Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

                                   I

 

   Mil medytował w swoim pokoju "Iżotela" w Iżewsku. Przerywając od czasu do czasu medytację i sięgając po szklaneczkę, napełnianą miejscową Pepsi Colą. Olga siedziała na fotelu w pewnym oddaleniu,  oglądając "Drapacz chmur" z Dwaynem Johnsonem. Z przyciszonego telewizora, aby przeszkadzać jak najmniej. 

   - Spełniłeś zatem kolejne marzenie - Jezus postanowił włączyć się w tok wyciszających myśli. - Tak, jak ci podsunąłem w ramach naszej duchowej - i podróżniczej - współpracy. Efekty, jak sam przyznasz, są zadowalające. Nawet wielce zadowalające. Ponad twoje oczekiwania. Poznałeś pozytywnych i pomocnych ludzi w kraju, którego obywatele co do jednego, wręcz koncertowo, odsądzani są od przysłowiowych czci i wiary. Co świadczy o odsądzajacych tak, jak świadczy. Życzliwych ponad pieniądze, ponad zajmowane stanowiska i ponad krótki czas znajomości. Sprawdziło się twoje założenie, by nie słuchać i nie wierzyć negatywnej propagandzie. Wszelkie oczerniające generalizowanie jest tyle warte, ile właśnie widziałeś. Czyli  niewiele - Jezus uśmiechnął się, kończąc wypowiedź czytelnym ruchem dloni. 

   - Tak, to wszystko prawda - Mil również uśmiechnął się wewnętrznie. - Tyle życzliwości trudno było się spodziewać. Ale zmieściła się w szerokich ramach oczekiwania i wiary, że będzie dobrze. Słowem nic, tylko wierzyć i oczekiwać. 

   - Dokładnie tak - przytaknął Pierwszy Pozytywny Wśród Ludzi. - Jakkolwiek w pierwszej chwili może wydać się, że brzmi roszczeniowo. Ale tak - ciągle nastawiaj siebie pozytywnie, a to, czego się spodziewasz, po prostu przyjdzie samo. Ba, jeśli dobrze pamiętam - Ten, Który Nie Mógł Niczego Zapomnieć uśmiechnął się ponownie - moi padawani z czasów ostatniego wcielenia zapisali to w słowach "Proście, a będzie wam dane". Różnica w interpretacji jest taka, że sami dacie sobie to, czego oczekujecie. Na zasadzie połączenia z duszą, moją w was cząstką zaangażowaną do urzeczywistniania waszych pozytywnych celów. Współczesnie nazywa się to prawem przyciągania. Jak zresztą zwał, tak zwał. Ważne jest sedno, nie nazwa. 

   - Ale, ale - tu myśli i słowa Mila zbiegły się w jedno ze słowami Pierwszego Spośród Mistrzów - chyba wystarczy tej medytacji. - W tym momencie Mil w swojej wyobraźni zobaczył wskazującą oczami na Olgę twarz Jezusa. - Bo ona czeka cierpliwie. Ale już zbyt długo... 

 

Iżewsk, 22.09.2022 

 

                                   II 

 

   - Faktycznie czekasz już zbyt długo - uznał Mil, podchodząc do Oli, ujmując jej dłoń i pociągając lekko, aby wstała.

   - Faktycznie - zgodziła się - ale nie chciałam ci przeszkadzać. No i film był interesujący. Dwayne Johnson... - zawiesiła celowo głos.

   - Chyba nie jest bardziej interesujący ode mnie? - Mil udał oburzonego.

   - Może i byłby - Ola inteligentnie i z uśmiechem kontynuowała słowną grę - ale jest daleko. Poza tym ty sam jak ty sam - w tej chwili dla mnie jest interesujące co innego.

   - A cóż może być bardziej interesującego ode mnie?! - udał oburzonego jeszcze bardziej.

   - Ja - Ola w odpowiedzi zrobiła nadąsaną minę - dla ciebie.

   Po czym uśmiechnęła się przebiegle i pocałowała Mila. Raz i drugi, sięgając po kolejnym do paska jego spodni, przesuwając dłońmi poniżej.

   - Mmm, czekam na właściwą reakcję - zamruczała, kontynuując całowanie. 

 

                              *    *    * 

   Około południa następnego dnia siedziała razem z Milem na ławeczce, mając przed oczami staw skweru Patriarszych Prudów.

   - Ach, więc to tutaj - powiedziała po kilku chwilach, rozejrzawszy się, nim usiedli.

   - Tu chciałeś się znaleźć i umieścić nas w swojej nowej powieści. Jak Michaił Bułhakow, twój imiennik. Też znam tę powieść i też ją lubię. Trudno zresztą jej nie lubić.  

   - Trudno jej nie lubić - potwierdził, uśmiechając się. Zarazem do Oli i do swoich myśli.

   - Jestem twoją Małgorzatą - wypowiedziała Ola myśl, która nagle przyszła jej do głowy. Trudno powiedzieć, spodziewana czy nie. - I twoim natchnieniem.

   - Właśnie tak - odpowiedział Mil, spoglądając jej w oczy.

   Przysunęła się bliżej i oparła o niego, kładąc głowę na jego ramieniu. Milczała dłuższą chwilę.

   - Michaił - nieoczekiwanie dla samej siebie zwróciła się doń rosyjską wersją jego imienia. Tak, jak najprawdopodobniej zwracała się do Bułhakowa jego trzecia żona, Helena * . Nieoczekiwanie, bo zwykle mówiła do niego "Zbigniew", używając drugiego imienia.

   - Pozostanę nią, chcesz? - zapytała.

   - Chcę - odpowiedział wzruszony, ściskając lekko jej dłoń. - Pewnie, że chcę. Nie musisz pytać. Ale...

   - Jakie ale? - zapytała szybko, zmienionym trochę tonem.

   - Pewnie, że chcę - powtórzył w reakcji na zmianę w jej głosie. Bądź tego pewna. Ale... - znów powtórzył. Przekomarzająco.

   - Ale? - przekrzywiła głowę, spoglądając mu z uśmiechem w oczy.

   - To zależy od ciebie.

   Później, trzymając się za ręce, szli Sadową w kierunku domu ** , gdzie przed laty mieszkał Bułhakow. Ona w długim, jasnym płaszczu, dziwnie podobna w nim do Małgorzaty. On w brązowej skórzanej kurtce i kapeluszu. Kontrastowo. Było ciepło, chociaż pochmurno, jak na drugą połowę września.

   - To dla ciebie ważne - powiedziała w zamyśleniu. - Aby być tutaj. Ze mną.

   - Tak, ważne - potwierdził. - To podróż miłosna i literacko-duchowa, jak ci mówiłem. Moja Małgorzato.

   - Olu-Małgorzato - poprawiła z rozbawieniem w oczach. 

   - Moje natchnienie - odwzajemnił spojrzeniowy uśmiech. 

Cdn. 

 

* Helena Siergiejewna Szyłowska była trzecią żoną M.Bułhakowa i inspiracją powieściowej Małgorzaty. Ich ślub miał miejsce w 1931 roku.

** Budynek ów znajduje się pod numerem 10. 

 

Moskwa, 23.09.2022

   

 

 

 

   

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Edytowane przez Corleone 11 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@WiechuJK 

   Mil popija medytację Pepsi Colą,

   a Ola go nie rozprasza z dobrą wolą. 

   Cierpliwie do czasu czeka,

   chwile upojne odwleka

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

.

 

   Wiesławie, dzięki Ci bardzo za wizytę, czytanie i komentarz . Ciąg dalszy rozdziału dodam wkrótce. 

   Co tam u Ciebie ? 

 

   Serdeczne pozdrowienia.

 

 

   

Edytowane przez Corleone 11 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Pytasz co u mnie, kolego po piórze?

Wszystkie radości śpiewają jak w chórze. 

Odsyłam smutki w zakątki Wszechświata,

jeżeli powrócą, trzymam w ręce bata.

 

   Skróciłem trochę Twoją fraszkę - z 11/11//12/13 do 11/11/11/12. Przez to czyta się ją lżej

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

. Przeczytaj na głos, poczujesz. 

   Serdeczne pozdrowienia .

 

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Waldemar_Talar_Talar Dziękuję za szczery komentarz, bo to wszystko prawda. Cóź mogę powiedzieć.. Trzeba nieustannie dbać o to, żeby w merytoryczny i przystępny sposób przekazywać wiedzę kolejnym pokoleniom, żeby wiedziały więcej.. żeby np. rozumiały PRAKTYCZNĄ część zastosowania "nudnej" historii, a mianowicie, iż historia to dziennik zdarzeń, który wykorzystany w odpowiedni sposób pozwoli oszacować przyszłość. Najciekawsze w tym jest to, że pisze to człowiek, który raczej ukochał przedmioty ścisłe: matematykę, fizykę, chemię, biologię, etc. ;) Pozdrawiam serdecznie! J. J. Zieleziński   @Poet Ka Jest mi bardzo miło, że mój skromny wierszyk się Tobie spodobał Poet Ko :) Pozdrawiam serdecznie! J. J. Zieleziński   @Berenika97 Mam dokładnie to samo zdanie. Uważam, że jako Polacy posiadamy na tyle intelektu i sprytu, że powinniśmy to wykorzystać. Nie na darmo słowo wywiad i kontrwywiad po angielsku to odpowiednio: inteligence i counterinteligence. ;) Dziekuję za przepiękny, rymowany komentarz, który mógłby być doskonałym uzupełnieniem tegoż wiersza. Bardzo to doceniam Bereniko. Pozdrawiam serdecznie! J. J. Zieleziński      
    • porwane w ry- trzepot lekkich skrzydeł w wietrze nawzajem przycią- wpadają w quasi-śnieżny puch w impecie zaginają sobie skrzydła skra, rzucona w ogień zapalniczka słońce najcieplejszego dnia w tym roku smugi jak opatrzność bo- stęk połyka jej sapiący oddech pot to rosa miłości skraplana z trudnej do wdechu, ach, pa- pary, pary.. w powietrzu... smuga jego cienia ledwo widoczna z zniknęła jacy oni muszą być czer- jej skrzydło muska jego skrzydło tracą na chwilkę swe impety on ucieka, od tego, że goni ona goni, za tym by uciekać gorący wiatr po- porywa ziarnka piasku na rzęskach osiada więcej puchu za słabe skrzydła by je złamać trzeba by je zmiąć, czy podrzeć wir..zakręcił        ...nie nie widzę nie widzę cię a wiszę, wiszę kiedy ćmy wskakują w ognie wskaż mi dro- gi, drogę, drogi, drogi zderzenie samymi paliczkami odrywa z obu część energii aż padną oboje na ziemię   ============ dla najlepszego efektu sugeruje się, aby osoba recytująca wykonywała w międzyczasie deskę.
    • Zamknięty na pustej łące. Uwierzył. Ma przy sobie śniadanie, lecz usłyszał, że odczuwa głód. Uwierzył i opada z sił. Cisną go buty, chociaż idzie na bosaka. Też uwierzył. Pada deszcz, lecz nie może zwilżyć ust. Kolejny raz uwierzył. Ma dziesięć centymetrów wysoka, a trawa cholernie wysoka. Tak rzekł Głos.   –– A on uwierzył? –– Skąd wiedziałeś? Prorokiem jesteś? –– Jestem mówiącą małpą. Wierzysz? –– Wierzę. –– Akurat… zwierciadłem. Wierzysz? –– Wierzę. –– Cholera jasna. Czy jest coś, w co nie wierzysz? –– Tak. –– Co? –– Nie wierzę, że mógłbym w coś nie uwierzyć. –– To jest sprzeczność. –– Wierzę, że nie jest. –– Hmm… a zatem nic dziwnego, że jesteś... kim jestem.   ***   –– A kim jesteś? –– Tym, w co wierzysz. –– A w co wierzę? –– Skąd mi wiedzieć, konkretnie w co? Jestem wszystkim. –– Jak to wszystkim? –– Skoro wierzysz we wszystko, a ja jestem tym w co wierzysz, to jestem wszystkim.   –– Nie chce wierzysz we wszystko. Chce mieć wybór. –– Trudna sprawa. Szczególnie dla ciebie. Kolejna sprzeczność. –– A wiesz, że zawsze kłamię? –– Skoro powiedziałeś prawdę, że zawsze kłamiesz, to nie zawsze, bo przed chwilą nie skłamałeś. A jeżeli skłamałeś, że zawsze kłamiesz, to też nie zawsze kłamiesz. –– Ale wierzę, że kłamię. –– Czyli nie we wszystko wierzysz, bo w niektórych kwestiach mogłeś mnie okłamać? To ja już nie wiem, kim jestem. –– Wierzę, ale to nie zmienia faktu, że przez to zmienię realny świat. Pozostanie takim jakim jest faktycznie. Moje wierzenie lub nie, tego nie zmieni. –– Zatem dla każdego innym, w zależności od kontekstu, związanego z jego pojmowaniem świata. Czyli każdy ma swoje małe światki, z którymi się boryka w jednym dużym, takim samym dla wszystkich, w sensie niezmiennych zasad. –– Niezmiennych? Czy aby na pewno? Wierzę, że nie.   –– Skoro wierzysz, że potrafisz kłamać, to nie wiem, czy mogę ci zaufać? –– Nie możesz. A wiesz dlaczego? –– Wiem. Bo ty sam sobie nie ufasz? –– A ty? –– Nie można do końca ufać teatrowi, w którym gra się główną rolę. Kurtyna może być podniesiona za wcześnie. –– Lub za późno zasłonić nasze przedstawienie, przed publicznością. –– Chyba, że jej nie będzie. –– Ważne, by mieć dystans do samego siebie i wciąż ten dystans pokonywać, czasami na bieżni autoironii, co daje zupełnie inna perspektywę, spojrzenia na bliźniego swego i świat wokół. –– Jest jeszcze sufler. –– A co ma sufler do tego? Wierzysz, że jest i zawsze słusznie podpowie? –– Wierzę, że trzeba nam skończyć przynudzać, bo żaden rozumny tego nie przeczyta, ze zrozumieniem.   –– Rozumny w jakim zrozumieniu? W porównaniu, do jakich umysłów? Racjonalnych, zwariowanych, roztropnych, praktycznych, szalonych, abstrakcyjnych, stąpających twardo po ziemi lub kompilacji tego wszystkiego, co wymieniłem i nieskończonej reszty możliwości –– Wierzę, że umysł nie może stąpać twardo po ziemi. –– Ale jego transporter szarych fałd, już tak. –– Chyba, że się poślizgnę na własnej pewności, bo za gładko. –– Pewności czego? –– Wszystkiego w co wierzę, że uznaję za pewne. –– Na przykład życia po tym, jak zwalisz… –– Kupę? –– Nie. Kopnę nogą w kalendarz, a kołek w ścianie, za bardzo przerdzewiały? –– To akurat nie jest pewne, to całe: po tym, aczkolwiek możliwe. Na to nie mamy żadnego wpływu. Pozostaje jedynie cierpliwie czekać i tu akurat jest pewność, że każdy doczeka swój rozkład jazdy. –– Dokąd?   –– A skąd mam to wiedzieć? Nie byłem, nie wróciłem, a jak będę, to nie wrócę. Można jedynie domniemać, że jeżeli nic tam nie ma i znikniemy zupełnie absolutnie, razem z tym wszystkim, cośmy dokonali jako rasa ludzka, to można takie założenie, bardzo skrótowo przyrównać do sytuacji, kiedy człowiek przeżywa wiele wspaniałych przygód i nagle doznaje totalnej amnezji i nic nie pamięta, z tego co przeżył. To równie dobrze, mógłby tego wszystkiego nie zaznać i wyszło by na to samo. Szczęście nie pamiętane w nas umiera. Przestaje być szczęściem. –– Zło nie pamiętane, też przestaje nas męczyć jak diabli. Bo ta cała rasa, taka święta nie jest. I my razem z nią. Tfu! –– Ale jest czasami potrzebne w sensie porównawczym, by wiedzieć, co nas dobrego spotkało i co nam się udało uniknąć, gdyż czasami o tym zapominamy. Niezapominajki mają lepiej. Rosną i wszystko pamiętają. –– Nie wiem czy lepiej, skoro tak. No dobra. Kończmy, bo zgłodniałem. –– Chcesz mnie zjeść? A może wszystkie rozumy? –– Zgadnij w jakim zrozumieniu, jestem rozumny? –– Tak głupkowato skończymy naszą wspaniałą, jakże nowotarską dysputę? Jak tak można? Czterema razami o rozumach?   –– No przecież jesteśmy aż i tylko ludźmi. Potrafimy równie mocno miłować lub przeciwnie. Taki kogel mogel, cały czas przez los, lub nas samych mieszany. Mamy rozum, ale nie całą wiedzę, by pojąć chociażby własny umysł i nie podcinać gałęzi, na której siedzimy, od strony pnia. Już nie wspomnę o tym, co poza naszym pojmowaniem.   –– A o czym nie wspomnisz? –– Co? Długo tak będziemy siedzieć i wspólnie milczeć. Nawiążmy wreszcie jakąś sensowną rozmowę. –– A o czym nie wspomnisz? –– Co? Długo tak będziemy siedzieć i wspólnie milczeć. Nawiążmy wreszcie jakąś sensowną rozmowę. –– A o czym nie wspomnisz?...        
    • @Na liniach czasu   lato z miodem   niebo z konstelacjami gwiazd   łąka złocista od kwiatów    lgną i tak przenikają się   jak miód na tej kromce chleba     dając smak ciepłych miesięcy   i kwiatów w słońcu stopionych
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...