Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

niezborność wkleiła się w podeszwy
jak guma rozciąga dobre chęci
i uczynki, brukuje drogi do Rzymu,
piekielnie wyboiste ścieżki
garnirowane szczerbami kocich łbów

gubię klucze, kwity i bilety
miesięczne, księżyce są dla mnie
zamknięte na głucho

uciekają przede mną listy, liście
fruną w przeciwną porę
jesieni, wprost na talerze pełne grud
obiecanej manny, plamią mech tłustą rdzą

szpilki odwracają magnetyczne
właściwości włosów, w torebkach grzebienie
wstydliwie zasłaniają połamane zęby

gdy drzwi wymykają się ościeżnicom
potrafię, mimo wszystko,
pozbierać do wiklinowych koszy
twoje porozrzucane niechlujnie uśmiechy
i wygładzić krzywo poskładane słowa

Opublikowano

Początek 'niezborny' ;), wiersz jakby się rozkręcał, piersze przerzutnie raczej drażnią, niż zaskakują, potem jest lepiej, coraz lepiej. Bardzo ciekawy, bogaty język (to warto podkreślić).
Gdyby usunąć znaki interpunkcyjne - zyskamy płynność i kilka dodatkowych kontekstów znaczeniowych, np:
kwity i bilety
miesięczne, księżyce

"Jesieni" nic nie wnosi - do usunięcia. Kilka pomysłów też zgranych (listy - liście) - można nad tym pomyśleć. Oczuwam takie pomieszanie niezwykłej staranności (słownictwo, budowanie do końca możliwości obrazu [metafory] - "piekielnie wyboiste ścieżki / garnirowane szczerbami kocich łbów") i poruszenia wyobraźni. I raczej to drugie mnie pociąga w tym wierszu.
pzdr. b
PS. czy muszą być "drogi do Rzymu" (rzymu)?

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Nasz dom był po prostu ruiną. Ale nie taką, której gruzy porasta roślinność i która niesie jeszcze echo dostojeństwa. Nie, to była ruina nie dająca się zdmuchnąć, ruina, której żadna cegła nawet nie skruszała. Stała w pobliżu bagna, rzeki i łąki — gdzie niebo tak zwalało się człowiekowi na głowę, że musiał je podtrzymywać. A jak się wówczas prężyły muskuły, jak łzy kapały z oczu! Kiedy niebo nareszcie odpoczęło, człowiek kładł się na trawę i raz jeszcze płakał ze śmiechu.    Pewnego dnia zapomniałem, że chcę iść na łąkę. Zupełnie wyleciało mi to z głowy.                                               * * *        — Wyrósł jak na drożdżach.      — Imponujące.     — Kiedy tak wyrósł?    — Musiało to być przedwczoraj?     Obszedłem dom dokoła i raz jeszcze spojrzałem na jegomościa w kraciastej kamizelce i okularach na bulwiastym nosie.    — Nie, nie przedwczoraj — rzekłem. — Przed godziną ten dom był ru... Był, cóż, zwyczajnych rozmiarów.    — Nie może być!    — Kim pan jest, jeśli mogę wiedzieć...?    — Architektem.    — Ach.    — Pańska mamusia jest w domu. — Poklepał mnie po plecach i lekko pchnął ku drzwiom.    Wnętrze domu również było odmienione.  Wszędzie walały się — rzecz jasna — śmieci, ale spomiędzy tych smrodliwych stert wystawał gdzie niegdzie rożek aksamitnej sofy albo odbijała światło srebrna papierośnica.    Matka leżała na szezlongu przy szafie grającej, wyciągnięta jak rzęsa. Na jej wychudłej twarzy majaczył uśmiech.    — A kiedy to mamusia się tak urządziła?    Otworzyła oczy tak nagle, że aż się wystraszyłem.    — O! jesteś. Każ Eulali przynieść mi kawę.    — Zatrudnia mamusia służbę...?    Łypnęła na mnie, podniosła się i zniknęła w progu. Delikatnie wziąłem w palce dwa eklerki z tacy przy szezlongu i wróciłem na zewnątrz.    Architekt nie stał już przed domem, zapatrzony w któreś z okien; teraz mierzył cyrklem okrągłe zielone kamyki w dolnej części fasady. Na mój widok okręcił cyrkiel i schował go do kieszonki kamizelki.     Poczęstowałem go eklerkiem.    — Co powiedziała? — zagaił, puszczając mi oko.    Zacytowałem matkę słowo w słowo.   — No tak — pokiwał głową architekt. — Wyśmienite są te eklerki. Gdzie takie robią? — zastanawiał się z cyrklem w ręku.                
    • @Intersubiektywny ,  @WiatrŚwietlny,  @lavlla nisu , dziękuję :)
    • @wiedźma ja kocham też czarny bez:) ten zapach mnie nęci i mam miłe wspomnienia:)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...