Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Widzisz, mój drogi przyjacielu. Dzisiaj mam 60 lat i na wszystko patrzę z perspektywy siwej głowy. Mogę spokojnie opowiedzieć Ci o wszystkim, czego doświadczyłem, chociaż serce moje przepełnione jest goryczą i ciągłym pytaniem o sens, o sens wszystkiego.
Tak do końca nie wiem ile mam lat, ani gdzie się urodziłem. Rodzice nigdy o tym nie mówili, a ja nie miałem prawa pytać. Nasze pytania, moje i innych dzieci, z założenia były „nie na miejscu”. Nie wolno było. Nie pytaliśmy.
Jak przez mgłę widzę roześmiane twarze moich rodziców, jakichś starszych ludzi, zwierzęta, no wiesz…psy, koty; czasem przypomina mi się zapach świec, gdy we wszystkich oknach zabrakło prądu; smak deszczu i obecność chmur. Były też place zabaw. Jeden taki miał nawet „diabelski młyn”. Tak długo nim jeździłem, że przez dwa następne dni na samą myśl o karuzelach robiło mi się niedobrze. Gorąco na duszy, kiedy przychodzą te wspomnienia. Dziwne, bo pamiętam tylko takie krótkie… epizody. Potem nagle wszystko się skończyło, to znaczy skończyła się spontaniczność i roześmiane twarze i nawet nieumyślne wdeptywanie w psie kupy. Dla Ciebie psie kupy to żadna frajda, a dla mnie po prostu życie, które zatrzymało się szóstego czerwca 2666 roku o godzinie szóstej rano. Pewnie powiesz, że to cyfra diabelska. Nie wiem. Dla mnie, to przejście z radości w nieustający smutek. Zresztą sam zaraz usłyszysz..
Kiedy o szóstej rano przyjechaliśmy pod RUM, miasteczko w którym zaczęła się i skończyła moja rozpacz, byliśmy oczarowani. Dookoła żadnych murów, żadnych bodyguard’ów tylko mnóstwo jaśminu i czereśni. Pachniało, a mama zatrwożonym głosem wyszeptała, że bez ochroniarzy w takim vip-miasteczku nie mamy szans na bezpieczeństwo. W ogłoszeniu podane było, że RUM jest najdoskonalszym miejscem na ziemi; dla mojej rodziny oznaczało to firmę ochroniarską, supermarkety i takie tam. Weszliśmy. Nie było żadnej bramy, ratusza, ani głównej ulicy, a mimo to instynktownie wiedzieliśmy którędy wejść i dokąd podążyć. Samochody musiały być parkowane poza miastem. Do dzisiaj nie mam pojęcia jak to się działo, że nikt tych samochodów nie okradał, mam na myśli ludzi z tak zwanej reszty świata.
Zamieszkaliśmy w trzypiętrowym domu. O wiele za dużym jak na naszą trzyosobową rodzinę-mama, tata i ja, ale takim samym jak innych mieszkańców. Oczywiście. Był piękny i od razu umeblowany. W salonie na poddaszu kominek z czerwonej bursztynowej cegły-drogiego i bardzo rzadkiego materiału. Dach ze szkieł, a ponad nim odwiecznie nieskazitelne czyste niebo. W czasie lata dach i ściany domu dawały ożywczy chłód. W czasie zimy mieliśmy ciepło. Przytulnie? Nie, tego słowa wtedy nie znałem. Na nasz przyjazd nikt się specjalnie nie cieszył i nikt nie dziwił. Potraktowano nas jak starych mieszkańców, co w zupełności odpowiadało moim rodzicom. Ja przeżyłem szok. O życiu tam mogę opowiedzieć Ci z najdrobniejszymi szczegółami, bo był nakaz prowadzenia pamiętników. W każdym domu ojciec rodziny opisywał wydarzenia dnia ze wszystkimi detalami. Codziennie o szóstej wieczorem, odbywał się pamiętnikowy rytuał.
Wiesz już, że nie wolno było o nic pytać. Musieliśmy dostosować się i już. Odwrót? Masz na myśli wyprowadzenie się z RUM? Nie wiem. Nigdy nie próbowaliśmy i nawet nie przyszło nam to do głowy. Psychiczność nasza trwała w absolutnej bezwoli. Tak było prościej i wygodniej. Mówiliśmy, że jesteśmy szczęśliwi, ale znaczenie tych słów nie było naszym. Powtarzaliśmy to, co mówili inni.
Moje życie tam dzielę na kilka okresów. Pierwszy to jaśminy i zapach. Drugi to jednakowość i obojętność, które nawiasem mówiąc, towarzyszyły mi do końca egzystencji. Trzeci to szkoła, czwarty- kościół, piąty-zakochanie i szósty- więzienie.
Dwa z nich już poznałeś. O szkole mogę długo, ale nie chcę. Dla mnie była całkiem zwyczajna, bo tylko takiej doświadczyłem. Spędzałem w niej czternaście godzin każdego dnia. W niedziele było krócej-dziesięć godzin. Uczyło się nas tam około tysiąc osób w różnym wieku. Nigdy nie robiliśmy sobie krzywdy. Nie skarżyliśmy jeden na drugiego. Za trójkę w dzienniku można było pójść do więzienia, więc byliśmy najlepszymi uczniami w kraju. Nawet, jeśli ktoś miał ochotę na zrobienie psikusa nigdy mu się to nie udało. Dorośli natychmiast przystępowali do akcji. Zakładali delikwentowi kajdanki i wsadzali do więzienia. Oczywiście, że normalnego więzienia. A czy są jakieś inne? Skąd wiedzieli, że istnieje zagrożenie ze strony ucznia? Odpowiedź jest bardzo prosta: po minie, po wyrazie twarzy. Obowiązkiem wszystkich obywateli było trwanie w smutku. Usta osób wiarygodnych wyrażały rozpacz, a miny gotowość do płaczu. Oczy-nie. Nie były smutne tylko złe; moim zdaniem, jedynie człowiek z nienawiścią w sercu, gotowy do samobójstwa może mieć takie oczy. Jeżeli z jakiegoś powodu wargi lekko uniosły się w kącikach ust, padało podejrzenie, iż zawierają w swych zmarszczkach tajemniczy świat, znany tylko ich właścicielowi, bo nieopisany w ojcowskim pamiętniku. Daj mi spokój; ja nie mam pojęcia, kto wymyślił, że wszyscy mamy być jednakowi. Wtedy tak miało być i już. Też byłem „uniformem”. Każde miejsce w RUM, w którym zbierało się więcej niż cztery osoby, miało swoją specyfikę. Oj, nie mów mi, że rozumiesz, bo nie rozumiesz! Czy uważasz za normalne, aby dziecko zadające pytanie ‘skąd biorą się dzieci’ otrzymało od razu odpowiedź z najdrobniejszymi detalami? W naszej szkole tego typu zjawiska były na porządku dziennym. Wyglądało to mniej więcej tak:
- proszę pani, a skąd biorą się dzieci?-pytam; mam dopiero pięć lat.
- zaczekaj chwilkę, uczniu. Zadzwonię po specjalistę.
Czekałem 15 minut, po czym wszedłem do sali wyświetleń i tam w sposób szczegółowy dowiedziałem się na temat kopulacji. Pokazano mi film erotyczny, ze wszystkimi zbliżeniami miejsc intymnych, a pani, która była od tych spraw, udzielała swojego głosu, opowiadając o tym, co widzę na filmie i nie tylko. Pamiętam, że pomimo totalnego zadziwienia i jednak ciągłych wątpliwości czułem wstręt. Każdego dnia, przez siedem dni, wymiotowałem. Wtedy pierwszy raz znienawidziłem moich rodziców i od wtedy mój wzrok był naprawdę zły. Tak w tej szkole było ze wszystkim. Niektórzy cieszyli się, że przynajmniej tam mogli zadawać pytania. Za każdym razem zjawiał się specjalista i tłumaczył. Ja nie spytałem już nigdy. O nic.
Kościół, to dopiero odlot. Nie dziw się. Tam mieliśmy taki haj, że głowa mała. Stary…Nie mów mi o swoich dreamach dopóki nie dowiesz się o Kościele. Sam budynek był jednym wielkim niuchem.


PS’
Chyba przynudzam i pewnie nikt nie ma ochoty na ciąg dalszy. Z pewną taką nieśmiałością wysyłam tę , no cóż, może chałę, a może nie-chałę.

Opublikowano

Wizja dosyć ponura, ale może zainteresować. Rzeczywiście wymaga kotynuacji, bo kończy się na niczym.
Wypunktuję kilka wyłapanych przeze mnie błędów, czy niejasności.
Dzisiaj mam 60 lat...Tak do końca nie wiem ile mam lat- no to wie, czy nie?
we wszystkich oknach zabrakło prądu- prądu w oknach?!
usłyszysz.. - ...
Oczywiście. - co oczywiście?
odwiecznie nieskazitelne czyste niebo- odwiecznie? -może miałaś na myśli stale?
do końca egzystencji- to narrator nie żyje?
- proszę pani, a skąd biorą się dzieci?-pytam; mam dopiero pięć lat.
- zaczekaj chwilkę, uczniu. Zadzwonię po specjalistę.- dlaczego z małej litery? i po co to "uczniu"?
Kościół, to dopiero odlot. Nie dziw się. Tam mieliśmy taki haj, że głowa mała. Stary…Nie mów mi o swoich dreamach dopóki nie dowiesz się o Kościele. Sam budynek był jednym wielkim niuchem.- tutaj ni stąd, ni z owąd wprowadzasz slang młodzieżowy

Opublikowano

wzięło mnie na dobre. chyba dlatego ze dawno nie czytałam żadnej dobrej książki, wiec moge być mało obiektywna. Szczerze jestem ciekawa co bedzie dalej , bo ten wyrywek przeczytałam jednym tchem. zastanawiam sie czy masz juz wiekszość czy dopisujesz wedle potrzeby. bo jesli masz kontynuację to licze ze nie zawiedziesz i podasz do publicznego przyjemnego uzytku - przeczytania...
pozdrawiam
always born

Opublikowano

Cieszy mnie fakt, że dla niektórych to nie chłam.
Niestety, ciąg dalszy dopiero znajdzie się na papierze, ale pomysł i koncepcja są już od dawna.

Co do porad pana Leszka-chętnie się dostosuję, ale najpierw muszę znależć odrobinę czasu.

Bardzo schlebiają mi Wasze wypowiedzi. Troszkę odfrunęłam, ale podejrzewam, że wkrótce ktoś postawi mnie na ziemi.

Pa

Opublikowano

witaj po trzykroć kasia - hihihi
twoje opowiadanie przywodzi mi na mysl opowiadania Dicka, Orwella "rok 1984" to również, ciekawe ujęcie znanego mi tematu, podobało mi się, nie powielasz pomysłów, tylko idziesz dalej,
ale ma rację Leszek Dentman / zaufaj mu , on jest specem od wynajdywania wpadek technicznych / że warto popracować nad tekstem
pozdrawiam

Opublikowano

Chociaż w żadnej mierze nie było moim zamiarem budowanie Orwell'owskiej atmosfery, to muszę jednak przyznać, że pisząc je poczułam to samo, co podczas czytania '1984'. Cudowna książka.
Oczywiście, że pan Leszek ma rację.

Bardzo dziękuję. Pozdrówko

Opublikowano

Opowiem ci potrójna Kasiu stary kawał;
Kiedy sowieci przyjmowali do gułagu Polaków przesłuchiwał ich najpierw NKWD-owiec, a zapisywał je ktoś, kto umiał pisać.
-Imia i familija?!
-Pankracy Pankiewicz.
...
-U nas panow niet. Piszi Kracy Kiewicz!
U nas panow niet. Pisz Leszek.
Pzry okazji drugi dowcip z tej samej serii. Tym razem przed oficerem NKWD stoi japoński jeniec.
-Kak tiebia zowut?
-Matsuka.
...
-Piszi Sukinsyn!

Opublikowano

Te same uwagi, co Lechu - zmiany tonacji ostatniego akapitu zupełnie nie rozumiem: po co w takim razie moralizujący ton jakichś 98% procent tekstu?
-dowiedziałem się na temat kopulacji - dziwoląg. Albo dowiedział się wszystkiego na temat kopulacji, albo dowiedział się o kopulacji.
- zadziwieniu - stylizacja na styl biblijny czy jak? - zdziwieniu wystarczy. Zadziwieniu nie pasuje do całości tekstu swoim ładunkiem stylistycznym. Nie dam się przekonać, że to zamierzony zabieg. Trąci nie tylko Orwellem, ale i Huxleyem. Bez szczytów odkrywczości ale rokuje.

Opublikowano

Potencjał w tym widzę, ale sporo Cię czeka pracy. Pierwszy akapit kulawy jak zbowidowiec przed nadejściem renty. Po co tyle "wszystko"??? Męczy mnie perspektywa siwej głowy, ale mogę się mylić.

Poza tym nie wiem, może ja jakiś głupi i niecny jestem, ale mnie pornochy za dzieciaka rajcowały bardziej od lodów Bambino i wody z saturatora. Nie spotkałem też osoby, która by po nich rzygała, ale cóż, może tak i jest...

Opublikowano

Pracy dużo-oj i to bardzo dużo. Przede mną.

Moim zdaniem pięciolatek i porno to przegięcie. Naturalnym jest fakt, że do rzeczy 'figlarnych' ciągnie dziecko przez ciekawość i posiadanie zwykłych, normalnych objawów, oczywiście. Troszkę inaczej ma się sprawa, jeśli wszystko pokazane jest bardzo dokładnie, a jeszcze gorzej, jeśli dziecko-w trakcie zapoznawania sięz golizną i kopulacją- obserwowane jest przez nauczyciela. Poza tym nie wydaje mi się, aby u tak małego dziecka pozostało to bez oddźwięku w życiu przyszłym.

Bardzo dzięki za koment.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • II.
      Wujek Wołodia ma do tego dryg (Ty wiesz, co!)

      Byliśmy na rowerze: ja, kumpela, i jej gach,
      Nagle mi puściły śruby w mimośrodzie!
      Rama mnie bach, spodnie w piach,
      Rower do kasacji, przyrodzenie jakbym dopiero co się urodził!

      Ale w Piterze mówią, że mój sąsiad, były szpieg , jeden z perełek z korytka KGB,
      Wujek Wołodia, tak nazywają go, ma do tego niezły dryg…

      — Wujek Wołodia?
      — Wujek Wołodia!
      Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci!
      Wujku Wołodia, dokręć śruby mi!
      Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig!
      Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi!


      Posiedź jeszcze, wujek Wołodia dokręci kilka śrub.
      A ciocia Natasza nas zaszyje, milcząc jak grób!
      Cała rodzina, cały blok ją na zabój kocha!
      Ciocię znaną jako Bomba (albo Gocha Locha),
      kochają wszyscy, a do tego, prokuratorski złożyła ślub!

      Więc, ciociu, co jeszcze możesz nam zszyć? Wujek Wołodia nam wszystkim kibić tak zwęził, że zaczęła pić!
      Wszystkich nas związała jego wątpliwego wątku wątła nić!

      — Wujek Wołodia?
      — Wujek Wołodia!
      Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci!
      Wujku Wołodia, dokręć śruby mi!
      Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig!
      Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi!


      Wuju, wy, chwała ci chór wujów dostojny!
      Wuju złamany, odkręć śruby tej wojny!

      Wujku Wołodia, d dokręć śruby!
      Wujku Wołodia, d, dokręć śruby!
      Wujku Wołodia, dokręć, błaga cię Twój lud,
      Wujku Wołodia, rozkręć, blogi, Twój lód błogi!

      Wujku Wołodia, do kręć do wszystkich.... śrub!
      Wujku Wołodia, kręć aż po sam....
      Grób!

      III.
      [...]
      „To minie, jak nad Moskwą majowa burza”

      Jak łzy Ukrainy, jak w ustach palce brudnego psa
      Jak legitymacja członka z ramienia spod ciemnej gwiazdy,
      Jak przesłuchanie w chłodni – aż bać się strach!
      Jak korytarze ponure Łubianki,

      Jak gaz z Nord-Ost, który na cel bierze wiatr,
      Jak niesforna sfora federalnych majorów,
      Sewastopol, Donieck i Ługańsk, wagnerowcy i Specnaz,
      Jak pałujący kobiety chłopcy z Omonotworu...

      To na pewno minie,
      Minie jak zły sen!

      Z mokrym workiem nadzianym na mój durny łeb,
      Ślady na dłoni rażonej paralizatorem,
      Jak moja Rosja, czarny więzienny jem chleb,
      Ale uwierz mi: to wszystko zniknie wnet jak nocna zmora!

      W jaki ślepy zaułek wpędził nas marny los?
      Ale gdzieś na horyzoncie widzę światełko
      Upartej nadziei, wiodące w tunelu głąb...

      Uwierz mi, to też minie!

      Jak swastyka Ruskiego Mira,
      I dym pożarów niesiony przez wiatr,
      Wyroki na dzieci z Penzy i Pitera,
      I policyjna suka nabita dziećmi po dach!

      I twój telewizor, z którego pluje Sołowjow,
      Paragraf 228 i kocioł o piątej,
      I chłopcy z prewencji tępo się śmiejący,
      Gazując kobiety, chłopców i brzdące...

      To wszystko minie jak inne miesiące:
      Jak grudzień, styczeń, luty, maj…
      Minie, bez wątpienia minie!
      Na razie w to im graj
      Ale to ich już ostatnie pląsy!

      Jeszcze mam mokry worek nadziany na dumny łeb,
      Na dłoniach ślady po pieszczocie paralizatora,
      Jak moja Rosja, łykam więzienny chleb,
      Ale uwierz mi: to wszystko minie jak ta sfora od majora!

      Wszystko to wkrótce odejdzie wstecz!
      Za rok, za miesiąc, nawet za godzinę;
      Jeszcze wczoraj dyktator imperium miał u stóp,
      A dziś milczy jak grób:
      Teraz to tylko starzec w kostnicy, zimny trup !
      Wszystko kiedyś minie!

      I bramy Lefortowa runą, kraty - wyrwane z ram,
      A moja Rosja w końcu obudzi się ze snu,
      Jak ten zdradzony podwójnie malezyjski wrak,
      I wiosna w końcu zawita na twój lodowaty próg…

      W jaki ślepy zaułek zaprowadził nas marny los?
      Lecz gdzieś na pochmurnym horyzoncie widzę
      Zapomniane światło, co mnie wyprowadzi stąd!

      Uwierz mi, to też minie!
      To przeminie, na pewno! Na pewno przeminie,
      Za godzinę, za chwilę…
      To wszystko minie!

      IV.
      Hm                                            H7
      Wybaczcie piechocie, że bywa bezrozumna ona tak:
                  Em                                  F♯7
      Ty zawsze na wylocie, gdy nad ziemią wiosna idzie w tan,
                 Hm                  A7               G
      Po chwiejnych schodkach schodzisz w werbli takt…
                  Em  in              Hm/F♯     F♯7        Hm
      Zapłacze po tobie tylko wierzba, siostra wierna twych lat.

      Nie ufaj pogodzie, gdy świat cały skryje się w gęstym dżdżu,
      Nie ufaj piechocie, gdy bitne pieśni wciąż śpiewa bez tchu,
      Nie ufaj jej, nie wierz, gdy słowiki zakrzyczą na cały sad.
      Muszą rozliczyć się jeszcze życie i śmierć ze swych spraw

      Ten czas cię nauczył, że tylko w okopie znajdziesz sens i treść:
      Na przestrzał otwierasz życia drzwi tu...
      Towarzyszu, dziękuję ci za Twój hojny gest:
      Jesteś wciąż w boju i tylko to jedno cię zrywa ze snu –

      Dlaczego odchodzisz, gdy nad ziemią wiosna tańczy do utraty tchu?
      I: dokąd uchodzisz, gdy za plecami jej pieśń cię budzi ze snu?

      Edytowane przez Michał Pawica (wyświetl historię edycji)
  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Ken, a na baby dasz? Sadyba "Bananek"  
    • II. Wujek Wołodia ma do tego dryg (Ty wiesz, co!) Byliśmy na rowerze: ja, kumpela, i jej gach, Nagle mi puściły śruby w mimośrodzie! Rama mnie bach, spodnie w piach, Rower do kasacji, przyrodzenie jakbym dopiero co się urodził! Ale w Piterze mówią, że mój sąsiad, były szpieg , jeden z perełek z korytka KGB, Wujek Wołodia, tak nazywają go, ma do tego niezły dryg… — Wujek Wołodia? — Wujek Wołodia! Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci! Wujku Wołodia, dokręć śruby mi! Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig! Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi! Posiedź jeszcze, wujek Wołodia dokręci kilka śrub. A ciocia Natasza nas zaszyje, milcząc jak grób! Cała rodzina, cały blok ją na zabój kocha! Ciocię znaną jako Bomba (albo Gocha Locha), kochają wszyscy, a do tego, prokuratorski złożyła ślub! Więc, ciociu, co jeszcze możesz nam zszyć? Wujek Wołodia nam wszystkim kibić tak zwęził, że zaczęła pić! Wszystkich nas związała jego wątpliwego wątku wątła nić! — Wujek Wołodia? — Wujek Wołodia! Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci! Wujku Wołodia, dokręć śruby mi! Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig! Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi! Wuju, wy, chwała ci chór wujów dostojny! Wuju złamany, odkręć śruby tej wojny! Wujku Wołodia, d dokręć śruby! Wujku Wołodia, d, dokręć śruby! Wujku Wołodia, dokręć, błaga cię Twój lud, Wujku Wołodia, rozkręć, blogi, Twój lód błogi! Wujku Wołodia, do kręć do wszystkich.... śrub! Wujku Wołodia, kręć aż po sam.... Grób! III. [...] „To minie, jak nad Moskwą majowa burza” Jak łzy Ukrainy, jak w ustach palce brudnego psa Jak legitymacja członka z ramienia spod ciemnej gwiazdy, Jak przesłuchanie w chłodni – aż bać się strach! Jak korytarze ponure Łubianki, Jak gaz z Nord-Ost, który na cel bierze wiatr, Jak niesforna sfora federalnych majorów, Sewastopol, Donieck i Ługańsk, wagnerowcy i Specnaz, Jak pałujący kobiety chłopcy z Omonotworu... To na pewno minie, Minie jak zły sen! Z mokrym workiem nadzianym na mój durny łeb, Ślady na dłoni rażonej paralizatorem, Jak moja Rosja, czarny więzienny jem chleb, Ale uwierz mi: to wszystko zniknie wnet jak nocna zmora! W jaki ślepy zaułek wpędził nas marny los? Ale gdzieś na horyzoncie widzę światełko Upartej nadziei, wiodące w tunelu głąb... Uwierz mi, to też minie! Jak swastyka Ruskiego Mira, I dym pożarów niesiony przez wiatr, Wyroki na dzieci z Penzy i Pitera, I policyjna suka nabita dziećmi po dach! I twój telewizor, z którego pluje Sołowjow, Paragraf 228 i kocioł o piątej, I chłopcy z prewencji tępo się śmiejący, Gazując kobiety, chłopców i brzdące... To wszystko minie jak inne miesiące: Jak grudzień, styczeń, luty, maj… Minie, bez wątpienia minie! Na razie w to im graj Ale to ich już ostatnie pląsy! Jeszcze mam mokry worek nadziany na dumny łeb, Na dłoniach ślady po pieszczocie paralizatora, Jak moja Rosja, łykam więzienny chleb, Ale uwierz mi: to wszystko minie jak ta sfora od majora! Wszystko to wkrótce odejdzie wstecz! Za rok, za miesiąc, nawet za godzinę; Jeszcze wczoraj dyktator imperium miał u stóp, A dziś milczy jak grób: Teraz to tylko starzec w kostnicy, zimny trup ! Wszystko kiedyś minie! I bramy Lefortowa runą, kraty - wyrwane z ram, A moja Rosja w końcu obudzi się ze snu, Jak ten zdradzony podwójnie malezyjski wrak, I wiosna w końcu zawita na twój lodowaty próg… W jaki ślepy zaułek zaprowadził nas marny los? Lecz gdzieś na pochmurnym horyzoncie widzę Zapomniane światło, co mnie wyprowadzi stąd! Uwierz mi, to też minie! To przeminie, na pewno! Na pewno przeminie, Za godzinę, za chwilę… To wszystko minie! IV. Hm                                            H7 Wybaczcie piechocie, że bywa bezrozumna ona tak:             Em                                  F♯7 Ty zawsze na wylocie, gdy nad ziemią wiosna idzie w tan,            Hm                  A7               G Po chwiejnych schodkach schodzisz w werbli takt…             Em  in              Hm/F♯     F♯7        Hm Zapłacze po tobie tylko wierzba, siostra wierna twych lat. Nie ufaj pogodzie, gdy świat cały skryje się w gęstym dżdżu, Nie ufaj piechocie, gdy bitne pieśni wciąż śpiewa bez tchu, Nie ufaj jej, nie wierz, gdy słowiki zakrzyczą na cały sad. Muszą rozliczyć się jeszcze życie i śmierć ze swych spraw Ten czas cię nauczył, że tylko w okopie znajdziesz sens i treść: Na przestrzał otwierasz życia drzwi tu... Towarzyszu, dziękuję ci za Twój hojny gest: Jesteś wciąż w boju i tylko to jedno cię zrywa ze snu – Dlaczego odchodzisz, gdy nad ziemią wiosna tańczy do utraty tchu? I: dokąd uchodzisz, gdy za plecami jej pieśń cię budzi ze snu?
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...