiek manifestować. Zaznaczę, że to typowo polskie myślenie. Jedyne co mogę robić, to opisywać rzeczywistość tak, jak ją widzę. W granicach swoich możliwości. I nic więcej.
Dążenia Młodego Człowieka do Sławy. To mnie rozłożyło. Wie Pan, moim marzeniem jest to, żeby mieć dom, żonę, dzieci, względny spokój i harmonię. Porządek. I co Pan na to?
Naprawdę, nie wiem, gdzie Pan zobaczył wmawianie objawionej prawdy. Być może przeczytał Pan ten tekst, jakby był on artykułem w gazecie.
Pozdrawiam
Opublikowano

Panie Vackerze!
Nie mogłem Pańskiego tekstu przeczytać „jak w gazecie” ponieważ jego charakter daleko odbiega od felietonu, czy notki prasowej. Nie mogę jedynie zrozumieć zdenerwowania, które towarzyszy odpowiedzi na mój komentarz. Czy dobrze zrozumiałem ten „manifest”? Może nie. Zastanawiam się tylko jak można zrozumieć to, czego się nie da. Postarał się Pan o maleńki bełkot, który miał być poważnym wyznaniem inteligentnego człowieka. Można do wszystkiego dodać ideologię (to znamy), ale wmawianie innym braku wyobraźni jest sporym nietaktem.
„Wyznaczyliśmy nowy termin oddania pracy: orgiastyczny. Pisanie jest orgią. Reszta to poezja. Reszta jest do chuja. Dlaczego nie do dupy? Bo do dupy jest wszystko”.
Jak nazwać to wyznanie z tego „manifestu”, które przekreśla, w Pana mniemaniu, teraźniejszość? Czy nie jest to przez Pana objawienie nowej Prawdy na poziomie Pana wieku? Jeżeli sam Piszący nie rozumie swoich słów to znaczy, że jeszcze na manifesty zbyt wcześnie. Więcej pokory.
Odnosi się Pan, przedtem nie chciałem tego poruszać, do pojęć, które nijak mają się do tego tekstu. Dobrze byłoby przedtem zapoznać się z pojęciami... i wtedy ich używać. Jeżeli manifest, to ma to być coś nowego, postępowego. Umieszczenie „Torysi”, „Konfucjanizm”(nawet w tym manifeście nie należy zmieniać nazw własnych) pasuje, jak kwiatek do kożucha. Nie widzę konserwatyzmu (Torysi), a konfucjańskiego spokoju w tym bełkociku trudno znaleźć – może potrzebna lupa? Zastosował Pan wspaniale starą maksymę: „mówić dużo i bez sensu to dla wielu szczyt inteligencji”.
Pozdrawiam i życzę dobrej żony i wewnętrznego spokoju
Marek Wieczorny

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Bo wstawia Pan jakieś głodne kawałki o „Objawionej Prawdzie” — stąd zdenerwowanie.

Postarałem się o bełkot, który miał być poważnym wyznaniem w niepoważnej formie. Jeśli komukolwiek coś wmawiałem, to brak dobrej woli, a nie wyobraźni.

To jest jedyne objawienie prawdy w tym tekście — mojej prawdy z punktu widzenia mojej świadomości, której nie mam zamiaru nikomu narzucać. Doskonale rozumiem swoje słowa. O pokorze już pisałem wcześniej i nie będę się powtarzać.

Torys nie od angielskiego Tory, lecz od polskiego „tory” — tłumaczę, że chodzi o tory interpretacyjne. Nie ma w tym tekście pojęcia konfucjanizmu, jest za to konfuzjanizm — od konfuzji i to zarówno w znaczeniu zbicia z tropu, jak i gry słownej „kon” plus „fuzja”. Jeśli Pan będzie łaskaw zauważyć, co użycie tego, skądinąd nieistniejącego pojęcia spowodowało: sądząc po tym, co Pan pisze, został Pan zbity z tropu i wpadł Pan w pułapkę brania tekstu „z wierzchu”.
Natomiast to, że konfuzjanizm łudząco podobny wizualnie i fonetycznie jest do konfucjanizmu wyraża fakt, że lubię korzystać z motywów dalekowschodnich. Gdyby nie to, że ta tematyka mnie dosyć interesuje, zapewne użyłbym po prostu terminu „konfuzja”.
Pozdrawiam i życzę wszystkiego, czego Pan sobie życzy.
Opublikowano

Panie Vackerze!
Dziękuję za wyczerpujące wytłumaczenie. Troszeczkę zasmuciłem się wyznaniem, że tylko to stwierdzenie jest poważne, w którym znajdują się te wulgaryzmy. Może jestem zbyt stary, by zrozumieć taką opinię? Może. Świat się zmienia i widocznie coś nas dzieli. Pocieszam się jedynie, że Pan osiągnie też kiedyś mój wiek... i może inaczej oceni swoją postawę względem życia, której dzisiaj hołduje. Nie wszystko jest takie złe!
Pozdrawiam
Marek Wieczorny

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Panie Marku!
Stwierdzenie, w którym znajdują się wulgaryzmy prezentuje widzenie rzeczywistości. Nie jest to widzenie specjalnie oryginalne, gdyż w istocie charakteryzuje ono każde nowe pokolenie wchodzące w etap kreowania rzeczywistości. Dlaczego o tym napisałem używając wulgaryzmów? Gdyż wulgaryzm można odbierać jako objaw agresji, agresja zaś może być wynikiem frustracji i bezsilności. Chciałem zobrazować pewną zależność, która przypadła mi w udziale. Od razu mówię, że nie jestem agresywny, a wulgaryzmów używam sporadycznie i zawsze mam w tym jakiś cel. Zwykle ekspresyjny.
Reszta tekstu jednak też jest na poważnie — tak jak napisałem wcześniej — w niepoważnej formie. Wszystko jest w formie niepoważnej.
Zgadzam się, że nie wszystko jest takie złe. Ale ten tekst nie jest o tym, co jest złe, co jest dobre. Ten tekst jest paradoksalny. Jest spisem paradoksów, które składają się na autora. I na pozostałych członków grupy w pewnym stopniu też, chociaż, co podkreślam, ten tekst ja napisałem i otrzymałem jedynie pozwolenie, by opublikować swoją wersję, że tak się wyrażę, „wizji”.
Pozdrawiam
Opublikowano

hehe, od zawsze męczy mnie pytanie czy nienormalni wiedzą że są nienormalni... ten "manifest" i dalsze wypowiedzi rzuca na to zagadnienie dużo światła (że jednak nie) :)
dzięki Autorze i szczęścia życzę :))

/ps. oczywiście nikogo z nazwiska nie wymieniam, tak tylko głośno myślę :P )

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Moją równowagą jest smutek  Moją powagą jest smutek Moją prostotą jest smutek    Taki niski   Kiedyś w złych sytuacjach bardzo chciałem być radosny    Są antydepresanty  Ale nie ma tabletek na wywoływanie płaczu    Nie rozumiem tego a to dużo mówi    Ta złość która żyje we mnie musi odejść  Ta frustracja  Ta niezgoda    Ostatnio smutek nawiedził mnie w romantycznym okresie mojego życia młodości  Byłem outsiderem    Teraz smutek przychodzi do nienawiści, jakby przywołany przez nienawiść    Jest, mam wrażenie tyle nieodkrytych sfer w moim odczuwaniu    Po kolei, było tak: nienawiść potem bunt i złość, potem użalanie się nad sobą i bycie ofiarą   Potem destrukcja, potem znowu złość i cierpienie    Teraz poddanie się i smutek.   Najpiękniejszy, najdelikatniejszy on nie stwarza fałszu, on mi pokazuje prawdę taką jaką jest , wybacza zamiast karać.   A gdzie jest teraz sumienie i wewnętrzny krytyk?    Niewiem jak to osiągnąłem, pozwoliłem sobie na uczucie miłości i wdzięczności w relacji przyjacielskiej   Dla mnie smutek jest wolnością  Jest powrotem zakochanego    Teraz to widzę - upadek nastał kiedy niegdyś zacząłem szukać pocieszenia    Czy możliwe że..... skoro teraz mam wiek Chrystusowy to można to interpretować tak, że zaczyna się dobre życie a ten smutek jest związany z nadchodzącym opuszczeniem ukochanego Człowieka, Bliźniego?   I.... może momentem samowiedzy, iż śmierć nie jest dla mnie końcem, przejściem ani nowym początkiem    Jest opuszczeniem ukochanego Człowieka.              
    • z trudnością się wyrasta przy małej ilości światła każdy zakalec wie dokładnie jak bardzo trzeba się naszarpać o odrobinę miejsca   wzdłuż wszerz w górę   mechanizmy tego klimatu nie są zbyt skomplikowane chelicery hoduje się własne a posila się bardzo rzadko na wstręt już nie zauważając   ani na własną okrutność   bo w ciemnym świecie żyje zwykle ciemne pożywienie i niejasne są przypadłości jakimi kieruje się posiłek znajdujący się tuż obok   może szuka odskoczni   gdzie wino nabiera mocy a na półkach obok niego kurzą się graty pośrupane imadło lub emaliowany garnek które nie chcą urosnąć   i nigdy nie potrzebowały  
    • @Maciej Szwengielski - mało osób potrafi właściwie zinterpretować Kazanie na górze, a przecież są dylematy, które tylko serce rozwiązuje właściwie. Wiele u Jezusa opowieści zilustrowanych przykładami, w których zawarto stosowne wskazówki – to pewnik. Czasem ewidentnie widać, że w danej sprawie należy się pokierować sercem, bywa, że nie ma wątpliwości. Duchowni krytykują z ambony modernizm, twierdząc, że to odejście od prawdziwej wiary. Czasem jednak wydaje się, że i u konserwatywnych filozofów katolickich jest za dużo wniosków na wyrost, a u duchownych – za dużo formalności. Kto ma czas zatrzymać się każdego dnia i przeczytać fragmenty, chociażby o rozmowach Chrystusa z faryzeuszami? Przecież tam Nazarejczyk mówi do każdego z osobna, to nauki o sercu. Przez miłość do Boga i ludzi. Po co to komplikować? Nie ma sensu mnożyć bytów ponad miarę.
    • Dedykuję wszystkim Polskim Asom przestworzy, którzy walczyli o wolność i honor dla Polski – niech ich odwaga i poświęcenie nigdy nie znikną z pamięci współczesnych Polaków. Jan Jarosław Zieleziński -----------------------------------------------------------------------------------------   Historia ta o Sprawie i Ludziach Honoru, ze zdjęć starych, pożółkłych – prawie bez koloru, O polskich pilotach wojny strasznych dni, Wolnych i walecznych – tak jak fri-ou-fri*. To historia o Polsce i jej losach w przestworzach, O sile i braterstwie będzie tutaj mowa. Przypomniemy Polaków bohaterskie dni, Z polskiego dywizjonu – asów fri-ou-fri. A więc, żeby nie przedłużać i zacząć od razu, Zasiądźmy za sterami i dodajmy gazu! Wzbijmy się angielskim myśliwcem w przestworza, Cząstki cień historii usłyszeć zza morza... Witold Urbanowicz, będąc nazbyt szczery, na zawodach, z Niemcami miał niezłe afery, Lecz pomimo dąsów i szwargotu pytań, do poziomu sprowadził pana Messerschmidta*. Potem w Anglii, będąc jako wing commander, RAFu opieszałość poznał całą prawdę. Miast czym prędzej Niemcom przypiłować śrubę, Cierpliwości Polaków RAF testował próbę*. Kapitan Paszkiewicz przerwał passę marną. Skrzydłami zahuśtał, po czym krzyknął: „Za mną!” I tak oto RAF z końcem dni sierpniowych, dopuścił dywizjon do lotów bojowych*. Znowu nas wysłali nad londyńskie doki, Blenheimy beztrosko suną przez obłoki... Znowu pilot „Paszko” wszystko to ogarnął. Klucz poderwał słowami: „Do ataku! Za mną!” Jan Zumbach w manewrze samolot przechylił. Już ma Szwaba w muszce! Ale cóż to? Chybił? „Coż to się tu stało?! A niech to cholera! Blokady ze spustu żem nie zdjął gdym strzelał!”* Skręcając dość silnie, aby się nie zderzyć, Blackoutu* doświaczył, lecz zdołał to przeżyć. Lecz co się odwlecze – to już nie uciecze... Cyk-cyk-cyk! – do Heinkla*, dym za nim się wlecze. Kanadyjczyk John Kent nos często zadzierał, By o mały włos Niemiec go ostrzelał, Pan Henneberg Zdzisław na niego nurkuje, Browning Hurricane’a Szwabu nos „pudruje”. „Dzięki, Sir” – Kent mówi (już podczas powrotu), „Żeś mi Messerschmidta zmusił do odwrotu.” „Nie ma za co, lecz poprawkę proszę małą wnieść: Sześć było tych Niemców. Nie jeden, a sześć.”* Stanisława Skalskiego Cyrk był niezłą hecą, Messerschmidtów chmara – Szkopy dzielnie lecą. Garstka polskich asów z nieba na nich spada! Strach Niemców obleciał – biada Niemcom, biada. Innym razem Skalski po podniebnych szrankach: radiostacja milczy, skrzydło ma w kawałkach, Hurricane’em swoim, gdzie zbiornik przecieka, Dotarł do Leconfield – tam już spokój czeka. Mechaników zespół złapał się za głowę: (Samolotu z akcji zostało z połowę) „Dziękuj Bogu na mszy metrową gromnicą! Bo Twój Hurricane, kolego, dziurawy jak sito...”* Zdecydować się na manewr „martwego silnika”*, To doprawdy rozterka pełna wszelkich pytań. Zabronionym manewrem, odwagą się wsławić, By maszynę wierną od śmierci ocalić. Pan Mirosław Ferić zapisał się chwałą, stworzył rzecz tak prostą jak i niebywałą, Dziennik dywizjonu, co się rzucał w oczy, Jerzy Szósty – Król Anglii – też inkaustem zroszył*. Dywizjonu dziennik chłonął wpisów inkaust i zgłoskami złotymi historię zapisał. Zaiste, alianci mogli Polakom zazdrościć – Dywizjonu 303 zwanego „Kościuszkowskim”. Jan Zumbach fantazji ułańskiej dochował, Tuż przy śmigle Kaczora pięknie namalował. Luftwaffe spogląda na raport wieczorem: „Zestrzelił nas ten podły samolot z kaczorem.”* „Johnny” wrócił „zawiany” po balandze nocnej, Do raportu stanął, RAF wkurzał wciąż mocniej. Jego para rąk się jednak w walce nada, Poleciał na akcję i zestrzelił Szwaba.* Wtem RAF raport słyszy przesuwając plansze: „Spokojnie, koledzy, ja go ciut postraszę.”* I już Zumbach serią zaczyna swe szycie, Kolejny Messerschmidt pożegnał się z życiem. Pan Josef František, co odłączał z szyku, stał się w RAF-ie pierwszym z takich samotników. Nad kanałem na Niemców często on polował, i kulami śmierci gęsto ich częstował.* Hurricane, Spitfire i inne maszyny, Tak zabójczo piękne jak alianckie dziewczyny*, Siekające ogniem karabinów Browninga*, Dobrych niemal prawie jak system Gatlinga*. Historia ta ma jednak gorzkie zakończenie: W Jałcie sojuszników zdrada cicho drzemie. Przywódcy aliantów tamtych strasznych dni – Churchill, Roosevelt, Stalin – ci nas zdradzili*. Defilada zwycięstwa i wolności znaków, Wszystkie armie świata, ale... bez Polaków. Ach! Nie sposób zdołać zawiłości tłumaczeń, Na pytanie starszej Lady: „Dlaczego pan płacze?”* -------------------------------------------------- Wiersz napisany na podstawie książki Lynne Olson i Stanley Cloud pt. "Sprawa honoru".

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      -------------------------------------------------- Wyjaśnienia do wiersza: [fri-ou-fri* – jest to swoista gra słów – otóż: liczba 303 wymawiana po angielsku w slangu wojskowym fonetycznie dokładnie tak brzmi, czyli: „three ou three”, natomiast paradoksalnie można ją czytać również jako „free, O! free...”, co w wolnym tłumaczeniu można by przetłumaczyć jako: <Polscy Piloci> „niosący wolność, którą tak ukochali”.] [*"do poziomu sprowadził pana Messerschmidta" -> patrz: opis incydentu przyłapania niemieckiego konstruktora Willy'ego Messerschmidta podczas wkroczenia na polskie zawody lotnicze NIELEGALNĄ i NIEPRZEPISOWĄ drogą, za co Witold Urbanowicz "ukarał" go upokorzeniem w postaci położenia się na ziemi pod groźbą użycia broni przez strażnika lotniska, gdzie odbywały się owe zawody lotnicze -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 57–58 (rozdział: „Polska „będzie walczyć”)] [*"Cierpliwość Polaków RAF testował próbę" -> patrz: opis odwlekania przez dowództwo RAF-u włączenia Polskich Pilotów do lotów bojowych -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 120–127 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] [*"dopuścił dywizjon do lotów bojowych" -> patrz: moment, kiedy dowództwo RAF-u – w obliczu wysokich strat własnych pilotów angielskich i brawurowej i udanej akcji zestrzelenia Messerschmidta – w końcu sierpnia 1940 roku zdecydowało się dopuścić Dywizjon 303 do lotów bojowych -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 127–128 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] [*„Klucz poderwał słowami: „Do ataku! Za mną!”” -> patrz: opis rozpoczęcia ataku na niemieckie bombowce (Blenheimy) przez klucz „żółty” prowadzony przez Kpt. Ludwika Paszkiewicza -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 139–140 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„Blackoutu” -> czytaj: „blekautu”. „Blackout” jest to chwilowa utrata przytomności spowodowana nagłym spadkiem dopływu krwi do mózgu, najczęściej w wyniku przeciążeń, gwałtownych manewrów lub skrajnego stresu. Objawia się ciemnym „zamgleniem” w polu widzenia i utratą świadomości, która zwykle trwa kilka sekund. [*„Blokady ze spustu żem nie zdjął gdym strzelał!” -> patrz: próba otwarcia ognia ze swoich karabinów Browninga przez Jana Zumbacha i jego reakcję -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 140–141 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„Heinkla” -> czytaj: „Hajnkla”. Heinkel He 111 był niemieckim bombowcem średniego zasięgu używanym w II Wojnie Światowej we wczesnych latach 40-tych] [*„(...) Nie jeden, a sześć.” -> patrz: opis ocalenia życia kanadyjskiemu pilotowi i jednemu z dwóch dowódców-nadzorców RAF-u Dywizjonu 303 (John Kent) przez polskiego pilota Dywizjonu 303 pana Zdzisława Henneberga -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 146–147 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„(...) Innym razem Skalski (...)” -> o bohaterskich wyczynach Stanisława Skalskiego i jego Polskim Zespole Bojowym (ang. PFT = Polish Fighting Team, znanym częściej jako „Cyrk Skalskiego”) możemy dowiedzieć się z wielu źródeł, m.in.: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 268–269 (rozdział: „Wojna toczy się w Polsce”), lub np. książka pt. „Cyrk Skalskiego”, autor: Bohdana Arct (również polski pilot RAF PFT)] [*„manewr „martwego silnika”” -> był to zabroniony przez dowództwo RAF manewr polegający na zrestartowaniu silnika przez jego wyłączenie (i czasem ponowne załączenie). Manewr ten był często praktykowany (mimo kategorycznego zakazu dowództwa RAF) przez doświadczonych, polskich pilotów, w dwóch przypadkach: 1. Ocalenia maszyny po ciężkiej walce, kiedy maszyna była tak poszatkowana kulami wroga, że silnik ledwo „dociągał” do lotniska i wówczas piloci wyłączali silnik, żeby w końcowych kilometrach wylądować niczym szybowiec, LUB 2. Manewr ten był wykonywany w celu zyskania przewagi nad przeciwnikiem atakującym z dużą prędkością z ogona, kiedy to, wyłączając silnik np. Spitfire’a, polski pilot wykonywał manewr niemalże natychmiastowego zatrzymania Spitfire’a w miejscu (opór powietrza na wyłączone śmigło był znaczny), kiedy to wrogi samolot, np. Messerschmidt, dosłownie w ciągu 3-4 sekund wyskakiwał do przodu, stając się bardzo łatwym celem. Wadami tego manewru była wysoka zawodność silników Rolls-Royce Merlin, które miały problem z ponownym uruchomieniem w powietrzu. Pamiętać też należy, że w przypadku awarii na zbyt małej wysokości pilot myśliwca ginął, ponieważ wówczas nie było jeszcze systemu katapultowania się na spadochronie, a pilot, który chciał się uratować, musiał to zrobić ręcznie: otworzyć kabinę, wyjść/wyskoczyć i... PRZEŻYĆ, bo dość często zdarzały się przypadki rozstrzeliwania praktycznie bezbronnych pilotów opadających na spadochronie -> patrz: str. 62, książka pt. „Sprawa honoru”, rozdział: „Polska „będzie walczyć””] [*„Jerzy Szósty – Król Anglii – też inkaustem zroszył” -> patrz: opis złożenia wpisu przez Króla Anglii Jerzego VI w Dzienniku Dywizjonu 303 -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, str. 152 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„Zestrzelił nas ten podły samolot z kaczorem” -> Jan Zumbach na drzwiach swojego Spitfire’a na dziobie (a więc nieopodal śmigła samolotu) namalował Kaczora Donalda, wówczas popularnej bajki Walt’a Disney’a puszczanej jako filmy rozrywkowe w kinoklubach/messie oficerskiej -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, zdjęcie na str. 117 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] ["Poleciał na akcję i zestrzelił Szwaba." -> patrz: Jan Zumbach, „Ostatnia walka”, wspomnienia pilota Dywizjonu 303 – opis zestrzelenia niemieckiego bombowca podczas Bitwy o Anglię.] ["Spokojnie, koledzy, ja go ciut postraszę." -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, str. 150 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„Pan Josef František” -> był to pilot RAF-u czeskiego pochodzenia, ale pragnący latać w Dywizjonie 303 razem z – tak jak i on, nieco krnąbrnymi w kontekście sztywnych procedur RAF-u – Polakami. Zasłynął z tego, że często odłączał się z szyku, żeby „polować” na niemieckie samoloty, które „na oparach” paliwa wracały/uciekały w stronę niemieckich lotnisk -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 119–120 (rozdział: „Bitwa w Northolt”), oraz strony: 154–157 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„alianckie dziewczyny” -> mowa o wszystkich kobietach sił Aliantów, które swoją bohaterską postawą dołożyły się do zwycięstwa Aliantów w II Wojnie Światowej (w tym Polkach z polskich formacji wojskowych w kraju, tj. AK, NSZ czy BCh)] [*„karabinów Browninga” -> mowa o karabinach maszynowych stosowanych na pokładach samolotów myśliwskich. Choć wymienione zostały tutaj karabiny Browninga (najczęściej kaliber .303/7,7 [mm]) jako przykład, warto wiedzieć, że myśliwce dysponowały większym asortymentem rodzajów broni, jak np. CKM = Ciężkie Karabiny Maszynowe kalibru .50 (12,7 [mm]), działka Hispano kalibru 20 [mm], a nawet rakiety i bomby] [*„system Gatlinga” -> mowa o nowoczesnym typie ciężkich karabinów maszynowych wykorzystujących tzw. system Gatlinga, gdzie system zamka, spustu i budowy lufy umożliwia strzelanie amunicją wysokokalibrową tak, jakby to był bardzo szybki karabin maszynowy. Najbardziej znane przykłady to M-134 Minigun, czy działko Vulcan montowane m.in. we współczesnych myśliwcach F-16 Fighting Falcon.] [*„(...) ci nas zdradzili” -> patrz: historia zdrady honorowych przyrzeczeń wojskowych opartych na faktach na przykładzie Teheranu -> patrz: np. książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 275–277 (rozdział: „Wojna toczy się w Polsce”) oraz strony: 289–299 (rozdział: „Sprawa honoru”)] [*„Na pytanie starszej Lady: „Dlaczego pan płacze?”” - (czyt. "na pytanie starszej Lejdi: „Dlaczego pan płacze?”" -> patrz: opis defilady tzw. „wojsk sprzymierzonych” w kontraście do przepełnionego smutkiem Asa Polskich Pilotów Myśliwskich – Witolda Urbanowicza jako symbolu „zwycięskiej” Armii Polskiej, która na skutek nacisków Stalina i cichego przyzwolenia Roosevelta i Churchilla nie mogła uczestniczyć w zwycięskiej paradzie, która odbyła się 8 czerwca 1946 w Londynie -> patrz: np. książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 15–18 (rozdział: „Prolog”)]    
    • śnię o umarłych nie widząc ich twarzy nigdy nie widziałem   cień pod ścianą stary przyjaciel którego porzuciłem   woła mnie matka ma otwarte ramiona za późno na miłość   jestem jak ona w krainie nieżywych tęsknię za życiem  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...