Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

mój bóg Silnych każe

zetrę wasze twarze
na krwawą miazgę
kamieniem
kopcie grób sobie
przedtem

mój bóg Silnych karze

tych co darmo jedzą nasz chleb
i dzieci mieć nie chcą "och, nie!"
nasz naród owrzodzą
więc łeb im roztrzaskam
że hej!

wcześniej jednak homo-
zamienie na pede- i pedo-
tak jak kiedyś Żydom
dałem ksywkę pasoŻyd
(te pod-ludzie i śmieci
do krzyża nasze dzieci
na mace ubiły - to wstyd!)

wcześniej jednak zetrę ich twarze
kamieniem - jak bóg mój każe
na krwawą i niemą miazgę
która nie powie już nic

Opublikowano

Pierwsze i ostatnie ostrzeżenie - jak chcesz się tak dalej bawić pisz sobie takie wiersze na zebrania radykalnej prawicy czy Młodzieży Wszechpolskiej ale nie szerz tu nienawiści i swoich okropnych, rodem z Mein Kampf poglądów. "pod-ludzie"? Wstydź się!
Bez pozdrowień,
Anna Janik

Opublikowano

Skoro Ania mnie tak odebrała, to czuje się spełniony...
Nie, droga Aniu, nie jestem rasistą - mój wiersz miał na celu zestawienie rasizmu z homofobią-jest momentami tak samo obrzydliwa - i tak samo polega na dehumanizacji osób, które się potem dyskryminuje ( to właśnie miałem na myśli, pisząc o ścieraniu twarzy na krwawą miazgę )
W pewnym sensie zainspirował mnie do tego utwór Toola pod tytułem "Prison Sex", który opowiada o molestowaniu z punktu widzenia gwałciciela. Utwór ten jest dogłebną analizą kręgu cierpienia molestowanej osoby, ofiary, która staje się katem...

Nie ważne - czekam na krytykę za formę!
Nie jestem antysemitą ;) uwielbiam powieści Rotha.

Opublikowano

Okej, przepraszam, ale już się bałam że należysz do radykalnej prawicy...odwołuję wszystko...po prostu nieźle prowokujesz...taaak...to już komplement...do formy nie mam nic jest ok:)
Mea culpa, mea culpa,mea maxima culpa :))
Bardzo przepraszająco pozdrawiam,

Anna Janik

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...