Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

na raz
pójdziesz
staniesz
i nim wreszcie
uderzysz
i zranisz
krzykniesz
jeszcze

na trzy
sprawdzisz
pomyślisz
złączysz w całość
rozćwiartujesz
i wywleczesz
powiesz
mało

na sześć
zakłamiesz
zaprzeczysz
kiedy powiem siedem

Opublikowano

Magicznych liczb jest więcej, aż do nieskończoności, no i z nią samą włącznie. Dlaczegoby więc nie pociągnąć wątku dalej? Mam wrażenie, że nie zmieniłoby to przekazu, a formę łatwo będzie konsekwentnie utrzymać. Kasia Klich ma chyba podobną piosenkę, nie istotne, ze sprofilowaną do wątku miłosnego. Powiem cichutko, że ciut lepiej jej to wyszło.
Jest tu sporo dramatyzmu, owszem, ludzkiej uciechy z babrania się w bólach, swoich i cudzych. Ale "rozćwiartowane" to jakoś. Za szeroko może ujęte by podsumowywać, za szeroko by uchwycić jeden nerw. Brak precyzji. Nie powala więc, nie dzwoni w żadnym organie anatomicznym, ni emocjonalnym. A szkoda.

Potępiam (wybacz, oyey)
i pozdrawiam
m.
[sub]Tekst był edytowany przez magda dnia 22-09-2003 07:31.[/sub]

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Mel666   Świetna metafora przebodźcowania. Doskonale oddaje fizyczny ciężar psychicznego zmęczenia współczesnym światem. Obraz z sedesem - brutalny i szczery. Podoba mi się puenta - cały ten natłok "psychoanalizy" został sprowadzony do najprostszego rozwiązania - odcięcia zasilania.
    • Iwona, RIP Iranowi?   O war! Baca mysz USA, a suka kusa. As uszy maca. Brawo?
    • Zapragnęłam sukni z wiatru, by w tańcu rozmyć własne kontury. Wychodzę do miasta - to zwierzę. Dyszy mi w twarz: "zapakuję cię w próżnię". Myśli tracą tlen. Wyrzucone na asfalt pękają jak ryby głębinowe. Uciekam. Widzę manekiny, rosną im włosy, ale gubią palce, próbując mnie złapać. Wpadam do domu. Marzenia już tu były. Zdążyły mnie przerosnąć.
    • @Łukasz Jurczyk   To filozoficzna refleksja nad naturą władzy, ambicji i o granicach ludzkich możliwości. Historia jest tu tłem.   Po zwycięstwie nad Persją, Aleksander wszedł na terytoria Azji Środkowej - góry Baktrii (dzisiejszy Afganistan) i ziemie Sogdian (dzisiejszy Uzbekistan i Tadżykistan). To tam napotkał najtrudniejszy, partyzancki opór.   Autor ukazuje, że pokonanie największego wroga nie przynosi spełnienia, zdobywca ma teraz absurdalny cel - zdobyć cały świat. Gdy kończą się logiczne cele, rodzi się "hybris" - niszczycielska pycha.   Tradycyjna wojna opierają się na oblężeniach, burzeniu murów i paleniu miast. Na stepie te metody są bezużyteczne. Bo nie można kontrolować koczowników, są to ludzie nieprzywiązani do dóbr materialnych i stałych osad. Poza tym Sogdowie, toczący z Aleksandrem krwawe walki partyzanckie, cenią sobie wolność - to jest część ich tożsamości. Wobec ogromu gór Baktrii wszelkie ludzkie ambicje stają się śmieszne i mikroskopijne.   Świetna jest ironiczna puenta - zdobycie znanego świata wiąże się z całkowitą bezdomnością. Zwycięzca nie ma chwili wytchnienia, spokoju ani oparcia. Mając wszystko, nie ma niczego stałego.   Po raz 93. muszę napisać - świetne! :)    Głazy pną się wzwyż, król jest tylko owadem w oceanie chmur.
    • Podróż skończę gdzie spoczywa słońce i odpoczywają złote zaskrońce.             … Drogę zwieńczę magicznym wieńcem.      
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...