Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

                      - dla Siostry 

 

   - Nie trzeba go zabijać - Pierwszy Jedi położył spokojnie dłoń na ramieniu Olega. - To nie jest konieczne. Przypomnij sobie nauki u księcia Jurija: "Kochaj dzień, kochaj twoje życie"* . I naczelną zasadę: "Nie stworzyłeś - nie zabijaj". Ale ponieważ każda rzecz i każda sprawa ma przynajmniej dwie strony - Jezus wciąż mówił z bardzo spokojnym uśmiechem świadom, że zarówno Oleg, jak i Poncjusz Piłat słuchają Go uważnie - a nasz przyjaciel naruszył energetyczną równowagę Wszechświata czyniąc siebie obojętnym na twoją śmierć i  zgadzając się na nią ot tak - jak to słusznie nazwałeś - wysłana przezeń negatywna energia powinna doń wrócić. I to za twoją sprawą. Bo przecież, skoro żyje do tej pory, logika i duch Wszechświata wskazują,  że jest właśnie tak. Nadto - poczekaj, Olegu - tu Mówiący powstrzymał go ponownie - powinieneś budować swoją mentalną siłę** . Jak sądzisz - Jezus uśmiechnął się wewnętrznie, czując lekkie odprężenie w duszach, sercach i umysłach obu swoich słuchaczy - kiedy wzmocnisz siebie bardziej: zabijając go czy pozwalając mu żyć dalej? Przy czym pamiętaj - tu Wszechwiedzący uczynił gest w stronę wciąż siedzącego za stołem namiestnika - że to doświadczenie będzie miało wpływ również na jego duszę. A zatem rozważ to wszystko - zakończył Wszechświat - i dopiero wtedy podejmij decyzję.

   Oleg uśmiechnął się.

   - Dzięki Ci bardzo, Jezusie - powiedział. - Jak wiesz, słuchałem Cię uważnie cały czas. I cały czas rozważałem, chto mne nuzhno sdelat' , co mi trzeba zrobić. Wiem, że i moja żona, równolegle do oczywistych i zrozumiałych kobiecych emocji, spojrzałaby na całą tę sytuację od strony energetycznej. Albo duchowej,  by użyć innego słowa. Nie jestem co prawda pewien, czy pod wpływem uczuć, gdyby była na moim miejscu, zwlekałaby z decyzją - tu Oleg uśmiechnął się lekko. - Ale ma swoje doświadczenia, a kto jak kto, ale ja potrafię ją zrozumieć: w końcu to moja żona. Oczywiście Ty zrozumiałbyś ją błyskawicznie jako jej stwórca, mistrz i jako Wszechświat - zakończył Oleg.

   - A zatem, mężu Soi - co postanowiłeś? - WszechMogący odczekał stosownie długą chwilę.

   - Postanowiłem przywrócić energetyczną równowagę pomiędzy mną, Soą i nim - odparł spokojnie zapytany. - Ta decyzja jest w mojej ocenie właściwa z każdego punktu widzenia, a przy tym współgra z moimi uczuciami.

   - A zatem - Oleg powtórzył słowa Jezusa, zwracając się  do siedzącego przed nim swojego pośredniego zabójcy. - Wstań, Poncjuszu Piłacie - przybrał oficjalny ton. 

   Wezwany w jednej chwili zbladł zauważalnie, domyśliwszy się, co go czeka. I wstał powoli, patrząc Olegowi w oczy. - Przyszedł mój kres, pomyślał. - Dobrze, że nie ostatni. Ale domina mea, moja pani, będzie rozpaczać...  

   - Pierwszy z kolejnych - potwierdził mu Jezus.

   A zwracając się  do Olega, rzekł:

   - Zabij go.***

 

   */**  Oba zaznaczone zdania są sentencjami ofiarowanymi przez Wszechświat za pośrednictwem Yogi Tea.

   *** Kto ma wszelkie prawo decydować o zakończeniu życia Piłata - i kogokolwiek innego - jak nie Jezus właśnie? 

Cdn.

 

   Voorhout, 26. Września 2023 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Edytowane przez Corleone 11
Dodanie fotografii (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@Somalija

   Też jestem tego zdania

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

. i myślę, że sprzyja również Tobie ^(*_*)^ .

   Moc podziękowań za odwiedziny, czytanie i uznanie . Serdeczności .

@Somalija

   Dodam, że Wszechświat sprzyja wszystkim. Tylko część ludzi w gruncie rzeczy odpycha od siebie owo sprzyjanie swoją negatywną energią. Ale każdy ma wolny wybór, co przedstawiłem - jak sądzę - wystarczająco wyraźnie .

   Serdeczne pozdrowienia ^(*_*)^ .

Edytowane przez Corleone 11 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Wiesław J.K.

   Osobie, która - jak Jezus - zakończyła swój cykl wcieleń,  przez co osiągnęła wszystko, co człowiek może osiągnąć, innymi słowy stała się Bogiem/zjednoczyła się z Wszechświatem/stała się Kosmosem - wolno ważyć się dosłownie na wszystko. Jako że ma pełny ogląd sytuacji, zna wszystkie następstwa danej decyzji i danego czynu. A tym samym wie, co jest moralnie właściwe - czyli dopuszczalne - a co moralnie naganne.

   Dzięki Ci bardzo za wizytę, czytanie i istotną refleksję w komentarzu

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

   Serdeczne pozdrowienia .

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Berenika97 @Rafael Marius @Jacek_Suchowicz   Za mistrzem...   Fraszki to wszystko, cokolwiek myślimy, Fraszki to wszystko, cokolwiek czynimy; Nie masz na świecie żadnej pewnej rzeczy, Prózno tu człowiek ma co mieć na pieczy. Zacność, uroda, moc, pieniądze, sława, Wszytko to minie jako polna trawa; Naśmiawszy się nam i naszym porządkom, Wemkną nas w mieszek, jako czynią łątkom.    Dziękuję. 
    • nie pamiętam, kiedy to się zaczęło. czy wtedy, gdy furtka zgrzytnęła w środku nocy, jakby ktoś szukał wejścia nie na posesję, ale do mojego ciała. czy wtedy, gdy znalazłem pod wycieraczką zardzewiały gwóźdź, wygięty na końcach, gotowy wbić się w dłoń, w serce, w sen, jakby już wiedział, gdzie trafić. a może wcześniej. gdy jego córeczka biegała po ogrodzie i krzyczała do pustego powietrza: - nie ruszaj mamy. - nie ruszaj mamy. jakby ktoś stał tuż obok, dokładnie tam, gdzie nic nie powinno stać. robert był idealny. punktualny. pomocny. uśmiech miał gładki jak szkło polerowane w laboratorium cieni, tak czyste, że nie zostawiało odbicia. ale oczy… gdy w nie patrzyłem, zimno zaczynało się we mnie poruszać, powoli, jakby znało drogę. w źrenicach coś było - nie ciało, raczej miejsce po nim. głód bez kształtu, po czymś, co już zjadło swoje imię i nauczyło się patrzeć dalej. jego cień czasem nie nadążał. spóźniony o ułamek sekundy, jakby musiał się zastanowić, czy jeszcze chce za nim iść. kiedy mówił, odbicie w szybie nie otwierało ust. jakby coś z jego wnętrza słuchało osobno. pierwsze ciało we wrześniu. drugie w październiku. trzecie w grudniu, tuż przed świętami. kolejne w marcu. zawsze młotkiem. zawsze kobiety. zawsze noc. ostatnia, trzynaście lat. media pisały o „fryzjerze”. o tym, że wkładał im włosy w dłonie, jakby chciał, żeby coś jeszcze miały przy sobie po śmierci. ja wiedziałem wcześniej. widziałem go nocą z czarną torbą, spokojnego, jakby wracał z miejsca, gdzie wszystko było już załatwione. zacząłem dziennik. czasem kartki były ciepłe. jak skóra po czyimś dotyku. znały mój charakter pisma, zanim nauczyłem się go pisać. atrament pachniał metalem, zanim dotknąłem pióra. każdy krok. każdy oddech. każdy cień. śniłem o nim. za niego. czułem chłód żelaza, puls dłoni tuż przed śmiercią, serce drugiej osoby sekundę przed tym, jak świat przestaje się do niej odzywać. czasem nie wiedziałem, czy zapisuję, czy tylko pozwalam, żeby przechodziło przeze mnie. wysłałem anonim do policji. zdjęcia. cisza, która nie miała końca, tylko głębokość. potem list. w środku zdjęcie mojej córki. jej twarz - zamarznięta w półuśmiechu, jakby ktoś kazał jej nie oddychać. na odwrocie odcisk błotnistego buta. ciężki. pewny. tej nocy córka nie spała. chodziłem, zapalałem i gasiłem światła, sprawdzałem zamki, jakby dom mógł się jeszcze obronić. - tato? jej oczy patrzyły jak okna do innego czasu, takiego, który już się wydarzył, ale jeszcze nie dotarł. - tato… czy to, co patrzy przez twoje oczy, też śni? poszedłem do roberta. drzwi otwarte. on w kapciach. dziecko przy nodze. kolęda w tle. jabłka z goździkami. zapach, który powinien być bezpieczny. - potrzebujesz czegoś? zapytał. - nie. tylko… porozmawiać. uśmiechnął się. nachylił, jakby mówił nie do mnie, tylko do mojego odbicia: - trudno jest być tylko niewinnym, prawda? zamknął drzwi. zbyt cicho. zbyt dokładnie. jakby zamykał nie dom, ale proces. od tej nocy nie śpię. palę, bo dym zagłusza coś słodko-mdłego, jak gnijące jedzenie w ustach, jak obietnica, która już się psuje. czasem czuję coś obcego na dłoniach, jakby pamiętały pracę, której nie wykonałem - jeszcze. w szafie młotek. obok różowy bucik. nie od mojej córki. nie od nikogo, kogo znam. w dzienniku zapiski, które nie są moje: „nie krzyczała.” „skóra pod paznokciem.” „kolor włosów: ciemny blond. zbyt młoda.” litery są równe. spokojne. jakby pisane bez pośpiechu. pod poduszką pukiel włosów. idealny. zimny. jakby jeszcze o czymś pamiętał.   nie córki. nie wiem czyj. w nocy śniłem, że śpię. we śnie śniłem, że wstaję. obudziłem się w łazience. nóż do tapet w ręce. lustro zaparowane. ktoś narysował na nim odwróconą trójkę. znak, który wyglądał, jakby zawsze tam był, tylko czekał, aż zacznę patrzeć. coś drgnęło za mną. - tato? córka stała w drzwiach. czerwone plamy na jej palcach pulsowały, jakby nie były plamami, tylko miejscami, przez które coś oddycha. jej spojrzenie było spokojne. rozumiała więcej, niż powinna. - nie wychodź,  szepnęła. rano młotek w kieszeni. zardzewiały. ciepły. jakby oddychał wspomnieniami poprzednich nocy. trzymałem go jakby był mój od zawsze, pamięta mnie dłużej, niż ja pamiętam siebie. na ścianie nowe lustro. odbicie nie moje. przechodzę obok. moje oczy patrzą na mnie, jakby znały coś, czego ja jeszcze nie wiem. moją przyszłość. czuję już. coś we mnie patrzy przeze mnie. coś śni przez moje dłonie, przez moje ciało, przez moje dziecko. coś, co nie jest tylko innym. coś, co jest mną, zanim ja sam będę. coś, co ma więcej wspomnień z przyszłości niż ja z przeszłości.                
    • mam życiorys spisany na kolanie popruty profil z facebooka mechanizm iluzji i zaprzeczeń opancerzony wokół dendrytów mam gumę turbo i młodość za sobą   schowałem niewypowiedziane w równaniach bez reszty drobne nieścisłości zaliczone zostaną w błąd pomiaru   czarne poranki gdy nic nie trzeba chcieć czyste życie hemoglobiną wypełnia krew   podmiot nie jest dany podmiot stwarza się   patrzy na mnie kriszna w kołysce w całej osobie liczby pojedynczej tuż przed podziałem przed brakiem zanim rachunek zdań nazwie pierwszą rzecz    
    • Alana za siksą wąski sazan. Ala
    • Jem sód od ósmej   Ech, cmokam! Sód ósmakom chce   I namakam. Sód od ósmaka Mani   Sód ułud. Ós!
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...