Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Wam*

 

I oczy - te: gasną i gasną - zasną,

on: gaśnie we śnie - gaśnie i zgaśnie

i oczy - te: gasną i gasną - zasną,

 

serce: nie bije już - płynie i faluje,

on: nie żyje wśród róż i nóż - maluje,

serce: nie bije już - płynie i faluje,

 

i oczy - te: gasną i gasną - zasną,

on: gaśnie we śnie - gaśnie i zgaśnie

i oczy - te: gasną i gasną - zasną...

 

*więcej informacji znajdą Państwo w następujących esejach: "Komentarz - komentarz odautorski" i "Mój drogi świecie" - Autor:

 

Łukasz Jasiński (grudzień 2019)

 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@Tectosmith

 

Rzadko, ale to rzadko piszę: jeden lub dwa teksty w miesiącu, a nawet przez pół roku potrafię nic a nic nie napisać - nie jestem grafomanem.

 

Łukasz Jasiński 

 

@Tectosmith

 

W tym roku napisałem piętnaście mów wiązanych, jasne: starocie nadal mam na Wordzie, również pozdrawiam.

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@Tectosmith

 

Acha, wrzucę jeszcze ostatnie osiem zdjęć w "Duchu" - nie będę czekał na odpowiedź Wioletty, nie po to otworzyłem torbę podróżną (zamykam ją na kłódkę) i wyjąłem z białej torebki zabezpieczającej - zdjęcia i porobiłem zdjęcia zdjęć na smartfon, aby mój wysiłek poszedł na marne...

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@Tectosmith

 

Czy miał bana? Tego nie wiem: na profilu nie można sprawdzić, niektórzy ukrywają pewne informacje, akurat ja nic nie ukrywam - mam czyste sumienie, otóż to: to zagadka...

 

- sowa - drapieżny ptak nocny i w judeochrześcijańskiej kulturze jest symbolem nadchodzącego nieszczęścia,

 

- sowa - w starożytności - symbol mądrości,

 

- sowa - Sowa Mokotowa - tam publikowałem wiersze,

 

- sowa - Restauracja Sowa - nieistniejąca restauracja na rogu Jurija Gagarina i Czerniakowskiej - tam zostali nagrani przez kelnerów politycy Koalicji Obywatelskiej, a podczas kampanii wyborczej nagrania ujrzały światło dzienne i władzę zdobyła inna partia - Prawo i Sprawiedliwość, oczywiście: jadałem tam obiady i piłem wódkę - mieszkałem wtedy na Czerniakowskiej,

 

- sowa - stowarzyszenie założenie przez oficerów Wojskowych Służb Informacyjnych w celu obrony dobrego imienia - powyższą służbę zlikwidował Antoni Macierewicz, nazwa tego stowarzyszenia to - SOWA,

 

jak widać: pełny pakiet interpretacji...

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

To jest zwykła rymowanka o bardzo niskich lotach, aby nie powiedzieć: gniot o śmierci, jak widzisz - sowa - mistrz nad mistrze - potrafi atakować personalnie osoby, które czasami celowo i świadomie publikują takie proste rymowanki, natomiast: jak ognia unika bardzo trudnych tekstów - sam siebie wystawia świadectwo, a bana najprawdopodobniej miał.

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@Tectosmith

 

Ojej, co dopiero wstałem i nie wypiłem jeszcze herbaty, proszę o wybaczenie, zanim zaczynamy nowy dzień, to: dzień dobry, tak, elitarność to przede wszystkim kultura osobista i umiejętność prowadzenia merytorycznej dyskusji z robieniem dygresji na poboczne sprawy życiowe, jako były pracownik Archiwum Akt Nowych żyłem w otoczeniu ludzi świętej pamięci Lecha Kaczyńskiego i miałem koleżeńskie stosunki z Krzysztofem Naimskim - proszę sprawdzić kim jest jego ojciec - Piotr, jeśli sowa uważa, że elita to okolice "Gazety Wyborczej" i Olgi Tokarczuk - ręce opadają, dajmy przykład: ze sprzedaży książek nie da się przeżyć, więc: skąd Jacek Dehnel ma na życie? Jest przez ciebie i przez mnie utrzymywany - jako pasożyt - to już nie jest elitarność, akurat: ja - nie muszę pracować - mam swój stały dochód i mogę robić co chcę.

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@Łukasz Jasiński

 

Wiesz, że najgłośniej "łapać złodzieja" krzyczy sam złodziej? I ten po długiej nieobecności jegomość wrzeszczy w sposób pośredni, iż jestem chory psychicznie, prawda jest taka - sam jest chory psychicznie, podobnie jest z tolerancją, najgłośniej krzyczą o tolerancji ci, którzy nie mają tolerancji, tak też jest z demokracją: najgłośniej o niej krzyczą ludzie nie mający zielonego pojęcia o demokracji - niedemokratyczni, jasne: zawsze byłem za republiką - ograniczoną demokracją i gdyby ona istniała - ten jegomość nie miałby tutaj żadnego wstępu - siedziałby w szpitalu psychiatrycznym lub w więzieniu, a po tym co teraz Oni zrobili - jestem za wprowadzeniem dyktatury wojskowej jak za Tadeusza Kościuszki, Józefa Piłsudskiego i Wojciecha Jaruzelskiego - trzeba z takimi ludźmi jak ten jegomość zrobić porządek - przekraczają wszelkie granice przyzwoitości, takim ludziom jak pan, pani Agnieszka i ja - nic nie grozi.

 

Z uszanowaniem

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@Tectosmith

 

Tak przy okazji: marszałek Józef Piłsudski ma na sumieniu 380 ofiar podczas Przewrotu Majowego, a generał Wojciech Jaruzelski - 40 ofiar podczas Stanu Wojennego, obaj byli Polakami pochodzenia szlacheckiego - pierwszy był socjalistą, drugi - komunistą.

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

A ja piszę wtedy, kiedy pojawi się natchnienie, myśl. Dzieje się to bardzo rzadko i szybko umyka więc łapię to co się da. Na razie nie odczuwam przymusu pisania więc zdecydowanie nie jestem grafomanem :-) Przy okazji bawi mnie to, kiedy inni postrzegają nie rytmiczny wiersz jako grafomanię, najwyraźniej nie do końca rozumiejąc znaczenie tego słowa.

Nie nazwałbym tego wiersza gniotem. Jest w Twoim stylu i niesie ze sobą jakiś przekaz. Nie wszystko przecież musi być zawiłe i skomplikowane.

Zauważyłem. Sowa sobie pobył, pobrykał i najwyraźniej znowu ma bana. On bardzo nie lubi, jak się wtrącam, ha ha ha ha. W każdym razie przez chwile go nie będzie. Przypuszczam, że używa sobie na jakimś innym portalu. A może i tam dostał bana i dlatego się pojawił?

Nie potrafię się do tego odnieść. Nie znam i nie pamiętam faktów, szczegółów. Osobiście jestem za prawdziwą demokracją, ale to nie zawsze dobrze się udaje. Zbyt wiele fałszu i nienawiści istnieje w zbyt wielu ludziach, ciężko z tym walczyć.

Ciekawa informacja. Nie wiedziałem tego.

 

Pozdrawiam i życzę miłego dnia.

Opublikowano (edytowane)

@Tectosmith

 

Dzień dobry, nie wiem czy dostał bana, a ja - mam kontakt z panem Mateuszem za pośrednictwem e-maila, zawsze należy współpracować z administratorem lub moderatorem, przecież tutaj za darmo publikuję, prawda? Nie wolno ciągle brać, brać i brać - non stop korzystać, trzeba również z siebie coś dawać w miarę możliwości, jeśli chodzi o marszałka i generała - to jest fakt historyczny, niektórych może to zaboleć, bo: historię traktują w sposób polityczny, ideologiczny i misyjny, a wczoraj napisałem prozę poetycką - "Cezurę" - użyłem upozorowanych rymów wewnętrznych, grę słów i puentę - to nic innego jak środki stylistyczne wynikające z warsztatu literackiego, oczywiście: potem - szlif, szlif i szlif, jest to już mój szesnasty tekst w tym roku i gdyby jakieś wydawnictwo było zainteresowane - co roku lub co trzy lata wydawałbym tomiki wierszy, zawsze również można wydać, powiedzmy, dziesięcioletni zbiór wierszy - tak to widzę i rozumuję, pozdrawiam.

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@Tectosmith

 

Mam około - 250 - wierszy różnego rodzaju, a piszę od 1996 roku, a tutaj opublikowałem około - 300 - tekstów, więc: wystarczy - odjąć tutejszą prozę i wtedy łatwo można wywnioskować - ile jeszcze mam wierszy nieopublikowanych, jeśli chodzi o ofiary marszałka i generała - świat nie zwrócił na to uwagi, bo: musiałby sięgnąć po lupę - w niektórych regionach świata ofiary (zbrodnie wojenne) - wynoszą od 1000 do 10000 i w górę - ofiar, jak widać: w porównaniu ze światem - mamy czyste sumienie.

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@Tectosmith

 

A teraz uboczny temat: zakończyłem już dyskusję z panią Wiolą z Nowej Lewicy, bo: obietnice jej Opozycji, której de facto nie ma - jest opozycja, otóż to:

 

- 800 Plus,

- referendum w sprawie aborcji,

- obniżenie podatków,

- reforma ZUS,

- wprowadzenie Euro,

- odblokowanie KPO,

 

słowem: zostały wycofane, gdyby doszło do reformy ZUS-u - miałbym o 1500 zł miesięcznie więcej, oczywiście: jest dziura budżetowa i ogromne zadłużenie - według opozycji, a niby skąd ona o tym wie? Przecież jeszcze nie rządzi, jasne: obietnice Donalda Tuska są gówno warte, słowa dotrzymał Mateusz Morawiecki - wszystkie dokumenty mam w czarnej teczce - czarno na białym, zresztą: jego ojciec należał do Solidarności Walczącej, on: był bankierem, jednak: zrezygnował z dobrze płatnego stanowiska na rzecz skromnej posady prezesa Rady Ministrów - premiera, natomiast: co zrobił Donald Tusk? Uciekł na stanowisko szefa Rady Europy, mam nadzieję, iż Konfederacja i Polskie Stronnictwo Ludowe otworzą wreszcie oczy i zaczną wspierać Mateusza Morawieckiego - inaczej na tym stracą, osobiście: głosowałem na Bezpartyjnych Samorządowców i cztery razy nie - w referendum, kończąc: mam czyste sumienie.

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@Tectosmith

 

Nie oglądam telewizji, bo: nie mam telewizora - telewizja daje ci tylko pilota i nic a nic więcej - żadnego wyboru i żadnej możliwości wypowiedzi, po prostu: wpisuję na Google...

 

- Andrzej Duda,

- Mateusz Morawiecki,

- Jarosław Kaczyński,

- Mariusz Błaszczak,

- Donald Tusk,

- Rafał Trzaskowski,

 

a potem: okienko - wiadomości i czytam ich wypowiedzi, dobrze również mogę powiedzieć, iż Donald Tusk jest pachołkiem Angeli Merkel i Władimira Putina, kończąc: sam wybieram to - co mnie akurat interesuje, a nie to - co mi telewizja każe.

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@Tectosmith

 

I Donaldowi Tuskowi, wbrew pozorom: oni nieoficjalnie znają się i lubią się i to nie są moje poglądy, powtarzam: jestem pogańskim racjonalistą - libertynem i intelektualnym biseksualistą - uniwersalnym, a w moim interesie jest to, aby Konfederacja i Polskie Stronnictwo Ludowe wspierały Mateusza Morawieckiego, a ty, tak jak inni - zaczynasz mnie szufladkować - nic nowego na świecie wśród dwunożnych ssaków agresywnych, jednocześnie: mój interes jest interesem Narodu Polskiego i Państwa Polskiego, to tak: widzę świat z lotu ptaka, ty: jak mrówka z mrowiska i masz rację - nie dojdziemy do porozumienia w tej sprawie, napisałem Konstytucję Polskiej Rzeczypospolitej Narodowej, a ty? Otóż to: bez względu na wszystko - Polskę mam w sercu jak inni Jezusa Chrystusa, moim hymnem jest wiersz Ignacego Krasickiego: "Świętej Miłości Kochanej Ojczyzny", dodam jeszcze to - wpisuję jeszcze na Google - to:

 

- GDDKiA

- bryła,

- stadiony,

- architektura,

- zabytki,

- wojsko,

- koleje,

- SISKOM,

 

- Defence24,

 

- inwestycje Warszawa,

- drogi Warszawa,

- zabytki Warszawa,

- koleje Warszawa,

- architektura Warszawa,

 

dalej: po prostu czytam i myślę...

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Wędrował sobie pewnego razu po świecie pewien człowiek. Kim był? Nie wiadomo. Sam o sobie mówił, że jest po prostu włóczęgą, poszukującym nieodkrytej jeszcze przez nikogo ziemi. Ludzie, gdy to słyszeli, patrzyli na niego z politowaniem i pukali się palcami w głowę, no bo jakże to? Przecież każdy skrawek naszego globu został już dawno zbadany, opisany i umieszczony na tysiącu map oraz atlasów. Skąd więc pomysł, aby odnaleźć jakąś ziemię, nieznaną i niczyją? Ten człowiek był również poetą. Pisał wiersze i twierdził, że to właśnie za ich pomocą on tę ziemię w końcu odszuka, zobaczy i przemierzy. Któregoś dnia wędrowiec, zmęczony długą marszrutą, zatrzymał się w niewielkim miasteczku, na rynku. Rozmawiał tam z jego mieszkańcami o poezji, czytał im swoje wiersze i opowiadał, że gdzieś daleko, za ogromnym górskim masywem, za niezgłębionym oceanem, za tysiącem burz i za tysiącem wschodów słońca, istnieje ziemia, której piękno nie może się z niczym równać, ale nikt nie wie dokładnie, jak do niej trafić. Ludzie z miasteczka, jak zwykle, nie chcieli mu wierzyć. Nawet go nie słuchali, zajęci swoją codzienną krzątaniną. Przekupki zachwalały dorodne owoce i warzywa, kuglarze dawali pokazy żonglowania pochodniami, dzieci tłoczyły się wokół stoisk z cukrową watą i balonikami. Tylko jeden mały chłopiec podszedł do poety i zaczepił go: - Proszę pana... Proszę pana, czy może mi pan opowiedzieć coś o tej ziemi, której pan szuka? Jak tam jest? - Tam jest jak w raju - odparł człowiek, a w jego oczach rozbłysł skrywany głęboko zachwyt. - Drzewa nigdy nie są nagie. Ptaki wiecznie śpiewają o wiośnie i lecie. Wszędzie kwitną kwiaty w rozlicznych barwach, roztaczając zapachy, których nawet sobie nie potrafimy wyobrazić. Na niebie pojawiają się codziennie zorze i tęcze, a przez doliny, rozgrzane łagodnością słonecznego blasku, płyną niebieskie roziskrzone rzeki niby jedwabne wstążki. Zwierzęta nie polują na siebie, tylko pod koniec dnia spotykają się u wodopojów i rozmawiają ze sobą pogodnie w nieznanych, tajemnych językach. Żyją tam jedynie sami szczęśliwi ludzie, którzy się gorąco kochają... - Eeee... - stwierdził chłopiec, marszcząc czoło. - Nie ma takiego miejsca. Kłamiesz albo zmyślasz! - dorzucił i pobiegł ku zakurzonym miejskim uliczkom, pogrążonym w popołudniowej sjeście. Włóczęga postanowił również odpocząć przy niewielkim klombie, na gorącym od słońca skwerze. Żar lał się z nieba, mącił myśli, zasnuwał źrenice ciężką, kleistą powłoką. Człowiek pogrążył się w końcu w mętnym półśnie i nagle poczuł, że coś delikatnie trąciło jego dłoń. Uniósł powieki i zobaczył, jak na jego ręce usadowił się mały ptaszek. Był to rudzik, szary z pomarańczowym brzuszkiem, który przechylał łebek raz w lewą, raz w prawą stronę, i obserwował człowieka bystrymi, ciekawskimi koralikami oczu, Raz po raz podfruwał do góry, a potem znowu przysiadał na jego dłoni. - Co ty mi chcesz powiedzieć, ptaszku? - zagadał wędrowiec. Ostrożnym ruchem sięgnął do kieszeni, gdzie znalazł trochę okruchów bułki. Wysypał je na dłoń i poczekał, aż rudzik odważy się skorzystać z tego skromnego poczęstunku. Ptak skubnął kilka okruszków, a następnie znów zaczął na przemian wzbijać się w powietrze i powracać ku rękom człowieka, cały czas słodko poćwierkując. - Mam za tobą iść? - spytał wędrowny poeta. Rudzik oddalił się nieco, lecz przysiadł na gałęzi pobliskiego drzewka, jakby czekał na zaskoczonego tym zdarzeniem włóczęgę. Ów wreszcie wstał i ruszył za ptaszkiem. Opuścił senne miasteczko, po czym skręcił w polną drogę, która prowadziła na zachód. Minął parę opuszczonych domostw oraz wielką łąkę, hojnie usianą miriadami polnych kwiatów - rumianków w białych spódniczkach, wrotyczy jak błędne ogniki, dzikich ślazów zalotnie uśmiechniętych do przysiadających na ich płatkach modraszków. Wtem ptaszek zatrzymał się przy jednej z rozsypujących się ruder. Człowiek minął, zaciekawiony, drewnianą szopę, stare, skrzypiące pomieszczenia gospodarcze, aż dotarł do drewnianego płotu, pokrytego ciemnym, zielonym nalotem. W płocie znajdowała się furtka, zamknięta na haczyk. Rudzik usiadł nieopodal i radośnie zaświergotał. Wędrowiec otworzył furtkę i znalazł się, ku swemu zaskoczeniu, w starym ogrodzie. Był to bardzo dziwny ogród. Mogło się wydawać, że ktoś go opuścił w pośpiechu, nagle i bez jednego słowa pożegnania. Kiedyś ogrodowe alejki, kwietniki i krzewy musiały być pielęgnowane z zapałem i wielkim wyczuciem smaku. Gdzieniegdzie stały stylowe, ozdobne ławki, które czas obdarł nie wiadomo kiedy z eleganckiej bieli. Na środku ogrodu wznosiła się nieczynna fontanna, która zapewne niegdyś cieszyła oczy widokiem srebrzystych strug wody tańczących nad marmurowym basenikiem. Niedaleko fontanny znajdowała się huśtawka, przygnieciona i złamana przez gruby konar drzewa, na którym została zawieszona. W ogrodzie pełno było różanych krzewów. Poeta nigdy nie widział takiej obfitości i tylu odmian róż. Pnące, dzikie, miniaturki - wszystkie zdawały się pamiętać czas, gdy jakaś troskliwa ręka opiekowała się nimi dbając, aby rozwijały się, rozrastały i kwitły. Teraz jednak krzewy zdziczały, zmarniały, jakby zmęczone samotnością i ciszą. To właśnie ta cisza uderzyła najbardziej człowieka; w ogrodzie nie śpiewał ani jeden ptak, ani jeden liść nie szumiał pod muśnięciami wiatru. Obecna tu przyroda sprawiała wrażenie zastygłej w niewyobrażalnie bolesnym milczeniu. Nawet rudzik, który przycupnął lękliwie na chudziutkim, różanym pędzie, przestał ćwierkać, tylko wpatrywał się w człowieka uważnie i pytająco. - Co to za ogród...? I co ja mam z tym wspólnego? - pokiwał głową wędrowny poeta. - Tu nikogo nie było od lat, najwyżej duchy jakichś wspomnień zlatują się nocą do tej fontanny i do porozbijanych latarni, jak stare nietoperze. Te ścieżki dawniej żyły, z pewnością... Odpowiadały zapachem kwiatów niebu na jego zaczepki, tętniły beztroską młodością, a teraz...? Może kiedyś w owym miejscu ktoś kogoś kochał, ktoś się śmiał, ktoś tańczył wśród milionów róż, podczas gdy dziś jest tu tak cicho, że moje własne myśli lękają się głośniej odetchnąć... Zachodzące słońce zostawiało na zastygłych bez ani jednego drgnienia liściach czerwonawą poświatę. Znużony człowiek usiadł na jednej z niszczejących ławek i westchnął. - Żeby to wszystko przywrócić znów do życia, potrzeba wiele wysiłku. Ale może warto? Co, ptaszku? Czy o to ci właśnie chodziło?- zapytał, szukając wzrokiem swojego skrzydlatego towarzysza. Rudzik podfrunął do niego i poeta przysiągłby, że ptak skinął twierdząco swoją szarą główką.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następne dni i tygodnie upłynęły poecie na ciężkiej pracy. Od brzasku do późnej nocy sprzątał alejki, wyrywał chwasty, kosił trawniki, naprawiał połamane ławki, reperował latarnie. W starej szopie, która stała przy ogrodzie i w której teraz zamieszkał, znalazł wszystkie potrzebne narzędzia, zupełnie jakby ktoś je zostawił specjalnie dla niego. Ponieważ dotychczas tylko pisał wiersze, zupełnie nie znał się na ogrodnictwie, ale czuł, że intuicja podpowiada mu, co należy robić. Po prostu, gdy czegoś nie wiedział, siadał sobie przy fontannie, pogrążony w zadumie, aż wcześniej czy później znajdował odpowiedź na swoje pytanie. A może ktoś mu coś szeptał do ucha? Ogród z wolna otrząsał się z przygnębiającego nastroju i prezentował się całkiem przyjemnie. Zaczęły do niego przylatywać ptaki, z początku nieśmiało, lecz później zadomowiły się na dobre. Nocami słowiki uwijały się wśród gęstych krzewów róż, a z rana nowy dzień witały zięby swoimi przeciągłymi, melodyjnymi trelami. Latarnie oświetlały zadbane trawniki i oplatały ławki miękkimi cieniami. Zieleń rozrosła się bujna, soczysta, już nie dzika i trwożliwa. Człowiek cieszył się, widząc, jak jego starania przynosiły owoce, lecz martwiło go, że choć zdecydowanie ogród powracał do życia, nie zrodził się w nim dotychczas ani jeden kwiat. - No przecież po to jest ogród,żeby w nim coś kwitło! - martwił się wędrowiec. Podlewał troskliwie różane krzaczki, przycinał martwe pędy, raniąc sobie palce cierniami, pojechał też do miasteczka po specjalny nawóz - i nic! Ani jeden pąk nie chciał pojawić się wśród błyszczących liści. - A jednak te róże kogoś cieszyły kolorami i słodyczą - westchnął poeta. - Co ja mam teraz zrobić? Nic z tego nie rozumiem. Przecież już za parę dni zaczyna się lato... - Co ja mogę uczynić dla tego ogrodu, co więcej? Starał się jeszcze bardziej. Wstawał przed słońcem i pracował niemal do samej północy. Znał już w tym miejscu każdy zakątek i tak bardzo wyczekiwał chwili, w której choć jedna róża zaczerwieni się się w kolczastym gąszczu. Któregoś upalnego popołudnia, smutny i zmęczony, usiadł na jednej z ławeczek, wbiwszy zniechęcony wzrok w martwą fontannę. Chciało mu się płakać. Tyle wysiłku na nic! Bezradnie wyciągnął z jednej ze swoich kieszeni ołówek i nieduży, pognieciony zeszyt, w którym kiedyś zapisywał swoje wiersze. Od dawna niczego nie stworzy, zajęty nawożeniem, okopywaniem, pieleniem, koszeniem i podlewaniem. Teraz jednak poczuł, że musi ułożyć wiersz. Wiersz o tym, jak bardzo zależy mu na tym ogrodzie. Jak bardzo się spracował bez żadnego efektu. Jak bardzo boli go, że nie potrafi wypełnić tych ścieżek radością, którą ktoś musiał zabrać ze sobą na zawsze, bezlitośnie odchodząc. Pisał, że mimo wszystko przeszłość nie musi przecież ciążyć nad tym, co przecież żyje i pragnie życia. Że chociaż ktoś porzucił przed laty ten świat i zabrał ze sobą nadzieję oraz wolę kwitnienia - teraz przecież jest on, poeta, który uczy się dbać o dotkliwie niegdyś zranione rosarium. Dotkliwie - lecz przecież nie śmiertelnie. Na końcu chciał jeszcze napisać jeszcze jedno słowo, ale jego pióro zatrzymało się, jakby jeszcze nie ufało własnej śmiałości. A potem człowiek przeczytał swój wiersz na głos. Przeczytał go dla tego dziwnego ogrodu. I wtedy pierwszy raz poczuł, jak wszystkie gałązki różanych krzewów gną się od ciepłego podmuchu wiatru, który łagodnie nadszedł nie wiadomo skąd. Poeta wstał i postanowił przejść się po alejkach. Nie uszedł nawet kilkunastu kroków, gdy nieoczekiwanie u swoich stóp dostrzegł kilkanaście drobniutkich roślinek, wychylających się niepewnie z ziemi Nigdy wcześniej nie widział tutaj podobnego gatunku. Ukląkł przy nich i poczuł, jak fala wrzących łez zalewa mu policzki. Maleńkie wschodzące krzewinki pokryte były pąkami kwiatów. Tak, niewątpliwie za kilka dni te pąki rozwiną się, a delikatne łodyżki będą dźwigać najpiękniejszy ciężar na świecie - ciężar życia. Człowiek pragnął całować i pieścić skromne listki młodziutkich siewek, ale nie chciał ich uszkodzić przedwczesną radością i swoim niezręcznym dotykiem. Od tego momentu, przed udaniem się na spoczynek, gdy już uporał się ze swoimi zwykłymi obowiązkami, siadał przy malutkich, rodzących się kwiatkach i czytał im swoje kolejne wiersze, pisane z czułością i pokorą. Pewnego wieczoru poeta dostrzegł, że od północy nadciągają nad ogród ciemne, burzowe chmury. "No tak, przecież to już lato...", westchnął. To miała być pierwsza burza w tym roku. "Trzeba koniecznie zadbać o moje kwiatki, ochronić je, przecież jeszcze nie zdążyły się rozwinąć, i teraz miałaby je zniszczyć ulewa albo wichura? Będę czuwał, nie pozwolę na to!" Nocą przez ogród przetoczyła się istotnie wściekła nawałnica. Strugi ulewnego deszczu gięły do ziemi gałęzie różanych krzaków, a wichura chłostała alejki, trawniki, ławki i latarnie niewidzialnymi kańczugami. Człowiek pozostał w bezruchu przy swojej gromadce kwiatków, którą osłaniał własnym ciałem, mówiąc do nich niemal jak do dzieci: - To tylko burza. Ja też się boję, ale przecież jesteśmy razem. Obolały i przemoknięty pilnował, aby huragan nie uszkodził żadnego listka ani żadnej łodyżki. Nad ranem burzowe chmury ustąpiły na niebie miejsca drżącym promieniom świtu. I w tym złoto-różowym świetle, na jednej z pokrytych jeszcze kroplami wody kępek, pojawił się pierwszy kwiatek. Była to niezapominajka. Poeta oszalał wprost ze szczęścia, Zaczął biegać radośnie po ścieżkach w ogrodzie, tańczyć, śpiewać, krzyczeć, na zmianę płakać i śmiać się. Potem wrócił znów do swoich niezapominajek i z radosnym zdumieniem zobaczył kolejne błękitne kwiatki, pozdrawiające go zalotnymi mrugnięciami z objęć jasnej czystej zieleni. - Kocham was - napisał tego dnia poeta w swoim najnowszym wierszu, który przeczytał im na dobranoc. W myślach tulił je i pieścił. Kwiaty zdawały się wszystko rozumieć i jakby zalśniły w ciemności ukrytym, gorącym światłem.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następnego dnia człowiek stwierdził, że musi pójść do miasteczka, kupić nowy szpadel, bo stary już do niczego się nie nadawał. Ponieważ burza wyrządziła w ogrodzie wiele szkód, potrzebował również jeszcze paru innych rzeczy, aby wszystko ponaprawiać. Pogładził lekko dłonią krzewinki niezapominajek. - Niedługo wrócę - obiecał. Z głębi ogrodu przyleciał rudzik, i usiadł mu śmiało na ramieniu. Chwilę poćwierkał, a potem zniknął w kolczastej różanej gęstwinie. Na rynku jak zawsze było głośno i tłoczno. Straganiarze przekrzykiwali się nawzajem nad stertami towarów, w powietrzu pachniało grillowaną kiełbasą, gołębie tłoczyły się przy przepełnionych śmietnikach. Poeta, zaopatrzywszy się w niezbędne narzędzia, zatrzymał się jeszcze na chwilę przy stoisku z lemoniadą, gdyż zachciało mu się pić. - O, to pan?- usłyszał nagle chłopięcy głos, który skądś znał. - Tak - odparł. Przypomniał sobie swoją dawną rozmowę z owym dzieciakiem, który tamtego dnia nie uwierzył w jego najskrytsze marzenia. - I co, znalazł pan tę swoją wspaniałą krainę? - spytał chłopiec, obrzuciwszy go łobuzerskim spojrzeniem. - Tę, gdzie podobno wszystko jest takie cudowne i panuje wieczne szczęście? - Znalazłem - odpowiedział z uśmiechem poeta, myśląc o swoich niezapominajkach.  
    • spadł puch swym ramieniem przytulił rozżalonych rozjarzone brylanty na ziemi tliły się w oczach białe morze wzburzyło się po raz pierwszy od dawien dawna chcąc byśmy przypomnieli sobie, jak to jest płynąć po nim saniami   potajemnie zmówił się nieboskłon z chmurami urwiska stanął się przystankami drogi porwą pojazdy chwalić będziemy się i ogrzewać śmiejąc z gniewu, niekiedy i radości   przytulnie będzie aniołem zostać bo w końcu biel nas zewsząd otacza byle dłoni nie zajechać po całości, czymś musimy postawić posągi z węgli i marchewek   wieczór dziś jest specjalny inny niźli zawsze tańczymy nieświadomie pod jednym płaszczem bawimy się jak niegdyś i tylko to się liczy wszystko to, gdy palą się lampy pomimo tego, że marzniemy   uwieczniona kamera taśma przygotowana na niby nijak wszystko dlatego że dnia dzisiejszego, zwykłego jak inne, spadł puch    
    • @Radosław   a Ty jak Kogut…  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @KOBIETA Bądź  jak Supernova. 
    • @Radosław   wiem Radosław …niestety to takie silne oddziaływanie jest …międzygalaktyczne ;)))) nie wiem jak mogę Tobie pomóc…? ;) 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...